Druga młodość sportowca czyli wrócę mocniejszy!

W ciągu ostatniego roku zostałem specjalistą od fizjoterapii. To może nie powód do doktoryzowania się, ale na pewno wiem więcej niż wcześniej. Czyli prawie nic.



Jeśli śledziliście moje poprzednie wpisy to wiecie, że ambitny plan powrotu do szczytu formy został wyhamowany przez kontuzję. Z jakiegoś względu najbardziej podobają mi się ostatnio wyścigi ultra, a akurat te mi najbardziej szkodzą. Czyli jestem niespełnionym ultraholikiem. Ba, póki co biję rekordy w nieukończonych wyścigach. Wystartowałem w dwóch, dwóch nie ukończyłem. Za każdym razem gdzieś po 300 kilometrach jazdy niemal bez przerwy wysiada któreś z kolan. To samo było w ubiegłym roku w Carpaii Divide, to samo w Pomorskiej 500. Mam też sukces - numer startowy i pamiątkowy kubek oraz czapkę z Poland Gravel Race. Gdzie nawet nie pojawiłem się na starcie, choć byłem zapisany. Przyszły pocztą.

 

Co nie zmienia faktu, że nadal w ultra chcę startować. Próbuję więc zrobić porządek z kolanami i stopniowo zwiększam tygodniowe dystanse, by kolana przyzwyczajać do obciążeń. Przeciętnie 200 km tygodniowo (mój profil na Stravie) zdecydowanie poprawiają samopoczucie, dodatkowo też się więcej ścigam. We wszystkim w czy możliwe, włącznie z powrotem do maratonów. To uczucie z powrotem przewentylowania płuc.... jest niepowtarzalne. Zapomniałem, jak bardzo to lubię, bo długie dystanse jeździ się inaczej. Start w Bike Maratonie w Zieleńcu, gdzie po raz pierwszy wybrałem krótszy dystans Classic, dobitnie mi to uświadomił. Flow powrócił, nawet jeśli nie widać tego w wynikach. 

 

Co do fizjoterapii, bo dystanse to jedno, a poradzenie sobie z problemami to drugie. To prawdziwa epopeja. Domyślam się, że większość osób, które ma podobne lub inne kontuzje jak ja, także zanim zostanie postawiona właściwa diagnoza odbija się od drzwi do drzwi. W moim przypadku nadal nie do końca jestem przekonany co do całościowego obrazu, bo nie mogę znaleźć osoby, która ogarnie obraz od początku do końca. Poza tym, że mam wrażenie, że dostęp do fizjoterapii to temat na czasie a sama fizjoterapia to towar mocno deficytowy. Wiadomo, dla mnie nie jest to rzecz ultra pierwszej potrzeby, ale na fachowca nie jest łatwo trafić. Moja obserwacja sprowadza się do tego, że owszem, aktualne dolegliwości są zaleczane, ale trudniej jest dotrzeć do ich sedna. Więc.... chyba na pewno wiem co mi jest! Całość sprowadza się do liniowego ustawienia kolan, tak, by nie uciekały do środka. Pomaga rozsunięcie pedałów - póki co blokami, ale zamierzam użyć dłuższych osi. Czeka mnie też bike fitting, kolejny zresztą, właśnie pod tym kątem. Oraz ćwiczenia wzmacniające odpowiednie grupy mięśni, podobno głównie pośladków.

 

W sumie całość sprowadza się do jednego - mogłem zająć się właściwą pozycją na rowerze wcześniej. Albo zostać przy enduro, a nie porywać się na jakieś ultra. Taką opinię też usłyszałem. Czy wszystkie zabiegi coś dadzą? Zobaczymy w przyszłym sezonie!

 

Komentarze do artykułu