Druga młodość sportowca – motywacja, głupcze!

Po dziesięciu latach ścigania maratony zwyczajnie mi się znudziły. Ale po kilku latach przerwy i eksperymentów z innymi dyscyplinami zatęskniłem także do nich. I tak oto powstał cykl "Druga młodość sportowca", który możecie czytać regularnie w BIKE i na naszej stronie. A wpisy powstały i powstają z potrzeby częstszej aktualizacji postępów i z chęci dzielenia się przemyśleniami na bieżąco.



Dlaczego? Bo wydaje mi się, że moje perypetie powracania do formy mogą przydać się innym. Ponadto mam wrażenie, że pisząc o postępach rzadziej, sprawiam, iż część tego procesu umyka. A po drodze dzieje się wiele rzeczy, które z mojej, a może też waszej perspektywy, mogą okazać się ciekawe.

 

Otóż objawieniem ostatniego miesiąca było szkolenie techniki jazdy.

Radzę sobie na rowerze, na maratonach zwykle wyglądało to tak, że na zjazdach nadrabiałem to, co traciłem na podjazdach. Tyle że w maratonach ich cały urok polega na tym, że zawsze znajdzie się jakiegoś przeciwnika na swoim czy podobnym poziomie. Wśród setek ludzi łatwo też znaleźć takich, którzy zjeżdżają gorzej. A co z lepszymi? Po prostu nigdy ich nie dogoniłem! Przeceniając więc trochę swoje umiejętności, zakładałem do tej pory, że specjalnie nie potrzebuję uczyć się czegoś dodatkowo. To, co umiem, wystarczy. Ale spotkanie z Łukaszem "Luśkiem" Szymczukiem uświadomiło mi, jak wiele mam jeszcze do zrobienia.

Co prawda lata wyrobionych nawyków sprawiają, że momentami jest trudniej, ale ma to swoją drugą stronę, sam fakt nagle otworzył mi oczy. Dostałem kopa, nową motywację, by pouczyć się czegoś nowego. Fakt, że nie przychodzi to łatwo, jest tym cenniejszy. A najzabawniejsze, że Lusiek pokazał mi przy okazji rzeczy oczywiste, czego sam nie widziałem, np. opowiadając o technice spadania z dropów Nino Schurtera polegającej na spadaniu na przednie koło, by szanować sprzęt, tak przeciwstawnej wobec klasyki w postaci lotu na dwa koła albo na tył.

 

Mam więc co robić, ćwiczenia przede mną! A przy okazji motywacja wzrosła nieziemsko. Po raz pierwszy w życiu robię sobie konkretny kalendarz startowy, w planach m.in. Carpatia Divide i Mouflon Tracks. Oj, najeżdżę się w tym roku.

 

A miniblog będzie miał dalsze odcinki :)

 

 

 

Nino leci z wdziękiem na nos! 

 

Komentarze do artykułu