Legalne wspomagacze. Brać czy nie brać?

Myśl o tym, że zażycie jakiegoś środka sprawi, że będziemy szybsi, jest bardzo kusząca. Producenci suplementów obiecują, że ich odżywki pozwalają taki cel osiągnąć. Tyle tylko, że zależy im przede wszystkim nie na naszym wyniku sportowym, ale na tym, by swój produkt sprzedać. Brać więc, czy nie brać?



Zbilansowane żywienie

 

Oczywiście fora sportowe roją się od wpisów, które mówią o tym, co działa, a co niekoniecznie. Bez problemu znajdziecie konkretne nazwy, jak i metody stosowania różnych środków. Wystarczy jednak, byście zwrócili się po radę do fachowca, takiego jak dietetyk sportowy, a usłyszycie, że podstawą wyniku jest po prostu... właściwe odżywanie. Oznacza to obecność w tym, co jemy, wszystkich składników niezbędnych do funkcjonowania organizmu, ale i do ćwiczeń. Musimy mieć więc nie tylko energię, by nasze mięśnie mogły działać (węglowodany), ale także materiał, by móc je budować (białko, albo bardziej „naukowo” proteiny), ale też tłuszcze (np. po to, by mogły się w nich rozpuszczać witaminy) oraz makro- i mikroelementy (bo bez nich organizm nie działa i tyle). Proporcje między nimi zależą od uprawianej dyscypliny, ale i od momentu w sezonie. Kolarze  niekoniecznie skazani są wyłącznie na makaron, ale nie da się ukryć, że węglowodany w naszej diecie to podstawa. Co znów nie znaczy, że tylko one, bo dieta właściwa oznacza „zbilansowana”, czyli zawierająca wszystkie konieczne składniki.

 

 

Tajemnicze etykiety

 

Owe informacje na temat odżywiania to oczywiście nie jest wiedza tajemna, dlatego też opierają się na niej również producenci wszelkiego typu suplementów. Znakomita większość zawartych w naszych codziennych posiłkach składników znajduje również w odżywkach, choć niekiedy zgrabnie ukryta. Banan nie ma stosownej etykiety, choć składa się, gdy jest dojrzały, nawet w 80% z łatwo przyswajalnych cukrów prostych, identycznie jak... batonik energetyczny. Warto więc uważnie czytać etykiety, by się przekonać, że nie kryją żadnych „cudownych” środków, tylko coś, co najczęściej dobrze znamy, choć niekoniecznie nazywamy. Dlatego też klucz do skutecznego działania często tkwi więc w tym nie co, ale jak.

 

Konsystencja

 

O tym, czy dana odżywka (żel, baton, itd., niepotrzebne skreślić) będzie działać decydować więc będą cechy inne, np. przyswajalność. Wiadomo, że w trakcie maratonu, jeśli ktoś walczy o miejsce, łatwiej jest się napić napoju i w ten sposób przyjąć węglowodany niż pogryźć twardy baton. Istotny staje się także wzajemny stosunek poszczególnych składników - np. w przypadku napojów sportowych zawartość procentowa węglowodanów - czy też takie cechy, jak np. ciśnienie osmotyczne, które w izotonikach odpowiada ciśnieniu komórkowemu i tym samym ma ułatwiać przyswajanie. Taki napój, oprócz po prostu wody, ma jednocześnie dostarczyć składników mineralnych, które tracimy wraz z potem. Bardzo praktyczne.

 

 

Mgła informacyjna

 

Poza wieloma substancjami, które łatwo zidentyfikować, w omawianych środkach można znaleźć kolejne, których nazwy brzmią niczym zaklęcia czarnoksiężnika. Sytuacji typowego użytkownika popularnych suplementów nie ułatwia fakt, że trudno jest dotrzeć do obiektywnych informacji na temat poszczególnych środków. Warto podkreślić, że nie są one jednak lekami - nawet jeśli część można kupić w aptekach - i jako takie kontrolą tego, co jest, a co nie jest dopuszczone do sprzedaży zajmuje się Główny Inspektor Sanitarny i podległe mu urzędy. Oznacza to znaczne uproszczenie procedur niż w przypadku leków, nie określając jednocześnie, czy coś działa, czy też nie. Szukając więc informacji o suplementach jesteśmy skazani na swojego rodzaju mgłę informacyjną, w której łatwo się zgubić. Wiadomość dobra jest taka, że jeżeli suplement ma atest - a mieć powinien - nie powinien nam zaszkodzić. Zła zaś taka, że jeśli chcemy mieć pewność, to powinniśmy dodatkowo sprawdzić wszystkie składniki po kolei, czy przypadkiem żaden z nich nie znajduje się na tzw. „Liście substancji i metod zabronionych” (aktualną znajdziecie na antydoping.pl).

 

Szara strefa

 

Warto mieć świadomość, że stosowanie suplementacji w sporcie powinno być połączone z poglębianiem wiedzy na temat odżywiania i szerzej fizjologii. Choć środki nazwane zbiorczo „suplementami” zazwyczaj nie zawierają składników znajdujących się na wspomnianej liście, nie ma 100-procentowej pewności, że tak nie jest. Dla amatora, nawet ambitnego, nie ma to żadnego znaczenia, ale wielokrotnie już sportowcy wyczynowi mieli problemy, bo „złapano” ich na zanieczyszczonych odżywkach. Środki pochodzące np. z USA mogą przywołać kłopoty, bo nie dość, że prawo inaczej tam definiuje suplementy w ogóle, to nie wszystkie składniki ujawniane są na etykietach. W dodatku o tym, czy coś podpadnie pod definicję dopingu zależy np. od dawkowania, które wielokrotnie jest traktowane z dużą nonszalancją (bo jak wezmę dwa razy więcej to będę dwa razy szybszy itd). Tym samym trudno niekiedy jest wyznaczyć granicę pomiędzy tym co jest dozwolone, a co nie - to zresztą jedna z przyczyn ujęcia minimalnych dawek wielu środków na liście dopingowej, które uznaje się za doping (wspomnianej granicy zabrakło w słynnej aferze z Clenbuterolem i Contnadorem).

 

Jak więc brzmi odpowiedź na postawione na wstępie pytanie? Wszystko jest dla ludzi, o ile tylko do tematu podejdziemy z głową. Suplementy nie zastąpią zbilansowanego odżywiania, podobnie jak treningu, ale na pewno mogą ułatwić życie. Napoje, żele i batony energetyczne pozwalają w wygodny sposób dostarczać energii i pozwalają koncentrować się na tym, co wszyscy lubimy najbardziej, czyli jeżdżeniu. Jeśli zaś chcemy wypróbować określony środek, to należy sięgnąć po produkt ze sprawdzonego źródła i przetestować go w trakcie treningów, zanim użyjemy go w wyścigu!

 

 

Ola (na zdjęciu) brawurowo udowodniła w ubiegłym roku, że da się wystartować w Bike Maratonie i go ukończyć. 

Bez suplementacji i bez treningu :)

Przypominamy jej historię - Bike Maraton hero

Komentarze do artykułu