Bike Maraton Hero

Czy start w maratonie to wyzwanie? Z perspektywy kogoś, kto ściga się od lat, rutyna, ale nic tak dobrze nie robi starym wyjadaczom, jak konfrontacja z rzeczywistością.



TEN PIERWSZY RAZ

 

Oczywiście, trudno po raz kolejny przeżyć swój pierwszy raz, postanowiliśmy więc zwrócić się o pomoc do naszych Czytelników. Żeby pokazać, ale i przypomnieć sobie, że to proste i niesłychanie odświeżające, a wyzwania są właśnie po to, by je podejmować. Choć historia maratonów MTB w Polsce liczy sobie już ponad 20 lat, nie widać, by ich popularność miała zmaleć. W każdy weekend sezonu tysiące zawodników przemierzają kraj wzdłuż i wszerz, by stanąć do rywalizacji. Wielu z nich startuje w kultowym Bike Maratonie. Mając na uwadze nasz patronat nad imprezą, korzystając ze współpracy z organizatorem cyklu BM, jak również z dystrybutorem polskiej marki Accent, opracowaliśmy więc koncepcję akcji i w kwietniu br. umieściliśmy na FB ogłoszenie.

 

Pierwszy maraton - Bike Hero

 

BIKE MARATON HERO POSZUKIWANY!

 

„Jesteś świeżakiem? Nigdy dotąd nie wystartowałeś w jakimkolwiek maratonie, a zawsze o tym marzyłeś? Nie masz odpowiedniego sprzętu, a może po prostu nie wiesz, czy twój rower nadaje się na wymagające trasy? Miałeś zamiar zadebiutować w tym sezonie, ale jeszcze nie zabrałeś się za przygotowania? Jeśli tak, to właśnie Ciebie szukamy!
Potrzebujemy odważnego amatora, który zgodzi się wystartować po raz pierwszy w maratonie i zostać bohaterem reportażu w magazynie BIKE. Nie dla sławy i nie dla pieniędzy, lecz w imię zdobycia doświadczenia i możliwości podzielenia się nim z innymi amatorami”.

 

Pierwszy maraton - Bike Hero

 

LIST MOTYWACYJNY

 

Po publikacji ogłoszenia wszystkimi możliwymi kanałami zaczęły spływać do nas listy. Pisali urzędnicy dojeżdżający do pracy na rowerach miejskich i miłośnicy jazdy turystycznej z sakwami. Biła z tych opowieści wspólna wszystkim tęsknota za zrobieniem czegoś szalonego, za adrenaliną, próbą wejścia w zupełnie obcy, ale fascynujący świat. Wśród kilkunastu zgłoszeń znalazł się i list Aleksandry. Czym nas ujęła? Niepodrabialnym entuzjazmem i świeżością! Ola napisała tak:
„Mam 38 lat, jestem urzędnikiem samorządowym, mamą dwójki dzieci i nigdy nie zrobiłam w życiu nic szalonego! Rower mam miejski, wiekowy i na nim z prawdziwą przyjemnością jeżdżę do parku, bez żadnych ekscesów... Za to mój mąż bierze udział w zawodach. Jest maniakiem rowerowym i gdy rozpocznie się sezon, żyje tylko zawodami. Ja wyczekuję go zawsze na mecie. Tym razem to ja bym chciała, żeby czekał na mnie z dumą. To ja chcę wreszcie poczuć tę adrenalinę, zawzięcie, karuzelę emocji. Nie mam sprzętu, stroju i żaden ze mnie sportowiec, mam za to chęć zmierzenia się sama ze sobą. Jeśli uznacie, że taka osoba Wam odpowiada, dajcie znać, a stanę na starcie z numerkiem na piersiach w szranki z innymi.
PS 13.05 mam urodziny i byłby to PREZENT ŻYCIA!”

 

Pierwszy maraton - Bike Hero

 

ZADZIAŁAŁO!

 

Zajęliśmy się logistyką. Trzeba było ściągnąć rower we właściwym rozmiarze. Karbonowy model Peak 29 Accenta w rozmiarze S mieliśmy w rezerwie, ale okazał się za duży dla Oli mierzącej 160 cm wzrostu, dojechał więc damski Accent Peak na ramie aluminiowej. Przygotowaliśmy strój w odpowiednim rozmiarze, kask i okulary oraz płaskie pedały, ponieważ z lekkim niepokojem przyjęliśmy informację, że Ola nigdy nie jeździła na MTB i w terenie, a tym bardziej nie wpinała się w pedały. Na szczęście najkrótszy dystans FUN BM nawet w Polanicy jest krótki, założyliśmy więc, że motywacji i energii powinno wystarczyć. Pozostało już tylko śledzenie prognozy pogody.

 

Pierwszy maraton - Bike Hero

 

RODZINNA ESKAPADA

 

Wszystkim osobom, które zgłosiły się do nas w ramach akcji BM HERO, umożliwiliśmy bezpłatny start, ale oprócz Oli tylko Tomek pojawił się w sobotę w Parku Zdrojowym w Polanicy. Nie wiemy, czy to nadciągający front deszczowy, czy obawy przed trudną trasą sprawiły, że pozostali się nie zdecydowali, choć na starcie w Polanicy spotkaliśmy osoby, które przyjechały na maraton po raz pierwszy!
Ola zjawiła się w asyście męża, o którym wspominała w liście, dzieci i teściów, czyli z ekipą motywująco‑wspomagającą. Mąż Andrzej, zawodnik Romet Factory Team, tym razem postanowił nie startować, tylko towarzyszyć żonie w roli eskorty, nasza ekipa urosła więc do trzech osób. Spotkaliśmy się o 9 rano. Bez problemu i kolejek naszej zawodniczce udało się więc zapisać i odebrać numer startowy. Potem jeszcze tylko ustawienie roweru, dobranie koszulki, spodenek i można było startować.


W sezonie 2019 najkrótszy dystans bikemaratonowy Fun, który dołączył do trzech pozostałych (Classic, mniej więcej dawne Mini, Mega i Giga) startuje jako ostatni, o 11:30. Pozwala to uniknąć tłoku na trasach, a jednocześnie ci, którzy startują po raz pierwszy, unikają niebezpiecznych sytuacji. Na dystansie Fun nie ma też sektorów, wszyscy startują razem. Dzięki temu obyło się bez nerwów. Wystartowaliśmy punktualnie!

 

 

 

DALEKO JESZCZE?

 


Po ostatnich zmianach trasy Bike Maratonu Fun w Polanicy zaraz po starcie prowadzi w dół, przecina centrum miasta, by zataczając łuk, wrócić w kierunku lasów. Pierwsze kilometry minęły nam na oswajaniu roweru i utrzymywaniu równego tempa. Ola szukała swojego, kombinując z przełożeniami, zdecydowanie preferowała cięższe. Pierwszy kryzys nastąpił po około pięciu kilometrach, czyli w środku jedynego, za to bardzo długiego podjazdu. Trasa Fun lekko wznosi się praktycznie bez przerwy, od czasu do czasu wypłaszczając, ale też serwując kilka bardziej stromych odcinków. Brak treningu dał się w końcu we znaki. Dwa razy Ola zsiadała z roweru, odpoczywając, i chwilę go prowadząc. Po przekroczeniu jednak „masy krytycznej”, czy też niewidzialnej linii, okazało się, że pedałowanie jest jednak lżejsze i kolejne przystanki nie były już konieczne.


Z Andrzejem zagrzewaliśmy Olę do walki, rozmawiając przy okazji, jak trafił do Romet Factory Team. Ekipa Rometowców liczy ponad 100 osób, a Andrzej ściga się zwykle na dystansie Classic. Dopingując naszą amatorkę i zabawiając ją rozmową, dotarliśmy do znaku „Bufet 500 m”. Ola dostała skrzydeł, my także, choć znów pojawił się element niepewności. Jak zachowa się na zjazdach?! Trasa w Polanicy zawsze obejmowała słynny zjazd w kierunku wiaduktu, po mokrych korzeniach i kamieniach. Czy także na dystansie Fun? O tym mieliśmy się dopiero przekonać.

 

Pierwszy maraton - Bike Hero


TAKA NIESPODZIANKA!

 

 

„Z pewną nieśmiałością” patrzyliśmy, jak Ola wjeżdża na pierwsze fragmenty w błocie, z jeszcze większą, gdy trafiła na pierwsze kamienie. Niepokój na naszych twarzach szybko ustąpił miejsca niedowierzaniu, bo tam, gdzie inni startujący z grupy Fun sprowadzali, Ola zjeżdżała! Czy można mieć wrodzony talent do zjeżdżania, zupełnie o tym nie wiedząc? Najwyraźniej tak! Jeszcze większe było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że również na najkrótszym dystansie trzeba jednak pokonać wspomniany zjazd. Ten od lat zbiera żniwo w postaci kontuzji i połamanego sprzętu, nie wspominając o kichach. Sam w sobie jest stromy, ale dodatkowo prowadzi wzdłuż strumienia, co powoduje, że korzenie i kamienie zawsze są śliskie. Na Oli zupełnie nie zrobiło to wrażenia. Ten fragment również zjechała! Szczęście początkującego? Można by tak sądzić, ale warto wspomnieć, że w wykonaniu Oli nie było to zsuwanie się, lecz w pełni kontrolowany zjazd! Od tamtego momentu do mety zostało już niewiele, tradycyjnie najbardziej męczący był lekki podjazd. Potem zjazd chodnikiem, ostry zakręt w lewo, meta i ręce wzniesione ku górze w geście triumfu. Udało się!

 

Pierwszy maraton - Bike Hero

 

CIĄG DALSZY NASTĄPI

 

Szybkie przebranie i po piętnastu minutach spotkaliśmy się w kolejce po makaron. Cóż, tradycja! Wymieniliśmy wrażenia. Ola podsumowała swój start, stwierdzając: „Ciężko, super, przygoda życia! Jestem bardzo zadowolona!". Co jej się podobało najbardziej, a co najmniej? „Najmniej podjazdy, wykończyły mnie, ale zjazdy były rewelacyjne. Było super!”. Na pytanie, czy w jakikolwiek sposób przygotowywała się do startu, np. biegając, zaprzeczyła. „Nie ćwiczę, najwyżej pompki w domu, jak mąż nie widzi!”.
Tego samego dnia późnym wieczorem do redakcyjnej skrzynki wpadł mail. Nie mogliśmy Oli i sobie odmówić tego podsumowania.

 

Pierwszy maraton - Bike Hero

EPILOG


„Bardzo dziękuję mojemu mężowi, który jest dla mnie ogromnym wsparciem i jedyną osobą, która zawsze mnie popiera w moich szalonych pomysłach (i szczerze cieszył się, że wygrałam konkurs). On jest moim motywatorem i przyjacielem, na którego zawsze mogę liczyć! Dziękuję mu, że był przy mnie w tak ważnym dniu! Wam, Droga Redakcjo, dziękuję za tę karuzelę wrażeń, emocji. Chwile zwątpienia (jazda pod górkę) i najcudowniejsze chwile w moim życiu, kiedy zjeżdżałam w tak trudnych warunkach. Naprawdę takie chwile warto w życiu przeżyć. No, kocham tę adrenalinę (zjazd)!”
Komentarz Andrzeja? „Taaak! Supportowi na zjazdach szczęka opadła z wrażenia i wyprzedziła z górki. Nasza Bohaterka nie tylko zdanie zmieniła o 180 stopni, ale również zamówienie u męża z roweru miejskiego na MTB. Jak mówi: „zjazdy techniczne to jest to!”. Dziękuję, Bike, bez Was tego nie udało mi się zrobić!”

• • •
Myślimy już o kolejnej edycji Bike Maraton Hero!


Zjazd chodnikiem, ostry zakręt w lewo, meta i ręce wzniesione ku górze w geście triumfu. Udało się! Pierwszy start zaliczony!

Naszej zawodniczce bez problemu udało się zapisać i odebrać numer startowy. Jeszcze tylko ustawienie roweru, dobranie koszulki, spodenek i… można startować!

 

Przeczytaj również:

Cykloklasa Merida

Zipp 3zero moto - pierwsza jazda

Adrzej Poczopko i Anna Sadowska pierwsi na Śnieżce

Hope HB.130 - pierwsza jazda