Raport! Polskie trasy na legalu

„A tam, gdzie mieszkasz, jest gdzie jeździć na góralu?” – spytała mnie kiedyś pewna Włoszka. „Jasne!” – odpowiedziałam. Zresztą zgodnie z prawdą, bo 50 kilometrów od mojego domu zaczynają się Beskidy, gdzie od 20 lat rozjeżdżamy piesze szlaki, odkrywając wciąż nowe single. Ale na tle Europy polska sieć ścieżek w aplikacji Trailforks wypada blado. Dlaczego?



Rzeczywistość pozostaje nieubłagana – oficjalnych szlaków rowerowych jest w Polsce jak na lekarstwo! Czy jesteśmy tak mało rowerowym społeczeństwem, czy może inne czynniki stoją na przeszkodzie rozwoju ścieżek? Sprawdziliśmy to po sąsiedzku. Na Ślęży i Raduni, dwóch najbliższych siedzibie redakcji wzniesieniach, istnieją wspaniałe i wymagające trasy rowerowe, które wciąż pozostają dostępne jedynie dla wtajemniczonych.

 

NA DOLCE VITA I NA ŚWIERKOWEJ


Jak powiedział nam Masko Patol (pseudonim zaprzyjaźnionego z Redakcją bikera), jeden z aktywnych członków lokalnej grupy Knurświny: „Na Ślęży mamy Dolce Vita, Syjamskiego Kazirodcę, Stację 11, Między Kropkami i Kwika (zwanego Mózgomrozem lub Żmiją). Radunia jest równie bogata. Tam można jeździć na: Świerkowej, Tajemnej, Świnkołaju, Gangsterze, Chrumie i Hopie. Wszystkie te trasy są ściśle tajne, ponieważ szczyt Raduni jest rezerwatem przyrody, podobnie Ślęża. W ciągu ostatniego roku Radunia kompletnie wyłysiała z powodu zrywki drzew. Ciężki sprzęt jeździ po górze, czasem przejedzie po naszych ścieżkach. Budujemy, grabimy, jeździmy, ale wiemy, że w każdym momencie ktoś może nas stamtąd wygonić. Nadzieja pojawiła się ostatnio.” 


Mówiąc o nadziei, Masko ma na myśli „zielone światło”, jakie Bartosz Huzarski dostał na organizację szosowej ścieżki wokół Ślęży. Ze swoją renomą i kontaktami „Huzar może coś zdziałać”. Knurświny, korzystając z okazji, zamierzają dołączyć do programu i zacząć od zalegalizowania Świerkowej i Tajemnej. Z ich perspektywy sprawa jednak nie jest prosta.

 

Polskie trasy na legalu

 

DLA BABCI, DZIADKA I DZIECI

 


Temat legalizacji ścieżek odpuścili jakiś czas temu, bojąc się, że kiedy zaczną drążyć, przypomną niektórym o zakazie, co skończy się cofnięciem do punktu wyjścia, czyli sytuacji, gdy znów nie będzie gdzie jeździć. „O ścieżkach wszyscy wiedzą – mówi Masko – Mamy takie ciche przyzwolenie. Ścieżki pozwalają odciągnąć rowery od szlaków pieszych. Zawsze bowiem znajdą się wariaci, którzy zjeżdżają bez kasków z prędkością 50 km/h głównym szlakiem, między turystami. Ponieważ jednak ścieżki są nielegalne, więc nieoznaczone, ktoś, kto przyjeżdża pierwszy raz na Ślężę, robi rzecz najprostszą, czyli wjeżdża i zjeżdża głównym szlakiem.”

 

Polskie trasy na legalu

Dwa różne fragmenty Tajemnej na Raduni, obydwa jeszcze świeże, powstały dzięki Endurocorp.

 


Jaki stąd wniosek? Legalizacja ścieżek wszystkim byłaby na rękę. Ale rozmowy nie są łatwe – dwie gminy, dwie dyrekcje Lasów Państwowych. Wszystko zależy od dobrej woli, wymaga wyjścia ze swojej strefy komfortu, czasem ustąpienia, przełamania lodów. Pomysł Knurświnów polega na tym, by działania legalizacyjne zacząć od wyznaczenia ścieżki „familijnej”. Po pierwsze ekstremistów enduro jest niewielu, po drugie i tak wiedzą, gdzie jeździć. Jak mówi Masko: „Jeśli ścieżki mają przeżyć, finansować się, muszą być interesujące dla mas. Dla babci, dziadka i dzieci”.
Jeśli decydenci dostrzegą w ścieżkach pieniądze, te mają szansę pomóc ożywić miejscowość.

 

JESTEŚMY TU OD ZAWSZE!

 

Polskie trasy na legalu


Knurświny ryją na Ślęży od wieków. Zaczynali od grabienia fragmentów lasu, z czasem w ich działania porządkujące na ścieżkach zaangażowali się inni. Ostatnio skupiają się też na uświadamianiu i przypominaniu, że nie wolno jeździć w rezerwacie. „Usunęliśmy z Trailforksa ścieżkę, która wcześniej tam widniała – mówi Masko – zależy nam, żeby rozpoczęte rozmowy posuwały się do przodu. Jest też inny element tej układanki, o którym myślimy.

 

Gdy trasy są nielegalne, nie można ich zamknąć na zimę. Przychodzą deszcze i śniegi, trasy miękną i niszczeją. Jeśli ktoś ma ochotę po nich jeździć, to jeździ. A wiosną załamujemy ręce, gdy widzimy, jak bardzo trasy zniszczyły się od jeżdżenia po nich, gdy warunki sprzyjały degradacji podłoża. Tymczasem trasy na Ślęży są trudne do odbudowania. Góra jest skalista, nie ma tam za dużo ziemi, którą można zagarnąć, by zasypać koleiny. Gdyby trasy były legalne, sytuacja byłaby inna. Moglibyśmy lepiej zadbać, by nasza praca nie szła na marne”.
Dlatego Knurświny obiecują sobie i innym, że jeśli nastąpi legalizacja, chętnie wezmą udział w projektowaniu i kształtowaniu tras. Znają teren, mają wizję, jak poprowadzić tam ścieżki. I podobnie jak my czekają na to, co wyniknie z rozmów.

 

 

GDZIEŚ MUSZĄ ZACZĄĆ JEŹDZIĆ!

 

Polskie trasy na legalu

Jak powiedział nam Masko Patol (pseudonim zaprzyjaźnionego z Redakcją bikera), jeden z aktywnych członków lokalnej grupy Knurświny: „Na Ślęży mamy Dolce Vita, Syjamskiego Kazirodcę, Stację 11, Między Kropkami i Kwika (zwanego Mózgomrozem lub Żmiją). Radunia jest równie bogata.

 


O przyszłość ścieżek wokół Ślęży i Raduni zapytaliśmy też ekipę Endurocorp, która zajmuje się budowaniem tras w okolicy. Choć ich zdaniem słowo „budowa” to za dużo powiedziane. Angażują się raczej w utrzymanie, rozbudowę i popularyzację tego, co na przestrzeni ostatnich lat zdziałano w masywie Ślęży i Raduni. Część z nich brała udział w budowie „Suliwoods”. Pózniej dodali „coś od siebie”. W efekcie powstały Psychodrop i mały North Shore nad bagnistym zakrętem. Tam ogarnęła ich gorączka kopania. Mateusz Ziółek z Endurocorp tak tłumaczy zaangażowanie członków ekipy: „Cel jest dość trywialny. Średnia wieku w Endurocorp to 30 lat z okładem, dochodzi więc chęć zrobienia czegoś dla naszych dzieci. Przecież tylko czekamy, aż będziemy ćwiczyć następnego Danny'ego Harta, Brandona Semenuka czy Rachel Atherthon. Gdzieś muszą zacząć jeździć! Mamy pod ręką idealną górę z potencjałem sieci tras na wszystkich poziomach zaawansowania. Na razie zdecydowanie większą część sezonu spędzamy u naszych południowych sąsiadów”.

 

 

Polskie trasy na legalu

 


Endurocorp równie mocno jak Knurświnom zależy na legalizacji tras wokół Ślęży i Raduni. W sezonie 2018 pomagali przy „taśmowaniu” i sprzątaniu po zawodach, gdy peleton Bike Maratonu przejechał przez Tajemną oraz Świerkową. Twierdzą, że skoro Nadleśnictwo nie miało problemu z przepuszczeniem maratończyków przez swoje tereny, powinno nie mieć też problemu z wyrażeniem zgody na legalizację tras. Jak powiedział nam Mateusz Ziółek: „Rozpoczęliśmy rozmowy ze Stowarzyszeniem Rozwoju Masywu Ślęży, aby to z ich ramienia ruszyć temat, bazując na propozycji wytyczenia dojazdu do tras, stworzenia mapy oraz oznakowania”. I tak, u progu sezonu 2019, okazało się, że na legalizacji ścieżek zależy więcej niż jednej organizacji.

 

 

SOJUSZNIK

 

Polskie trasy na legalu

Pojazd służbowy. Istniejące trasy na Raduni, Tajemną i Świerkową, objeżdżaliśmy na Romecie ERE 501, który ze względu na panujące trudne warunki nadawał się do tego idealnie. Elektryczne wspomaganie pomogło przebić się przez błoto, plusowe opony pomogły utrzymać przyczepność na mokrych kamieniach.

 


Bartosz Huzarski, były kolarz zawodowy, mieszkaniec Sobótki i radny powiatu wrocławskiego, choć z definicji miłośnik szosy, został właśnie sojusznikiem Knurświnów i Endurocorp w staraniach o legalizację ścieżek w Masywie Ślęży. Jak nam powiedział: „Korzystając z przychylności zarządu Miasta i Gminy Sobótka, Powiatu Wrocławskiego oraz Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu klub kolarski z Sobótki i Ślęża Sobótka Bike Academy podjęły działania. Chcą zaznaczyć kultowe rundy szosowe dookoła masywu Ślęży, tworząc sieć tras rowerowych z akcentem na niedzielnego turystę. Ma to być na początek kilka pętli oraz łącznik z Solnej, przez Sobótkę, do Borzygniewu i dalej przez Kąty Wrocławskie do Wrocławia. Jednocześnie klub z Sobótki stara się uporządkować i usystematyzować ruch rowerowy na drogach leśnych Masywu Ślęży.

 

Trwają prace nad wytyczeniem oficjalnych dróg rowerowych w Masywie, po których spokojnie mógłby się poruszać niedzielny turysta rowerowy z rodziną. Trasy te miałyby odciągać rowery od ruchu pieszego na tyle, na ile to będzie możliwe. Jednocześnie turysta rowerowy zostałby poprowadzony w ciekawe historycznie miejsca ukryte w zakamarkach Ślęży. Pod koniec stycznia odbyło się spotkanie z przedstawicielami Lasów Państwowych, Nadleśnictwa Miękinia, zarządem Miasta Sobótka oraz pomysłodawcami legalizacji. Był to pierwszy kontakt środowisk i pierwsze rozmowy zmierzające do rozstrzygnięcia kwestii stworzenia sieci ścieżek rowerowych w masywie Ślęży i Raduni. Nie wchodząc w szczegóły, pierwszym zadaniem będzie wytyczenie dwóch tras przyjaznych rodzinom dookoła Ślęży i Raduni oraz oznakowanie dojazdu/powrotu do Tajemnej i Świerkowej, które są przeznaczone dla bardziej zaawansowanych rowerzystów. Pętle rodzinne obejmą około 18–20 km w kierunku Sobótka – Tąpadła – Sobótka. Pierwszy etap powinien zakończyć się jeszcze w sezonie 2019”.

Trzymamy kciuki za legalizację ścieżek w okolicy Ślęży i Raduni. Region ma olbrzymi potencjał i chętnie będziemy się tam spotykać w większym gronie. Tymczasem czekamy na nieoficjalne rozpoczęcie sezonu!

 

TRAILFORKS PO POLSKU

 

Polskie trasy na legalu

Rozmawiamy z Przemkiem Wielickim, jednym z dwóch czynnych administratorów Trailforks w Polsce

 

BIKE: Pasjonaci wyznaczają ścieżki i nanoszą je w aplikacji, tym samym stają się one widoczne i możliwe do odnalezienia dla innych. Na czym polega twoja rola?


PRZEMEK WIELICKI: W tym szczególnym kontekście nasza rola polega na sprawdzeniu każdej nowej ścieżki pod kątem jakości informacji. Nowo dodana treść (ścieżka jest jednym z obiektów, które można w systemie definiować) zawsze trafia najpierw do kolejki, w której oczekuje na głosowanie bądź na weryfikację i opublikowanie przez admina. Na obecnym etapie rozwoju Trailforks głosowanie nie jest jeszcze na tyle popularne, aby stanowiło skuteczny kanał publikowania treści. Zatem wszystkie nowe dane są publikowane przez admina, który wcześniej dokonuje przeglądu i korekty. Do kolejki trafiają wpisy bardzo zróżnicowane pod względem jakości danych, niektóre nie wymagają żadnej ingerencji, większość jednak wymaga mniejszych lub większych korekt bądź wyjaśnienia wątpliwości z autorem. Bardzo rzadko nowe wpisy są odrzucane, np. ścieżka bez śladu GPS lub duplikat (system podpowiada duble na bazie śladu GPS i nazwy ścieżki).

 

W jaki sposób określa się poziom trudności ścieżek?


Na Trailforks oddzielamy ocenę trudności technicznych (Difficulty) od trudności wysiłkowej (Physical Rating), oba atrybuty mają odrębne kontrolki na stronach dodawania i edytowania. Trudności techniczne oceniamy w skali IMBA, rozszerzonej o dodatkowy stopień Pro Line powyżej Extremely Difficult. Skala ta jest punktem wyjścia i w miarę możliwości staramy się oceniać wg jej mierzalnych kryteriów, takich jak: szerokość śladu, średnie i maksymalne nachylenie, rodzaj podłoża, wystawę stoku, ekspozycję, rodzaj i wysokość przeszkód. Zakładamy, że ocena dotyczy głównej linii przejazdu bez omijania przeszkód (nawet jeśli jest taka możliwość). Kładziemy duży nacisk na zachowanie lokalnej spójności wycen, tzn. ważniejsze jest, aby w ramach danej miejscówki było wyraźne rozróżnienie między trudnościami ścieżek, niż aby np. „czarna” w jednym rejonie była równa „czarnej” w innym miejscu.

 

Polskie trasy na legalu

 

Słowne określenia skali oceny traktujemy drugorzędnie (Very Difficult, Extremely Difficult, etc), kładąc większy nacisk na szerokie wykorzystanie stopni oceny w danym rejonie. Bierzemy pod uwagę szerokie spektrum użytkowników i rodzajów sprzętu (nie patrzymy na wyceny wyłącznie przez pryzmat roweru AM/ enduro). Ścieżki można tagować również w kontekście Family Friendly, czy osób poruszających się na rowerach specjalnych. Te grupy również powinny być uwzględniane przy wycenach trudności technicznych.

Pewnych problemów nastręczają tereny nizinne, nie sprawdzają się tam np. gradienty nachylenia, które są błędnie wyliczane dla krótkich, bardzo stromych ścianek. Przyjęliśmy założenie, że na nizinach najtrudniejsze, naturalne linie nie powinny przekroczyć wyceny Very Difficult, mimo że nierzadko ścianki są bardziej strome i karkołomne niż w górach. Dwa najwyższe stopnie skali zarezerwowane są dla linii z przeszkodami, na których błąd najpewniej skutkuje poważnym uszczerbkiem na zdrowiu (wysokie dropy, GAP‑y niewybaczające niedolotów, trasy North‑Shore). Staramy się też odwiedzać osobiście wszystkie nowe miejsca na mapie (łączymy przyjemne z pożytecznym) i weryfikować wyceny przez pryzmat całego kraju.

 

Czy aplikacja ma swój regulamin? Wiadomo, co jest zabronione?


Nie, ale projekt cały czas się rozwija, coraz lepiej organizuje, więc regulaminy staną się nieuniknione. Od początku stawiamy na to, jak rzeczy powinno się robić. Mamy samouczki wideo, forum wsparcia, sekcje ze wskazówkami (na każdej stronie służącej do wprowadzania danych), czy hoverowanie elementów (np. opis akcji po najechaniu kursorem). Trailforks jest platformą od początku budowaną z założeniem „user‑powered database”, zatem zawiera mechanizmy, które utrudniają destrukcyjne działania i stoją na straży jakości danych.

 

Czy znane są ci przypadki, że ścieżki istniejące pierwotnie tylko na Trailforks zostały przekształcone w centra ścieżkowe?


Nie, ale Trailforks ma przede wszystkim opisywać rzeczywistość, nadążać za otoczeniem, a nie kreować przyszłość.

 

Rozmawiał: Grzegorz Radziwonowski

 

Przeczytaj również:

 

Dartmoor-Bikes Tour rusza w maju!

Paliwo oznacza moc - odżywianie w sporcie

Enduro Trails - Rock'n'Rolla