WOMEN’S ONLY – JAK WYGRAĆ Z DZIEWCZYNAMI?

Czy lubię jeździć z dziewczynami? Generalnie lubię jeździć! Obojętne z kim. To, co lubię w jeździe z dziewczynami, to pewien wyrównany poziom odniesienia. Nigdy nie dzieli nas przepaść. Mamy podobną motorykę, siłę...



Ekspozycja chyba nie była za duża, Anna, skoro ciągle żyjesz…” – Matze ma specyficzne poczucie humoru. Przez dwa dni są razem z Tiną naszymi przewodnikami. Matze mówi po włosku (jest Włochem z Tyrolu), niemiecku, szwajcarsku, hiszpańsku i angielsku. Potrafi też założyć się z Francuzkami o „lepszość” i chyba zna parę słów po francusku, skoro Nadine przyjmuje zakład.

 

Zakład o ,,lepszość" rozstrzyga się podczas łatania tubelessów sztyftami wciskanymi za pomocą specjalnego szydła. Wygrywa Nadine, która klajstruje dwie rozprute opony (Matze i swoją), będąc chyba jedyną w ekipie, która potrafi to robić. ,,Matze, drogi przyjacielu, przegrać z Nadine, to prawie jak wygrać!"

 

MOTYWACJA

 

Czy lubię jeździć z dziewczynami? Generalnie lubię jeździć! Obojętne z kim. To, co lubię w jeździe z dziewczynami, to pewien wyrównany poziom odniesienia. Nigdy nie dzieli nas przepaść. Mamy podobną motorykę, siłę. Mniej więcej w tym samym czasie mamy dość i zwykle stajemy na nogi o tej samej porze. Świadomość, że umiejętności kogoś lepszego są w zasięgu, niesie zupełnie inny poziom motywacji niż wiedza, że ,,za cholerę". Gdy widzę, że Nadine podjeżdża cztery metry dalej, pokonując próg, który mnie zatrzymał, wiem, że ,,się da", tylko zabrakło mi techniki lub siły albo wybrałam złą linię. Kiedy wyprzedza mnie facet, prąc pod górę po głazach, które mnie wysadzają z roweru, nie wiem, co to dla mnie oznacza. Prawdopodobnie tyle, że nie jestem facetem… Czy taki poziom jest dla mnie osiągalny? Nie mam pojęcia.

 

Liv Beyond - Woman's only

Intrigue E – masywny silnik zdradza elektryczne „dopalanie”. Sylwetka roweru, dzięki zintegrowanej baterii, jest jednak zgrabna.

 

BADASS GIRL BIKES

 

Dla ludzi z Liv było to oczywiste od samego początku, gdy w 2008 roku jedna z menadżerek Gianta (tajwańskiego potentata rowerowego) Bonnie Tu rozwinęła markę rowerów skierowaną specjalnie do kobiet. Design Liva opiera się na spostrzeżeniu popartym badaniami, że budowa, motoryka, siła poszczególnych części ciała, a więc i zachowanie na rowerze, jest u kobiet inne niż u mężczyzn. Kobieta na czarnym rowerze, w luźnych ciuchach i full face wciąż wygląda i jeździ jak kobieta. To ani obelga, ani komplement, to fakt, z którym Liv nie bał się skonfrontować. Po dziesięciu latach Liv wciąż potwierdza swoją filozofię, starając się promować zaangażowane kobiece kolarstwo oraz jazdę na rowerze wśród kobiet w ogóle. Załoga Liv to prawie wyłącznie kobiety, począwszy od menadżerów, przez projektantki, aż po testerki. Wszystkie rowery i akcesoria Liv to produkty powstające od zera na podstawie wyników badań kobiecego ciała, a nie pomalowane na różowo męskie rowery i bardziej wcięte w pasie koszulki. W Liv nikt nie ogląda się na facetów. „Jeździmy na damkach" – mówią dziewczyny z Liv i mają przy tym tak chytre miny, że można by pomyśleć, iż strasznie je to bawi. „Damki dla badass girls!"

 

Liv Beyond - Woman's only

 

CHWYT MARKETINGOWY?

 

Tak jak śmieszą mnie jogurty specjalnie dla mężczyzn, tak nie przekonuje mnie rower ,,tylko" dla kobiet. (Widziałam kilku facetów jeżdżących na Livach. Żyją, mają się dobrze i na rowerze też sobie poradzili, mimo że nie był dla nich przeznaczony.) Co zatem składa się na to dumnie brzmiące „kobiece przeznaczenie"? I czy przekłada się to na osiągi?

Liv wszystkie swoje projekty opiera na filozofii 3F: Fit, Form and Function. Na poziomie swojej konstrukcji rowery Liv są dopasowane do charakterystyki kobiecego ciała, nie tylko w odniesieniu do wymiarów, ale aktywności poszczególnych partii mięśni i rozłożenia siły (kobiety w porównaniu z mężczyznami mają na przykład zdecydowanie słabszą górną część ciała, czyli ramiona i ręce, wykazując za to większą elastyczność). Różnice konstrukcyjne nie są drastyczne, a właściwie tak drobne, że dla zwykłego użytkownika niezauważalne.

 

Rowery ze stajni Liv zawsze jednak były bardzo przyjemnymi maszynami, na których dobrze się jeździło. Team projektantów pracuje nad tym, by rowery nie były ciężkie, by trochę wyżej położony niż w męskich rowerach suport pozwalał słabszej osobie radzić sobie z przeszkodami bez konieczności podrywania roweru. Krótszy mostek i stosunkowo długa rura pozioma mają zapewniać pewniejsze prowadzenie i sterowanie rowerem. Dodatkowo siodełka zastosowane w modelach Liv mają kształt dostosowany do damskiej pupy. Niedużo, ale tak naprawdę całkiem sporo.

 

Liv Beyond - Woman's only

 

JAK DZIAŁA ROWER?

 

Babskie jeżdżenie z Livem zawsze ma podobny schemat. Pierwszy wieczór jest trochę sztywny, każdy mówi coś o sobie, jak na spotkaniu AA, wszyscy są grzeczni i gorączkowo próbują zapamiętać imiona albo przynajmniej kraje pochodzenia nowych koleżanek. Potem przychodzi poranek i widzimy się po raz pierwszy w rowerowych ciuchach. Rowerowe ciuchy nagle zmniejszają dystans. Nadine, która dzień wcześniej potworną angielszczyzną powiedziała o sobie jedno zdanie, teraz, gdy wskoczyła na rower, jest zupełnie inną osobą. Zniknęła jej niepewność siebie, jest uśmiechniętą, wyżyłowaną ścigantką o technice, którą onieśmiela nawet przewodnika Matzego. Z siodełka zmienia się perspektywa postrzegania ludzi i zawieranie znajomości staje się bardzo proste. Aoife, Irlandka, śpiewa na zjazdach, a kiedy ma okazję, puszcza nam coś na Spotify i tańczy sobie, nie schodząc z roweru. Po jednym dniu wszyscy wiedzą, że ja sztywnieję ze strachu przy dużych ekspozycjach i że Francuzki nigdy nie mają dość. Ja z kolei wiem, że jedna z Hiszpanek jeździ podobnie jak ja i doganiamy się nawzajem w zależności od nawierzchni i charakterystyki terenu.

 

Na rowerze znacznie łatwiej kogoś polubić, rzadko ujawniają się złe cechy, ludzie się uśmiechają. Mówię o tym podczas naszego pożegnania po dwóch dniach jazdy, kiedy jesteśmy ze sobą tak zakolegowane, że spokojnie możemy sobie pozwolić na dobroduszne złośliwości. Dziewczyny kiwają głowami. Tak działa rower, nie wiadomo, kiedy zaczyna się lubić obcych ludzi...

 

Liv Beyond - Woman's only

Manetka i sterowanie. Duże przyciski odpowiedzialne za przełączanie stopni wspomagania napędu. Diody pokazują stopień wspomagania oraz stan baterii.

 

ELEKTRYZUJĄCE NOWOŚCI

 

W ciągu dwóch dni mamy okazję przetestować dwa zupełnie nowe wspomagane elektrycznie mode le Liv z pełnym zawieszeniem. „Od wprowadzenia na rynek pierwszego e-bike’a dokładnie rok temu (niedostępny na polskim rynku, sztywny Vall-E) nasi klienci zaczęli dopytywać się o rowery z pełnym zawieszeniem. Po roku prac jesteśmy gotowi przedstawić dwa zupełnie nowe modele: Embolden-E oraz Intrigue-E" – mówi Ludi Scholz, menadżerka Liv. Dla mnie oznacza to dwa dni zmagań z podwójną dawką mojego sceptycyzmu – sceptycyzmu wobec rowerów stricte dla kobiet i sceptycyzmu wobec elektryków!

 

PYTANIA

 

Dlaczego dwa modele? Dlaczego akurat z takim skokiem? Embolden-E to typowy ścieżkowiec o skoku 120 mm z tyłu i 130 z przodu. Wyposażony w zwykłą sztycę (którą dzięki zaciskowi można było przed zjazdem szybko opuścić, ale która na chwilowych wypłaszczeniach niestety sama nie wracała do góry), sterowanie pięciostopniowym zasilaniem na kierownicy i zintegrowaną z ramą 40-ogniwową baterię o pojemności 500 Wh. Rower wygląda dobrze, nie przypomina garbatego monstrum z naroślą akumulatora na dolnej rurze. Boom, jaki dokonuje się na naszych oczach na rynku elektrycznych rowerów, ma pozytywny wpływ na to, co dzieję się z ich wyglądem i jednocześnie działaniem zasilania. Jeszcze dwa lata temu niedopracowane oprogramowanie zasilania różnych producentów czyniło jazdę na elektryku… jazdą na śmiesznym, dość narowistym rowerze. W tej chwili dodatkowa moc (często sięgająca 360% mocy generowanej przez kolarza) dawkowana jest w sposób dający bardzo naturalne odczucia.

 

Liv Beyond - Woman's only

 

Silnik rzadko szarpie, bardzo czułe sensory momentalnie reagują na zmiany kadencji i moc wytwarzaną przez jeźdźca. Ewolucja napędów przebiega tak szybko, że obecnie mamy rowery, które każdemu, kto na nie wsiądzie, gwarantują bardzo swobodną jazdę bez technologicznych niespodzianek. Jeśli jednocześnie same w sobie są dobrze prowadzącymi się pojazdami, łatwo się w takim rowerze zakochać. Embolden-E, według danych producenta, ma zasięg do 150 kilometrów. Zasięg oczywiście drastycznie spada w górach, przy dużych stromiznach, ale podczas naszej wycieczki udało nam się pokonać ponad 1000 metrów przewyższenia i wciąż rower był gotowy na przynajmniej 200 do 300 kolejnych metrów w górę.

 

EMBOLDEN CZY INTRIGUE?

 

Dla mnie zdecydowanie ten drugi. Od kiedy nie jestem już konserwatywnym użytkownikiem dziewięciokilowego sztywniaka do cross country, a zdarza mi się przejechać czasem jakieś zawody enduro, mam zasadę – im więcej skoku, tym lepiej. Intrigue-E może poszczycić się stu pięćdziesięcioma milimetrami skoku z przodu i stu czterdziestoma z tyłu. Podczas gdy w klasycznym rowerze wielkość skoku wiąże się czasem z ogólną masywnością roweru, w elektrykach to zupełnie nie przeszkadza. To dodatkowy powód, by chcieć ,,więcej".

 

Intrigue wyposażono w teleskopową sztycę, która dla ,,sztycomanów" jest już elementem nieodzownym w rowerze enduro czy all mountain. Potocznie zwana myk-mykiem, toporny rower zmienia w rower, na którym można wyczyniać cuda. Z myk-mykiem łatwiej się zjeżdża, łatwiej skacze, lepiej wkleja w bandy! Na szczęście w Livie nikomu nie przyszło do głowy, żeby z myk-myka uczynić opcję. W Intrigue montowany jest seryjnie. Sensownym rozwiązaniem są również seryjnie zastosowane opony tubeless. Nie ma w Intrigue za wiele kompromisów. Skonstruowany jest tak, by dawać najlepsze z możliwych osiągi – teleskopowa sztyca, tubelessy o szerokości 2,6 cala na kołach boost i napęd SyncDrive Pro stworzony przez Gianta przy współpracy z Yamahą, niezwykle czuły na zmiany nacisku na pedały oraz zmiany kadencji (reakcja napędu następuje w 190 milisekund).

 

Liv Beyond - Woman's only

 

Dodatkową opcją, której nie miałam możliwości przetestować z uwagi na fakt, że obsługująca ją aplikacja zostanie wypuszczona dopiero z początkiem jesieni, jest możliwość indywidualnego programowania stopni zasilania, w zależności od indywidualnych potrzeb i upodobań użytkownika.

 

CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ?

 

Czy elektryki są dla leniwych?  Nie, dla leniwych są kanapy i telewizor. Rower ze wspomaganiem elektrycznym jest wciąż rowerem, na którym trzeba utrzymywać równowagę, umieć wybrać linię przejazdu, wyprowadzić z łuku, czy dobrze się wybić i wylądować po skoku. Wciąż trzeba dociążać tył na luźnej nawierzchni (zwłaszcza przy takiej nadwyżce mocy, jaką potrafi ten rower wytworzyć) i odciążać przód na przeszkodach. Ktoś, kto boi się stromych zjazdów, na elektryku nie będzie bał się mniej. Trzy godziny jazdy na elektryku dają tak samo w kość jak trzy godziny jazdy na lekkim sztywniaku. Na elektryku prawdopodobnie tylko dalej zajedziesz…

 

Liv Beyond - Woman's only

 

Nasze jazdy na Embolden-E oraz Intrigue-E były pełnoprawnym ostrym harataniem po trailach, na które na sztywnym rowerze nigdy bym się nie wybrała. Wiele podjazdów, które udało nam się podjechać, będąc na zwykłym rowerze, uznałabym za ostre podejścia. Czy jest tu w takim razie jakiś kruczek? Owszem! Jeśli jest naprawdę ciężko, zostajesz tylko ty, chude słabe ręce i dwudziestokilowy rower. „Włącz Walk Assist" – mówi wtedy nasza przewodniczka… Mały czarny guziczek na manetce zasilania uruchamia wtedy silnik, który napędza tylne koło, by toczyło się z prędkością 6 km/h. Prawdziwy rower dla kobiet! Bo przecież lubimy pokazywać, że jesteśmy silne, ale tak naprawdę lubimy, gdy się nam pomaga. That’s how we liv!

 

Dowiedz się więcej na: liv-cycling.com

 

Przeczytaj również:

 

Opony - tanie kontra drogie 

Fabio Wibmer - władca kliknięć

Bike pod prądem - szybciej, wyżej, dalej

 

 

 

 

Komentarze do artykułu