Czy kolarstwo powoduje impotencję?

Raz na jakiś czas, zazwyczaj w tzw. sezonie ogórkowym, przez media przetacza się dyskusja na temat mrożący krew w kolarskich żyłach - czy kolarstwo może wywoływać impotencję? Jako że zagadnienie interesuje nie tylko panów jeżdżących na rowerach, ale także ich partnerki, postanowiliśmy zająć się problemem. Czyli zrobić mały „risercz” aktualnego stanu wiedzy na ten temat.



Pedałujący rekordziści

 

Jeśli z kolarzami byłoby tak źle, czy możliwe byłyby historie, jak choćby kariera Jensa Voigta? Jeden z najdłużej pedałujących kolarzy w profesjonalnym peletonie, który karierę skończył po czterdziestce, jest ojcem szóstki dzieci. Akurat tego pana trudno podejrzewać, że w swoim życiu przejechał mało kilometrów. W samym Tour de France startował  czternaście razy!


Inny przykład? Słynny Lance Armstrong. Przykład tym bardziej dobitny, że Tourminator miał raka... jąder. Po usunięciu jednego z nich doczekał się z pierwszą żoną trójki dzieci, ale w sposób powiedzmy „mało naturalny”, bo uchodził za bezpłodnego na skutek chemioterapii. Po pierwszej emeryturze, a potem powrocie do sportu i zmianie partnerki, urodziła mu się kolejna dwójka, tym razem bez pomocy lekarzy! To tylko dwa przykłady, ale jeśli zwrócicie uwagę, możemy Wam zaręczyć, że widok zawodnika na podium trzymającego w jednej ręce puchar a w drugiej potomstwo, jest nader częsty.

 

 

Jensa Voigta spotkaliśmy w Częstochowie, przy okazji Częstochowa Trek Race

 

Prawie badania naukowe

 

W 1998 r. opublikowano badania Irvina Golsteina, urologa z bostońskiej Akademii Medycznej. Według badacza intensywna jazda na rowerze może powodować u mężczyzn problemy z potencją. Miły pan stwierdził, że „Są tylko dwie grupy kolarzy - ci, którzy mają impotencję, i ci, którzy będą ją mieli". Nie da się ukryć, że stwierdzenie to wywołało niemały zamęt nie tylko wśród pedałujących. Temat został szybko podjęty i przebadany. Najbardziej znane są efekty prac dr. Rogera Minkova, który we współpracy z dr. Frankiem Sommerem skonstruował specjalne urządzenie pozwalające mierzyć przepływ tlenu przez męskie genitalia. Zbadano kilkanaście modeli siodeł, oczywiście wyłoniono przegranych i zwycięzców, a we współpracy ze Specializedem skonstruowano nowe, kryjące się pod kryptonimem Body Geometry, które mają mają zapobiegać problemom. Tak się jednak składa, że pan Minkov aktywnie uczestniczył następnie w promowaniu modeli Specializeda, można więc odnieść wrażenie, że stworzono problem, którego nie było!

 

 

 

Ekipa Speca, dr Minkov z siodłem po prawej

 

Miłośnicy siodeł i kolarstwa

 

W wymienionych już badaniach najgorzej wypadły włoskie siodełka Fizika. Całkiem przypadkiem kolejne wyniki testów, tym razem dla kolarzy miłe, pojawiły się w słonecznej Italii. Dr Romualdo Belardinelli z Ancony przez dwa miesiące obserwował dwie grupy mężczyzn, jedni jeździli regularnie, drudzy wcale. Po tym czasie panów przepytano. Wyniki? Aktywni odczuwali większą radość życia i częściej uprawiali seks. Ćwiczyli, więc uległy wzmocnieniu ich mięśnie i ogólna kondycja, co w sumie prowadziło do wzrostu poziomu satysfakcji. Podobne badanie, o, dziwo w USA, dało zbliżone wyniki. Ba, zeznania badanych potwierdziły ich partnerki. Co z tego wynika? Jeśli wkrótce znów gdzieś przeczytacie, że kolarstwo szkodzi na potencję, będzie to znaczyło, że skończyły się inne tematy lub że ktoś się dokopał do nieświeżych informacji.

 

Houston, mamy problem...

 

Nie da się jednak ukryć, że w trakcie jazdy mogą wystąpić pewne, użyjmy eufemizmu, „niedogodności”. Jeśli siodełko będzie źle dobrane, grozi nam ucisk na naczynia krwionośne i nerwy, a w konsekwencji drętwienie, mrowienie i tym podobne atrakcje. Co może być pocieszające, problem nie dotyczy tylko mężczyzn, a rozwiązanie jest uniwersalne - indywidualne dopasowanie siodełka. Tu zaś możliwe są tylko wstępne wskazówki i zalecenia, a konieczna jest jazda próbna, która pomoże trafić na właściwy model.

 

 

Jak dobrać siodło?

 

Podstawą powinna być budowa anatomiczna oraz styl jazdy. Najważniejszym wyznacznikiem jest szerokość miednicy, a precyzyjnie rzecz ujmując, rozstaw tzw. guzów kulszowych (te kości, na których się siedzi). Odległość między nimi powinna podpowiedzieć nam, jakiej szerokości siodła potrzebujemy. Nie ma ona żadnego związku z płcią, jest to cecha indywidualna (choć statystycznie rzecz ujmując, kobiety mają szersze miednice). Zmierzenie tej odległości jest proste - np. siadamy na piasku czy fragmencie falowanej tektury. Styl jazdy związany jest zaś z pozycją za kierownicą i tym, czy będziemy mniej lub bardziej pochyleni. Im bardziej sportowo jeździmy, tym większa część ciężaru ciała spoczywa na rękach, a tym samym siodełko może być twardsze.

 

Testujemy!

 

Coraz więcej firm produkuje obecnie swoje siodełka w różnych szerokościach, tym samym szukając nie musimy się ograniczać tylko do określonych modeli. Jednocześnie w dobrych sklepach siodełka można do testu wypożyczyć, bo mają cały zestaw, zaspokajający nawet wyrafinowane potrzeby „dołu pleców”. W związku z tym, że siodło ocenić można dopiero po minimum dwóch godzinach jazdy, jest to najlepsza metoda poszukiwania tego jedynego. I jeszcze jedno - nawet najlepsze siodło nie zda się na nic, jeli będzie źle ustawione. Punkt wyjścia to pozycja pozioma i należy się jej trzymać. Jeśli czujemy przemożną chęć pochylenia siodła do przodu lub do tyłu oznacza to, że zostało po prostu źle dobrane.

 

Z dobrze dobranym i ustawionym siodłem żadne problemy opisywanego powyżej typu nam nie grożą!

 

To może cię zainteresować:

W poszukiwaniu wygody - Wielki test siodełek

Co to jest bikefitting czyli tuning ostateczny

Warsztat: ustawianie siodełka

 

Komentarze do artykułu