Home Imprezy Beskid Bike Fest – hot or not?

Beskid Bike Fest – hot or not?

0
675

Nareszcie! Tyle mogę powiedzieć w prostych, żołnierskich słowach po tegorocznej edycji imprezy, która odbyła się w Bielsku-Białej w ostatni weekend sierpnia. O taki festiwal nic nie robiliśmy – jednocześnie bardzo na niego czekając!

Śmiechem, żartem, ale w tym co napisałem wyżej jest odrobina prawdy. Nic nie robiłem, bo nie jestem organizatorem imprez, ale jednocześnie z założenia je wspieram. A pomysł imprezy w Bielsku-Białej, polskiej stolicy MTB, jest bliski mojemu sercu. I to od dawna. Kilkakrotnie z pomysłami, żeby coś zrobić i szukając wsparcia medialnego BIKE,, docierały na przestrzeni lat różne ekipy, ale w różnych względów powodzenie wcześniejszych projektów było umiarkowane. Albo nie odbywały się wcale. To w sumie nieistotne, bo w końcu doszliśmy do etapu, w którym wykluwa się gotowy koncept. To nie tak, że nowy, superfajny festiwal rowerowy jest już gotowy, ale to co widziałem “wlasymi oczami” potwierdza wcześnieją intuicję.

Bielsko-Biała to super miejsce na zrobienie dużej imprezy rowerowej

Ten tytuł akapitu to stwierdzenie, nie teza. Argumentów jest kilka, ale wymienię najważniejsze:

  • środowisko rowerowe, czyli ludzie – jest ich moc, a w dodatku grupa inspiruje i rośnie!
  • trasy – od legalnych Enduro Trails, po te mniej, przez drogi i szosy, dla każdego coś się znajdzie
  • niezła komunikacja z resztą kraju (w czym BB ma przewagę nad tak przeze mnie lubianymi Kluszkowcami)
  • Błonia – to taki samograj, łąka, las dookoła, dla każdego coś miłego – miejscówka super!
  • wsparcie miasta – zaangażowanie władz lokalnych jest ważne

Żeby nie było, to też są “anse”, np. brak tuż obok wyciągu, co ogranicza możliwości testowania analogów. Ale kto przejmowałby się rowerami bez silnika! Przyszłościowo też, gdyby camping Ondraszek służył za bazę noclegową, byłby to strzał w dziesiątkę – taka mała podpowiedź. Póki co fakt, że impreza ma chyba trzech (?) organizatorów także nie ułatwia organizacji, ale pewnie z czasem i to uda się jakoś ułożyć.

Słów kilka jak było

Na miejsce dotarliśmy w sobotę już po ulewie, która spowodowała chwilowe przetrzebienie publiki. Ale wystarczyło, że tylko wyszło słońce, by ludzie zaczęli przepływać pomiędzy poszczególnymi atrakcjami. Kluczem do sukcesu jest upakowanie obok siebie targów rowerowych (wystawy, czy użyjemy innej nazwy, obojętne), połączonych z opcją testu sprzętu, imprez sportowych – enduro, konkurs skoków, pumptrack – oraz po prostu koncertu i pomniejszych przeszkadzajek. Powoduje to, że każdy znajdzie coś dla siebie, czy lubi się ścigać, pogadać ze znajomymi, pomacać nowe rowery, zrobić zakupy, pokibicować, napić się kawy/piwa, zjeść lody/pizzę (niepotrzebne skreślić). I tak dokładnie było! 

Ekstrasy

Koncert Grubsona był spoko – się wie – ale przyjechaliśmy z powodu rowerów! Dzięki za wszystkie spotkania przy okazji, rozmowy o tym i o tamtym – i oczywiście wspólną jazdę! A co do strefy targowej to wyróżnienia wędrują do:

Tygu – za najlepszy pomysł na stoisko

Bo były nie tylko ciekawe nowości, w tym spodnie 2 dwoch wariantach, ale i… studio video!

Dartmoor – można było na żywo pomacać nowości i dostępne już modele w tym premierowo Rockbirda

Aspire – dystrybutor GT i Cannondale

Za pokazanie nowości, od nowego Fury po gravela Grade X. Były też i nowe Cannondale!

Canyon – za flotę testową, bo były nie tylko elektryki wszelkiej maści, ale i nowy Lux CFR, więc XC

BBemotion.com – za całą listę ciekawych rowerów elektrycznych, które nie jest łatwo spotkać, a tu mozna było pomacać na żywo, typu Gusgus, czy Bulls (oraz popularny Raymon, w słynnej już wersji na Kashimie)

Co poza tym wpadło w oko?

Nawet jeśli targi nie były gigantyczne, to na tym lista się nie kończy. Zobaczcie zresztą sami galerię.

PS poniżej nie wiem o co chodziło w tym przypadku, ale warto odnotować obecność!

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Translate »