Home Ludzie Wywiad Michał Święciński i nauka wywracania

Wywiad Michał Święciński i nauka wywracania

0
1703

Za pseudonimem Niki Nikifor, dobrze znanym w światku MTB, a szczególnie fanom Suck My Bars na FB, kryje się Michał Święciński, czyli „Człowiek zwany Koniem”*. Jego historia potoczyłaby się zapewne zupełnie inaczej, gdyby nie pewien wypadek w Whistler.

O wypadku Michała usłyszałem po raz pierwszy ponad sześć lat temu. Wypad do Whistler, w formie poradnika, opisał dla nas wówczas Kacper Lepieszkiewicz (link do tekstu poniżej). Dotarły do mnie wtedy tylko podstawowe informacje. Ostatni dzień, nieudane lądowanie, uszkodzony rdzeń kręgowy, paraliż, wózek inwalidzki. Potem, od czasu do czasu, docierały jeszcze strzępy aktualizacji. A to o postępach rehabilitacji, czy o trzykołowym rowerze i zjazdach w Kluszkowcach, a to o rozpoczęciu zbiórki społecznościowej na jednym z wyspecjalizowanych portali na bardziej zaawansowany sprzęt, który będzie się Michałowi lepiej spisywał w terenie (linku do zbiórki szukajcie obok). W międzyczasie sami przeżyliśmy wypadek, który wydarzył się podczas wypadu redakcyjnego do austriackiego bike parku. W Serfaus Fiss Ladis zaczęło się od hopy przelecianej dwukrotnie przez kolegę, a skończyło lądowaniem na głowie, pękniętym kaskiem, dziurą w plecach, karetką, a pół godziny później wycieczką helikopterem. Maciek wyszedł z tego cało. Mniej szczęścia miał w 2002 roku Tarek Rasouli, który podczas kręcenia filmu „Whistler Bike Peak” poleciał za daleko i dziś jeździ na wózku (co zresztą nie przeszkodziło mu pozostać w branży). 

Z Nikiforem rozmawialiśmy online. Bałem się trochę tego pandemicznego sposobu komunikacji i reakcji Michała na trudne pytania dotyczące delikatnych tematów, ale wiedziałem, że w imię uczciwości wywiadu należy spróbować je zadać. A potem? Potem po prostu umówiliśmy się na rower.

Bike: Co robisz w tej chwili?

Michał Święciński: Zajmuję się trzema rzeczami na raz. Po pierwsze rehabilitacją. To główne zadanie i pochłania większą część mojej energii. Ćwiczę z rehabilitantem trzy godziny dziennie przez pięć dni w tygodniu. Dodatkowo, w miarę sił, również do dwóch godzin samodzielnie. Dorywczo pracuję przy składaniu filmów (Michał współpracuje z Ryysem Ryszardem Syryczyńskim, między innymi przy produkcji filmów dokumentalnych – przyp. red.). No i jest jeszcze rower. 

Ile czasu minęło od wypadku?

Sześć lat i cztery miesiące.

Dlaczego tak dużo czasu zajmuje Ci rehabilitacja?

Tak, to dużo czasu. Zazwyczaj ludzie się tak długo nie rehabilitują, jestem tego świadom. Fakt, że wciąż tak cisnę, choć mógłbym trochę mniej, wynika z tego, że mogę i muszę. Kwestie finansowe to ciężki temat, ale na szczęście udało mi się nazbierać wystarczająco pieniędzy. Pomagają też rodzice. Poza tym w moim przypadku jest sens, żeby się rehabilitować. Pomijając kwestię wstania na nogi, którą każdy lekarz by wyśmiał, ja mam jednak swoje zdanie na ten temat, jest również kwestia tego, że jestem tetraplegikiem i musiałem dużo czasu spędzić na rehabilitacji, by w ogóle wypracować jakąkolwiek samodzielność. Dziś jestem na takim etapie, że jeszcze trochę i będę zupełnie samodzielny w codziennym życiu. Totalną głupotą byłoby to przerywać. Nawet jeśli stwierdzę, że się poddaję, będę dalej żyć na wózku. By zachować stan, w jakim jestem, i tak będę musiał nadal się rehabilitować. Nie ma możliwości, żebym przestał. By dobrze funkcjonować, być zdrowym, muszę ćwiczyć jakieś sześć godzin w tygodniu. 

Trzy godziny dziennie to jednak zdecydowanie więcej…

Właściwie maksimum tego, co w tej chwili mogę robić. Mam energię, błędem byłoby rezygnować lub ograniczać. 

Pracujesz z kimś czy rehabilitujesz się sam? Jak to wygląda?

Rehabilituję się w ośrodku Reha Krak właściwie od początku, od wyjścia ze szpitala. Mieszkam w Krakowie, więc jeżdżę tam po prostu rano i ćwiczę trzy godziny. To trochę jak praca. 

Masz stały zestaw ćwiczeń? Nadal trudno mi wyobrazić sobie trzy godziny dziennie. To sporo nawet dla mnie, a dużo jeżdżę na rowerze. 

To się zmienia, nie mam codziennie tego samego zestawu ćwiczeń. Pracuję z trzema, czterema osobami, mam grafik, który także tydzień w tydzień jest różny. Ćwiczenia się zmieniają, uczę się nowych rzeczy, ciągle kombinuję, jak urozmaicać rehabilitację. Staram się znajdować nowe sposoby, by ćwiczyć efektywniej. Kombinuję. Podchodzę do tego trochę jak do wyzwania. Jest tu miejsce na kreatywność i myślenie.

Kwestia powrotu na rower była dla ciebie motywacją?

Powrót na rower nastąpił po jakiś dwóch i pół roku od rozpoczęcia rehabilitacji. Nie było tak, że musiałem się rehabilitować, by wrócić na rower. Teraz jest rzeczywiście taka sytuacja, że zbieram na nowy rower i on faktycznie daje taką motywację. Trochę zmodyfikowałem ćwiczenia, skupiając się na palcach i na rękach, bo dla tetraplegików są inne rozwiązania w kwestii sterowania i hamowania. Odpowiednio ćwiczę nadgarstki, chwyt w dłoniach, palce. 

Co oznacza bycie tetraplegikiem?

Wszystkie cztery kończyny są w jakimś stopniu porażone. Może być tak, że stają się zupełnie wiotkie, jak np. u Stephena Hawkinga albo Christophera Reeve’a (odtwórcy roli Supermana). Albo ma się tylko problemy z równowagą lub powłóczy nogą. Ja mam dość podręcznikowy uraz, choć udało mi się wypracować trochę więcej sprawności niż założyli autorzy owych podręczników. 

Który krąg uszkodziłeś?

Technicznie C6, C7. Diagnoza – najmocniejszy stopień porażenia. 

Czy rower, na który zbierasz, to custom robiony pod ciebie?

Nie, to rower kanadyjskiej firmy Bowhead Corporation.

Najlepszy rower tego typu?

Nie mogę mieć absolutnej pewności, ponieważ nie jeździłem na wszystkich, ale z wywiadu, który robiłem, i z mojego doświadczenia, jakie zebrałem, wynika, że lepszego dla mnie nie ma. Technologicznie te rowery są na zupełnie innym poziomie zaawansowania niż jakiekolwiek inne konkurencji. Ich konstrukcja jest całkowicie unikatowa. Główna różnica polega na tym, że przednie koła nie są zamocowane na sztywno w ramie, tylko pochylają się niezależnie od skręcenia kierownicy i pozycji ramy. Tym samym można jechać lepiej niż na zwykłym rowerze, przede wszystkim na trawersie można ustawić się prostopadle do kierunku grawitacji, a nie położenia terenu – czyli tak jak na normalnym, w sensie grawitacji. Zmieniam sprzęt, ponieważ ten, który mam, po pierwsze nie ma zawieszenia, a to już jest kłopotliwe samo w sobie. Poza tym koła są zamontowane na sztywno i na każdym trawersie jest ryzyko, że się wywrócę, co już nieraz się stało. Im więcej się jeździ, im trudniejsze rzeczy i szybciej, tym większe ryzyko, że przy upadku na bark, mając ręce przypięte do kierownicy, mogę sobie bardzo łatwo uszkodzić obojczyk czy cokolwiek, a w moim przypadku to zupełne uziemienie na kilka miesięcy. 

Na szczęście do tej pory nie zaliczyłeś kontuzji na tym rowerze?

Miałem jakieś wywrotki, ale w najgorszym przypadku trochę obtarty łokieć, czy lekko obitą twarz.

Jak się ubierasz na rower? Kask full face?

Nie, jeżdżę w normalnym kasku enduro, ale do nowego roweru na pewno będzie już full face. Mam ochraniacze na łokcie i kolana. 

Jeździsz zwykle z kimś?

Zawsze jeżdżę z kimś. Teoretycznie mógłbym pojechać sam, ale z racji mojej sprawności, a raczej jej braku, muszę mieć kogoś, kto pomoże mi się przesiąść. Sam nie jestem w stanie. Jak już się przesiądę i będę miał przypięte ręce (czego też nie jestem w stanie sam zrobić), podczas jazdy może się wiele wydarzyć, z czym sobie nie poradzę. Choćby głupia sprawa, spastyczność, czyli napięcie mięśni. Często, gdy skręcałem w prawo, zginało mi się kolano i ściągało łańcuch z napędu. Od razu potrzeba czyjejś pomocy. Nie jestem też w stanie wycofać sam. Obecny sprzęt zresztą wiele przeszedł, czasami odpina się bateria czy kabel. Nie ryzykuję jazdy sam. 

Gdzie najczęściej jeździsz? Rozumiem, że szerokość sprzętu jest ograniczeniem?

Nie tylko. Nie może być za dużo kamieni, trawersów plus zakręty muszą być odpowiednio szerokie. Tras przejezdnych jest mało. Mam swoje w Krakowie, to bardziej ścieżki leśne niż trasy znane rowerzystom. Zakrzówek, Tyniec, Sikornik, trochę Lasek Wolski. Poza tym często ze znajomymi jeździmy do Bielska, gdzie dla mnie przejezdna jest właściwie tylko Cyganka i Stefanka. I dolna część Twistera. W Kluszkowcach też przejezdna jest jedna trasa. Tak naprawdę Cyganka jest najfajniejsza. 

Masz innych znajomych, którzy jeżdżą na tego typu sprzęcie, czy jeździsz ze znajomymi na tradycyjnych rowerach? 

Jeżdżę ze zdrowymi kolegami. Kojarzę parę osób, które jeżdżą na takim rowerze, ale nikt nie jeździ tak po lasach jak ja. W Polsce może jedna osoba. 

A Suck My Bars? Kojarzę cię najpierw stamtąd.

To taki fanpage, który założyliśmy z kumplem prawie siedem lat temu. Potrzebowaliśmy miejsca w przestrzeni, by powiedzieć, co myślimy o rowerach. Zaczęło się trochę bardziej hejtersko, potem się zmieniło razem z nami. Teraz profil jest ujściem dla emocji, sposobem, by dzielić się zajawką i opiniami. 

Super, że jest tam też dużo fachowej dyskusji. Przebija wiedza na temat ostrej jazdy na rowerze. 

Udało się zebrać trochę widowni, która czasami ma coś sensownego do powiedzenia, poza wklejaniem śmiesznych obrazków. Czasem potrafi się tam wywiązać niezła dyskusja. Zauważyliśmy w pewnym momencie, że mamy wpływ na to, co się dzieje w polskiej sieci rowerowej i postanowiliśmy przestać być patoinfluencerami. Można wykorzystać zasięgi, by wprowadzić trochę edukacji lub sensownej, merytorycznej dyskusji. 

Rozumiem, że nadal robicie to we dwóch? Czy ty jesteś głównym moderatorem?

Tak, we dwóch. Jak któryś ma wenę, pisze. Nie traktujemy tego jakoś poważnie. Komuś leży coś na wątrobie, wyrzuca z siebie, podzieli się fajnym filmikiem, jeśli jakiś wpadnie w oko. 

Często wracasz myślami do swojego wypadku?

Ciągle. To temat, który przepracowywałem z psychologami, ale nie sądzę, żebym kiedykolwiek wyrzucił go z głowy. 

Gdybyś miał powiedzieć innym: „uważajcie”, jakbyś to sformułował?

Dobre pytanie. Zauważyłem, że za każdym razem, gdy dochodzi do jakiegoś wypadku, traktuję to osobiście. Niestety nie jest to rzecz, której da się w 100% uniknąć. Naprawdę można mieć cały skill świata, a i tak coś może pójść nie tak. Widziałem upadki takie jak mój, czyli duża hopa, wielki dziobak, lądowanie na głowie w wykonaniu prozjazdowców w Pucharze Świata, jak Remi Thirion w Leogang, czy George Brannigan w Fort Williams. To sport ekstremalny, nie da się o tym ciągle myśleć, bo takie myślenie do niczego nie doprowadzi, ale trzeba się ubezpieczać. I robić wszystko, co trzeba, by minimalizować szanse, żeby coś takiego się stało. Przede wszystkim nauczyć się wywracać. Mogłoby mi to pomóc, choć, z drugiej strony, wiem, że niekoniecznie. To kwestia mechanizmu tego, co dzieje się w powietrzu, czasem może nie być czasu na odpowiednia reakcje. Rzeczy dzieją się szybko i nie zawsze jest się na to przygotowanym. W miarę możliwości należy jeździć na dircie i skakać proste hopki, by być obytym z tym, że się czasem leży. Bo będzie się leżeć! Czy to będzie slopestyle, downhill czy enduro, wywrotki są nie do uniknięcia. Wystarczy śliski kamień, korzeń. Nauka wywracania jest bardzo ważna, a znają ją chyba tylko dirtowcy. Należy nauczyć ciało pamięci mięśniowej, gdy coś idzie nie tak. 

To był ostatni dzień? Wystąpił narciarski syndrom ostatniego zjazdu, zmęczenia?

Nie, to nie miał być ostatni zjazd. Były to duże hopki, bardzo duże. 55 stóp od wybicia do lądowania daje jakieś 17-18 metrów płaskiego. Były w planie do zrobienia od początku tripa. Pod koniec wyjazdu czułem, że jestem naprawdę dobrze rozjeżdżony i wiedziałem, że jest odpowiednia forma. To miała być wisienka na torcie wyjazdu, odhaczenie wszystkiego. Przeważyło głupie myślenie w stylu: „Pewnie nie będę miał już okazji wrócić do Kanady. Umiem, dam radę, zrobię to!”. Teraz widzę, że coś tak prostego, jak organizacja kasy na wyjazd do Kanady, czy miesiąc urlopu, to nic specjalnego, są większe problemy.

————————————

*Człowiek zwany koniem

Zajrzyjcie na profil FB Niki Nikifora i znajdźcie historyjkę obrazkową Melona. To w sumie streszczenie naszej rozmowy. 

Poradnik od A do Z: jedziemy do Whistler

I najważniejszeZbiórka społecznościowa na nowy rower Niki Nikifora!

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Translate »