Poradnik praktyczny – jak ukończyć Rapha #Festive500?

Jak ukończyć Rapha #Festive500? Nie mam specjalnego doświadczenia w tym czelendżu, bo przejechałem go 2,5 raza. Ale to pierwsza próba, to 0,5 i porażka nauczyła mnie najwięcej, kolejne były już zdecydowanie łatwiejsze. Jeśli macie więc ochotę na podjęcie wyzwania pod tytułem Rapha #Festive500 zapraszam do lektury miniporadnika.



O co w tym chodzi?

Jeśli jeszcze nie wiecie, o co chodzi, to pora na nadrobienie zaległości - Rapha #Festive500 to wyzwanei na Stravie, polegające na tym, że należy od Bożego Narodzenia do Nowego roku przejechać 500 kilometrów. Minimum. Nie liczą się jazdy, wirtualne, wpisy z ręki, itd - ma być przejechane na zewnątrz i tyle. Co sprawia, że w naszych warunkach atmosferycznych bywa to trudne. Co jeszcze trudniejsze to fakt, że dzieje się to w czasie Świąt, więc w tle, albo też na pierwszym planie, znajdują się rodzina, podróże i festiwal obżarstwa, powiedzmy sobie szczerze. To połączenie sprawia, że wyzwanie staje się wyzwaniem. Bo powiedzmy sobie szczerze, w takiej Australii (o ile nie panuje akurat fala upałów), jest to odrobinę prostsze.  

 

 

Gdzieś w drodze do Michałowa, Podlaskie

 

Na co więc warto zwrócić uwagę?

  • podstawa to planowanie. Należy pamiętać o tym, że 500 kilometrów podzielona na 8 to tylko 62,5 km, a to zdecydowanie dystans do przejechania, nawet jeśli się jest w przeciętnej kondycji. Tym bardziej, jeśli dobierze się właściwie trasę - czyli płaską. Tu liczy się odległość i gospodarka czasem. Podział na krótsze odcinki zadania ułatwia. Jeśli pojawią się "dziury", każdego dnia pozostały dystans rośnie, a to utrudnia ukończenie całości. Potem może okazać się, że przez trzy dni leje albo jest śnieżyca, wówczas teoretycznie łatwe pozostałe 300 km okażą się zadaniem ponad siły. To nie znaczy że koniecznie trzeba jeździć codziennie - bo może nas znienawidzić rodzina a dzieci przestaną poznawać (pies, rybka, skreśl niepotrzebne) - ale dużo łatwiej będzie przejechać całość w 5 czy 6 dni niż 3.
  • łatwiej jeździ się za dnia, deptanie po ciemku, bez widoków, codziennie, gdy jest zimno, a często pada, jest trudniejsze psychicznie. Za pierwszym razem nie udało mi się, bo ruszałem wieczorem, po spotkaniach z rodziną - a jeździć trzeba było po lodzie, albo w deszczu. Kolejny dzień w kałużach i.... zrobił się dystans nie do nadrobienia.
  • planowanie, planowanie, planowanie - najlepiej wymyślić wcześniej trasę/trasy na kolejne dni, uwzględniając wysokości, pogodę i odpowiednie ciuchy. Oczywista oczywistość - łatwiej się jeździ z wiatrem (a może z powrotem da się wrócić pociągiem???)
  • jedno to plany, a drugie rzeczywistość - upieranie się żeby jeździć w deszczu godzinami zdrowe nie jest. Lepiej plany zmienić.
  • bez przesadzania - ujechanie się pierwszego dnia może spowodować niechęć do kolejnych. Cieszcie się tym wyzwaniem, smakujcie je, to nie wyścig.
  • jeśli jest taka opcja, lepiej jeździć w grupie - jest weselej, kilometry łatwiej mijają. Umawiajcie się na kolejne dni.
  • może jest i zimno, ale to nie znaczy, że nie należy jeść i pić - nawet jeśli pragnienie jest mniejsze
  • i drobiazg - pamiętajcie o naładowaniu GPS, bo... post it or it didn't happen - jeśli nie wrzucicie przejazdu na Starvę się nie liczy

 

Osobiście planuje w tym roku wykorzystać Rapha #Festive500 do zobaczenie kilku nowych dróg w różnych zakątkach Polski. Dodatkowa motywacja to chęć uniknięcia paru zbędnych kilogramów :) 

 

A jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to cała zabawa zaczyna się jutro, zapisać się można tutaj

 

 

Okolice Oleśnicy, Dolny Śląsk i calutki dzień w deszczu

Komentarze do artykułu