Topniejąca wysokość – Park Narodowy Stelvio

Gdzieś tam w tle ciągle majaczy lodowiec Forni, z daleka widać też ścieżkę, którą zjeżdżaliśmy rano. Znów wszystko jest takie małe...



Prawie Tybet

Nie będę alpinistą, na pewno nie w tym życiu. Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy pokonuję 2500 m n.p.m. a specyficzny ból głowy uświadamia mi, że to nie do końca moje miejsce. Po chwili, na byle zmarszczce, dołącza zadyszka. Ale mimo tego toczącego bólu wysokości ciągle ciągnie mnie w wysokie góry. Tym razem padło na Park Narodowy Stelvio we włoskiej części Alp i topniejący w samym środku parku lodowiec Forni.

 

 

Rajd Defenderem

W przyszłym sezonie będzie już obowiązywać limit wejść na Mont Blanca (214 osób dziennie), co oznacza mniej więcej tyle, że ekspedycję trzeba będzie zaplanować z wyprzedzeniem przypominającym wyprawę na Marsa. Nie specjalnie mnie to przejęło, skoro jest to o ponad 2000 metrów wyższy od tego, co uznaję za własną granicę komfortu. Zresztą nie bardzo da się tam wejść z rowerem. Póki co więc, dopóki elektryki nie stały się na tyle lekkie, że da się je wygodnie nosić na plecach, muszą mi wystarczyć góry, na które da się w jakiś sposób wjechać w inny sposób. Co niekoniecznie oznacza od razu pedałowanie zawsze i wszędzie o własnych siłach. Nasza podróż do stóp lodowca zaczęła się od zajęcia miejsca na tylnej ławce w klasycznego Land Rovera Defendera.

 

 

 

Rifugio Branca

Patrzymy na siebie z ciekawością. Adam Craig, teamowy zawodnik Gianta, nie przestaje mówić, skacząc tematami od rowerów, na których będziemy jeździć - to nowy Trance 29 - do budowy ścieżek w Oregonie, gdzie mieszka. I tak dzieje się przez całą serię coraz bardziej stromych zakrętów. Asfalt się kończy, my musimy trzymać się uchwytów. Zza zakrętu wyłania się gdzieś daleko błysk lodowca. To nasz cel. Adam milknie, nasz kierowca nie, nadal rozmawia przez telefon. Defender wspina się dzielnie, w końcu wiem po co wynaleziono 4x4. A potem widzę rampę z zakrętem, której na pewno nie zbudowano z myślą o osłach. Adam mowi - “zmierzyliśmy poprzednim razem, ma maksymalnie 34% nachylenia!” Jakimś cudem pokonujemy i ten fragment, ciągnąc z tyłu na przyczepie rowery…. Rifugio Branca witam jak wybawienie. Może jednak wolałby wyjechać tu rowerem? Z drugiej strony 2493 m n.p.m, gdzie się znajdujemy, to o 800 metrów wyżej niż Santa Caterina di Valfurva, położona na 1700 m n.p.m. Więc jednak nie.

 

 

 

Widok na dolinę w kierunku lodowca Forni jest dosłownie nie z tej ziemi. Pogodę mamy idealną, wydaje się, że widać każdą rysę skalną gdzieś po drugiej stronie doliny. Ile to kilometrów? Teoretycznie moglibyśmy tak stać i się gapić bez końca, ale ścieżka (zwana geologiczną zresztą) kusi. Zjeżdżamy w stronę małego oczka. Pierwsza…. kicha, a mamy kilkaset metrów. Znów Adam jest w centrum wydarzeń, sztyft, sznurki i możemy jechać dalej. Przynajmniej przez chwilę, bo robi się stromo. Rowery ciążą na plecach. Ja ciężko dyszę. Jakim cudem ludzie pokonują przełęcze gdzieś u podnóża Himalajów na wysokości takich 4 czy 5 tysięcy metrów? Taki Trans Alp, znany z sekcji pieszych, zaczyna zyskiwać zupełnie inny wymiar z tej perspektywy.

 

 

Ponti Tibetani

Znów ratuje nas przejezdny fragment ścieżki. Aż docieramy do mostu żywcem przeniesionego z…. Tybetu. Widziałem takie wielokrotnie na zdjęciach! Sprawdzam później - szlak nazywa się Ponti Tibetani (czyli tybetańskie mosty po włosku).Przejście na drugą stronę to przeżycie, w dole huczy woda. Pochodzi z jedynego miejsca, które tę wodę jeszcze ma - to sam lodowiec. W okolicach Bormio, podobnie jak w całej Europie, tego lata nie padało zbyt często. To widać. Gdy docieramy do samego lodowca nasz przewodnik Matze Grubby mówi ”Widzisz te odłamy? Trzy dni temu ich jeszcze nie było” Pokazuje na olbrzymie, aż niebieskawe fragmenty lodu. Zawsze chciałem zobaczyć lodowiec z bliska. Zdążyłem, zanim ostatni się rozpuści. Ostrożnie dotykam ściany, patrząc, czy coś nie leci mi na głowę. Matze jest nerwowy, zależy mu, żebyśmy jak najszybciej zeszli. Lodowiec topi się w oczach, przebywanie w pobliżu jest zwyczajnie niebezpieczne.

 

 

Wracamy w stronę doliny i zjeżdżamy jej przeciwległą stroną w dół. Cały czas oglądam się na lodowiec. Przystanek robimy zdecydowanie niżej, powstrzymani przez wielką wycieczkę włoskich dzieci. Zazdroszczę im, bo idą w górę. One zazdroszczą pewnie mi, bo coraz szybciej, bez widocznego wysiłku, toczymy się w dół. Ścieżka w koncu jest przejezdna w całości, bez ciągłych przenoszeń. Na szlaku do schroniska Forni jeszcze tylko „schody Adama” (zjeżdża!) i jesteśmy na parkingu, koło Landków. Ile godzin minęło? Strava pokazuje, że czystej jazdy było…. godzinę. Reszta to gapienie się, focenie i noszenie rowerów na plecach. Wszystko z lodowcem w tle.

 

Park Narodowy Stelvio

 

Rifugio Pizzini

Po kilku zakrętach Defender skręca w kolejną absurdalnie stromą drogę, powoli wznosimy się w kierunku schroniska Pizzini. W tle wyrasta olbrzymia góra. Matze śmieje się, że z kolegą dociągnęli zimą do 4000 metrów, ale budują dalej, mają zamiar prześcignąć Blanka. To jeden ze szczytów z grupy Ortlera, perły Parku Narodowego Stelvio. Pizzini (2706 m n.p.m) to popularny punkt widokowy w tę stronę. Dla nas to punktu startu drugiego etapu. Krowy na łące tuż obok zupełnie się nas nie boją, przyzwyczajone są do podobnych turystycznych atrakcji.

 

 

Park Narodowy Stelvio

 

Tym razem szlak nie pozostawia wątpliwości co do swojej przejezdności, tnąc stok mniej więcej zgodnie z poziomicą. Można skoncentrować się na samej jeździe, bez zastanawiania się, w którą przepaść wpaść. Sterling Lorence, wyglądający jak młody Woody Allen (choć jest Kanadyjczykiem a nie nowojorczykiem) tylko od czasu do czasu ma uwagi, gdzie warto się zatrzymać, bo miejsce jest wyjątkowo malownicze. Rekonesans zrobił już wcześniej.

 

Warunki dla wytrwałych

Rozmawiamy przy okazji o skomplikowanej historii okolicznych gór i granicach, które kiedyś je dzieliły. Na szlaku mijamy pozostałości po bunkrach z I Wojny Światowej. Tu także przebiegała linia frontu między Włochami i Austriakami, obok umocnień wiele dróg to pozostałość z tamtych czasów. Dziś cieszymy się, że istnieją, podobnie jak ścieżki o militarnej przeszłości, ale gdy człowiek pomyśli, w jakich warunkach powstawały….Granicy, często przebiegającej szczytami, a właściwie frontu, strzegło wówczas po kilka tysięcy osób. Więcej nie było potrzebne. Surowa natura prawdopodobnie zabrała o większe żniwo w górach niż same walki. Niejako przy okazji powstał nowoczesny alpinizm, dzięki metodom przeżycia sprawdzonym w wysokich górach najpierw przetrwali żołnierze, a potem pokolenia wielbicieli gór.

 

 

 

Santa Caterina di Valfurva

Gdzieś tam w tle ciągle majaczy lodowiec Forni, z daleka widać też ścieżkę, którą zjeżdżaliśmy rano. Znów wszystko jest takie małe. My powoli zjeżdżamy z powrotem w stronę Santa Caterina di Valfurva. Jescze tylko parę zakrętów wśród lasów i…. schody, najwyraźniej to taka mała tutejsza tradycja na koniec wyprawy. Nasz szlak ląduje niemal w środku miejscowości. Nie ma co się dziwić, wielka nie jest - poza sezonem na stałe mieszka tu zaledwie 200 mieszkańców. W planach jest i budowa bike parku, bo jest i wyciąg wyjeżdżający na niemal 3000 metrów, ale na razie okolica to raj dla fanów szlaków naturalnych. I szczerze mówiąc mogłoby tak pozostać!

 

 

Info

Park Narodowy Stelvio

Park narodowy położony w Alpach Retyckich we Włoszech[1], największy park narodowy kraju. Utworzony w celu ochrony krajobrazu alpejskiego Lombardii[2].

Ważną bazą parkową jest miasto Bormio[2]. W parku znajduje się najwyższy szczyt Tyrolu, Ortler (3905 mn.p.m.) położony w Masywie Ortleru[1].

Park oferuje turystom, szczególnie zaś miłośnikom sportu, zarówno liczne trasy narciarskie jak i szlaki piesze. Łączna długość tych ostatnich wynosi w przybliżeniu 1600 km. Odwiedzającym park szczególnie polecana jest dolina Valle dello Zebrù[2].

[źródło Wikipedia]

 

Gdzie spać i jeść

Hotel Sport w Santa Caterina di Valfurva - hotelsport.info. To jedyne miejsce w okolicy, gdzie można kupić podstawowe części zamienne, typu klocki hamulcowe czy opona. Właściciel wyspecjalizował się też w obsłudze kolarzy.

Wyszukiwarka schronisk w regionie Lombardii

 

Nasze trasy

Rifugio Branca - https://www.strava.com/activities/1742253191

Rifugio Pizzini - https://www.strava.com/activities/1742253366