GIRLS SHRED #BEZSPINY

Mówisz „kobieta”, myślisz: kolorowe kiecki, paznokcie, kremy i wizyty u kosmetyczki. Na szczęście coraz więcej z nas wyłamuje się z tych schematów i zaczyna szukać innej drogi.



Chcemy być aktywne, silne i niezależne. Chcemy rozwijać swoje pasje. W miejscu kolorowych kiecek wybieramy pstrokate jerseye, paznokcie malujemy pod kolor ramy, a cukrowy peeling zastępuje nam błotko z haratanych ścieżek. Rowerowy świat to wciąż męski świat, ale krok po kroku kobietom udaje się odbijać kolejne jego obszary.

 

 

Przyszła pora na babską inicjatywę rowerową. GIRLS SHRED dla dziewczyn, z dziewczynami, które lubią trochę trudniejszy teren, więcej kamieni i korzeni, ale bez przesady.

 

 

Rowerowe środowisko w Polsce jest coraz bardziej aktywne. Powstaje coraz więcej inicjatyw rozwijanych przez kolarzy dla kolarzy. Wspólne wyjazdy, zloty, haratania czy pojeżdżawki. Wszystko to pokazuje, że ludzie lubią i chcą się spotykać nie tylko na zawodach. Wspólnie spędzony czas, na chillu, bez spiny. Tego szukamy. W przeciwieństwie do boomu na zawody i wyścigi, jaki miał miejsce w tamtym roku, ten rok zdecydowanie jest rokiem powrotu do #bezspiny. Dziewczyny też chcą się spotykać i jeździć razem. Klimat bez spiny często bardziej im przypada do gustu niż zawody. Niestety, najczęstszy obraz to męska grupa z jednym lub dwoma damskimi rodzynkami. I jasne, fajnie być dziewczyną w takiej grupie, bo chłopaki szybciej wymienią dętkę, pomogą na wypychu, zasypią komplementami, jak to znakomicie dajemy sobie radę w górach, ale czasem fajniej byłoby mieć koło siebie więcej babek.


Przyszła więc pora na babską inicjatywę rowerową. GIRLS SHRED dla dziewczyn, z dziewczynami, które lubią trochę trudniejszy teren, więcej kamieni i korzeni, ale bez przesady. Dla dziewczyn, które chcą pogadać na rowerowe babskie tematy. Plany na pierwszą odsłonę damskiego kręcenia niestety trochę pokrzyżowała pogoda. Mimo niesprzyjających prognoz pod wyciągiem na Javorovy stawiło się jednak kilka pań. Zapowiadany deszcz na szczęście odpuścił, pozostała za to mgła, która dodała wyjątkowego klimatu szlakom na tym czeskim szczycie. Dziewczynom bardzo spodobały się tutejsze trasy, nie pozostaje więc nic innego jak planować już kolejną edycję.
Babski SHRED był też okazją do zapytania uczestniczek o to, co sprawiło, że zaczęły jeździć na rowerze, wybrały akurat góry oraz jak odnajdują się w tym męskim rowerowym świecie.

 

 

 

MARTA „MYSZA”
Kilka lat temu z nudów zapakowaliśmy rowery na dach i pojechaliśmy w piękne Beskidy. Na początek dużo szutru w górę, dużo szutru w dół. Uwielbiam wspominać początki, jak mój ukochany teraz szlak ze Skrzycznego do Buczkowic robiłam na odwrót, targając ht na plecach, ach… Z czasem przyszedł nowy sprzęt i chęć pokonywania szybciej coraz trudniejszych tras. Przełomem była moja pierwsza rowerowa impreza I Zlot Rowerowe Podhale. Od tego momentu wszystko zaczęło się kręcić szybciej. Poznałam tam mnóstwo wspaniałych ludzi, z którymi do tej pory przemierzam górskie szlaki. Najważniejsze dwa składniki tej całej przygody to góry i ludzie. Jeśli jest pasja, to takie rzeczy jak płeć czy wiek nie mają znaczenia, wspólne zainteresowania są ponad tym. Coraz więcej dziewczyn wskakuje na rowery, a odbiór przez środowisko, na chwilę obecną zdominowane przez płeć przeciwną, jest jak najbardziej pozytywny. Zawsze można liczyć na pomoc techniczną i dobrą radę na szlaku. A producenci wzbogacają kolekcje damskie z roku na rok coraz bardziej, nie pozostaje więc nic innego jak jeździć i się świetnie bawić!

 

 

KAROLINA
Rowerowa przygoda rozpoczęła się kilka lat temu, kiedy kupiłam sobie mój pierwszy rower MTB. Przez długi okres były to bardzo luźne wycieczki, raczej krótsze niż dłuższe Z racji, że wychowałam się w górach i jest to mój drugi dom, chłopak namówił mnie, aby połączyć dwie pasje – góry i rower, i tak pierwszy raz wybrałam się rowerowo w Beskidy. Spodobało mi się i od trzech lat regularnie poznaję zarówno nasze, jak i zagraniczne góry z perspektywy rowerowej.
W rowerowaniu nie tylko po górach podoba mi się przede wszystkim to, że każdy wypad na rower, nawet w to samo miejsce, jest całkowicie inny, jest nową przygodą i poznawaniem tego miejsca od nowa. Nie ma znaczenia z kim jeżdżę, ważne jest, że są to ludzie, którzy lubią to robić i czerpią z tego podobną radość jak ja. Zdecydowanie dużo mniej jeździ dziewczyn niż facetów i faktycznie ten światek jest bardziej męski, ale wpływ na to ma wiele czynników. Cieszy fakt, że coraz więcej dziewczyn próbuje rowerowania w górach, że ich mental i ciekawość świata się zmienia. Wydaje mi się, że o kobietach świat rowerowy pamięta, one tylko muszą bardziej się otworzyć i same przestać myśleć, że coś jest dla chłopców, a coś dla dziewczyn, że czegoś nie wypada robić, jak się jest dziewczyną. Chłopcy też muszą chcieć dopuścić kobiety i pozwolić im cieszyć się tym sportem!

 

 

AGNIESZKA
Rower dla mnie na początku był swego rodzaju ucieczką. Po przeprowadzce z sielskiej wsi do miasta czułam potrzebę odwrotu w tereny znacznie dziksze od szarego blokowiska, w którym zamieszkałam. Najlepszym pomysłem był jednoślad, a że od zawsze lubiłam czuć adrenalinę, stanęło na MTB. To nie do końca ja wybrałam MTB, myślę, że to MTB wybrało mnie. Wiele słyszałam od znajomych, jak fajnie jeździ się po górach, same ochy i achy. W końcu zaproponowali mi, abym wybrała się z nimi i zobaczyła, czym jest jazda po górach. Wpadłam jak śliwka w kompot! Myślę, że gdybym wcześniej wiedziała, jak wielkie trzeba mieć płuca i mocne łydy, chyba bym się nie zdecydowała. Jazda bardziej enduro rozpoczęła się po wizycie w Rychlebach i Srebrnej Górze, wtedy też poczułam chęć zmiany roweru z hardtaila na fulla. Lubię adrenalinę, a w jeździe enduro zdecydowanie możną ją poczuć, dodatkowo walka z terenem i pokonywanie własnych słabości jest tym, co mnie w tej całej jeździe nakręca.


Najbardziej podoba mi się wolność. Wsiadam na rower i jestem tylko ja i on, wyłączam wszystkie negatywne myśli, stresy, obowiązki. Obcowanie z naturą to kolejny atut rowerowania. Moim zdaniem z facetami jeździ się najlepiej! Oni nie marudzą, nie jęczą, nie stękają, facet jedzie i musi pokazać, że jest samcem alfa. Trzeba przyznać, że moi koledzy są całkiem dobrzy technicznie, dzięki temu sama stawiam sobie poprzeczkę coraz wyżej. Oni znają się na sprzęcie, potrafią wymienić dętkę i usłyszą każdy niepotrzebny zgrzyt w moim rowerze. Poza tym która z dziewczyn pogardziłaby zachwytem płci przeciwnej nad kolejnym ciężkim przejechanym odcinkiem czy stromym zjazdem? Zdecydowanie lepiej być najsłabszą kobietą w całym męskim towarzystwie niż w damskim. Czy odczuwam, że rowerowy rynek jest męski i mało kto myśli o kobietach? Jak najbardziej, rowerowy rynek jest męski i może dlatego tak bardzo mnie kręci. Ma to swoje minusy, na pewno jeśli chodzi się o dobór sprzętu i ciuchów. Myślę, że faceci mają większy wybór i możliwości manewru w tematach rowerowych. Zauważam, że jest nas dziewczyn coraz więcej i depczemy facetom po piętach. Mam nadzieję, że w najbliższych latach to się zmieni i rynek rowerowy otworzy się bardziej na kobiety i nasze potrzeby.

 

 

JAVOROVY VRCH do tej pory znany był głównie wśród okolicznych bikerów. W tym roku coraz częściej pojawia się na forach, blogach oraz ustach rowerowych influencerów. Wszystko to sprawia, że w weekendy na parkingu pod wyciągiem widać całkiem sporo polskich tablic rejestracyjnych. Obserwując coraz większą popularność tego miejsca, postawiliśmy sobie pytanie, czy aby nie rośnie nam kolejna rowerowa miejscówka na miarę Rychleb czy Koutów, ale ze swoim specyficznym i niepowtarzalnym klimatem. Bike’owej redakcji spot się bardzo spodobał i przyznajemy, że ma ogromny potencjał. Co z tego wyjdzie? Czy miejscowym budowniczym tras zależy na takiej popularności? Nie wiemy, ale na pewno będziemy śledzić rozwój wydarzeń na bieżąco.

 

Artykuł ukazał się w numerze 6/2017 Magazynu Bike, wydanie elektroniczne dostępne TU

Komentarze do artykułu