Garda mekką enduro

Czesi już o tym wiedzą, my najwyraźniej nie. Jeśli planujesz wakacje z rowerem, jedź do Trentino, bo warto! Mniej więcej do takiego prostego wniosku można dojść, słysząc wszechobecny język czeski w okolicach jeziora Garda i to niekoniecznie tylko na plażach. Co druga osoba spotkana na drogach i szlakach, wysoko w górach, mówiła po czesku! Jako fan enduro okolice Jeziora Garda po prostu uwielbiam. Niekoniecznie ze względu na trasy oficjalnie określane jako enduro.



 

 

 

Tremalzo enduro stajl

Lorenzo mówi: Włoskie dziewczyny nie lubią facetów takich jak ja. Od dzieciństwa są wychowywane na księżniczki. Nie lubią się ruszać. A ja już 16. dzień pod rząd jeżdżę z klientami i… jestem singlem. I czuję się trochę przetrenowany. Oprócz kobiet Lorenzo ma jeszcze jedną namiętność, są nią oczywiście rowery. Stacjonuje w Carpentari Bike Shop w Torbole i zna brzegi i góry wokół Rivy jak własną kieszeń, to jego los przydzielił mi na przewodnika pierwszego dnia. Słysząc, że okolicę znam przeciętnie, bo trudno zaliczyć do portfolio  kilka kilkudniowych pobytów, od razu modyfikuje pierwotny plan dnia i mówi krótko: „Tremalzo!”. Nie musi dwa razy powtarzać, nazwę znam doskonale, kultowa przełęcz należy do żelaznego programu każdej wyprawy nad Gardę. Przynajmniej od czasu odkrycia przez… Niemców. Prawdziwa historia rowerowa regionu zaczęła się wtedy, gdy przybysze z północy uznali region za swój. Najpierw oszaleli zupełnie na punkcie surfingu i specyficznej wersji Bella Italia, bliskiej dzięki przełęczy Brenner i zrozumiałej, bo da się tu porozumieć po niemiecku, a potem, dla odmiany, wsiedli na rowery. I tu dochodzimy do sedna sprawy - zapomnieli spytać miejscowych o zdanie, przynajmniej co do tego, dokąd warto jechać. Dlatego Lorenzo od razu wspomina: Pojedziemy na Tremalzo od właściwej strony, a nie jak Niemcy. Sam zobaczysz. 20 lat temu, w pierwszym przewodniku Mosera ktoś wymyślił, żeby wspinać się szlakiem od Pregassiny, z rowerem na plecach. Idiotyzm! Po co, to genialny zjazd. A potem zjeżdżają stamtąd asfaltem!

 

 

 

W każdym wariancie początek jest taki sam, startuje się w Riva del Garda, zaczynając od obowiązkowej ścieżki wzdłuż plaży. Potem wspinamy się słynną trasą Ponale, znacie ją na pewno z licznych zdjęć, to ta wykuta w pionowej ścianie, z całym ciągiem tuneli. Niemcy skręcają później w lewo, a my w prawo, w stronę Moliny i Jeziora Ledro. Po mniej więcej dwóch godzinach ciągłego podjazdu warto na jego brzegach urządzić odpoczynek. W tym momencie musi zapaść trudna decyzja. Można jechać dalej standardowo, albo na skróty, gdzie nastromienie sięga momentami 26%. Albo też wyciągnąć z kieszeni 20 euro (przelicznik zakłada obecność 4 osób i rowerów na pace) i podjechać Tremalzo od tyłu, korzystając z busika. Nasz szofer (Michele, Torbole Pro Shuttle Tour,  + 39 3356780715) w poprzednim życiu był mistrzem kierownicy, więc przez 20 minut drogi nie można narzekać na nudę. I jednocześnie można się przekonać, że asfaltowy podjazd jest długi i nudny. Z busa wyskakujemy 100 metrów poniżej przełęczy, gotowi do ataku szczytowego.

 

 

 

Prowadzi do niej z obu stron stara, wojskowa droga, wykuta w czasach I Wojny Światowej, gdy okoliczne szczyty przechodziły z rąk do rąk, raz austriackich, innym razem włoskich. Na rower nadaje się doskonale, choć tłuczeń i kamienie są irytujące. Znak, że dotarliśmy do celu, to tunel, za nim zaczyna się inny świat. Zjazd, ciągnący się dosłownie kilometrami serpentyn, jest żywcem przeniesiony z pocztówki, różni się tym, że da się po nim jeździć. Podłoże ciągle się rusza, ale to nic, trasa zdaje się nie mieć końca. Szkoda tylko widoków na jezioro Garda, choćby z ich powodu warto się zatrzymać. Tym bardziej, że kolejna dojazdówka pozwoli się jeszcze napedałować. Uwaga, po drodze jest schronisko, a raczej chatka, gdzie można się napić, a nawet coś ugotować. Na półce znaleźliśmy - a jakże! - także gotową do użytku kawiarkę.

 

 

Co jest w tej trasie najfajniejsze? Fakt, że jej górny fragment to dopiero przystawka do właściwego dania. Zbliżając się coraz bardziej do Pregassiny, docieramy do ścieżki wijącej się brzegiem superstromego zbocza. Jest techniczna, wąska i… niekiedy dość przerażająca - ekspozycja po prawej robi swoje. Kilka kolejnych kilometrów najlepiej nagrać kamerą, inaczej niepostrzeżenie przelecą. Będzie je można przeżywać jeszcze i jeszcze. Z Pregassiny zjeżdżamy znów w stronę Ponale - wtajemniczeni wiedzą, że kilka asfaltowych zakrętów można ściąć stromymi skrótami. Tylko dla ekspertów, bo kończą się schodami. Wreszcie Ponale, tym razem z góry. Tej trasy nie sposób nie kochać.

 

 

 

 

Altissimo

Brentonico dzieli od Riva del Garda zaledwie 30 kilometrów, ale znajduje się dokładnie z przeciwnej strony masywu Monte Baldo i o 1000 metrów wyżej. Ta ostatnia liczba nie jest przypadkowa, pozwala wystartować do kolejnego ataku szczytowego ze z góry upatrzonej, bardziej dogodnej pozycji. Cel to kolejne kultowe miejsce, szczyt Altissimo. Góruje nad Gardą z przeciwnej strony niż Tremalzo, a wznosi się na aż 2100 metrów n.p.m. Pepe, w „very bad English”, nasz plan na zdobycie góry przedstawił w sposób tyleż oszczędny co optymistyczny, po prostu pokazując mała kropkę na szczycie. Cel. Schronisko. Stamtąd miało już być z górki. I faktycznie było, tyle że dwie i pół godziny później. Altissimo to bardzo popularne miejsce wycieczek, widok z góry trudno porównać z czymkolwiek, Garda majaczy gdzieś daleko w dole, odcięta przez przestrzeń, aż 2000 metrów niżej. Podjazd warto wpisać na listę osobistych osiągnięć, głównie z powodu satysfakcji, nie należy do szczególnie trudnych, tyle że jest męczący. Komentarz Anglika, człapiącego ku górze w orzeszku na głowie i ochraniaczach zsuniętych na kostki był krótki: Przyjechałem tu dla zjazdu! Nie musiał być nawet wsparty grymasem bólu na twarzy. Zgodnie usiedliśmy przy Rifugio Altissimo pod szczytem, napawając się chwilą triumfu. Właściwy superwidok znajduje się z drugiej strony wierzchołka, kilka minut w bok.

 

 

Kamienie na zboczu tworzą swoisty amfiteatr, częściowo ukryty w chmurach. Wygania chłód i chęć zobaczenia, co jest dalej - a zjeżdża się „granią”, po zielonych zboczach, w stronę Rifugio Campei. Pepe w tym momencie zabłądził po raz pierwszy, by na szczęście po chwili, orientując się na stoiska artylerii, odnaleźć kolejną powojenną ścieżkę. Używana z rzadka, ciągle jeszcze nadawała się do jazdy. A Luigi, uprawiając oldschoolowe MTB, nawet nie obniżył o milimetr sztycy. I jednocześnie opowiadał o tym, że dolina poniżej była w czasie wojny bardzo ważna, bo Austriacy zbudowali tu akwedukt. Nie ma po nim śladu. Za to jest droga wprost do schroniska. A tam pierogi ze szpinakiem i zimne sambucco, czyli nalewka z czarnego bzu, „dziwne wino”, jak to zgrabnie ujęła przemiła kelnerka. Schronisko słynie z ciast, nie wypada któregoś nie spróbować. Obojętnie którego, po prostu należy zdać się na los. Sukces gwarantowany.

 

 

Długi zjazd po betonowej drodze, a potem starą drogą, kiedyś służącą do transportu towarów, prowadzi z powrotem w kierunku Bretonico. Góry, parę godzin temu zdobyte, towarzyszą jeździe cały czas po prawej stronie. Trzeba być czujnym, bo z Festy prowadzą dwie drogi, obydwie… irytujące. Albo zjedziemy w dół i będziemy wspinać się asfaltem, albo też najpierw będziemy się wspinać i zjedziemy potem. Zabłądzić łatwo. Luigi zrobił to po raz kolejny. Skończyło się na przedzieraniu przez pokrzywy i opowieści o jego podstawowym zajęciu, czyli alpinistycznej konserwacji zabytkowych budynków. Oraz kilku innych zajęciach, takich jak wspinaczka i canyoning. Widok hotelu San Giacomo, miejsca startu i mety, powitaliśmy z prawdziwą ulgą.

 

 

Navene

Najpiękniejszych gór i tras enduro Trydentu można wymienić wiele, ale dla mnie jest tylko jedna - Navene Trail. Nazwa pochodzi od miejscowości, gdzie ścieżka się kończy. 1300 metrów przewyższenia i zakręty, które nie chcą się skończyć, do tego niemal cały czas niesamowita panorama na Jezioro Garda. Brzmi jak marzenie, ale to jak najbardziej jest w zasięgu ręki. Uwaga, z powodu podjazdu pod Monte Baldo trasa wymaga naprawdę niezłej kondycji, bo wspomniane 1300 metrów najpierw trzeba pokonać niemal w całości pod górę. Tu polecamy albo podwózkę, albo... rower elektryczny. A potem już zakręty, kamienie (zdecydowanie ponad setka!) i co niesamowite nad Gardą flow. Trasa jest też do przejechania wtedy, gdy jest mokro. Początek to drogi szutrowe, potem przechodzące w ścieżki. Powrót brzegiem jeziora w kierunku Torbole i Rivy.

 

 

Valle dei Laghi

Garda i Riva, to dwa najprostsze skojarzenia z Trydentem, ale to oczywiście nie wszystko, co region ma do zaoferowania. Dlatego też kolejny dzień zacząłem już o 7 rano, tym razem pod opieką Luigiego, specjalisty od enduro i organizatora etapówki Terlago Enduro (rideaway.it). Nocleg w Trydencie (wł. Trento), stolicy regionu, jest o tyle korzystny, że już 15 minut drogi samochodem od miejscowość można wjechać na genialne szlaki w dolinie Valle dei Laghi. Startem i metą trzech tras, które przejechałem, pokrywających się w 90% z etapami wspomnianego wyścigu, jest Terlago. Góry wokół raczej zachęcają niż straszą, a trasy udanie wpisują się w całą filozofię enduro, jaką prezentuje Luigi. „To dziś prawdziwe kolarstwo MTB, bez pośpiechu profesjonalistów, a my chcemy ludzi zachęcić do startów, dlatego też trasy nie mogą być zbyt trudne”.

 

 

To, co nastąpiło potem, tylko jego wyznanie wiary potwierdziło. Szlaki są co prawda trudne do odnalezienia, ale można ściągnąć ślady GPS ze strony organizatora, jak też mapę. Trudno mówić o nich inaczej jak tylko w samych superlatywach. W dodatku możliwe jest ich przejechanie właśnie tak, jak się startuje w etapówkach enduro, wolno na podjazdach (to tylko dojazdówki, choć z limitem czasu), a szybciej, w miarę możliwości, w dół. Cały przebieg to wąskie, ostro wijące się ścieżki, ukryte w gęstej zieleni, z fragmentami po czystej skale, ale niekoniecznie bardzo strome. „Zawodnicy startują tu też na twentyninerach, a pierwszą edycję wygrał Mario Fruet na sztywniaku. Jego trener był przeciwny startowi, bo bał się upadków”. Mogę potwierdzić, że niesłusznie! Nie zmienia to faktu, że wskazane są przystanki na odpoczynek, najlepiej w samym Terlago. Zacienione stoliki w klasycznej włoskiej kawiarence do tego zachęcają. Podobnie jak bułki, które można do kawy kupić tuż za rogiem. To, co pokazał Luigi w ciągu tylko jednego dnia, wymownie świadczy o tym, że Trydent to nie tylko zatłoczone w sezonie okolice Gardy, szczególnie z punktu widzenia rowerzysty. Jeśli więc nigdy nie byliście w regionie, to koniecznie zaplanujcie wypad w podobny sposób, jak nasz. Klasyki owszem, koniecznie, potem jednak warto udać się parę kilometrów w bok, gdzie już bez tłumów odkryjecie kolejne perły Trydentu. 

 

Chcecie wiedzieć więcej o najciekawszych trasach Trydentu? Zajrzyjcie też do naszego poprzedniego tekstu o regionie i reportażu w Val di Sole. Znajdziecie go tutaj 

Własny, bardzo ciekawy przewodnik po rowerowym Trydencie zaktualizowała też nasza autorka i blogerka Dorota Juranek (mamba on bike). Znajdziecie go pod tym linkiem 

 

Skąd brać ślady GPS miejscowych tras? Po wprowadzeniu taniego roamingu w praktyce najlepiej sprawdzają się aplikacje typu trailforks (w tym appka na telefon).

 

Bike parki Trydentu

A co, jeśli wolicie po prostu zjeżdżać? Fani grawitacji będą zadowoleni z wizyty w Trydencie. Osiem bike parków czeka na nich z liniami od superflow po ultratrudne, coś dla początkujących i dla prosów!

  1. San Martino di Castrozza

Bike park dla fanów ostrego jeżdżenia z dwiema liniami! W części górnej granitowe skały Dolomitów stanowią podstawę rock gardenów z wieloma możliwościami przejazdu. Od granicy lasu flow w przewadze.

sanmartinobikearena.com

  1. Val di Fassa Bike park

Pierwszy bike park Dolomitów oferuje liczne linie, od superflow, przez hopy po ostry zjazd, przewyższenia sięgają 900 metrów. W pakiecie imponujące widoki!

fassabike.com

  1. Bikepark Paganella

W gruncie rzeczy cała Paganella to bike park. Jednak akurat w tym określonym miejscu mówimy o czterech liniach i miejscu do ćwiczeń techniki. Świetne miejsce do testów – Apocalypse Now.

dolomitipaganellabike.com/trentino/it/

  1. Val di Sole

W kręgach zjazdowych Black Snake Line w bike parku Val di Sole jest wymieniana z szacunkiem. Uchodzi za najtrudniejszą trasę Pucharu Świata w zjeździe. To strome monstrum z korzeni, dziur i kurzu! Nie ma się jednak czego bać, bo wyżej znajdują się też linie z większą ilością flow.

centrobikevaldisole.com

  1. Passo Tonale

Jeśli ktoś ludzi zjeżdżać, ale jednocześnie nie lubi ryzykować życiem, znajdzie na Passo Tonale właściwą alternatywę dla Black Snake Line. Nowy bike park oferuje zjazdy ultraflow, od łatwych po średni stopień trudności.

bikeparktonale.com

  1. Brenta Bike park

W sezonie 2015 otwarto w Pinzolo Sfulmini trail o długości 4 kilometrów, który ze swoimi wallrideami i northshorami szybko znalazł zwolenników. Do czerwca 2017 ma być otwarta druga linia!

facebook.com/brentabikepark

  1. Bike park Garda Trentino

Tak naprawdę nie jest to bike park, bo ścieżki na Monte Baldo i koło Santa Barbara trzeba przejechać o własnych siłach albo z użyciem podwózki. Obecnie są tam dostępne dwie linie.

gardatrentino.it

  1. Bike park Lavarone

Bike park Lavarone oferuje cztery linie o długości 4 kilometrów (różnica wzniesień 270 m). Trasy urozmaicono kładkami i skokami.

bikeparklavarone.it

 

 

 

 

INFORMACJE OGÓLNE

Wszystkie informacje na temat jazdy na rowerze w Trydencie w jednym miejscu znajdziecie tutaj. W punktach informacji turystycznej i hotelach dostępne są bezpłatne broszury i mapy obejmujące wszystkie możliwe formy aktywności i wypoczynku, w tym jazdę na rowerze. Mapy są dobre, a oznaczenia na trasie wystarczające. Na miejscu też oczywiście można wypożyczyć rowery MTB (od 20 do 60 euro za dzień), jak i wynająć przewodnika.

Wiele przemawia za tym, by Trydent odwiedzić poza zwyczajowym okresem wakacyjnym, gdy w turystycznym miejscowościach panuje tłok, a ceny są wyższe. Większość szlaków nad Gardą dostępna jest przez okrągły rok, szczególnie polecane miesiące to kwiecień-maj i wrzesień-październik. W lipcu i sierpniu warto na rower wybrać się wcześnie rano lub po południu, gdy upały będą znośne. Środek dnia zarezerwować zaś na obiad, który u Włochów potrafi trwać i trzy godziny. Sjesta obowiązkowa!  

 

Noclegi przyjazne dla rowerzystów, od kampingów, przez mieszkania wakacyjne, aż po pięciogwiazdkowe hotele, dostępne są na: visittrentino.info/pl

 

Oficjalna sieć MTB regionu jest wyczerpująco opisana w Internecie. Oczywiście ślady GPS można ściągnąć za darmo. Obecnie znajduje się tam 517 km tras. Liczba rośnie. visittrentino.info

 

Aplikacja turystyczna z przewodnikiem – cały Trydent w kieszeni. Aplikacja na smartfony dostępna jest na iOS i Androida. Oferuje gościom informacje na temat urlopu, aktywności, rzeczy wartych zobaczenia, noclegów i miejsc, gdzie można zjeść. Aplikacja działa także offline i można ją znaleźć na: visittrentino.info

 

Trentino Guestcard

Karta gościa pozwala na uzyskanie wielu zniżek i wejść gratis, np. na busy Bicibus. Więcej informacji na: visittrentino.info/guest-card

 

Trentino e-bike

Idealne rozwiązanie dla rodzin. Rowerowe regiony Comano Terme na południu i Dolomity Brenty oferują gościom dobrze funkcjonujący program e-bike’ów. Informacje pod: evvai.bike i visitacomano.it.