Rower dla bogaczy – co kupić gdy ma się już wszystko?

Ponad 20 tysięcy za rower to dla was cena zaporowa? Co więc powiecie o wydaniu takiej kwoty na samą ramę? Tyle właśnie kosztują karbonowe superbike'i z Wielkiej Brytanii, USA, Katalonii, Nowej Zelandii i... Polski.



Jeszcze niedawno takie marki, jak Ibis czy Yeti, były uważane za butikowe. Ale przy ostatnich nowinkach wyglądają jak tajwańska masówka. Jako punkt odniesienia weźmy ramę Specializeda Enduro S-Works. Nowy model, w całości karbonowy, z damperem Ohlinsa w zestawie. Cena – 16 tysięcy złotych. Na osłodę dostajecie koszyk na bidon, całkiem za darmo! Jak na tym tle wypada nowa fala rowerowych Pagani i Bugatti?

 

UNNO

 

UNNO to startująca w tym roku marka Cesara Rojo, ojca geometrii progresywnej w wydaniu Mondrakera. Pracownicy jego studia projektowego ogarniają rowery w przerwach na lunch między rysowaniem m.in. prototypów motocykli dla KTM-a. Można się więc spodziewać maksymalnie newschoolowego podejścia. O ile zjazdówka i rower enduro nie odbiegają drastycznie od innych progresywnych rowerów, o tyle rowery XC z główką 67 stopni to coś równie nowego jak spóźnionego. Nieoczekiwana jest natomiast dostępność tylko jednego rozmiaru ramy (reach 455 mm, w modelach XC ciut mniej).

Cena: 5000 EUR (ok. 22 100 zł)

Za co płacisz? Technologiczna doskonałość i odjechana geometria wsparta renomą głównego projektanta.

 

 

Robot Bike Co R160

 

O ile lepienie nawet najbardziej zakręconych kształtów z karbonu to nic nowego, o tyle druk 3D można uznać za coś absolutnie innowacyjnego i przyszłościowego. Docinane na wymiar karbonowe rury są łączone z elementami drukowanymi z tytanu w zakładzie, który na co dzień zajmuje się dużo nudniejszymi projektami dla lotnictwa i medycyny (protezy). Dzięki temu klient może wybrać w zasadzie dowolną geometrię (w granicach rozsądku). Na jej podstawie komputer automatycznie rysuje kształt elementów tytanowych i rur. Efekt może nie wygląda jakoś spektakularnie (ciekawostką jest tylko nowe, 6-zawiasowe zawieszenie Dave'a Weagle), ale dla geeków nowoczesnych technologii produkcyjnych nie ma ciekawszego roweru.

Cena: 4400 GBP (ok. 22 800 zł)

Za co płacisz? Niespotykany w branży rowerowej proces produkcji pozwalający na stworzenie roweru skrojonego na miarę.

 

ARBR Saker

 

Spektakularny wygląd raczej nie będzie motorem sprzedaży brytyjskiego ARBR-a, który przypomina owoc miłości Hondy RN-01 ze zużytym mydłem. Kontrowersje budzi też zawieszenie z wysoko położonym punktem obrotu i odpowiednio poprowadzonym łańcuchem. Takie rozwiązanie ma wielu zwolenników, ale w rowerach enduro jest równie popularne co gadające jednorożce. Cenę ARBR-a winduje też fanatyczne przywiązanie do detali – team stojący za projektem ma doświadczenia m.in. w Formule 1 i Moto GP.

Cena: 4400 GBP (ok. 22 800 zł)

Za co płacisz? Nietypowy system zawieszenia ubrany w perfekcyjnie, choć kontrowersyjnie, wyrzeźbione opakowanie.

 

Alchemy Arktos Custom

 

Alchemy to marka ewidentnie skierowana do Amerykanów. Jej ekskluzywność opiera się głównie na wysokiej cenie (choć w porównaniu z pozostałymi rowerami w tym zastawieniu i tak okazyjnej), ładnym malowaniu i lokalnej produkcji w U-S-and-A. Problem w tym, że producent wprowadził niedawno tańszą wersję produkowaną na Tajwanie, czym strzelił sobie w stopę. To tak, jakby Ferrari produkowało w Indiach budżetową wersję Berlinetty, wyglądającą identycznie jak oryginał, ale skierowaną do samotnie wychowujących matek.

Cena: 3800 USD (ok. 16 000 zł)

Za co płacisz? Za ręczną produkcję w Stanach Zjednoczonych i samodzielnie dobrane kolory.

 

Antidote CarbonJack!

 

Nawet jeśli niespecjalnie czujesz się patriotą, musisz być dumny, że do tego zestawienia trafia rower z Krakowa. Ciekawostką jest autorskie zawieszenie z nietypowo (bokiem i bardzo nisko) ustawionym damperem. Jest on z obu stron ściskany przez krzywki zawieszenia. Dzięki temu siły nie obciążają wahacza i przedniego trójkąta. Te z kolei są ręcznie laminowane z włókna węglowego z dodatkiem vectranu. No i ten design... Od tego sezonu możliwe jest też zamówienie indywidualnego malowania.

Cena: 4300 EUR (ok. 18 600 zł)

Za co płacisz? Perfekcyjne wykonanie w Polsce i design, jakiego nie ma żaden inny rower, z dodatkową możliwością personalizacji.

 

Hope HB.211

 

Do niedawna pionierem projektowania systemowego (czytaj: wymyślania nowych antystandardów kompatybilnych tylko ze sobą) był Cannondale. Zmieniło się to po pokazaniu prototypu pierwszego roweru Hope HB.211. Tej ramy nie kupisz osobno, a jedynie jako kompletny rower. Ale nawet jakbyś składał go sam, i tak połowę części musiałbyś kupić w Hope. Inne po prostu nie pasują, bo projektanci postawili na pełną optymalizację, kosztem zgodności z istniejącymi standardami. Hope nie pochwalił się na razie ceną, ale przy produkcji czterech sztuk tygodniowo w brytyjskiej manufakturze raczej nie spodziewałbym się okazji!

Cena: ???

Za co płacisz? Bezkompromisowe podejście do spójności roweru i typowe dla Hope'a wykończenie w stylu „industrialne rokoko”.

 

Zerode Taniwha

 

Jeśli zamówienie roweru ręcznie produkowanego w szopie po drugiej stronie kuli ziemskiej nie jest wystarczająco oryginalne, to połączenie karbonowej ramy ze skrzynią biegów na pewno będzie. Każda z przedstawionych tu ram wyróżni was na szlaku, ale ukrycie napędu w okolicach suportu na pewno wywoła najwięcej komentarzy i dyskusji. Pinion P1.12 oferuje 12 biegów o potężnym zakresie 600% i praktycznie nie wymaga serwisu. Takie rozwiązanie zmniejsza też masę nieresorowaną i pozwala na zbudowanie mocniejszego tylnego koła. Dodatkowe gramy napędu częściowo równoważy rama z karbonu, co wśród rowerów ze skrzynią biegów jest niespotykane.

Cena: 7075 NZD (ok. 20 100 zł)

Za co płacisz? Unikalne połączenie karbonowej ramy ze skrzynią biegów.

 

Podsumowanie

 

Za wszystkimi wymienionymi maszynami stoi imponująca inżynieria stawiająca je na czele dostępnych w sprzedaży rozwiązań. Ale nie oszukujmy się… Ich cenę w największym stopniu dyktuje ekskluzywność, co pokazuje zmiany zachodzące w naszym rowerowym światku. Jeszcze niedawno każdy przeglądał katalogi rowerowe jak dziecko wchodzące do sklepu i zaciekle analizujące, ile słodyczy jest w stanie kupić za zaoszczędzone 3,20. Dziś mamy w sklepach telefony kosztujące 4500 zł, a wśród bikerów jest coraz więcej osób, dla których pieniądze nie są decydującym kryterium przy zakupie. A czy wy zapłacilibyście tyle za unikatowy produkt, przygotowany specjalnie dla was przez najlepszych projektantów?

 

Komentarze do artykułu