Jak się robi kolarstwo – UKS Krupiński Suszec

„Piłkarz, piłkarz, piłkarz, tancerz, piłkarz, kolarz” – śmieje się Paweł Pietrzak, człowiek, który do młodzieżowego klubu w niewielkiej miejscowości między Pszczyną a Żorami ściągnął Marka Konwę, najlepszego polskiego przełajowca i zawodnika cross country. Przede mną stoi grupa mrużących oczy dwunastolatków. Jest godzina 16:30 i chłopcy zaczynają właśnie trening w starej piaskowni. Pół godziny później będzie po wszystkim.



RUNDA Z OPDOCZYNKIEM

 

Podzieleni na małe grupy, jadąc w dwudziestosekundowych odstępach, chłopcy kręcą rundy na przygotowanej trasie. Część z nich na przełajówkach, kilku na MTB. Na polecenie trenera po każdym kółku schodzą z rowerów i przeprowadzają je kilkadziesiąt metrów wzdłuż drogi. Potem znów wskakują na siodełka i wpadają na kolejną rundę. „To dla bezpieczeństwa - tłumaczy Paweł - nie chcę, żeby jechali wzdłuż drogi i trochę ich w ten sposób oszukuję, bo głównie chodzi mi o to, by odpoczęli. Po pięciu minutach potrafią mieć tętno powyżej dwustu uderzeń serca na minutę, a nie o to chodzi”. Za chłopakami jak cień jedzie Marek Konwa, nie krzyczy, czasem rzuca wskazówki i polecenia, obserwuje. Spacerujemy po rundzie, która wydaje się całkiem wymagająca, trochę trawersów, zjazdy, podjazdy, ale bez karkołomnych elementów. Chłopcy jeżdżą między drzewami, pojawiają się i znikają, nie sposób obserwować ich cały czas, ale widzę, że jadą płynnie, z ciekawością przyglądam się im na krótkim piaskowym podjeździe. Pokonują go niemalże bezbłędnie.

 

Krupiński Suszec

 

STARA PIASKOWNIA

 

„Rundy mamy trzy, jedną pod moim domem, drugą pod Gminnym Ośrodkiem Kultury (tam organizowaliśmy Przełajowe Mistrzostwa Śląska) i tą tutaj. Ta jest najtrudniejsza. Dodatkowo trenujemy na hali”. Przyglądam się miejscówce. Całkiem spore trzydziestoletnie drzewa, piaskowe ścieżki, trochę zarośli. Na teren wjeżdża się dwiema nowymi bramami, które jeszcze przed chwilą były zamknięte. Klucze ma Paweł. Teren nie jest duży, szacuję go na 70 x 70 metrów. To stara piaskownia, nieużywana od lat pięćdziesiątych. Chwilę wcześniej Paweł prosi człowieka na motocrossowym motocyklu, by opuścił teren.

 

PRYWATNIE, WIĘC RAZ, DWA, TRZY!

 

„To prywatny teren. Przejeżdżaliśmy tędy w jakąś sobotę rowerami i Marek (Konwa) spytał mnie, co to za miejsce. Nie miałem pojęcia. Jakiś las - powiedziałem. W poniedziałek znałem już właściciela i negocjowałem z nim warunki dzierżawy. Kiedy Marek pojawił się u nas po dwutygodniowej przerwie, mieliśmy teren, a na nim wykopaną trasę do treningów. Wraz z moim współpracownikiem, byłym zawodnikiem MTB, wytyczyliśmy rundę, wjechaliśmy małą kopareczką i gotowe.

Przed jesienią zrobimy tu oświetlenie, bo to przecież idealny teren na biegówki, jeśli pojawi się śnieg. Gdyby ten teren należał do gminy, bylibyśmy pewnie na etapie rozpatrywania podania o uzyskanie warunków dzierżawy. Z prywatną własnością jest o wiele prościej: tak lub nie”.

Teraz rozumiem, dlaczego przy wjeździe na teren pojawiły się bramy. Włożono w tę trasę czas i pieniądze, i nikt nie życzy sobie, by poszły na marne.

 

Krupiński Suszec

 

TRENER MAREK

 

„Marka przyprowadził do nas jako gościa Paweł Baron z Force Components Polska, u którego co sezon robimy spore zakupy i który jest również jednym z działaczy w szkółce. Wpadli do nas na jeden z niedzielnych treningów. Marek pokazał dzieciakom parę sztuczek, chwilę z nimi pojeździł. Trudno było nie dostrzec, jak dzieciom się to spodobało. Zapytałem wtedy Marka, bardzo nieśmiało, czy nie miałby ochoty wcielić się w rolę trenera. Miał. Mnie wryło w ziemię, węszyłem w tym bluff i mimo że nie chciałem się tym zbytnio emocjonować, zacząłem cieszyć się na taką perspektywę i po paru miesiącach wróciliśmy do rozmów. Od lutego 2019 Marek Konwa jest oficjalnie naszym trenerem i jednocześnie zawodnikiem".

 

BEZ ZAJEŻDŻANIA

 

Marek Konwa: „Pracuję w UKS Krupiński Suszec dwa miesiące. Jestem tu przynajmniej raz w tygodniu. Najpierw prowadzę zajęcia z dziewczynkami na łatwiejszej trasie, godzinę później ze starszymi chłopakami w piaskowni. Ćwiczymy elementy techniczne, czasem robimy trening na hali. Na szosie z dziećmi jeździ Paweł, ja się tym nie zajmuję. Próbuję łączyć zajęcia z dziećmi z moją własną zabawą w kolarstwo. Docelowo chciałbym bywać w Suszcu dwa razy w tygodniu. Skupiamy się głównie na przełajach i MTB. Szosą jednak nie gardzimy. Na początku stawiamy na technikę. Kiedy ja jeździłem w klubie w Zielonej Górze, nie robiliśmy długich dystansów, teraz wielu trenerów zajeżdża zawodników. My chcemy tego uniknąć”.

 

Krupiński Suszec

 

PROŚCIEJ SIĘ NIE DA – TYLKO CHCIEĆ

 

Bagażnik Subaru należącego do Pawła wypełniony jest dętkami i pudełkami ze sprzętem. „Dziś przywiozłem cztery rowery” - mówi Paweł. Od słowa do słowa układam sobie w głowie, jak to działa. Sprzęt, rowery, ciuchy, buty, kaski, trenażery, nawet liczniki są własnością Pawła. Kilka rowerów szkółka dostała z PZKol (podstawowe Krossy Vento), kilka rowerów kupili rodzice. Poza tym rodzice nie ponoszą żadnych kosztów uczestnictwa dzieci w treningach. Jeśli Kuba, Wojtek czy Marysia wyrastają z butów, oddają stare i przejmują większe. To samo ma miejsce w przypadku rowerów. Cały sprzęt po każdym treningu wraca do przechowalni. Zadaniem rodzIców jest jedynie przyprowadzić dzieciaki na miejsce zbiórki. Tam wszyscy przebierają się w sportowe ciuchy, zabierają rowery i jadą z trenerami na trasę. ,,Już prościej się nie da! Wyeliminowaliśmy wszystkie problemy organizacyjne. Nie chcemy dzieciaków zniechęcać, chcemy, by mogły trenować w jak najlepszych humorach".

„Początki (pierwsze zdjęcia możesz obejrzeć na Facebooku) były zabawne. Dzieciaki jeździły w dżinsach, na komunijnych rowerach. Na hasło «daj zmianę» większość reagowała konsternacją i jedyną rzeczą, jaka przychodziła im wtedy do głowy, było zatrzymanie się na poboczu. Podjęliśmy się trudnej pracy u podstaw i po dwóch latach mamy już trochę sukcesów na koncie”.

Gdy na Facebooku przewijam filmy i zdjęcia, doskonale widzę te postępy.

 

Krupiński Suszec

 

DZIESIĘCIOLATKI SĄ ZWYKLE „ZAGOSPODAROWANE”

 

Grupa żaków i młodzików, których obserwuję, wygląda na ukształtowany team. Nie ma chaosu, chłopcy wiedzą, co robić. Na komendę, by ustawić się w szeregu, stają obok siebie z rowerami, a ja mogę zrobić im zdjęcie.

„To nie oni są moim oczkiem w głowie. Oni są za starzy” - śmieje się Paweł.

„Trudno zwerbować dzieci w tym wieku do kolarstwa. Dziesięciolatki mają już zorganizowany tydzień: piłka, angielski, jakiś instrument. Przekonanie rodziców, że kolarstwo jest lepsze od tego, co aktualnie robią ich dzieci, graniczy z cudem. Próbowaliśmy zrobić nabór w szkołach i naprawdę nie było wielkiego odzewu. Postanowiliśmy podejść do tego inaczej. Stworzyliśmy grupę Wentylów, przedszkolaków, których próbujemy zarazić rowerem. To na nich stawiamy. I tak jak w przypadku żaków i młodzików skupiamy się na stopniowaniu trudności podczas jazdy w terenie oraz trening siłowy, w grupie Wentylków jazda na rowerze stanowi tylko 20% naszej pracy z nimi. Reszta to plac zabaw i basen. Pracujemy nad sprawnością fizyczną maluchów, jednocześnie oswajając ich z rowerem. Mamy nadzieję, że to z tej grupy w przyszłości będziemy wyłaniać mistrzów”.

 

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO

 

Pawel Pietrzak: „Jestem byłym kolarzem GKS Krupiński Suszec (obecnie nieczynna Kopalnia Węgla Kamiennego Krupiński była kiedyś głównym sponsorem sportu w regionie). Co roku po naszych zawodach na szosie Marek Kret, nasz dyrektor i mój przyjaciel, przeżywał momenty nostalgii za starymi czasami i podejmował temat odbudowy kolarstwa w Suszcu. Zbywałem go, bo nie widziałem żadnej możliwości, by to rozkręcić. Z czasem zmieniły się władze w Śląskim Związku Kolarskim. Rafał Makowski został prezesem i zaczęły się czasy zmian. To obudziło we mnie jakąś nadzieję, bo rzeczywiście dobrze się tam ostatnio dzieje. Drugim elementem było zdobycie miejsca do treningów. Trzecim i ostatecznym powodem, dla którego się tym zająłem, był fakt, że mój najstarszy syn, a mam troje dzieci, wszedł w kolarski wiek poborowy. Pomyślałem, że jeśli nie dla siebie, powinienem to zrobić dla swoich dzieci. To był idealny moment, by się tym zająć. Obliczyłem, że dla mnie oznaczać to będzie dekadę pełnej mobilizacji, czasu, który mogę poświęcić, mając wsparcie rodziny. Jeśli ktoś uważa, że można to zrobić na pół gwizdka, wykradając czas rodzinie, będzie miał ciężką przeprawę i trudną drogę do satysfakcji. Ja złapałem szansę. Poza tym zawsze marzyłem, by spłacić to, co sam dostałem od kolarstwa. Głównym sponsorem jest firma Pro‑Kan, czyli moja firma. W tym sezonie otrzymaliśmy również wsparcie od Gminy Suszec w wysokości czternastu tysięcy złotych”.

 

Krupiński Suszec

 

NIE CIĄGNIEMY ICH…

 

Kończy się trening. Marek ustawia chłopaków w szeregu: „W skali jeden do dziesięciu, po kolei, raport, jak bardzo się zmęczyliście?”. Chłopcy rzucają odpowiedzi: trzy, trzy, pięć, dziesięć, jeden. Śmiejemy się, bo wszyscy mają rumiane policzki i podobnie przyspieszony oddech. Zamykane są bramy prowadzące do piaskowni, ustalany szyk powrotu do bazy, kto z kim, którą drogą.

 Paweł przypomina o bezpieczeństwie na drodze. Atmosfera robi się luźna. W końcu słyszę, jak chłopcy rozmawiają ze sobą. Najwyraźniej dobrze się razem czują.

„Mamy na czym trenować, mamy gdzie trenować, mamy zaplecze i staramy się sami siebie nie zamęczyć tym trenowaniem. Obserwujemy dzieci, staramy się zauważać problemy, zanim się rozwiną. Pilnujemy, żeby się nie przetrenowali. Nie ciągniemy ich na zawody, gdy wiemy, że nie są gotowi na rywalizację. Z drugiej strony staramy się zrobić wszystko, żeby osiągali jak najlepsze wyniki”.

 

Krupiński Suszec

 

UKS Krupiński Suszec

 

Szkółka kolarska składająca się z trzech grup dzieci: chłopcy w kategorii żak i młodzik, dziewczynki w podobnym wieku oraz mieszana grupa Wentylków, do której uczęszczają dzieci na progu przedszkola i szkoły podstawowej. Przy pełnym zapleczu sprzętowym i logistycznym oraz zapewnionej obsłudze trenerskiej na dzieciach spoczywa jedynie zadanie uczestnictwa w treningach i zawodach. Zajęcia odbywają się od dwóch (w przypadku mniejszych dzieci) do trzech razy w tygodniu (w grupach żaków i młodzików). Dodatkowo wszystkie grupy uczęszczają na basen. UKS jest organizatorem Mistrzostw Śląska w kolarstwie przełajowym. Dzieci przez cały sezon rywalizują z rówieśnikami z całej Polski na szosie, w przełajach i MTB.

 

Marek Kret – dyrektor

Przemek Brzeski – trener pływania

Marek Konwa – trener i zawodnik

Paweł Pietrzak – inicjator, opiekun i główny sponsor

facebook.com/krupinskisuszec/

 

Przeczytaj również:

 

Wujek dobra rada - pierwszy "prawdziwy" rower: 20 cali

Rowery dla dzieci - zabawka?

Wujek dobra rada - rowery dla dzieci

Komentarze do artykułu