Home Miejscówki Góry Orlickie na okrągło

Góry Orlickie na okrągło

0
2104

Gdybym chciał, żebyście Góry Orlickie przegapili, mógłbym zrobić przykład z siebie samego. Jeżdżąc po nich długo nie wiedziałem, że istnieją. Nie za małe, nie za duże, takie w sam raz, a jednocześnie umykały mojej świadomości. Za to gdy już raz dotarł do mnie w całej rozciągłości, dlaczego je tak lubię, powracam regularnie. O każdej porze roku.

Jak to zniknięcie w ogóle jest możliwe? Nie wiem. Faktem jest, że gdy zacząłem zbierać miejsca na mapie tych ulubionych wzdłuż polskiej granicy pomiędzy Dusznikami, a Międzylesiem – by ułatwić orientację patrząc z naszej strony – nagle okazało się, że w paśmie liczącym zaledwie 50 km jest już takich miejscówek kilka. Od Family Bike Parku w Zieleńcu – a Duszniki, do których należy Zieleniec, także w Górach Orlickich leżą – po Singletrek Suchak na Czerwonowodskim Sedle. A potem okazało się, że mój ulubiony zjazd po ścieżkach Singletrack Glacensis prowadzi z Orlicy, która dla niepoznaki nazywa się po czesku Vrchmezí! Kręcąc się więc po singlach w Dusznikach także jeździłem w Górach Orlickich. Ba, w Kudowie Brzozowiu zwiedzając kolejne praktycznie lizałem im stopy.

Po krótkiej kwerendzie – która dotyczy wypadów MTB, jak widać – przyznać muszę, że dopiero w ubiegłym roku odwiedziłem Góry Orlickie na gravelu. Choć już wcześniej inspiracją były dla mnie najpierw… przejazdy samochodem (coś w stylu „jak tu zielono, muszę wrócić z rowerem!:), a potem wpis Macieja Hopa, który w ramach epidemii na kilka miesiędzy trafił do Kotliny Kłodzkiej i miał Góry Orlickie dosłownie za miedzą. Na temat szosowych wariantów zwiedzania nic lepszego nie znajdzicie – Góry Orlickie – te z trawą bardziej zieloną. Według kolegi Hopa na szosie Orlickie wystarczają na 2-3 dni.

W przypadku MTB, gdy jeździ się wolniej, to mniej oczywiste. W dodatku jazda na góralu otwiera zupełnie nowe możliwości. Część z tras, co sprawdziłem, możliwa jest do pokonania także na gravelu. W sumie jednak Orlickie ze względu na gęstość tras dają tyle możliwości, że rower jest odrobinę wtórny. W każdym wariancie możliwości jest po prostu – sorry za kolokwializm – multum!

Osobiście uważam, że najłatwiej się o tym przekonać planując wypad po dwóch stronach granicy. Góry Orlickie po czeskiej i Bystrzyckie po polskiej. Trudno o większy kontrast! Po polskiej stronie może trzy sensowne asfaltowe drogi niewiele miejscowości kontrastują z o wiele lepszą infrastrukturą po drugiej. W dodatku czeskie zamiłowanie do asfaltowania szlaków powoduje, że da się wyjechać (i dojechać) niemal wszędzie na rowerze z pominięciem ruchu samochodowego. W sezonie oznacza to, że najpopularniejsze miejsca potrafią być zatłoczone, ale poza nim to raj. I tu przechodzimy do sedna – czyli Gór Orlickich inaczej.

Łatwo już było!

Skoro góry są niewielkie, da się je przejachać wzdłuż i wszerz w ciągu paru dni, to czy są nudne? W życiu! W szczególności, jeśli uwzględni się warianty terenowe, bo te oferują zupełnie inne możliwości. A jeśli dodamy do tego jeszcze póżną jesień i śnieg, to zaczyna robić się zupełnie interesująco i wymagająco. Co nie oznacza specjalnych ograniczeń w zwiedzaniu, ale wymaga odpowiednich przygotowań. W naszym przypadku był to nie tylko odpowiedni ekwipunek, w postaci zimowego ubrania się na cebulkę i zmowych butów, ale też zabranie rowerów elektrycznych. Te wbrew intuicji, że niska temperatura zmniejsza zasięg, bo baterie szybciej ulegają wyczerpaniu – co oczywiście jest prawdą! – sprawdzają się świetnie. Po pierwsze primo łatwiej się pedłuje w śniegu, który stawia dodatkowe opory, po drugie primo grubo ubrany człowiek dzięki wspomaganiu się mniej poci.

Wielka Desztna (Velká Deštná)

W sezonie jest to tak popularny cel wycieczek, że w weekend zwyczajnie lepiej tam się nie wybierać – chyba że lubi się tłumy! Powód jest prosty, Wielka Desztna (1115 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Gór Orlickich i Sudetów Środkowych, a po wybudowaniu na nim wieży i jej otwarciu w 2019 roku jest to znakomity punkt widokowy. Jeśli dodamy do tego fakt, że do najbliższego parkingu, skąd prowadzi łagodne podejście są tylko 3 km, nic dziwnego, że to popularny szlak wycieczkowy, nawet zimą. Do naszego Zieleńca jest niecały kilometr dalej, a np. schronisko Masarykova chata od szczytu dzieli tylko 3,6 kilometra. Ba – przez cały rok do podnóża dojeżdżają też autobusy, tylko ostatni fragment trzeba pokonać o własnych siłach. Nic więc dziwnego, że nawet po ciemku – bo wyrzuszyliśmy o zmroku z Zieleńca – spotkaliśmy na trasie kilka osób. Pieszo, z sankami, na biegówkach. Na wieżę jednak wdrapaliśmy się sami – to było niecodzienne i wyjątkowe przeżycie. Ta góruje nad okolicą niczym monument z 2001: Odyseja kosmiczna Kubricka. Brak widoku znakomicie zrekompensowała rezerwacja miejsca tylko dla nas dwojga!

Ciekawostka – poniżej wieży jest bar i miejsca, gdzie można odpocząć. A w przyszłym sezonie tuż obok, bo w miejscowości Deštné v Orlických horách zostaną otwarte nowe trasy rowerowe i mały bike park w stylu kanadyjskim, które częściowo zostały odpalona już tej jesieni. Możecie zobaczyć zdjęcia obok – prace wykonała ekipa z PM Bike Experts ze Srebrnej Góry. Szykujemy się już na odwiedziny na wiosnę. Tym samym będzie można w ciągu weekendu odwiedzić po obu stronach granicy i granicznego szczytu Szerlich (Šerlich) dwa bike parki! I to wszystko w odległości zaledwie kilku kilometrów.

Bunkry są!

Każdy, kto się interesuje II Wojną Światową i wydarzeniami, które ją poprzedziły, musiał zetknąć się z historią powstania czechosłowackich umocnień granicznych, które miały służyć obronie przed atakiem ze strony Niemiec. W latach 1936-1938 powstało wiele tysięcy bunkrów, od chroniących pojedynczych żołnierzy (tych było ponad 10 000!), po prawdziwe twierdze.

Linia obronna nazywana jest „czeską linią Maginota”, w związku z tym, że nigdy nie została wykorzystana, bo na podstawie ultimatum Hitlera i następującego po nim układu monachijskiego w 1938 dokonano rozbioru Czechosłowacji, zachowała się w większości w bardzo dobrym stanie. Interaktywna mapa mapa.opevneni.cz pozwala zorientować się w ogromie tego przedsiewzięcia, ale też zidentyfikować egzemplarze w terenie.

W Górach Orlickich bunkrów jest mnóstwo! Od tych małych, po potężne warownie. Wiele z nich można zobaczyć z bliska – oficjalnie lub mniej. Ten, który spenetrowaliśmy tym razem, był po prostu otwarty i mieścił się obok turystycznego szlaku. W Górach Orlickich mieszczą się cztery grupy warowne DobrošovHaničkaAdam i Bouda. Ta ostatnia znajduje się dosłownie koło ścieżek Singltreka Suchak i można ją zwiedzać.

Pastviny czeski Czorsztyn

Góry czy morze? W przypadku Gór Orlickich nie trzeba wybierać – oczywiście jeśli zachowamy odpowiednią skalę! Szczyty wznoszące się na ponad 1000 metrów nad poziom morza powodują, że panuje na płaskiej grani surowy klimat, śnieg leży przeciętnie aż 110 dni w roku. Stąd i wiele, jak na niewielki teren stacji narciarskich, jak i miejsc gdzie można pochodzić na biegówkach. Ale jeśli tylko chce się popływać, to polecenie może być tylko jedno – to zbiornik Pastviny.

To tak naprawdę sztuczny zalew z lat 30-tych, na końcu jest zapora wznosząca się na 43 metry. To zbiornik bardzo popularny turystycznie – stąd i skojarzenie z naszym Czorsztyńskim – co widać nawet u progu zimy, bo wokół gdzie to tylko możliwe znajdują się tak ulubione przez Czechów dacze. Jeśli traficie tu tak jak my niekoniecznie tęskniąć do tłumów, pamiętajcie o jednym – pozisdanie gotówki jest bardzo wskazane! Nawet miejsca z pozoru nowoczesne niekoniecznie się z nią lubią. A szkoda, bo czeskie jedzenie jest bardzo energetyczne!

Luz blues

Fakt, że Góry Orlickie są niewielkie sprawia, że za każdym razem spaliśmy po polskij stronie. Jedno miejsco chcemy polecić wam szczególnie, bo stanowi dla nas bramę do czeskich sąsiadów. Nieprzypadkowo znajduej się na samej granicy, nad brzegiem Dzikiej Orlicy w Niemojowie.

Gościniec Luz Blues prowadzą Wiktoria i Tomek, a powiedzieć, że miejsce cudne, to nic nie powiedzieć. Ich gościnność jest legendarna, podobnie jak umiejętności kulinarne Tomka. Co powiecie na dania serwowane przez kucharza, który przedtem gotował w Londynie? Jeśli dodamy do tego fakt, że wiele przysmaków pochodzi z ich ogrodu, ślinka sama zaczyna cieknąć! Miejsce jest przyjazne nie tylko ludziom, ale i zwierzakom. No i te słońce, które świeci tu zawsze!

Propozycja na dwa dni

Nasz weekend zaplonowaliśmy w oparciu o Luz Blues, biorąc pod uwagę fakt, że jesienno-zimowe dni są już krótkie. Gościniec oczywiście jest całoroczny, ale my najpierw odwiedziliśmy Zieleniec, a następnie przez kultowe Schronisko Jagodna (nie było racuchów, za to pyszne ruskie ze śmietaną!) dotarliśmy do Niemojowa.

Kolejnego dnia wyruszyliśmy już na własnych, dwóch kołach, korzystając z faktu, że kilkaset metrów obok jest most do Bartošovic v Orlických horách. Ilość mostów wbrew pozorom na rzece jest ograniczona – warto to wziąć pod uwagę przy planowaniu trasy! Nasza pętla uwzględniała dotarcie do Pastvin i odwiedzenie innych atrakcji okolicy, takich jak Ziemska Brama (Zemska Brana), czyli przełomu Dzikiej Orlicy przy potężnej, charakterystycznej skale.

Orlica przypomina tu dziką górską rzekę, którą zresztą jest, więc plan od razu zakładał jak najwięcej poruszanie się wzdłuż jej linii brzegowej. Dlatego też po odwiedzeniu Pastvin wróciliśmy jej drugim brzegiem, za cel obierając najciekawsze bunkry w okolicy. Te bez problemu znajdziecie na wspomnianej mapie, ale też po prostu jadąc proponowanym śladem (na dole).

O tym, że to góry, przypominają też budynki, koło których nie sposób przejść obojętnie. Włącznie z takimi, które równie dobrze mogłyby znaleźć się w Alpach. Orlicka Chata przypomina schronisko zagubione w górach, ale znajduje się tylko kilometr od Zemskiej Brany. Szlak czerwony „grzebieniowy”, który przechodzi obok, doprowadzi was do całej serii bunkrów, to jeden z wariantów, o który można rozbudować naszą trasę. Tym razem rozsądnie – szanując zmarznięte dłonie – przejechaliśmy tylko kawałek, wypatrując śladow zwierzyny i… czeskich leśników.

Ognisko tlące się w środku lasu, bunkry niemal jak nowe, do tego znak graniczny z napisem Republika Československá? Nie do końca mieliśmy pewność, czy dawni użytkownicy na pewno je opuścili! Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Republika Czechosłowacka istniała od 1920 do 1938 roku, naprawdę można przypuszczać, że czas zatrzymał się tu w miejscu!

Nasze trasy do przejechania:

Dzień 1 – Vielka Desztna z Zielieńca

Dzień 2 – Pastviny i bunkry z Niemojowa

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Translate »