Blackbird.bike – Królestwo Marciniasza

W świecie rządzonym przez dobra materialne, w którym konkurencja oznacza zazwyczaj walkę do krwi ostatniej, sklep Marcina Smazy przypomina zjawisko z innej planety. Przekonałem się o tym wielokrotnie, rozmawiając o Blackbird.bike.



SKLEP Z ZASKOCZENIA

 

Pozytywnie o Marciniaszu (tak nazywają go znajomi) wypowiadają się chyba wszyscy, z którymi rozmawiałem. Niezły prognostyk do założenia sklepu. Historia Marcina nie zaczęła się jednak wraz z otwarciem nowego sklepu, co nastąpiło zresztą dopiero w tym sezonie. Sklep był niezłym zaskoczeniem. Wyobraźcie sobie, że wjeżdżacie na najsłynniejszy chyba (i najbardziej zatłoczony) parking rowerowy w Polsce, czyli na Błonie w Bielsku‑Białej, i w samym sercu Enduro Trails widzicie nowy sklep. Trudno o lepszą miejscówkę. Marcin wcześniej przez sześć lat pracował w Bikerze, a w branży funkcjonuje jeszcze dłużej, bo zajmował się dystrybucją kilku firm, takich jak Carbocage, Loaded i DSP Racing. Pomysł na biznes dojrzewał w międzyczasie. Były rozważania na temat dystrybucji. Tu na przeszkodzie stanął brak poważnych funduszy.

 

DROBIAZGI NA ŻYCZENIE

 

Marcin chciał robić to dobrze albo wcale, nie na zasadzie preorderów z katalogu z przedpłatą 50%. Po głowie chodził mu więc pomysł na własny sklep. Do jego otwarcia musiał się jednak solidnie przygotować. Jak sam mówi: „Nie chciałem otwierać sklepu takiego, jakie mają inni, handlować rowerami takimi, jakie mają inni”. Co to znaczy? „Zawsze jak składałem sobie rowery, dbałem o detale, tu jakiś kolorek, tu jakiś drobiazg, po prostu mnie to cieszyło. Pomysł był taki, żeby budować ładne rowery, mieć dobre marki i zaoferować klientom custom”. Jak to działa? „Oczywiście są klienci, którzy wolą wybrać rower z katalogu i da się to zrobić, ale wszystko można na życzenie zmodyfikować, korbę, pedały itp. Robimy kalkulację. Tamtą rzecz biorę w rozliczeniu. Nie ma, że nie da się zrobić. Do zrobienia jest wszystko. Możesz wyjechać rowerem dokładnie takim, jak ci się wymarzy”.

 

Blackbird.bike - Marciniasz

 

Inspiracją dla Marcina stał się m.in. artykuł o sklepie z Wrocławia, Thirty Three Bicycle Studio. „Okazało się, że w Polsce się da i będzie klient”. Zachętą były też sklepy zagraniczne, np. austriacki Bikepalast: „Korba Clavicula, turbo drogie rzeczy. Chciałem to skopiować, żeby klient miał wybór. Mógł przyjść, obejrzeć, kupić albo nie kupić, pogadać, pooglądać”. Jak postanowił, tak zrobił. I powstał „rowerowy pałac”, lepszy, bo nasz, pełen odpowiednich błyskotek.

 

POŁAMANA RAMA

 

Jak jednak doszło do tego, że Blackbird.bike powstał w sercu Enduro Trails? Trudno to nazwać inaczej jak wygraną na loterii. Marcin mówi, że zaczęło się od ramy…

„Połamałem ramę Mondrakera. A pięć dni wcześniej był u nas w sklepie przedstawiciel Larixa, rozmawialiśmy o Camelbakach (Larix jest polskim dystrybutorem Camelbaka – przyp. red.). Wypatrzył na zapleczu mojego Mondrakera i pytał, czy handlujemy marką. To był mój prywatny rower. A on na to, że dystrybucja się zmieniła. Nie minął tydzień, pojechałem w Tatry. I gdzieś tak uderzyłem suportem, że dzień później zauważyłem pęknięcie ramy. Człowiek spadł mi z nieba! Zadzwoniłem, załatwiłem reklamację i poprosiłem o warunki handlowe. Ale Marcin, właściciel Bikera, nie był zainteresowany współpracą. Potem pojawił się temat rowerów testowych, terminów płatności itd. Pomyślałem więc, że pracując dalej u Bikera, samodzielnie odpalę wypożyczalnię, tylko weekendowo. Od tego się zaczęło. Ale już zacząłem myśleć o własnym sklepie. W Wadowicach miałem mieszkanie, które wystawiłem na sprzedaż z myślą, że zainwestuję w sklep. I sprzedało się. A skoro miała być wypożyczalnia, to miejsce pod Kozią Górką, w sercu rowerowego Bielska, było oczywiste!”

 

Blackbird.bike - Marciniasz

 

PRZYPADKOWY STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ

 

Finalna lokalizacja wyszła trochę przypadkiem. Marciniasz badał kilka innych na Błoniach. Reszta była już kwestią szczęścia.

„Wiedziałem, że miejsce jest wolne, ale nigdy nie dawałem sobie szansy na zdobycie go, takie świetne miejsce… Założyłem wersję pesymistyczną. Pytałem po sąsiadach i wreszcie trafiłem, gdzie trzeba”. Okazało się, że właściciel działki dwa miesiące wcześniej wysłał do wszystkich sklepów rowerowych w Bielsku pytanie, czy ktoś byłby zainteresowany. Nikt nie odpowiedział. Transakcja została błyskawicznie dopięta, sklep stanął. W budowie pomagał Tomek Pyrchla, miłośnik rowerów i architekt. Tematy projektowe i formalności w urzędach były jego działką, podobnie jak wyposażenie wnętrza. W sklepie w zasadzie działają we dwóch, tworząc zgrany zespół. Od pomysłu do realizacji nie było daleko. Ramę Marciniasz uszkodził w październiku 2018 roku…

 

BLACKBIRD.BIKE

 

„Sprzedajemy brandy, które znamy, lubimy, na których jeździmy, które czujemy” – mówi Marcin, dodając przy tym, że podobno jest obecnie największym odbiorcą Foxa i Race Face’a w kraju. Blackbird.bike to jednocześnie jedyne miejsce w Polsce, gdzie można kupić rowery Transition. Ofertę uzupełniają rowery Mondrakera, Ibis oraz części i akcesoria marek takich, jak Ion, Giro, Bell, Hope czy Formula. W przyszłym sezonie ma być ich jeszcze więcej. Dojdzie m.in. Troy Lee Design, ale i rowery Pivota.

 

Blackbird.bike - Marciniasz

 

Plan na przyszły rok zakłada dorobienie piętra. Sklep nie jest z gumy i nie mieści się już na 60 metrach, nawet jeśli w sezonie zajmuje sporą część placyku obok. Możliwości rozbudowy nie brakuje, do góry i do tyłu. W przyszłości stanie taras, dołączy strefa gastronomiczna i craftowe piwo. Harmonijnie układa się współpraca z sąsiadami, m.in. Enduro Trails. Marcin chce konkurować jakością, to podstawowe założenie, ale potrafi też wysłać klientów do innych, jeśli nie ma odpowiedniej oferty u siebie. W tle czai się myśl o promowaniu „marki Bielsko” jako polskiej stolicy MTB! Blackbird.bike to również wypożyczalnia, zgodnie z wcześniejszymi założeniami rowerów tradycyjnych, ale i elektryków. W tym roku dostępnych było dziewięć elektryków i cztery klasyczne rowery, ale pojawiały się też dodatkowe testówki różnych firm, dochodząc do ośmiu, dziewięciu.

Były weekendy, gdy wszystkie „analogowe” jeździły, a elektryki stały. Marcin: „Ludzie przyjeżdżają tu raczej pozjeżdżać na ścieżkach, celują więc w zwykły rower. Mają kolejkę, trasę podjazdową. W przyszłym roku nie zwiększymy więc liczby elektryków, chcemy mieć więcej zwykłych rowerów”. Marciniasz rozwija też współpracę z osobami organizującymi szkolenia czy wyjazdy rowerowe, np. z Sonią Skrzypnik z „Jedziemy Swoje” czy Grześkiem Dendysem z Freeridesport. Mówi, że nie da się robić wszystkiego i woli skupić się na sklepie. Ale uwaga, ma plan, by w przyszłym roku organizować wycieczki. Na przykład jest pomysł, by zrobić parę turnusów na Islandii.

 

NIE TYLKO SKLEP

 

W sezonie zimowym Blackbird.bike będzie czynny w okolicach weekendów, prawdopodobnie czwartek, piątek, sobota. Zanim wybierzecie się tam z wizytą, sprawdźcie na stronie facebook.com/ blackbird.bielsko/.

 

Blackbird.bike - Marciniasz

 

Podczas mojej wizyty Marcin pakował się na wyjazd do Finale, tam, gdzie kolejnego dnia wyruszał ze swoją ekipą i tam, „gdzie wszystko się zaczęło” z grupą ludzi znanych jako G3Riders, czyli polscy vertowcy, dla których nie ma zbyt stromych ścieżek. Tradycje są kontynuowane, ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane. Jak skomentowała to ekipa: „Co prawda Pan Marciniasz (jak go pieszczotliwie nazywamy) oprócz prowadzenia Blackbird.bike zajmuje się głównie koszeniem KOM‑ów na armadzie elektryków, jakie oferuje jego wypożyczalnia, ale nie można zapominać, że jest jednym z paru najlepszych vertowców w Polsce”.

 

Co dalej? Umawiamy się na wspólny wypad jeszcze zimą, licząc, że aura będzie łaskawa. Może na Luboń? A sklep Marciniasza wpiszcie na listę miejsc godnych odwiedzenia. Spotkacie go tam na pewno!

 

Przeczytaj również:

 

Amortyzatory - Test porównawczy

Bajkowe hity 2019 - wybór redaktora Łukasza Kopaczyńskiego

Cieszę się każdą chwila - wywiad z Kate Weatherly

Na zboczach Olimpu - Grecja na rowerze

Komentarze do artykułu