Niezbędnik Rapha Festive500, czyli sprzęt, który się sprawdził

Rapha Festive500 to challenge specjalny, bo niby tylko 500 kilometrów do przejechania, a jednak ograniczony czas i pora roku sprawiają, że zawsze jest to wyzwanie szczególne. Próbowaliście, udało się? Jeśli tak, to gratulacje, jeśli nie, kolejna okazja już za rok! Oto mój indywidualny zestaw, który pozwolił całość przejechać (w miarę) komfortowo.



 

Rower

Na temat roweru, złożonego specjalnie na Rapha #Festive500, mogliście poczytać tutaj w naszej prezentacji. Generalnie rzecz ujmując problemów technicznych żadnych nie było, konieczne były tylko drobne korekty ustawienia siodła - obniżenie przodu, ale lekkie podniesienie. Korekt dokonałem w trakcie pierwszego dnia, gdy nieoczekiwanie okazało się, że boli mnie prawe kolano. Zwykle boli lewe (tu link do historii), problemy wynikają najczęściej i z obciążeń i samej pozycji. Plus zimna. Tu... mogłem zmienić tylko pozycję - pomogło! W sumie sprowadza się to do maksymalnego podniesienia siodła, by nie gibać się jak kaczka na boki - chodzi o jak najmniejsze obciążenie rzepek przy pedałowaniu, bo właśnie z rzepkami mam problemy. 

 

 

Ta łuna to nie zachód słońca tylko szklarnie w Siechnicach pod Wrocławiem

 

 

Oświetlenie

Trzy różne lampki Bontragera, dwie przednie, jedna tylna. Plus na najdłuższym etapie dodatkowa lampka tylna.

Przód - Ion Pro RT, o maksymalnej mocy do 1300 lumenów. Tryb trzeci (400 lm) wystarcza, by jechać swobodnie po szosie & Ion 200 RT, jako zapasowa. Przy słabszej widoczności włączałem ją, by lekko migała i było mnie widać z daleka. 

Tył - Ion Flare RT, włączona bez przerwy, także w dzień. Ostatniego dnia miałem też na zapas lampkę Rometa R-205 (jest bardzo jasna, ładowana USB, nie jest smart)

 

 

Fotka z dna pierwszego - wszystko jeszcze takie czyste!

 

Nawigacja

Założenie było takie, że zwiedzam też nowe okolice, a tu nawigacja się przydaje. Wybór padł na Bontragera Garmin Edge 1030, czyli bliźniaka Garmina Edge 1030, z bardzo prostego powodu - ma specjalną aplikację do obsługi oświetlenia Bontragera (zainstalowaną fabrycznie). Nie zależało mi szczególnie na automatyce oświetlenia, a taka także działa, np. włączając lampy po uruchomieniu stopera, co na kontrolowaniu stanu akumulatorów. Pomysł, by wracać taką trasą np. z Krynek bez świateł.... jest bardzo średni. To jedna z takich dróg, których w Polsce wiele - bez poboczy i z szalonymi kierowcami. Komoot, z którego korzystałem do planowania tras, ma automatyczną synchronizację tras z Garminem, więc po wrzuceniu kolejnego dnia wystarczyło już na ekranie wybrać kolejny etap. Tę samą funkcję ma Wahoo, ale nie obsługuje świateł typu smart. Edge 1030 pozwala też na nawigację, gdy się zgubi ślad, próbując wrócić na trasę.

 

 

Tuż przed wyruszeniem kolejnego dnia

 

Dodatki do roweru

Błotnik na tył - Mucky Nutz Road Butt Fender - mały, montowany w stelażu siodełka, chroni przed wodą z tylnego koła, gdy jest mokro, albo lekko pada. Na szczęście wystarczył

Koszyk - Supacaz Fly Poly, z tworzywa, bo nie rysuje metalowych bidonów - i jest cichy!

Bidon - głównie Camelbak Chute Mag, czyli izolowana wersja popularnej butli. To nie jest typowy termos, ale picie pozostaje ciepłe przez kilka godzin.

 

Buty

Znów Bontrager, dwie różne pary zimówek

Bontrager JFW (Jack Frost Winter) - sprawdzają się podczas cieplejszych, zimowych dni. Poniżej 5 stopni na szosie wcześniej czy później stopy marzną. Za to są sztywne, przez co na szosie (gravelu) wygodnie się pedałuje

Bontrager OMW (Old Man Winter) - ten sam model, ale w poprzedniej wersji (tutaj nasz test). Na szosie po kilku godzinach też w końcu zaczyna być w nich w stopy zimno... ale to najcieplejsze buty rowerowe jakie w życiu miałem. Są bardziej kapciowate jak poprzednie, stąd na szosie poprzednie wolę, jeśli pogoda na to pozwala.

 

 

Człowiek żarówa we własnej osobie

 

Ubrania

Zestaw podstawowy

Gore C5 Gore Windstoper Thermo Jacket - w tej kurtce pasuje mi wszystko, z... wyjątkiem tylnej kieszeni na zamek. Pasuje mi kolor neonu, dzięki czemu mnie lepiej widać, długie mankiety wchodzące na rękawiczki, a nawet ekstremalnie wysoka stójka (musiałem się do niej chwilę przyzwyczaić. Kieszonka z tyłu jest mała i nisko - nie jest zbyt wygodna. Ale krój, szczególnie to, że nie jest bardzo obcisła, są super. Wystarczająca "aero" jednocześnie. 

Gore C7  Partial Gore Bib Tights - spodnie z membraną, na szelkach, jednocześnie nie przepuszczają wiatru, ale zachowują zdolność oddychania. Najbardziej odpowiadał mi fakt, że membrana jest tak elastyczna, że nie ogranicza ruchów. 

Gore M base Layer Thermo Turtleneck - koszulka z długim rękawem i stójką, mój absolutnie ulbiony fragment garderoby. W połączeniu z kurtką nie są potrzebne żadne dodatkowe warstwy - rewelacja. Przykład na to, jak elementy potrafią ze sobą współpracować.

Gore C5 Gore Windstopper Gloves - jeździłem w nich przez wszystkie 7 dni. Nigdy nie zmarzłem. Nie są jednocześnie przesadnie grube, dzięki czemu czucie kierownicy pozostaje bardzo dobre. Utrudniona jest tylko obsługa ekranu GPS lub telefonu (choć możliwa).

Gore M Thermo Mid Socks - bardzo dobre uzupełnienie zimowych butów. Świetnie grzeją i są wygodne, a to podstawa, bez uciskania.

Gore C3 Gore Windstopper Helmet Cup - czapka pod kask, przykrywająca też uszy. Idealna do -5 stopni gdy człowiek się ciągle rusza, bo nie da się w niej też spocić.

 

Na wymianę

Shimano Windbreak - Shimano zdecydowanie ma problem z promocją swoich produktów takich jak ciuchy, bo ta kurtka to bardzo udany model do jazdy od 0 do 10 stopni. Ma krój bliski ciała i świetnie utrzymuje temperaturę. Ma też coś, czego nie ma Gore - wygodną kieszeń na piersi, np. na drobne. Mój ulubiony ciuch.

Kross AIM Winter - spodnie termo polskiego Krossa, połączenie klasyki (szlufki na nogawkach) z udanym krojem. Wygodna wkładka!

Endura Baabaa Merino - na zmianę z Gore, skarpetki z wełny Merino w wersji długiej i krótkiej

Quest L/S Magnetic Man - koszulka z długim rękawem na najzimniejsze dni, której użyłem dwa razy. Jest bardzo miła w dotyku i esktremalnie elastyczna, przez co wygodna. Mogłaby być tylko dłuższa.

 

Ochrona

Bontrager Velocis Mips - kask, który jets lekki i wygodny, w dodatku mieści się pod spodem czapka. Używam go najczęściej na szosie, także dlatego, że jest lekki

Force Race Pro - okulary z wymiennymi szybami, cały czas założone soczewki przezroczyste. Bardziej od wiatru jak od słońca. Minimalne problemy z parowaniem, głównie podczas postojów.

 

Inne

Telefon - do modyfikacji/sprawdzania trasy, kontaktu z cywilizacją, słuchania muzyki (ciche brzęczenie, tak by nie zagłuszać otoczenia, lubię)

GoPro 7 Black - ma przyciski, można robić zdjęcia i fotki bez ściągania rękawiczek

 

Trasy

Wybór tras nie był odkrywczy - podstawowe założenie brzmiało: rozłożyć 500 km na 8 dni, co daje 62 km dziennie średnio.

Dzień I to był.... dojazd do rodziny, w stronę Wielunia z Wrocławia. Przykrojony do Kępna, by reszta ekipy jadąca samochodem nie musiała czekać (z Wrocławia do Wielunia jest od 100 do 140 km, w zależności od trasy)

 

Dzień 2 - plan zakładał 80 kilometrów i odwiedzenie Tykocina, ze startem z Białegostoku. Po kilkunastu kilometrach okazało się, że boli mnie kolano, więc zmiana planów i skrócenie trasy. Naddatek z dnia pierwszego pozwolił zachować średnią.

 

 

Dzień 3 - wycieczka w kierunku Łap i Suraża, czyli doliny Narwi. Atrakcja w postaci zobaczenia dawno niewidzianych miejsc.

 

 

Dzień 4 - wypad przez Puszczę Knyszyńską w stronę Michałowa. To moja absolutnie ulubiona trasa z Białegostoku, niestety w zwykłe dni jest dość duży ruch (w tym Tirów).

 

 

Dzień 5 - powrót do Białegostoku do Wrocławia i wypad w stronę Jelcza Laskowice i Oławy. Z założeniem, że będzie ciemno przez połowę drogi. Ciemność źle wpływa na morale.

 

 

Dzień 6 - odwiedziny Doliny Bystrzycy i okolic Kątów Wrocławskich, żeby nie było nudno. Kilka naprawdę zaskakujących odcinków odkrytych dzięki Komootowi (skąd ta apka wie o przejazdach przez autostradę, którymi nie jeździ nikt?)

 

 

Dzień 7 - i ostatni. Specjalnie jeden dzień z dłuższym przejazdem, by zamknąć całość i mieć Sylwestra wolnego :) W nagrodę miałem zachód słońca, który widzicie w otwieraczu.

 

 

But tell my why?

I pytanie, które ktoś mógłby zadać, dlaczego w ogóle to robię? Pierwsza udana próba sprawiła mi wielką przyjemność. Dla mnie to idealne zamknięcie roku i otwarcie nowego. Czułem się w dobrej formie, gotowy na kolejne wyzwania. Tak samo jest w tym roku. I... nie przybrałem na wadze, sprawdziłem. Nie schudłem także :)

 

Trzymam więc kciuki za Wasze wyzwania! Warto próbować!

Komentarze do artykułu