Trail Love Zermatt

Zakochałam się. M(amba) + M(atterhorn) = WNM. Miałam ochotę wyryć to scyzorykiem na miękkim drewnie ławki, na której siedzieliśmy ostatniego dnia w Szwajcarii, popijając zasłużone piwo po całym dniu jazdy. Zermatt. Te szlaki, te widoki i on – monumentalny, hipnotyzujący, uzależniający i najpiękniejszy szczyt górski na świecie.



Matterhorn

 

Jeśli poprosisz dziecko, by narysowało górę, narysuje Matterhorn. Ten mierzący 4478 m n.p.m. szczyt jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych gór świata. Charakterystyczny piramidalny kształt trudno pomylić z jakimkolwiek innym szczytem. Nie bez powodu Matterhorn nazywany jest Górą Gór i traktowany jak symbol. Fenomenu Matterhornu nie rozumiałam, dopóki nie zobaczyłam go na własne oczy. Niesamowity magnetyzm tej góry jest czymś bardzo trudnym do opisania. Na nic zda się tysiąc słów, a wystarczy jedno spojrzenie. W Zermatt, leżącym u podnóża Góry Gór, spędziliśmy tydzień. Eksplorowaliśmy tutejsze szlaki, poznawaliśmy uroki przyrody i miejscowej kultury. Wszystko to odbywało się pod czujnym okiem Matta, który, jak na celebrytę przystało, bywał bardzo kapryśny i dopiero ostatniego dnia zaprezentował nam się w pełnej okazałości. Warto było czekać.

 

Trail Love Zermatt

Chociaż raz warto się poświęcić i wstać wcześnie, by zobaczyć Matterhorn o wschodzie słońca. Wtedy jego czubek przybiera czerwonopomarańczowy, ognisty kolor i wygląda bardzo zjawiskowo.

 

GORNERGRAT, STACJA KOLEJOWA, 3100 M N.P.M.

 

Planując jazdę rowerem w okolicach Zermatt i Matterhornu, trze- ba z góry założyć korzystanie z wyciągów oraz kolejek. Tu szczyty są tak wysokie i podjazdy tak długie, że nie warto marnować czasu na wielogodzinne łapanie wysokości, by potem na zmęczeniu tylko zwieść się w dół. Szlaki wokół Zermatt są znakomitym połączeniem trudności technicznych i flow. By wycisnąć je jak cytrynę, trzeba mieć siły. Na szczęście już dawno minęły czasy, gdy w kolarstwie górskim wspomaganie każdy traktował jak czyn karygodny. Nastała era tolerancji i hedonizmu, więc bez większych oporów zaraz po przyjedzie na miejsce udaliśmy się do kas kolejki (choć chyba należałoby napisać kolei) prowadzącej na szczyt Gornegrat i kupiliśmy trzydniowy karnet.

 

Trail Love Zermatt

 

Dlaczego do wjazdu na Gornergrat bardziej pasuje określenie kolej górska? Bo faktycznie na szczyt dostajemy się… pociągiem. Zarówno na dolnej, jak i górnej stacji znajdujemy pełnoprawne perony, wagony wyglądają prawie jak pendolino, tylko z wielkimi, widokowymi oknami, a rowery wieszane są na specjalnych hakach. Co więcej, po dotarciu na szczyt liczba ludzi i ruch, jaki tam zastajemy, wprawia nas w kompletne osłupienie. Podkreślę raz jeszcze, wszystko to dzieje się na wysokości 3100 metrów nad poziomem morza. Ot, cała Szwajcaria.

 

SZWAJCARSKI FLOW

 

Zermatt chyba nigdy nie narzekało na brak turystów. Matterhorn zdecydowanie robi tu robotę. Pewnie dlatego wcześniej okolica nie promowała się specjalnie rowerowo. Dopiero od dwóch lat można zaobserwować stopniowe otwieranie się na fanów dwóch kółek. Co widać po nieco bardziej korzystnych niż kiedyś cenach wyciągów (pojawiły się nawet kilkudniowe karnety), nowo opracowywanych rowerowych mapkach i działaniach marketingowców promujących rejon (jedna z edycji cyklu EWS 2019 odbędzie się w Zermatt). Jeśli więc szukacie miejsca podobnego do Saalbach, Gardy czy Livigno, to jeszcze nie ten moment. W Zermatt na razie rowerzystów jest jeszcze niewielu. Pod tym względem jest spokojniej. Charakter szlaków też jest nieco inny. Większość z nich jest naturalna, dzielona z turystami pieszymi. Nie ma zbyt wielu sztucznych tworów i specjalnie budowanych „utrudniaczy”. Są za to obłędne widoki, towarzystwo magicznego Matterhornu i dzika przyroda.

 

Trail Love Zermatt

 

JAPANESE HIGHWAY

 

Podczas opracowywania tras na te kilka dni, które chcieliśmy spędzić w Zermatt, trafiliśmy w aplikacji Trailforks na ścieżkę o dość oryginalnej nazwie – Japanese Highway. Długo zastanawialiśmy się, o co chodzi i dlaczego akurat taka nazwa. Gdy na niej wylądowaliśmy, wszystko się wyjaśniło. Długie ogonki japońskich turystów pomykały szlakiem jeden za drugim. Na dystansie 7 kilometrów takich wycieczek spotkaliśmy kilkanaście. Na szczęście Japończycy są tak miłym i kulturalnym narodem, że nasza obecność na szlaku wcale im nie przeszkadzała. Nawet więcej, nam nie przeszkadzała ich obecność.

 

Trail Love Zermatt

 

Śląc pozdrowienia, z nieukrywanym zdziwieniem obserwowali nasze zjazdowe wyczyny (pod względem trudności szlakowi temu dość daleko do autostrady). Opracowaliśmy nawet swoją teorię, że najpewniej w jakimś znanym japońskim przewodniku ktoś opisał ten szlak jako wyjątkowo atrakcyjny i od tej pory dla wszystkich odwiedzających Zermatt Japończyków stał się obowiązkowym.

 

W KRAINIE HOBBITA

 

Pod północną ścianą Matterhornu, na zboczach doliny rzeki Zmutt, znajduje się Kraina Hobbita. Kręta ścieżka, wijąca się między zielonymi pagórkami, a licząca zaledwie dwa kilometry, była drugą z najbardziej polecanych ścieżek w okolicy. Adam, który reprezentuje najwyższy poziom techniczny w całej naszej grupie, wykorzystując naturalne ułożenie terenu, co chwilę znajdował się w powietrzu. My zaś bawiliśmy w znajdowanie najciekawszych ścieżek alternatywnych, odchodzących od głównego trailu. Z tego miejsca kiedyś można było podjechać aż pod sam język lodowca Zmutt (Zmuttgletscher), który, niestety, znika teraz w zastraszającym tempie i dotarcie rowerem do jego czoła jest już praktycznie niemożliwe.

 

AIR ZERMATT

 

Charakterystyczne niebieskie logo Air Zermatt z pewnością kojarzą wszyscy fani netfliksowych seriali. Trzymające w napięciu akcje ratownicze z wykorzystaniem śmigłowców, codzienne ocieranie się o śmierć, zupełnie odmienna od naszej rzeczywistość życia w wysokich górach. Przygody prawdziwych bohaterów wciągają wszystkich. Nie tylko tych, którzy jak my każdą wolną chwilę starają się spędzać w górach. Obowiązki nie pozwalają mi na częste oglądanie telewizji, dlatego o serialu dowiedziałam się dopiero, gdy pod zdjęciem helikoptera z rowerami na facebookowym wallu jeden z fanów wspomniał o nim. Zaraz po powrocie ze Szwajcarii obejrzałam wszystkie dostępne odcinki. Jak to się jednak stało, że podczas wizyty w Zermatt udało się odhaczyć jeden z głównych punktów rowerowej „buckett list” i polecieliśmy z rowerami helikopterem? Jak w większości sytuacji zadziałało prawo przypadku. Podczas pierwszej rozpoznawczej wycieczki po okolicach miasteczka trafiliśmy na widokową ścieżkę wiodącą tuż obok głównego budynku szwajcarskiej służby lotniczej. Akurat gdy tamtędy przejeżdżaliśmy, do lotu szykowała się jakaś ekipa rowerzystów. Widok rowerów zamocowanych na helikopterze przyprawił nas o szybsze bicie serca. Potem wystarczyło już tylko kilka klików w necie, dwa telefony i mieliśmy rezerwację na ostatni dzień naszego pobytu w Zermatt.

 

Trail Love Zermatt

 

HELIBIKING

 

Na płytę lądowiska helikopterów Air Zermatt można się dostać, tylko wjeżdżając do góry specjalną windą. Gdy potężne stalowe drzwi zamknęły się za nami i winda ruszyła, nie wiedziałam, czy to ona jedzie do góry, czy moje serce czuję już w gardle. Na płycie czekał na nas śmigłowiec z przygotowanymi stanowiskami dla rowerów. Przyszliśmy wcześniej, niż byliśmy umówieni, ale pracownicy machali do nas, by się pospieszyć, bo wynikła im jakaś niespodziewana akcja. Na szczęście nie chodziło o akcję ratunkową. Do takich lotów wykorzystywane są dwie inne maszyny. My mieliśmy lecieć helikopterem używanym komercyjnie do przewozu ładunków jako powietrzna taksówka oraz właśnie do lotów z narciarzami i rowerzystami.

 

Trail Love Zermatt

 

Obsługa działała wyjątkowo sprawnie. Ani się obejrzeliśmy, a rowery były już zamocowane. Zrobiliśmy szybką pamiątkową fotkę, nie było czasu na instagramowe relacje czy filmy. Wszystko odbywało się w tempie ekspresowym. Helikopter wyniósł nas na wysokość 3103 m n.p.m. (Unterrothorn). Lot trwał 4 minuty. Gdybyśmy chcieli wjechać tu rowerem, zajęłoby nam to co najmniej cztery godziny. Trochę żałujemy, że nie mogliśmy skorzystać z opcji lądowania na lodowcu i jazdy po nim. Niestety, nasz mocno nadszarpnięty szwajcarskimi cenami budżet chyba by tego nie wytrzymał. Poza tym przewodnik organizujący takie wyjazdy był akurat „czasowo niedostępny”.

 

1600 METRÓW W DÓŁ

 

Po wysadzeniu nas na górze śmigłowiec zniknął tak szybko, że przez chwilę zastanawialiśmy się, czy w ogóle nim lecieliśmy. Staliśmy na szczycie naładowani emocjami. Wokół panowała kompletna cisza i spokój. Działający tam wyciąg był akurat w remoncie, nie docierali więc żadni turyści. Byliśmy tylko my i Matterhorn na wyciągnięcie ręki. Nigdzie się nie spieszyliśmy. Każdy kontemplował chwilę. Nie mogliśmy wymyślić sobie lepszego zakończenia tego wyjazdu. Czekał nas już tylko zjazd. 1600 metrów deniwelacji widokowym singlem do Tasch, cały czas w towarzystwie Matta czającego się za plecami. Pogoda była idealna, na niebie kilka fotogenicznych chmurek, spokój przyrody, warunki na trasie znakomite i pełen flow przerywany tylko co jakiś czas pozowaniem do zdjęć, ponieważ za każdym zakrętem widoki wydawały się jeszcze bardziej zjawiskowe.

 

Trail Love Zermatt

 

To był dobry tydzień. Tydzień pełen widoków, wymagających ścieżek i dobrego jedzenia w wyjątkowym towarzystwie jednej z najbardziej charakterystycznych gór świata. Dzięki, Matt, za gościnę! Mam nadzieję, że szybko znów się zobaczymy.

 

 Zermatt Enduro World Series

 

W tym roku w Zermatt odbywa się ósma, finałowa edycja zawodów Enduro World Series. Pierwszy raz zakończenie serii odbędzie się nie w Finale Ligure. Zawody mają być jednodniowe i stanowić część festiwalu Traillove Zermatt. Wyścig wystartuje 21 września, natomiast festiwal potrwa od 18 do 24 września. Więcej informacji: traillove.bike

 

Przeczytaj również:

 

NS Bikes Nerd i Synonym

Co potrafi nowe Shimano XT?

Bike CHeck - Szymon Godziek i NS Bikes Fuzz Rampage

Komentarze do artykułu