Druga Młodość Sportowca i droga na Ostrołękę

Mój plan treningowy jest realizowany. W zasadzie bez specjalnych zmian. Z jednym dość istotnym wyjątkiem - plany startowe przesunęły się w bliże nieokreśloną przyszłość.



Wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji, imprezy zostały odwołane, albo przesunięte w bliżej nieokreśloną przyszłość. Po co więc trenować? Motywacja w moim przypadku jakby odrobinę siadła, ale tylko trochę i na moment. Z tego prostego powodu, że widzę efekty ćwiczeń. Co się odwlecze, to nie uciecze.

 

Kolano

 

Najważniejsze, że wszystko jest na dobrej drodze by osiągnąć pełnię formy wtedy, gdy będzie to potrzebne. Kolano, z którym miałem problemy, generalnie rzecz ujmując działa. Sprawdziłem je kilkakrotnie, z różnym skutkiem. Wygląda na to, że zalecenia fizjoterapeutów zgadzają się co do jednego - powodem problemów jest stopa, a właściwie słabsze jej podparcie niż z prawej strony. Wszystko układa się w logiczną całość - stopa opada do środka, kolano przechyla się, przez co nie pracuje równomiernie, po pewnym czasie pojawia się ból. Pracuję nad tematem. Z jednej strony to treningi wzmacniające mięśnie - siłowe, ale też na kadencję, które zawarte są w całym programie, a trener Mikołaj Dziewa  z Inpeak Academy ciągle powtarza, że pedały mam też ciągnąć, a nie tylko naciskać - a z drugiej kombinacje z innymi parametrami. To... przede wszystkim długość korb! Całe życie używałem ramion 175 mm w MTB i 172,5 mm w szosie i pokrewnych, a wychodzi na to, że 170 mm jest dla mnie zdrowsze. Znów logika - krótsza korba, mniejsze wypychanie kolana. Niby tylko kilka milimetrów, a kolejne wypady potwierdzają skuteczność zmian. Nawet ponad 5 godzin na gravelu i prawie 110 km w zmiennych warunkach temperaturowych w ramach ostatniej próby nie spowodowało ból (abstrahując od tego, że była to rewelacyjna wycieczka wymyślona przez Dorotę!) Długie maratony, ale też etapówki stają się coraz bardziej prawdopodobne, ale.... muszą móc się odbyć. Trzymam kciuki, pewnie podobnie jak wy, by nie był to termin zbyt odległy.

 

 

Skillsy

 

W tle mojego planu treningowego był jednak jeszcze jeden element, chyba bardziej istotny niż same starty. Zauważyłem już dobre kilka lat temu, że najlepiej mi się jeździ, gdy jestem w wysokiej formie - to oczywista oczywistość. Ale chodzi też o rzeczy trudne technicznie. Gdy jestem fit, wszystko do siebie pasuje, ciało działa jak precyzyjny organizm, a trudne rzeczy robią się łatwe. A że ciągle podnoszę sobie poprzeczkę, próbując nowych rzeczy, typu latanie i dropy.... ta pewność siebie uzyskana przez formę jest mi potrzebna. I to się dzieje, czuję, że to co robię, wychodzi mi łatwiej. Jednym słowem łapię flow.

 

Póki co dalekie loty mogą jednak poczekać, a ja mam jeszcze sporo do zrobienia. Dieta to moja pięta achillesowa. Do lata, gdy ściganie powinno być już możliwe, akurat zdążę zrzucić te parę kilo. Na pewno! Niech się tylko zrobi cieplej...

 

PS droga na Ostrołękę z pamiętnego Rejsu to dla mnie taki symbol trasy, która prowadzi donikąd, bez końca. Nie ma startów, nie ma celu, przynajmniej namacalnego. Ciągle dzieje się też jednak tyle rzeczy, że nie sposób się nudzić. Poza rodziną i pracą są jeszcze treningi i... nowe pomysły. Czy wiecie, że odpaliliśmy BIKE TV? :)

 

 

 

Komentarze do artykułu