Kolarska Kuchnia: tagliatelle z pesto pistacjowym

Jeśli rower stał się już twoją miłością i sposobem na życie, prędzej czy później dotknie cię swoją niewidzialną dłonią klimat Italii i całej otoczki, która towarzyszy włoskiemu kolarstwu. Gdzie, jeśli nie tam, szukać najlepszych inspiracji dla kuchni na dwóch kółkach? Spaghetti zna chyba każdy kolarz, polecam więc dla odmiany makaron wywodzący się z regionu Emilia-Romagna.



Tagliatelle brzmi dumnie i pysznie, a przygotowanie trwa krócej, niż można przypuszczać i nie sprawi absolutnie żadnej trudności. Zacznijmy więc od esencji smaku i wartości tej potrawy. Wielu z Was zapewne delektuje się włoskim pesto, jednak samodzielnie skomponowane i wykonane we własnej kuchni przyniesie o wiele więcej satysfakcji i pozwoli na niemal nieograniczoną swobodę w dobieraniu składników dla uzyskania ciekawego smaku. Pistacje są jednymi z najbardziej odżywczych wśród orzechów, a ich smak potrafi pozytywnie uzależnić. Nie miałem wątpliwości, że pesto z ich dodatkiem będzie strzałem w dziesiątkę. Samo przygotowanie sprowadza się do wrzucenia do blendera wszystkich składników, w odpowiednich proporcjach, i zmiksowania.

 

Pistacje obieramy z łupinek (jeśli nie lubicie zbyt słonego smaku, powinniście uzbroić się w cierpliwość i obrać też skórkę). Następnie ubijamy w moździerzu lub tłuczkiem do mięsa zawinięte w grubszy woreczek foliowy. Jedna mała filiżanka obranych orzeszków wpada więc do pojemnika, za nią wędruje jeden mały lub połówka dużego pomidora malinowego, duża szczypta płatków chili, dwie płaskie łyżki oliwy z oliwek, jedna łyżka startego parmezanu (nie więcej, bo zdominuje smak) oraz dwa ząbki czosnku. Doprawiamy też pieprzem i kilkoma listkami świeżej mięty. Sól jest zbędna z powodu smaku orzechów. Po zmiksowaniu wystarczy przełożyć do słoiczka i odstawić do lodówki. Najlepiej zmiksować dzień wcześniej, by składniki nieco się „przegryzły”. Pesto widoczne na zdjęciach wykonane zostało w całości ręcznie, bez blendera, by zachować nieco większe kawałki orzechów (dla smaku). Wybrałem makaron z mąki orkiszowej, polecam go, bo naprawdę warto dołożyć kilka złotych, by zastąpić zwykły pszenny. Gotujemy go i mieszamy delikatnie w nieco osolonej wodzie według czasu podanego na opakowaniu producenta. Tagliatelle charakteryzuje się nieco chropowatą powierzchnią, dlatego wspaniale nadaje się do sosów z nieco cięższymi dodatkami. By potrawie dodać odrobinę więcej białka, dorzucamy 100 g piersi z kurczaka. Dla delikatnego kontrastu ze słodkawym pesto kroimy mięso w kostkę i namaczamy w soku wyciśniętym z cytryny. Do małej miseczki wlewamy łyżkę oliwy i dosypujemy płaską łyżeczkę ulubionej przyprawy. Tutaj wykorzystana została przyprawa do gyrosa. Wrzucamy do miseczki pokrojonego kurczaka i obtaczamy w przyprawie z oliwą. Podsmażamy na małym ogniu kilka minut, mieszając i obracając. Równie ciekawa w smaku jest pierś grillowana w folii aluminiowej (by nie straciła soczystości). Pozostało już tylko wymieszać makaron ugotowany al dente z wcześniej wyciągniętym z lodówki pesto, ułożyć na talerzu, dosypać przygotowaną chwilę wcześniej pierś z kurczaka i dla pełni szału posypać jeszcze startym parmezanem i ustawić tuż obok lampki z ulubionym winem. Zamykamy oczy i już siedzimy na tarasie, na jednym ze wzgórz Toskanii...

 

SKŁADNIKI:

 

15-20 dkg pistacji

płatki chili

oliwa z oliwek

10 dkg parmezanu

2 ząbki czosnku

pomidor malinowy

pieprz, sól

makaron Tagliatelle (najlepiej orkiszowy)

10 dkg piersi z kurczaka

cytryna

przyprawa do kurczaka lub gyrosa

WARTOŚCI ODŻYWCZE:

Energia 690 Kcal

Węglowodany 77,2 g

Białko 41,5 g

Tłuszcz 28,6 g

Błonnik 6,5 g