Alpen Tour Trophy #4 czyli f.. hard uphill

Próbowaliście kiedyś podjeżdżać trasą zjazdową do góry? Jeśli nie to w sumie nie musicie próbować. Mogę Wam napisać jak to wygląda.



Dzisiejszy etap to uphill czyli wyścig po górę. Rozgrywany jest zazwyczaj ze startu pojedynczego puszczanego co 30 sekund lub minutę. My startowaliśmy co 20 sekund, a pierwsza dziesiątka klasyfikacji generalnej co minutę. W odwróconej kolejności. Ten ostatni aspekt jest o tyle istotny, że jeśli nie dasz się wyprzedzić i zachowasz różnicę czasu to obronisz miejsce w klasyfikacji generalnej. Strategie są różne na taki start. Trzymać się swojego miejsca, gonić na samym początku a potem próbować przetrwać albo po prostu jechać swoim tempem.

 

Na ten etap niektórzy zmieniają rowery na lżejsze albo dokonują zmian w konfiguracji montując mostki z większym kątem na minusie, zmieniając zębatki w korbie na mniejsze i wyrzucają wszystkie nadmiarowe rzeczy. Byle było jak najlżej.

 

Nasza trasa liczyła dzisiaj nieco ponad 9 kilometrów i miała prawie 1200 metrów przewyższenia. Temperatura grubo ponad 20 stopni, słońce i przejrzyste niebo. Idealna pogoda na niedzielną kawkę na tarasie. Dla nas piekło w czystej postaci. Szkoda tylko, że od tego ciepła baterie się nie chcą ładować. Przed startem rozmawiam z dziewczynami choć w niektórych przypadkach powinnam pewnie użyć słowa kobieta. Co ciekawe rozpiętość naszego wieku w Elicie kobiet to ponad 20 lat.

 

Wszystkie mamy już lekko dość. Jeśli myślicie, że to powoduje spadek tempa. Cóż, będziecie w błędzie. Jakoś siłą charakteru, ambicją i wolą walki wygenerujemy te same albo nawet jeszcze wyższe moce niż na poprzednich etapach. Nie ogarniam tej fizjologii organizmu, może to wpływ energii słonecznej. A poważnie to ściąganie się z Elitą Kobiet, a tu mam przed sobą w klasyfikacji generalnej mistrzynie kraju, Europy, Świata czy olimpijki, nie jest łatwe niezależnie jaka jest to ranga wyścigu. Każda z nas jest zdeterminowana do wygrywana i nawet jeśli jedziemy treningowo czy lżej to przegrywać nie lubimy.

 

Tak jak przypuszczałam po stracie pilnujemy się nawzajem co powoduje, że tempo bywa szarpane. Ktoś zaciągnie, ktoś inny próbuje uciec. Momentami jedziemy „ugniatając kapustę” czyli kadencję mamy tak niską byle się utrzymać na siodełku. Nastromienie tych ścieżek przyprawia o zawał serca. Odliczamy tylko metry do mety by skończyć to cierpienie. Im bliżej szczytu tym głośniej słychać spikera. To jest dla nas pewien wyznacznik szczęścia. Momentu w którym będziemy mogły sobie krzyknąć – ZROBIŁYŚMY TO!

 

W naszym kobiecym międzynarodowym peletonie jest sporo pozytywnej energii. Mam grupę dziewczyn z którym znam się bardzo dobrze. Umawiamy się na kolejne wyścigi. Walczymy ze sobą ale mamy do siebie duży respekt i szanujemy za wykonywaną pracę by być na obecnym poziomie. Nie mamy problemu by się przepuścić na singlu widząc, że któraś z nas jest mocniejsza tego dnia. Jedna z dziewczyn dzisiaj upadła na uphillu spadając ze stoku. Połączenie zmęczenia i chwilowej utraty równowagi. Wszystkie które były w jej okolicy były skłonne się zatrzymać by pomóc, a chórem zapytały czy wszystko w porządku. Ta atmosfera, otoczenie gór, grono znajomych i chęć przekraczania swoich granic jest czymś co działa na mnie jak narkotyk. Dlatego wypatruję kolejnych ambitnych startów.

 

Rywalizację kończę na 12 miejscu w generalce. Naprawdę jestem zadowolona z tego wyniku. Na obecne możliwości i pewne ograniczenia to dobry wynik. Co ciekawe przywożę z tego startu 35 punktów UCI, to ponad 4 razy więcej niż punkty wszystkich Polek za start w maratonie w Jeleniej Górze, który był tydzień temu. Mam nadzieję, że trochę jeszcze dorzucę w tym roku by mogły pojechać 2 dziewczyny z Polski na olimpiadę w Tokio.

 

Elita mężczyzn:

  1. Hector Leonardo Paez Leon Giant POLIMEDICAL 45:36
  2. Diego Alfonso Arias Cuervo Giant POLIMEDICAL 46:09
  3. Daniel Geismayr TEAM CENTURION VAUDE 46:36

 

Elita kobiet:

  1. Maria Cristina Nisi New bike 2008 59:15
  2. Githa Michiels PRIMAFLOR-MONDRAKER-ROTOR RACING T 59:32
  3. Stefanie Dohrn TEAM CENTURION VAUDE 59:33

 

Alpen Tour Trophy #4