Wywiad – amortyzatory DVO i ich twórca Martin Bryson

Martin Bryson Senior przez ostatnie 30 lat był częścią wielu projektów dotyczących amortyzacji. Brał udział w stworzeniu m.in. taperowanej rury sterowej, karbonowego widelca upside-down, osi sztywnej 20 mm, otwartej kąpieli olejowej czy linii Bomberów w 1997. Długo był siłą sprawczą w Marzocchi, potem stworzył od podstaw nowa firmę produkująca amortyzatory – DVO.



Rozmawialiśmy z nim przy okazji prezentacji nowego Trance 29 Gianta, w którym to modelu, w najwyższej wersji, znalazło się kompletne zawieszenie DVO.

 

BIKE: Nawiązanie współpracy z GIANTEM to wielki krok dla DVO. Jak do tego doszło?

 

Bryson: Kevin Dana (szef projektu Trance 29 - przyp. red.) i ja prowadziliśmy rozmowy już od dłuższego czasu. Żeby wspólnie stworzyć specjalny projekt, zaczęliśmy rozmawiać jeszcze za czasów Marzocchi. Ostatnie lata w Marzocchi, w okolicach 2010, nie bardzo jednak temu sprzyjały. Kiedy wystartowałem DVO, nadal byliśmy w kontakcie, a kiedy DVO okrzepło, postanowiliśmy działać razem. Ten typ współpracy, tak zaawansowany, rozwój produktów i testowanie, nigdy wcześniej tego nie próbowano. Robię amortyzację od 1989 roku, czyli od początku, i nie przypominam sobie czegoś o takiej skali.

 

To także wielka szansa dla was. Zgadzasz się, że nie da się przeżyć, po prostu sprzedając widelce. A produkcja masowa, taka jak dla Gianta to zupełnie inny temat.

 

Jesteśmy na wielu rynkach i rośniemy każdego roku 20-30%. Sprzedaż detaliczna wzrasta, ale oczywiście ten typ współpracy z największą firmą rowerową na świecie jest fantastyczny.

 

Ile amortyzatorów produkujecie rocznie?

 

Nie chcę tu wymieniać konkretnej liczby…

 

 

amortyzatory DVO

Nowy tłumik powstał w specjalnej wersji do najwyższego modelu Gianta Trance 29.

 

Trochę…

 

Tak, trochę produkujemy. Tak naprawdę mam tę samą fabrykę, którą wykorzystywałem za czasów Marzocchi. To obecnie moja własna fabryka. Analizując niektóre błędy z przeszłości, korzystam z tych doświadczeń, współpracując teraz z Suntourem. Jeśli chcesz mieć produkt naprawdę wysokiej jakości, musisz pomóc producentowi. Sam spędzam więc wiele czasu na Tajwanie, podobnie jak moi inżynierowie. Każdy z firmy był w fabryce. Gdy firma zaczęła rosnąć, zatrudniałem swoich własnych ludzi. Mam też swoje maszyny. Tak naprawdę mam swoją fabrykę w ich fabryce. Jednocześnie korzystam z możliwości, jakie ma tylko duży producent. Suntour to największy producent amortyzacji na świecie. Robią miliony widelców miesięcznie. Bardzo wiele części jest też bezpośrednio produkowanych w fabryce. Jesteśmy w stanie kontrolować wiele etapów produkcji.

 

Jak to było możliwe, że wystartowałeś nową firmę?

 

O, to nie było łatwe. Jestem ekspertem, ale start jest zawsze bardzo trudny. Wszedłem na rynek, na którym funkcjonuje obecnie dwóch największych producentów - Fox i Rockshox. Zresztą nie tylko wielkich, ich amortyzatory są też po prostu bardzo dobre. 10 lat temu było inaczej, dziś konkurencja jest o wiele bardziej zażarta. Jednocześnie jednak wiedziałem, że w na rynku high-end ludzie szukają czegoś specjalnego, innego. Znam się na kinematyce, amortyzacji, geometrii. Miałem tylko dwie opcje - założyć firmę produkującą rowery albo amortyzację. Ale kocham amortyzatory, mam też odpowiednich partnerów biznesowych. Było więc łatwo i trudno jednocześnie.

 

Co możesz powiedzieć tym, którzy twierdzą, że DVO to po prostu lepszy Suntour? Szczególnie na początku historii firmy można było odnieść takie wrażenie.

 

O, mamma mia! Na początku byłem bardzo otwarty: „Ok, DVO to część Suntoura, jesteśmy w ich fabryce”. Jako firma staramy się być bardzo przejrzyści dla klientów, nie robimy z tego tajemnicy. Jestem na Tajwanie 6-8 miesięcy w roku. Jeśli jednak weźmiesz widelec Suntoura i DVO, i zajrzysz do środka, są zupełnie różne. Jednocześnie wykorzystuję możliwości tkwiące w tej współpracy, np. Suntour ma 5, 6 czy 7 własnych maszyn do produkcji odlewu goleni z magnezu. Wszystkie pozostałe firmy zlecają produkcję na zewnątrz.

 

Jak będzie wyglądała sytuacja z serwisem w momencie, gdy widelce trafią do zdecydowanie większej liczby rowerów? Z tego co wiem, DVO ma tylko jeden serwis w Polsce.

 

Rozwijając firmę, od razu tworzyliśmy punkty serwisowe na wszystkich ważnych rynkach. Także Giant ma odpowiednie struktury. Mamy więc odpowiednie zaplecze.

 

Czy DVO jest łatwe w serwisowaniu?

 

Widelce są skomplikowane w środku, ale proste w serwisie. Podstawowe czynności, typu wymiana oleju czy uszczelek, bez problemu można wykonać samemu. Odpowiednie instrukcje są dostępne na naszej stronie. Części można kupić u nas online. Mogą się też z nami kontaktować bezpośrednio serwisy. Gdy zaczynałem, ważne było, żeby firma miała też uporządkowaną strukturę. Nie możesz dziś po prostu mieć tylko dobrego produktu, musisz mieć wszystko. Stąd serwis, instrukcje itd. To od początku było i jest dla nas ważne.

 

Przeczytaj również:

 

 

Test nowego Gianta Trance 29 

Dowiedz się więcej o DVO

Komentarze do artykułu