Enduro Trails, Srebrna i inne

Weekend, Bielsko‑Biała, parking na Błoniach. Kto tylko może, rusza w góry. Krótkie i długie spacery bielszczan często zaczynają się i kończą właśnie tutaj. Pełno par z wózkami, rozbrykanych dzieci, dziarskich seniorów, randkowiczów, wyprowadzaczy psów, szybkonożnych turystów i... bikerów o różnorodnym poziomie umiejętności.



 

Enduro Trails, Srebrna i inne

Istnienie takiej różnorodności gatunkowej na niewielkiej przestrzeni teoretycznie powinno sprzyjać antagonizmom, magia tego miejsca sprawia jednak, że osobniki nauczyły się tam żyć w stabilnej symbiozie. Żadna z grup nie zagarnia terenu dla siebie, nikt nie czuje się lepszy i nie rości sobie praw do posiadania go na wyłączność. Bikerzy nie wkurzają się na turystów, turyści nie przeklinają (mam nadzieję) bikerów. Kluczem do pokojowej formuły jest respektowanie prawa innych do korzystania z dóbr wspólnych. W Bielsku to działa.

 

 

 

ENDURO TRAILS STAN NA DZIŚ

 

Jedenaście oficjalnych, jednokierunkowych tras w dwóch lokalizacjach. Większość oplata zbocza Koziej Góry, reszta wije się między górną stacją kolei gondolowej na Szyndzielnię a schroniskiem na Dębowcu. Gdy znudzi nam się jazda w jednym kołowrotku dla chomików, można przeskoczyć na drugi. Skok jednak wymaga przejazdu fragmentem miasta lub karkołomnej przeprawy przez góry… Już niedługo ma się to zmienić.

Twórcy dotychczasowych ścieżek pracują właśnie w górach, by przed startem następnego sezonu największym głodomorom enduro przygotować kolejny rarytasik – płynne połączenie Szyndzielni (1030 m n.p.m.) z Kozią (686 m n.p.m.) Połączenie to istnieje od lat w postaci żółtego pieszego szlaku turystycznego, jest to jednak trasa obfitująca w strome, kamieniste zjazdy, dla wytrawnych bikerów nieprzyjemne, dla niedoświadczonych i ostrożnych przerażające, dla niedoświadczonych i brawurowych niebezpieczne.

Próby pokonania szlaku w przeciwną stronę polecam miłośnikom wypychów. W wielu fragmentach jest absolutnie niepodjeżdżalny, a przy podejściach bardzo męczący. Kiedy na góry i przełęcze patrzy pieszy turysta, widzi najkrótsze przejścia, kiedy spojrzy na nie Kuba Jonkisz (twórca istniejących tras), zaczyna w wyobraźni kreślić linie poziomic… Potem łączy sąsiadujące poziomice najlepszą linią trasy, bierze koparkę, łopaty, kilofy, grabie, swój srebrny klinometr, zwołuje ekipę i rusza z nimi w góry.

 

 

 

 

 

 

Spotykamy Kubę na Przełęczy Kołowrót, ukrytego w rudych, bukowych zaroślach, stanowiących poszycie przejrzystego świerkowego lasu. Obecność jego ekipy w tamtym miejscu zdradza dźwięk pracującej koparki.

 

 

 

Schodzimy z żółtego szlaku, przedzieramy się przez chaszcze, trawy i wypadamy wprost na fragment nowego traila. Koparka pracuje parę metrów dalej, gryząc łagodne zbocze. Gryz, metr do przodu, gryz i pełznie dalej. Po poziomicy… Trzysta metrów różnicy poziomów między górną stacją kolei na Szyndzielnię a Kozią Górą pozwala na poprowadzenie trasy o długości sześciu kilometrów. Jak? Trzeba mieć wyobraźnię!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JAK TO SIĘ ROBI?

 

„Trasę buduje się z góry na dół. Koparką łatwiej się zjeżdża, a my uciekamy ze szczytu, by zdążyć przed śniegiem. Na Szyndzielni pojawia się szybko i czasem zostaje przez długie tygodnie. Nie chcemy też pracować w chłodzie, gdyż z oczywistych względów jest wtedy o wiele trudniej”.

 

Najpierw pracuje koparka. Wytycza się jej trasę, a ona zbiera nadmiar ziemi, tworząc nierówną, pozbawioną roślin przecinkę, która z początku nie przypomina jeszcze ścieżki. Następnie wkracza ekipa z łopatami i grabiami. To oni są ścieżkowymi artystami, od nich w głównej mierze zależy, czy ścieżka będzie lubiana, czy pozostanie nudna. Kroczą za koparką, usuwają ze zrytej buldożerem ziemi głazy, kamienie i korzenie, kształtują bandy, usypują skocznie. W kolejnej fazie na gotową, zasadniczą trasę nawozi się tak zwaną wysiewkę – drobny, siwy żwir z kamieniołomu, który, utwardzony wibracyjną zagęszczarką, zyskuje niemalże twardość asfaltu. Zimą, pod naporem śniegu, kropiona deszczami i omywana wodą z roztopów ścieżka „osiądzie”. Kiedy stopnieją śniegi, ścieżkę poprawi się ostatecznie. Jeszcze raz sprawdzi się bandy i hopki, podsypie nawierzchnię nową warstwą wysiewki i przejedzie zagęszczarką.

 

 

 

 

  

 

 

 

 

  

 

 


Rozmawiamy o rowerach i kontaktach z nadleśnictwami. Prace na chwilę ustają. Cała ekipa schodzi się na posiłek. Z góry, pchając taczkę pełną żwirku, schodzi do nas uśmiechnięty chłopak. „To Łukasz, nasz główny oblatywacz. Jeśli Łukasz nie dolatuje hopki, znaczy, że trzeba ją poprawić, bo Łukasz dolatuje prawie wszystko!” Śmiejemy się, ja robię trochę zdjęć, a potem wędrujemy w górę na eksplorację tego, co zostało już zrobione.

Ścieżka jest wąska, w końcu to singiel, niezbyt kręta, o nachyleniu pozwalającym utrzymać fajną prędkość. Na razie nie trafiamy na strome ani nieprzyjemne fragmenty. Wędrując w górę, uświadamiamy sobie, że jeśli puścić się ścieżką z Szyndzielni na Kozią, a potem jeszcze którymś ze szlaków prowadzących z Koziej na Błonia, dostaje się zjazd długości jedenastu kilometrów. Proponuję więc całą zimę poświęcić na trening pompek i przysiadów!

 

Wierzę, że wiosną nowa ścieżka stanie się kolejną rewelacją bielskich Enduro Trails. Gwarantuje to zaangażowanie ludzi, którzy ponad wszystko cenią sobie dobrą, pełną wyzwań jazdę połączoną z przyjemnością obcowania z górami i przyrodą.

 

 

 

 

 

 

 

Trasy Enduro Srebrna Góra to serce i duma Strefy MTB Sudety, trudno się nie cieszyć, że miejscówka rośnie w siłę.

 

 

 

SREBRNA GÓRA

SREBRNA TĘTNI ŻYCIEM

 

W kilka dni po Bielsku‑Białej odwiedzamy, po raz kolejny zresztą w tym roku, Srebrną Górę. Powód jest zawsze ten sam – tutejsze Trasy Enduro. A tak naprawdę chęć sprawdzenia, co się zmieniło. Gdy dwa miesiące temu pisaliśmy o nowej ścieżce podjazdowej, oznaczonej jako „E”, w planach mieliśmy już przetestowanie kolejnych nowości, bo nie udało się wszystkiego zobaczyć za jednym razem. A na miejscu dzieje się coś bez przerwy, nawet jeśli koledzy – Piotr Kurczab i Marek Janikowski – nie zawsze chwalą się tym na bieżąco. Trasy Enduro Srebrna Góra to serce i duma Strefy MTB Sudety, trudno się nie cieszyć, że miejscówka rośnie w siłę. Co było widać nawet tego październikowego dnia (a był środek tygodnia). Słynny Tarpan (naprawdę Mitsubishi), pozwalający zaoszczędzić nogi na podjazdach, kursował bez przerwy, a przyczepa była pełna rowerów. Pozwoliło nam to sprawnie oblecieć trasy A (czyli testową Bike), A1, B i C. Co istotne, opaski, jakie można wykupić na miejscu, pozwalają finansować m.in. utrzymanie tras. Nic więc dziwnego, że trasy były częściowo oczyszczone z liści. A liście, nawet jeśli pięknie wyglądają, bywają dość irytujące. Nie ma to jak stracić z oczu ścieżkę przykrytą kolorowym, malowniczym dywanem. I po KOMie!

 

 

 

 

 

 

TRASY „D” CIĄG DALSZY

 

Trasa D, czyli Romet Red Line, jak do tej pory była odwiedzana głównie przez fanów rowerów lżejszych, ze względu na jej łagodniejszy charakter i flow, jakie oferuje, ale nowy fragment, poniżej twierdzy, zapewne to zmieni. Dotychczasowa C, po słynnym wąwozie z serią skoczni, przechodziła w dramatyczny podjazd, gdzie tylko właściciele elektryków byli szczęśliwi, reszta często szła z buta. C nadal przebiega w ten sposób, a nagrodą jest widok spod twierdzy i trawers zboczem. Nowy fragment D, który odbija zaraz za wąwozem po prawej stronie (na skrzyżowaniu, gdzie dojeżdżają Tarpany, skręcamy w prawo i 100 metrów później w lewo), pozwala ominąć męczący podjazd. Sam w sobie jest bardzo sympatyczny i nie pozwala się nudzić, płynnie wypada na asfalt, prowadzący do twierdzy, gdzie minimalnie podjeżdżając, można dotrzeć do kolejnego zjazdu, znów do C. I tu uwaga dla tych, którzy będą w Srebrnej po raz pierwszy, w tym w szczególności na trasie C – jest na niej kilka skoczni, które wymagają umiejętności i okrutnie karzą za niedoloty. W trakcie naszych testów tym razem obyło się bez ofiar, ale i tak polecamy najpierw przejazd zapoznawczy, z ostrożnym atakowaniem przeszkód. Za drugim razem można już piecem (jak ktoś chce i potrafi). Dla fanów dalekich lotów C z wariantem D są szczególnie godne polecenia. Wiadomo, slogan zobowiązuje – lotem bliżej!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Słynny Tarpan (naprawdę Mitsubishi), pozwalający zaoszczędzić nogi na podjazdach, kursował bez przerwy, a przyczepa była pełna rowerów. Pozwoliło nam to sprawnie oblecieć trasy A (czyli testową Bike), A1, B i C.

 

 

 

 

 

 

Ścieżki Enduro Trails w tym roku nie zostaną zamknięte na zimę, jak to miało miejsce w ubiegłym sezonie, choć nie będą w tym okresie „utrzymywane”. Jazda będzie możliwa na własną odpowiedzialność. Pamiętajcie, gdy jest naprawdę mokro, to średni pomysł, ponieważ może dojść np. do zniszczenia band. Ale taki Twister przy lekkim mrozie… Już szykujemy cieplejsze rękawiczki!

 

 

 

 

Artykuł został opublikowany w numerze 11-12/2017 Magazynu Bike, wydanie elektroniczne TU

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze do artykułu