Home Ludzie Marek Turkiewicz: „Utrata nogi czy ręki to nie koniec świata”

Marek Turkiewicz: „Utrata nogi czy ręki to nie koniec świata”

2
1380

Metryczka na koncie Marka Turkiewicza na Instagramie, podpisana „Blog osobisty” jest krótka: „Amputee with Brachial Plexus Injury. Adaptive Mountain Biker. Radiologist.” Zainspirowani zdjęciami i video postanowiliśmy sprawdzić, jaka historia kryje się za tymi kilkoma słowami: „Osoba z amputacją i porażeniem splotu ramiennego. Kolarz górski, który potrafi się przystosować, Radiolog.”

Przeczytałem, że od wypadku do momentu, w którym wsiadłeś na rower minęło 5 lat i 7 miesięcy. Jakie to było uczucie, znów móc pedałować?

Powrót na rower był moim marzeniem i w trakcie tej trwającej ponad pięć i pół roku przerwy praktycznie nie było dnia, żebym choć przez chwilę nie pomyślał o tym, jak wspaniale byłoby móc znowu jeździć na rowerze. W związku z tym dość oczywiste jest, że uczucie było najpiękniejsze, choć aby móc swobodnie jeździć, musiałem włożyć bardzo dużo pracy.

Wypadek motocyklowy. To pytanie także musi paść, co się wydarzyło?

Poza rowerami jeździłem też motocyklowe enduro. Podczas jednego z wyjazdów cos poszło nie tak i uderzyłem w drzewo przy prędkości kilkudziesięciu km/h. Obudziłem się w szpitalu dwa tygodnie później z licznymi uszkodzeniami ciała.

Konsekwencje wypadku?

Konsekwencje, jak widać na zdjęciach, były poważne. Po pierwsze ledwo przeżyłem a lekarze wykonali absolutnie tytaniczną pracę, żeby mnie na tym świecie zatrzymać, za co po raz kolejny im z głębi serca dziękuję. Amputowana cała prawa noga, połamany kręgosłup, niemal całkowity uraz lewego splotu ramiennego, ostra niewydolność nerek, ostra niewydolność oddechowa – To tylko część odniesionych obrażeń. Ostatnio czytałem mój wypis ze szpitala. Przetoczono mi 50 litrów krwi i osocza. Ta liczba robi wrażenie.

Czy Twój rower jest specjalnie przystosowany? Widziałem podwójną klamkę hamulcową

Ze względu na głęboki niedowład lewej ręki oraz brak prawej nogi mój rower ma kilka niezbędnych modyfikacji. Po pierwsze jeżdżę bez protezy nogi więc absolutnie kluczową rzeczą jest siodełko. Jest to zmodyfikowany fotel od gokarta, który trzyma mnie po bokach oraz z tyłu, dzięki czemu nie spadam z roweru. Kolejnym elementem jest amortyzator skrętu firmy Hopey, stabilizujący kierownicę podczas jazdy po nierównym terenie. Używam także hamulca z podwójną klamką od firmy Hope, co daje mi możliwość hamowania zarówno przednim, jak i tylnym hamulcem przy użyciu tylko jednej ręki. W tym roku założyłem także krótkie ramię korby o długości 130 mm i przestałem w końcu zahaczać o korzenie i kamienie podczas jazdy na stojąco, co znacznie poprawiło bezpieczeństwo. W związku z tym, że pedałuję tylko jedną nogą, muszę także używać wpinanych pedałów i tu wybór padł na Mallety od Crankbrothers. Oczywiście jeżdżę na rowerze elektrycznym, ponieważ na „analogu” nie dałbym rady. W tym roku jest to Giant Trance E+.

Co było najtrudniejsze w samej jeździe na rowerze? 

Na początku praktycznie wszystko. Samodzielne ruszanie na rowerze stanowiło bardzo duży problem, ponieważ nie miałem wystarczającej równowagi aby jadąc bardzo powoli, wpiąć nogę w pedał i zacząć pedałować. Przed wypadkiem jeździłem zawsze na platformach, więc to wpinanie i wypinanie mnie bardzo stresowało. Poza tym jazda z jedną nogą i jedną ręką wymagała ode mnie nauczenia się zupełnie innego balansowania ciałem, co okazało się być niezwykle męczące. Pamiętam, że pierwsza przejażdżka trwała około 50 minut i jak wróciłem do domu, to byłem wykończony! Padłem spać na 4 godziny! Zaznaczę tylko, że pomimo niepełnosprawności pozostawałem aktywny fizycznie. Dużo pływałem ma basenie, wiosłowałem na ergometrze i jeździłem na rowerze stacjonarnym. Co tylko pokazuje jak w moim przypadku wymagająca fizycznie jest jazda w terenie. Ponadto bardzo istotnym elementem było nastawienie psychiczne. Początkowo podczas jazdy przerażały mnie dość proste rzeczy, takie jak błoto, kałuże czy koleiny w związku z czym musiałem być ciągle maksymalnie skoncentrowany. Jednym z przełomowych momentów był dzień, w którym zorientowałem się, że swobodnie wybieram linie przejazdu bez analizowania, czy jest to wykonalne. Dziś, ze względu na konstrukcję siodełka pozostał problem ze zjeżdżaniem stromych odcinków, ponieważ nie jestem w stanie przesunąć ciała nad tylne koło. Możliwe, że uda się to trochę poprawić jak zbuduję nowe siodełko o nieco innym kształcie. Nie mniej jednak i tak jest super!

Twoja ulubiona trasa?

Uwielbiam jeździć w okolicach jeziora Garda we Włoszech. Widoki zwalają z… nogi! Natomiast jeśli chodzi o bikeparki to nie mam jeszcze zbyt dużego doświadczenia. W tym sezonie odwiedziłem Trail Park Klinovec w Czechach i jest naprawdę świetny. Trasy bardzo dobrze przygotowane i płynne. Polecam każdemu. 

Przeczytałem też, że przed wypadkiem jeździłeś MTB. Także enduro?

W rowery wkręciłem się w wieku 13-14 lat czyli… 20 lat temu! Zawsze były to bardziej ekstremalne formy kolarstwa górskiego. Miałem w tym okresie różne rowery, w tym zjazdówkę choć zawsze najfajniej jeździło mi się na rowerach trail/enduro.

Czym się zajmujesz „na co dzień?”

Jestem lekarzem radiologiem. Pracuję w szpitalu onkologicznym gdzie zajmuję się diagnostyką chorób nowotworowych przy użyciu tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego. Poza tym razem ze znajomymi założyliśmy start up i tworzymy właśnie aplikację na okulary VR, przeznaczoną między innymi do wspomagania rehabilitacji neurologicznej pacjentów po udarach mózgu. Sam przez lata próbowałem wyrehabilitować moją lewą rękę i doskonale wiem jak trudny mentalnie i frustrujący jest to proces. Stąd narodził się pomysł, żeby uczynić rehabilitację choć trochę przyjemniejszą. Nie ukrywam też, że moim dużym marzeniem jest organizowanie obozów rowerowych dla ludzi po amputacjach nogi czy ręki, podczas których mógłbym nauczyć ich jazdy na rowerze. Rowery elektryczne otworzyły naprawdę ogromne możliwości i warto byłoby to wykorzystać w dobrym celu.

Jak doszło do tego że zostałeś ambasadorem Gianta?

Wrzucam filmy oraz zdjęcia na instagrama i widzę, że moje rowerowe przygody robią wrażenie na innych, a zwłaszcza na osobach dotkniętych niepełnosprawnością. Pomyślałem sobie, że chciałbym móc dotrzeć do szerszego grona ludzi, żeby dać im trochę nadziei i motywacji. Pokazać, że utrata nogi czy ręki to nie koniec świata i że dalej można robić super rzeczy. Giant to największy producent rowerów na świecie, z ogromnymi zasięgami w mediach społecznościowych. Dlatego wysłałem maila do Gianta Polska z pytaniem czy może są chętni aby rozpocząć jakąś współpracę. Akurat poszukiwali ambasadora więc trochę porozmawialiśmy i oto jestem 😉

Zobaczcie koniecznie Marka w akcji na instagram.com/markturkiewitz/

4.8 4 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
ŁUKASZ
ŁUKASZ
1 rok temu

Szacunek.Czapki z głów.. np.ja bym się poddał…srał bym pod siebie i stękał na życie…
.

Translate »