Po słońce na grubych oponach

Szosowcy i maratończycy mają Calpe, triathloniści lubują się w hiszpańskich wyspach, zwolennicy ambitniejszego MTB oraz enduro nie pozostają z tyłu, także oni znaleźli swoją zimową stolicę. San Remo oraz Finale Ligure, położone na włoskiej riwierze, to miejscowości bardzo dobrze znane bikerom.



p.p1 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; line-height: 20.0px; font: 14.0px Times} p.p2 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; line-height: 20.0px; font: 14.0px Times; min-height: 18.0px}

Zimowo-wiosenne temperatury rzędu 13-15 stopni, rozmaitość tras o zróżnicowanej trudności, na których cyklicznie odbywają się zawody Enduro World Series, urokliwe górskie wioski, mocne espresso, włoskie lody i aromatyczna pizza… Wszystko to sprawia, że w okolicy lutego i marca rejony te przeżywają rowerowe oblężenie. Dlaczego warto jechać na wiosenny obóz rowerowy? Jeśli tylko masz kilka dni zbędnego urlopu, trochę zaskórniaków na koncie, a twoja druga połówka przeżyje kilka dni rozłąki, doczytaj ten artykuł do końca, odpal internety, zarezerwuj wyjazd i szybko leć pakować manatki. Zimowo-wiosenny obóz rowerowy to same korzyści. Po pierwsze, odpoczynek. Gdy w pracy same deadline’y, w domu wciąż coś do zrobienia, a za oknem szaro, buro i ponuro, kilkudniowy rowerowy wyjazd w cieplejsze rejony połączony z aktywnością fizyczną może zdziałać cuda. Po drugie, trening. Jeśli traktujesz jazdę na rowerze bardziej ambitnie, nad wiosennym zgrupowaniem nie ma się co zastanawiać. Żeby jeździć, trzeba jeździć. A gdzie robi się to lepiej niż w ciepłych krajach? Dobrze wykorzystane dwa tygodnie będą efektywniejsze niż miesiąc treningu w kraju. Gdzie i kiedy? Najbardziej optymalne na wyjazd miesiące to luty oraz marzec. Podczas gdy w Polsce na dworze mamy bliżej nieokreślone warunki pogodowe, na południu słońce grzeje, przyroda budzi się do życia. Jeśli ostro trenujesz i przygotowujesz się do zawodów, w lutym i marcu przypadają zazwyczaj największe objętościowo treningi. Jeśli natomiast nie trenujesz, a wiosenny wyjazd jest dla ciebie rodzajem rowerowego urlopu, również okolice lutego wydają się być najlepsze. Jest to bowiem moment, kiedy nasza wytrzymałość i tolerancja na niskie temperatury drastycznie maleje. Endorfiny wyprodukowane na rowerze zrobią swoje. Wybierając lokalizację, najlepiej zdać się na sprawdzone miejscówki. Jeśli jednak zależy wam na oryginalności, pierwsze, co musicie sprawdzić, to warunki pogodowe (średnie temperatury i opady w okresie zaplanowanego wyjazdu) interesującego was obszaru. Następnie analizujecie dostępność tras i infrastrukturę sprzyjającą rowerowaniu. A potem pakujecie walizki, powodzenia!

 

Finale Ligure – tutaj podobno słońce nie zachodzi, a sezon trwa cały rok. Finale, położone niedaleko San Remo, często określane jest mianem enduro raju. Mnogość szlaków i tekstury ścieżek niejednego potrafi zaskoczyć. Podczas gdy w San Remo głównie się zjeżdża, tutaj można, a nawet trzeba, trochę popodjeżdżać. W Finale jednego dnia możemy jeździć szlakami zaskakująco podobnymi do naszych beskidzkich singli, zaliczać równie znajomo wyglądające „jurajskie wapienie”, a na koniec wycieczki skalistym trailem zjechać nad samo morze. Trasy, takie jak Rollercoaster, Finale 24h, Nato Base, to żelazne klasyki, które trzeba zaliczyć. 

 

San Remo – ta miejscowość położona nad Morzem Śródziemnym jest głównie wybierana przez zjazdowców, ale i ambitniejsi zwolennicy enduro będą z niej zadowoleni. Do tutejszych tras trzeba podchodzić z szacunkiem, są one bowiem bardzo trudne i wymagające. Rower z odpowiednimi kątami i skokiem co najmniej 160 mm zdecydowanie się przyda. Większość linii przebiega po twardych skałach przypominających nasze wapienie. Na szczęście skały te charakteryzują się wyjątkowo przyzwoitą przyczepnością. Strome ścianki, ciasne agrafki, dropy i uskoki, to wszystko, co wywołuje banana na twarzy. Trening w San Remo to głównie technika na zjazdach, cała para idzie na walkę z grawitacją, by oszczędzić potrzebne na nią siły, pod gorę zazwyczaj wjeżdża się shuttlami (samochody z przyczepami wywożące bikerów na szczyt, gdzie zaczynają się trasy zjazdowe).

 

Wyspy Kanaryjskie – każda z nich jest inna, każdą warto poznać. Gran Canaria kusi wysokimi temperaturami i latem w środku zimy. Charakteryzują ją skały, skały i skały. Wybierając się tu, warto zrezygnować z popularnego południowego wybrzeża na rzecz zielonej północy. Wskazane jest jednak zaopatrzenie się w konkretne ochraniacze chroniące przed igłami tutejszych roślin. Na La Palmie, w przeciwieństwie do Gran Canarii, są głównie… skały. Szlaki są tu bardzo wymagające, a każda „gleba” wiąże się z brutalnym spotkaniem z ostrymi krawędziami kamieni. Na Teneryfie kuszą ścieżki z Pico del Teide, liczącego 3718 m n.p.m. Najpierw jednak trzeba zapoznać się z ich dostępnością dla rowerów. Najmniej znana Gomera jest najbardziej dzika i najatrakcyjniejsza dla fanów enduro. Więcej o Kanarach przeczytacie na stronie 64.

 

Madera – leżąca całkiem niedaleko Wysp Kanaryjskich Madera jest bardziej nieprzewidywalna i zmienna. Tutaj zdecydowanie częściej pada. Na szczęście temperatury są równie przyjemne. Na wyspie najlepiej odnajdą się  zwolennicy enduro. Jest tu wiele tras naturalnych, jak i budowanych specjalnie z przeznaczeniem dla rowerów. By poznać tutejsze ścieżkowe perełki, dobrze jest zasięgnąć języka u miejscowych, w sklepach rowerowych i u przewodników. By zaoszczędzić siły na wymagające zjazdy, warto skorzystać z pomocy firm wywożących rowerzystów na górę.

 

 

Szkolenie techniki

Obozy organizowane przez specjalizujące się w tym firmy bardzo często w pakiecie oferują szkolenia techniki jazdy oraz rowerowe porady treningowe. Szkoleniowcy proponują między innymi:  podstawowe ustawianie roweru pod daną osobę, regulację zawieszenia (amortyzacja przód i tył), omówienie prawidłowej pozycji na rowerze, naukę manewrowania rowerem, wskazywanie podstawowych błędów w jeździe, analizę i wspólne pokonywanie trudniejszych sekcji technicznych, omówienie wyboru odpowiedniej linii przejazdu, wieczorne analizowanie przejazdów nagrywanych za pomocą kamer czy poranne treningi ogólnorozwojowe na plaży. Firm organizujących wyjazdy jest coraz więcej (Arek Bike Camp, Totalbikes, Singletrack Trips, Transalp.pl). Rosnąca konkurencja sprawia, że uczestnik może liczyć na coraz wyższej jakości świadczenia. Analizując dostępne oferty, przede wszystkim trzeba dowiedzieć się, jaki charakter będzie miał wyjazd, czy będzie ukierunkowany pod enduro, DH czy klasyczne MTB. Warto sprawdzić, co otrzymujemy w ramach opłaty za uczestnictwo. Czy organizator zapewnia ubezpieczenie, czy w cenę wliczony jest transport rowerów, jak przygotowywane będzie jedzenie. Czasem uczestnicy mają też możliwość testowania rowerów, otrzymują zniżki w firmach współpracujących z organizatorem. Niektóre wyjazdy łączone są też z możliwością startu w zagranicznych zawodach. 

 

Do it yourself

Wiosenny obóz można oczywiście zorganizować samodzielnie. Przed podjęciem tej decyzji warto się jednak mocno zastanowić. Ceny oferowane przez organizatorów nie są wygórowane, a w zamian otrzymujemy wszystko podane jak na tacy. Nie trzeba przejmować się wielogodzinną podróżą, nie trzeba przekopywać portali oferujących noclegi, szukać informacji o trasach, martwić się słabą znajomością języka. Ostatecznie na obóz wybieramy się z dwóch podstawowych powodów, by pojeździć na rowerze, niczym się nie przejmując, i odpocząć.

 

 

Wojtek Koniuszewski, totalbikes.pl

Zimowe wyjazdy rowerowe dają przede wszystkim możliwość pojeżdżenia na rowerze w komfortowych warunkach pogodowych. Jeszcze do niedawna na takie wyjazdy jeździli głównie zawodnicy, traktujący je jako zgrupowania treningowe przed sezonem, ale wraz ze wzrostem popularności rowerów enduro wyjazd zimą na rower stał się po prostu alternatywą wyjazdu na narty. Jego celem jest przede wszystkim rekreacja i dobra zabawa w towarzystwie osób o podobnych zainteresowaniach. Niejednokrotnie uczestnicy takiego wyjazdu wykorzystują cenne dni urlopu, odrywając się na tydzień od codziennych obowiązków. Dlatego dbamy, aby każdy „wyjeździł się do oporu”. Na aspekt szkoleniowy kładziemy mniejszy nacisk, bo naszym zdaniem szkoda czasu, aby jechać kawał świata w piękne miejsce i pół dnia ćwiczyć jeden zakręt. Sam fakt spędzenia tygodnia na rowerze z grupą innych riderów powoduje, że skill idzie w górę. Oczywiście na wyjazdach są elementy szkoleniowe, ale priorytetem jest jak największa ilość jazdy! Polecam stosować się do zasady: „One life. Live it!”.

 

Arkadiusz Perin, Arek Bike Camp

By jeździć szybciej, dokładniej, po trudnych trasach, trzeba się czuć pewnie na rowerze, a to możemy osiągnąć jedynie poprzez systematyczną jazdę. Zimą, gdy rozstajemy się z rowerem, cofamy się w rozwoju umiejętności jazdy, a wiosną musimy to wszystko nadrobić. Owszem, zimowe treningi na siłowni itp. mogą podtrzymać naszą kondycje i siłę, lecz nie obycie i wyczucie własnego roweru (co jest najważniejsze). Pamiętajmy, iż na rowerze nie można jeździć siłowo, lecz płynnie, pewnie, z wyczuciem i precyzją, a to właśnie możemy zyskać, eliminując zimową przerwę i jeżdżąc na rowerowe zimowe obozy.

 

Roman Karwat (WT Rider), czołowy zawodnik enduro

Na obozy jeździć warto. Sam wyjazd to nowe miejsce, inne trasy, podłoże. My na obozy jeździmy w marcu, bo często bywa, że z powodu warunków pogodowych nie da się jeździć u nas juz dłuższy czas. Samo to, że możemy jeździć przy prawie 20 stopniach, jest super! Moim zdaniem takie wyjazdy są bardzo potrzebne, bo im wcześniej zacznę jazdę rowerem po zimie, tym lepiej jestem przygotowany do sezonu.

 

Mateusz Płonka, zawodnik enduro, uczestnik obozu 

Powiem krótko, gdyby nie dwa obozy z Totalbikes, na pewno nie poznałbym tak ciekawych tras w Finale i San Remo. Dla mnie cały ten sezon był zbiorem doświadczeń. Można powiedzieć, że dopiero po tych dwóch obozach w lutym i marcu złapałem jakąś tam technikę jazdy. Wojtek perfekcyjnie wyłapuje błędy. W moim przypadku było mu o wiele łatwiej, ponieważ dopiero zaczynam zabawę w enduro i nie mam jeszcze złych nawyków. Na obozie poznaje się super ludzi ze wspólną zajawką, otrzymuje wskazówki ustawiania zawieszenia i serwisu, zawsze jest pełna skrzynka narzędzi, każdy coś grzebie przy maszynie, można się sporo nauczyć, poznaje się nowe miejsca i trasy. Urlop na sportowo to najlepszy wypoczynek, a koszta grupowego wyjazdu są niższe. W marcu znów wybiorę się do Finale na obóz i już nie mogę się doczekać! 

 

 

Komentarze do artykułu