HANS „NO WAY” REY: „e‐bike’i są super!”

Człowiek instytucja, pionier kolarstwa MTB w jego ekstremalnej postaci. Wikipedia nie jest w stanie ogarnąć wszystkich jego tytułów i przygód – 350 okładek i ponad 70 odwiedzonych krajów. Od wielokrotnego trailowego mistrza świata przemierzył drogę do bohatera filmów i budowniczego tras Flow Country, a jego Hans Rey Adventure Team niestrudzenie eksploruje miejsca, gdzie wcześniej nie trafiła żadna rowerowa opona...



Hans, przyznam, że dla mnie spotkanie Cię ma wymiar osobisty. Ponad dwadzieścia lat temu, gdy trzymałem pierwsze numery BIKE w rękach, Ty byłeś na jednej z okładek i skakałeś po zardzewiałym samochodzie. Dziś przeprowadzam z Tobą wywiad do polskiego wydania BIKE. Trochę lat minęło. Czy Twoja misja jest dziś inna?

 

Nie mam jednej misji, można powiedzieć, że jest ich kilka. Oczywiście, przede wszystkim nadal jeżdżę! Wiesz, mam ponad 50 lat, ale nadal jeżdżę profesjonalnie i nadal mam z tego radość. Myślę, że wciąż jestem ważny dla tego sportu. To jasne, w moim wieku nie muszę być najbardziej ekstremalny, robić podwójnych backflipów czy startować w Rampage, ale mogę być przykładem, mogę pomagać rosnąć branży. Do tego dochodzą moje podróże. Jestem też zaangażowany w promowanie MTB, we współpracy z IMBA czy Flow Country Trails. Zajmuję się konsultacjami, dotyczy to zarówno miejscowości narciarskich, jak i górskich. Pomagam im troszczyć się bardziej o fanów kolarstwa. Zajmuję się też moją fundacją „Wheels for life”, która dostarcza rowery ludziom w krajach rozwijających się. To coś, co ja i moja żona robimy jako wolontariusze. Ostatnio jestem też zaangażowany w Mountain Bike Hall of Fame, które przeniosło się właśnie z Kolorado do Kalifornii. Chcemy sprawić, by przedsięwzięcie nabrało wymiaru bardziej międzynarodowego.

 

Poprzednio widzieliśmy się na chwilę na festiwalu BIKE w Rivie. W Polsce dzieje się także bardzo wiele. Może odwiedzisz nas w przyszłym roku?

 

Może?! Oprócz tych wszystkich rzeczy, którymi się zajmuję, dużo pracuję wciąż z moimi sponsorami, zajmuję się promocją. Nawet czasami organizuję trialowe show, jeśli tylko znajdę czas... Poza tym kręcę filmy, testuję produkty. Jestem tak zajęty jak zawsze byłem. Podróżuję też tyle samo.

 

Jak sądzisz, dlaczego jesteś popularny?

 

Myślę, że moja kariera ma charakter międzynarodowy. Znają mnie fani XC i freeride’u oraz trialu. Jedna z przyczyn to na pewno fakt, że jestem w tym biznesie już tak długo!

 

Myślisz, że wiek dla fana MTB to problem? W Polsce trwa nadal dyskusja na temat rowerów elektrycznych. Budzą skrajne emocje, od miłości po nienawiść. Słyszy się opinie, że e‐bike’i są „tylko dla starszych ludzi”...

 

Nie zgadzam się, e‐bike’i są super! To nowy gatunek, one nie są po to, by zastąpić klasyczne MTB. Jeśli ludzie nie są dobrze wytrenowani, e‐bike może być dla nich świetnym rozwiązaniem, na przykład w takim miejscu jak to (Rychlebskie Ścieżki – przyp. red.). Nie każdy ma kondycję, by wspinać się przez godzinę. A na dobrym e‐MTB można też zjeżdżać trasy zjazdowe. Sądzę, że e‐bike’i są bardzo dobre, i dla naszego sportu, i dla producentów. Przyciągają więcej ludzi. To, oczywiście, może być też propozycja dla starszych ludzi. Na elektryku jednak w dalszym ciągu trzeba po prostu pedałować! Wiesz co, myślę, że ci, którzy są przeciwko e‐bike’om, nigdy nie próbowali na nich jeździć. Bo każdy, kto próbował, kończy jazdę z uśmiechem na ustach. Wciąż przecież śmierdzisz po pokonaniu trasy i wykonałeś ćwiczenie! A dobrze jest mieć wybór. Poza tym e‐bike’i nie znikną. Problem to znalezienie rozwiązania, jak je integrować, pogodzić na tych samych trasach ze zwykłymi rowerami. Sam jestem fanem e‐bike’ów ze wspomaganiem elektrycznym, a nie elektrycznych motorowerów.

 

Jak wyglądają Twoje plany na następny sezon?

 

Zamierzam robić swoje. Odkąd skończyłem 16 lat, powtarzam‚ że potrzebuję jeszcze dwa lata, a potem idę na emeryturę. Mylę, że będę działał dalej jako ambasador sportu.

 

Wiesz, dokąd pojedziesz tym razem?

 

Nie jestem pewien. Zawsze mam kilka pomysłów z tyłu głowy.

 

Jak wybierasz takie miejsce?

 

Zastanawiam się, czy byłoby to ciekawe, czy powstałaby z tego ciekawa historia albo nowe wyzwanie. Może coś, czego nikt jeszcze nie dokonał? Albo coś wyjątkowego, także dla mnie? Zawsze próbuję mieszać różne elementy. Myślę, że w przyszłym roku będę próbował wspiąć się na Mt. Kenia. Normalnie nie jest to możliwe, ale sądzę że dostaniemy specjalne zezwolenie, bo działam tam ze swoją fundacją. To może być mój największy projekt na przyszły sezon.

 

Który rower jest obecnie Twoim ulubionym?

 

To trudne pytanie... Mam tak wiele rowerów. Raz w tygodniu próbuję ciągle jeździć na moim rowerze trialowym! Kto wie, może pewnego dnia wybiorę się nawet na wyprawę na rowerze elektrycznym...

 

Chcecie być z osiągnięciami Hansa „No Way” Reya na bieżąco? Zapraszamy na stronę hansrey.com

 

PS zobaczcie też wypad "elektryczny Hansa Trans Angeles Story

 

Tekst wywiadu został opublikowany po raz pierwszy w Bike 10/20015 i został zaktualizowany

Komentarze do artykułu