Home Testy Rowery Stevens Sledge ES

Stevens Sledge ES

0
426

Na pełny przegląd oferty 2015 przyjdzie jeszcze czas. Na targach Eurobike mieliśmy okazję przejechać się – tak, słynny „tor testowy” – na najnowszej wersji fulla do enduro, modelu Sledge ES, zbudowanym na kręgosłupie aluminiowej ramy, z czterozawiasowym systemem amortyzacji. Geometrię dostosowano do kół w rozmiarze 27.5 cala i tak kąt główki 67 stopni, kąt rury podsiodłowej 73,5 stopnia, a długość górnej rury testowanego egzemplarza w rozmiarze 20 cali wynosi 615mm, mierzona horyzontalnie. Tylne widełki są dosyć długie i mają 450mm, a w rowerach na średnim kole widywaliśmy już lepsze rezultaty (czytaj: mniejsze). Rama posiada komplet wymaganych rozwiązań w enduro na przyszły sezon. Kanony mody mówią o obowiązkowej poszerzanej główce, suporcie dostosowanym do łożysk typu Press Fit, adapterze hamulca tylnego przygotowanym od razu jako Post Mount i o osi tylnego koła 12x142mm, razem z dedykowanymi mocowaniami przerzutek typu Direct Mount. Dość nietypowo wyglądający popychcz tłumika nie otrzymał swojej deformacji przypadkowo – jego zadaniem jest zmieścić długi damper, a długi damper to mniejsza dźwignia na końcu zawieszenia, a co za tym idzie, sprawniejsza i bardziej czuła amortyzacja.


Do samego roweru nie trzeba podchodzić z rezerwą. Jego geometria odpowiada dzisiejszym wzorcom i jeśli zasiadaliście na rowerze o podobnych parametrach, to na Sledge ES odnajdziecie się bez trudu. Kąt główki jest dość płaski, aczkolwiek pod względem pokonywania zjazdów i zakrętów, to Cube Stereo 140 wypadał nieco lepiej i pozwalał na mocniejszą, zdecydowaną jazdę. Nie bez powodu wspominam o nim w tym miejscu – Stereo jest naturalną konkurencją dla Sledge’a, oferując podobne parametry techniczne i celując w tego samego klienta. W stosunku do Stereo 140, Sledge ma po 20mm więcej skoku na każde koło. Skok obsługują dwa Foxy, w specyfikacji na stronie producenta i widelec, i tłumik mają powłoki Kashima, natomiast nasz demonstracyjny egzemplarz posiadał jeszcze „zwykły” tłumik Float X, czyli z dodatkowym zbiornikiem kompensacyjnym. Widelec natomiast posiada standardowo tłumik FiT, poprawiony względem modelu 2014, co wyraźnie da się odczuć nawet na tak prostym odcinku testowym, jak tor Demo Day na Eurobike. Osprzęt w dużej mierze bazuje na grupie Shimano XT, z dwudziestoma biegami na pokładzie w konfiguracji 38-24 z przodu i 11 – 36 na kasecie. Również hamulce to sprawdzone tarczówki Deore XT, dysponujące ogromną mocą, wyzwalaną nawet jednym palcem. Koła DT Swiss E1700 Spline ubrano w opony Schwalbe, ale zamiast polegać na dwóch egzemplarzach modelu Hans Dampf, tak typowych w enduro, zdecydowano się użyć kombinacji Magic Mary na przodzie i Rock Razor z tyłu. Dość ciekawe zestawienie dobrze spisujące się na raczej przyczepnym (nawet w deszczu) torze na Eurobike, ale zachowanie tego duetu z chęcią sprawdzilibyśmy w realnych warunkach jazdy.

Stevens Sledge ES prezentuje się obiecująco, ze swoim pojemnym zawieszeniem, świetną grupą Deore XT, z niezawodnymi hamulcami. Ciekawość najbardziej zbudza rama i jej zachowanie przy dużych przeciążeniach oraz koła wraz z nietypowym zestawem ogumienia. To się może udać! Waga Sledge plasuje go dzisiaj w okolicach cięższych rowerów. 14,4 kg to dość dużo, ale w zamian dostajemy jeszcze regulowaną sztycę KS Lev i genialny kokpit Syntace.  

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Translate »