Tworzymy kultową rundę! Coffe Ride Oborniki Śląskie

Co decyduje o tym, że dana runda staje się kultowa? W przypadku słynnych warszawskich Gassów to z jednej strony niemal brak wyboru innych tras pozbawionych samochodów i pyszna kawa oraz dobre towarzystwo w Górze Kawiarni. Zwykle jednak zbiór przyczyn wydaje się bardziej skomplikowany. Innym znów razem decyduje przypadek. A gdyby tak kult zbudować od podstaw?



Tam, gdzie są kolarze, są i ich ulubione trasy. Wszystkie większe siedliska ludzkie mogą się pochwalić podobnym zjawiskiem. We Wrocławiu kierunków do wyboru jest kilka, choć nadal zazdrość skręca nas wewnętrznie na wspomnienie fenomenu Góry Kawiarni stworzonego przez Macieja Grubiaka. Gdy umawiamy się „na rower”, wciąż brakuje konkretnego celu, który by motywował chętnych, szczególnie tych, dla których wskazania watów nie są podstawowym wyznacznikiem tempa. Co prawda mamy kandydatury na atrakcyjne „przystanki”, ale poza awaryjnymi (i kultowymi wśród ultrasów) Orlenami nadal brakuje stałych punktów programu. Oczywiście, człowiek nie pogardzi ciastkiem z napotkanej cukierni, z braku innych opcji spożyje też konserwanty w Żabce. Ale to wciąż za mało! Maciej Grubiak wspominał nawet o chętnych na stworzenie filii Góry Kawiarni w „naszej” Sobótce, ale brzmi to wciąż zbyt abstrakcyjnie, by uwierzyć w szybką realizację. 

 

 

 

 

Drogi z predyspozycjami

 

Zauważyliście, jak mapy Google żonglują trasami, gdy tylko gdzieś na planowanym przebiegu szlaku pojawi się nowa opcja skrótu? Nagle okazuje się, że jak przywoływane wahnięcie skrzydeł motyla wywołuje burzę na drugim końcu globu, tak niewielka zmiana potrafi zupełnie przemeblować wam podróż. I przy okazji umożliwić odkrycie zupełnie nowych miejsc. Dokładnie tak się dzieje, gdy lotem błyskawicy rozchodzi się wieść o nowym kawałku asfaltu w danej okolicy. Nagle zapyziała droga staje się gwiazdą godną uwielbiania, masowo odwiedzaną i pokazywaną na zdjęciach w necie. I dokładnie tak, jak zdziwieni mieszkańcy witają samochody na obcych tablicach przecinające senne miejscowości (bo tak zdecydował algorytm Google’a), nagle wiejski sklepik potrafi bić rekordy utargu, bynajmniej nie z powodu odpustu czy popularnych imienin Krystyny i Bożeny. I dlatego od dawna uważnie śledzimy informacje o nowych drogach w okolicy. Po tym, jak dostaje się cynk, wypada jeszcze tylko sprawdzić na street view, czy rzeczywistość nadąża za plotką (łudząc się, że zdjęcia są mniej więcej aktualne). Następnie zajrzeć na Komoota, gdzie podawane są informacje o nawierzchni. I… już można jechać! No, prawie.

 

 

 

 

Wygodny dojazd

 

Mamy kilka ustawek we Wrocławiu, na które można się wybrać, jeśli ma się ochotę na jazdę w amatorskim peletonie. Niektóre wydarzają się regularnie, inne mniej. Po wpisaniu na FB haseł typu „Luzersi”, „Szosa bez napinki” albo „Bikestage” (dawny Twomark dla niezorientowanych) można spróbować się na nie zabrać. Są i wersje specjalne, np. tylko dla dziewczyn z Inpeakiem (nowość!). Znakomita większość z tych destynacji dla mieszkańców północnych dzielnic Wrocławia ma jednak podstawową wadę – konieczność przebijania się przez całe miasto, zanim ustawka wystartuje. Kuszący z punktu wrocławskiego „zasiedzenia” redakcji był zawsze kierunek północny i słynne wśród wrocławskich kolarzy Pasikury. Pasikurowice mają też co najmniej jeszcze jedną zaletę, poza położeniem tuż za miastem, mianowicie spory parking pod cmentarzem. Można tam wygodnie dojechać samochodem i startować już bez uciążliwego ruchu samochodowego. Choćby na Prababkę, najsłynniejszy podjazd w okolicy. 

 

 

 

 

Atrakcyjny kolarsko popas

 

Oborniki Śląskie do tej pory pozostawały gdzieś na uboczu naszych szlaków. Co prawda kilka osób wie, że na górce Grzybek odbywają się fajne wyścigi MTB, a my mieliśmy możliwość, przy okazji sprawdzania trasy wyścigu Gravel Attack, lepiej poznać okolicę i ją docenić, ale wciąż brakowało pretekstu, by naprawdę się tam zatrzymać. Tym bardziej, że wylotówka z Wrocławia w stronę Obornik jest w remoncie, a jeśli akurat nie jest, to przypomina nartostradę w Szczyrku w środku sezonu, tyle że z samochodami zamiast narciarzy. Jak do tej pory komunikat wydawał się nam jasny – „nie idźcie tą drogą!”. Aż w końcu pojechaliśmy, ale inną.
Wjeżdżając do Obornik od strony Trzebnicy (ulicą Marii Skłodowskiej-Curie), musielibyście mieć wybitnego pecha, by przegapić gigantyczny, kolorowy mural na jednej z kamienic. To ta sama droga, która prowadzi od S5, czyli standardowa wprowadzająca do miasta, gdyby zaprowadziły was tam kiedyś ważne sprawy. Gdy już zobaczycie mural autorstwa Ani Szejdewik (znanej też jako COXIE), jest spora szansa, że traficie na niewielki drogowskaz przy drodze koło niego. Kawiarnia Menzurka mieści się z tyłu. Ma stoliki na zewnątrz i daszek chroniący przed słońcem i deszczem oraz miejsce, gdzie można postawić rowery. Jest pyszna kawa i ciasta. Tak oto znaleźliśmy idealne miejsce na popas.

 

 

 

 

Sprawdzian

 

Po zebraniu wszystkich potrzebnych informacji i połączeniu w jeden wątek atrakcyjnych z naszego punktu widzenia wyznaczników, opracowaliśmy kolarską pętlę. Ze startem i metą w podwrocławskich Pasikurowicach, poprowadzoną w większości bocznymi, ale dobrymi drogami i oczywiście zahaczającą o kawiarnię Menzurka w połowie drogi. Następnie sprawdziliśmy trasę podczas inaugurującego, próbnego przejazdu (dla chętnych obok ślad trasy do ściągnięcia i powtórzenia).
Czy stanie się kultowa? Na pewno ma potencjał! Tym bardziej, że jest mieszanką fragmentów tras popularnych i zupełnie nowych, a tym samym ekscytujących. Podjazd w stronę Skarszyna to zazwyczaj pierwszy życiowy sprawdzian dla nóg każdego wrocławskiego amatora (że ledwo go widać, to inna sprawa). O ile drogi w Górach Kocich, między Wrocławiem i Trzebnicą, są uczęszczane, te między Trzebnicą a Obornikami już mniej. Przesuwając się jeszcze bardziej w lewo, mamy Uraz i kolejne możliwości. Planując, staraliśmy się ominąć ruchliwe odcinki na przelotowej drodze Oleśnica – Trzebnica, odbijając w stronę Prababki. Znajdziecie na tej pętli pagórki i opcję odbicia z powrotem wcześniej, z Trzebnicy (dla spragnionych węglowodanów Kawiarnia Markiza, ul. Bochenka 49), a przede wszystkim odkryjecie przepiękne widoki. Za Trzebnicą, Marcinowem i przed Kowalami czeka was prawdziwa uczta dla oczu. Jest naprawdę ładnie, a to w kraju nad Wisłą i Odrą nie zawsze takie oczywiste. Gigantyczne ceglane domy sugerują budowniczych z dawnych lat, z imponującym rozmachem i zacięciem, podobnie jak stare czereśnie wokół. Za Obornikami ruch prawie zamiera, poza tuningowanymi Audi i traktorami szanse na trafienie na pojazdy silnikowe są minimalne. Cała trasa liczy dokładnie siedemdziesiąt kilometrów, ostatnie dwadzieścia są niemal płaskie. Nie spiesząc się, można ją zrobić w trzy godziny. Na koniec niespodzianka – kilkaset metrów drogi gruntowej. Asfaltu między miejscowościami Gaj i Psary na razie brak. 

 

 

 

 

Menzurka Cafe

 

Z założycielką Menzurki Martą Salwirak porozmawialiśmy, sygnalizując, że od teraz może się spodziewać większej liczby kolarzy. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami przyjęła tę wiadomość entuzjastycznie, sygnalizując tylko, że jeśli wybierałaby się większa grupa, warto ją uprzedzić, by mogła zarezerwować miejsca. Zapowiedzianych kolarskich gości powita chętnie również poza oficjalnymi godzinami pracy! Sama codziennie dojeżdża z Wrocławia, by doglądać kawiarni. Przetestowaliśmy jej bezę z kremem nugatowym i sernik oreo, ale inne propozycje wyglądają nie mniej obiecująco, więc na pewno wrócimy!

 

PS 

Jeśli macie pomysły na podobne rundy w swojej okolicy, piszcie! Z chęcią je sprawdzimy. Tak trafiliśmy do Cafe Giro w Siewierzu czy Góry Kawiarni w Górze Kalwarii. Pretekst do poznania nowych tras zawsze się znajdzie.

Komentarze do artykułu