Emonda

PORADNIK – LOKALIZACJA, CZYLI HALO, TUTAJ JESTEM!

Wiele osób lubi jeździć samotnie, są tacy, którzy przemierzają w ten sposób setki, a nawet tysiące kilometrów. Tymczasem w domu ktoś na nich czeka i martwi się. Regularne wysyłanie wiadomości nie zawsze jest idealnym rozwiązaniem.



Dziś, gdy „social distancing” staje się codziennością, coraz częściej jeździmy sami nie tylko z potrzeby serca. Co zrobić, żeby udostępnić innym swoją lokalizację, dbając o bezpieczeństwo? Oto przegląd możliwości pod hasłem „zostańmy w kontakcie”.

 

HISTORIA

 

Urządzenia umożliwiające pozostanie w kontakcie stosowane są od dawna i używane głównie po to, by wezwać pomoc. Mają je np. statki. Są też wersje zminiaturyzowane. Tak zwane PLB (Personal Location Beacon) po przyciśnięciu „magicznego” przycisku SOS wysyłają sygnał o naszej lokalizacji za pośrednictwem satelitów. Takie rozwiązania sprawdzą się, kiedy jesteśmy w dżungli albo na śnieżnym pustkowiu, a mało odpowiedzialne użycie potrafi być kosztowne, bo uruchamia całą międzynarodową machinę. Z drugiej strony nawet tuż za płotem znajdziecie miejsca, gdzie zasięg sieci komórkowej jest słaby, a nawiązanie kontaktu utrudnione, np. w polskich górach. Warto więc mieć świadomość istnienia różnorodnych dostępnych rozwiązań.

 

GARMIN INREACH

 

Lokalizacja - Garmin Inreach

 

Seria urządzeń Garmina oferuje dwukierunkową komunikację za pośrednictwem satelitów, to konsumencki odpowiednik wspomnianych rozwiązań profesjonalnych godnych tankowca. Popularne wśród podróżników, w tym tych jeżdżących z sakwami, którzy wiedzą, że w Kirgizji czy Maroku standardowa komunikacja może być utrudniona, a Messenger nie działa. Oprócz zakupu urządzenia (koszt od 1500 zł za wystarczającą wersję Mini) konieczne jest też wykupienie abonamentu, wówczas można też wysyłać wiadomości. Sygnał SOS jest bezpłatny, pozostałe funkcje, także liczba wiadomości, zależą od abonamentu. Koszty? Najtańszy miesięczny abonament, tzw. rekreacyjny, to ok. 200 zł, urządzenie można też wypożyczyć.

 

WARIANTY SPRZĘTOWE

 

Oczywiście poradzić sobie można bez dodatkowych, specjalnych urządzeń. I tak zwykle mamy na kierownicy coś, co rejestruje przejazdy. Udostępnianie lokalizacji oferują od dłuższego czasu producenci urządzeń GPS, takich jak Garmin, Wahoo czy Lezyne. Naturalnie nadal potrzebny jest do tego telefon, który przesyła naszą lokalizację kontaktom, które zdefiniujemy wcześniej. Nawiasem mówiąc, są tacy, którzy takiej funkcji używają nie tylko po to, by bliscy poczuli się lepiej, ale np. by wiedzieć, kiedy nastawić ziemniaki. Zostało 15 km i ok 30 minut do domu? Gorący obiad czeka! Odbiorniki GPS niekiedy pozwalają też na dodatkowe wykorzystanie, np. do lokalizacji pozostałych członków większej grupy.

 

 

W urządzeniach Wahoo na ekranie widać również inne osoby używające Wahoo, o ile udostępniają swoją pozycję. Wada tej propozycji? Funkcja LiveTrack Garmina, największego producenta odbiorników GPS, znana jest ze swojej niestabilności, trudno więc na niej polegać w 100%. Za to Garminy oferują funkcję wykrywania zdarzeń i przesyłania wiadomości alarmowych (czytaj: lot przez kierownicę, uderzenie o ziemię, z opcją odwołania alarmu w określonym czasie, by ktoś nie umarł na zawał).

 

TRACKERY GPS

 

Są też urządzenia wyspecjalizowane, z założenia przeznaczone do czegoś innego, bo do śledzenia samego roweru. Tak zwane trackery GPS montuje się w trudno dostępnych miejscach w rowerze, trudnych do znalezienia dla złodzieja. Dostępne są też wersje montowane fabrycznie (niektóre elektryki) i najczęściej uruchamiane po tym, gdy rower zacznie się poruszać. Sprytnie zrobione bywają bardzo pożyteczne. Zasilanie z centralnego akumulatora roweru elektrycznego sprawia, że każde jego uruchomienie oznacza punkt na mapie. Wysyłają sygnał w określonych odstępach czasu, co pozwala na odtworzenie trasy, jaką porusza się rower, przesłanie sygnału można też wymusić. Wada? Dostępność sieci komórkowej jest niezbędna.

 

PROGRAMOWA SPECJALIZACJA

 

Lokalizacja i jej udostępnianie to gorący temat także dla producentów oprogramowania. Istnieje kilka alternatyw. Śledzenie umożliwia choćby popularna Strava (jest i coś, co nazwano Safety Pack), ale trzeba mieć jej płatną wersję Summit, także kilka innych appek, takich jak Endomondo, Run‑Log czy Glympse. Każda ma jakieś ograniczenia, np. w Glympse druga osoba także musi mieć zainstalowaną appkę. Są też rozwiązania, które służą do lokalizacji ogólnej, a mogą być przydatne na rowerze. Na przykład użytkownicy iOS (iPhone) mają od razu appkę „Find Friends”, gdzie znajomi mogą udostępniać swoją pozycję (muszą także mieć coś, co działa na iOS).

 

GOOGLE MAPS

 

Lokalizacja    Lokalizacja

 

Jak to jednak często bywa, najprostsze rozwiązanie może się okazać najlepsze. Google Maps stosunkowo niedawno uruchomiło funkcję wygodnego udostępniania lokalizacji. Możliwość ta istnieje już od 2017 roku, ale dotarcie do powszechnej świadomości chwilę trwało, podobnie jak udoskonalenie. W zasadzie dostępne są dwie opcje. Udostępnianie lokalizacji z menu Google Maps, jak i już bezpośrednio z menu wybranej trasy. Ta druga jest szczególnie przydatna, gdy zmierzamy do określonego celu i ktoś na nas czeka, a trasa jest już określona. Obserwujący może nie tylko zobaczyć, gdzie jesteśmy, jeśli to udostępnimy, ale będzie też wiedział, kiedy dotrzemy (gorący obiad przecież czeka!).

 

Lokalizacja      Lokalizacja

 

Wariant pierwszy jest praktyczny w przypadku zwykłej jazdy, pozwala mieć też wgląd w stan baterii telefonu namierzanego (!). Można również określić termin śledzenia, a lokalizacja nie jest podawana na bieżąco, tylko odświeżana co jakiś czas, z opcją ręcznego wymuszenia (ale to Google decyduje, kiedy te dane prześle, by oszczędzać baterie). Wada rozwiązania? Działający GPS w tle powoduje szybsze zużycie baterii, w starszych telefonach w ciągu kilku godzin potrafi wydrenować ją do zera. Oczywiście można mieć też wątpliwości co do udostępniania bogactwa danych lokalizacyjnych internetowemu molochowi. Z drugiej strony, i tak wie o nas wszystko, prawda?

 

TAKI MAMY KLIMAT

 

Jeździmy solo, będziemy jeździć w mniejszych grupach, udostępnianie lokalizacji może być praktycznym rozwiązaniem pozwalającym podnieść poziom bezpieczeństwa, ale też zwyczajnie uspokoić naszych bliskich. Nie zastąpi jednak rozsądku, warto o tym pamiętać, jak zwykle lepiej zapobiegać niż leczyć. Jeśli więc planujecie samotne wyprawy, bliższe i dalsze, odpowiednio się do nich przygotujcie. I na wszelki wypadek informujcie innych, co i gdzie zamierzacie robić oraz o planowanym terminie powrotu. To powinna być oczywistość.

 

˚ ˚ ˚

Kartkę można przykleić na lodówce, wcześniej czy później trafi tam każdy! Telefon można utopić, rozbić lub zwyczajnie rozładować.

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 

Test: Bontrager Garmin Edge 1030

Szosa na hamulcach szczękowych - wymierajacy gatunek

Topowe podjazdy

Komentarze do artykułu