Coffee Ride – Siewierz i Caffe Giro

Niebieskie niebo, słońce, gładkie czarne asfalty, wiatr w plecy, nogi kręcą niespiesznie, a licznik kilometrów przekręca się leniwie. W przerwie, w kawiarnianym ogródku, zastrzyk promieni UV, kofeiny i cukrów prostych pozwalający na podobnie niespieszny powrót do domu. Idealnie spędzony dzień. Niestety, tym razem nie było tak kolorowo.



Zdecydowanie bliżej zrobiło się nam do internetowych memów w stylu expectations vs. reality. Zresztą, jaki może być coffee ride organizowany w styczniu? Zima w tym roku co prawda łaskawa dla kolarzy, ale pech, że akurat w ten weekend temperatury miały być ujemne i oscylować wokół -5. Nie zdziwiłabym się, gdyby nasz coffee ride okazał się najzimniejszym weekendem tej zimy.

 

GÓRA SIEWIERSKA JAK GÓRA KALWARIA

 

Czynnik motywujący do zorganizowania coffe ride’u w środku zimy mógł być tylko jeden. Jako kolarze jesteśmy prości i kierują nami instynkty. Do wyjścia z domu, gdy na termometrze za oknem rtęć opada aż w okolice niebieskich cyferek, skłonić nas może tylko wizja aromatycznej, gorącej kawy w towarzystwie kalorycznego ciacha. Żeby uspokoić sumienie, pozwalając sobie na taki luksus, koniecznym jest wykręcenie odpowiedniej liczby kilometrów, która będzie wprost proporcjonalna do wspomnianej wcześniej kaloryczności nagrody. Przechodząc do meritum… Pewnego dnia Grzegorz wynalazł na popularnym portalu społecznościowym wydarzenie. Organizatorzy zapraszali na otwarcie pierwszej na Śląsku kawiarni przyjaznej rowerzystom, Caffe Giro. Nie mogło nas tam zabraknąć! Ale żeby dokonać degustacji, trzeba było okupić to słusznym dystansem.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

RYNEK, CZARNE ZŁOTO Z BRISTOTA I WYPIEKI PANI ZOFII

 

Długo zastanawiałam się, dlaczego ktoś otwiera kolarską kawiarnię w środku zimy?! Przecież zimą lata się na Kanary i do Calpe, a w kraju co najwyżej od czasu do czasu teleportuje do słonecznej Watopii. Ale sukces „Góry Kawiarni” w Górze Kalwarii (o której pisaliśmy w Tour 4/2019) pokazał, że wystarczy tylko dobrze przemyśleć lokalizację, zainwestować w porządny ekspres z dobrą kawą i panią Halinkę, która upiecze kilka przepysznych ciast. Kolarze zwabieni aromatami przyjadą sami. Wstępne porównanie obu miejsc wypadło nad wyraz korzystnie.

Caffe Giro zlokalizowane jest niedaleko Góry Siewierskiej, to pierwszy czynnik wspólny. Znajduje się na rynku miasteczka, w okolicy którego przebiega wiele popularnych pętli treningowych śląsko-zagłębiowskich kolarzy. W Caffe Giro stoi ekspres marki Bristot i można skosztować pysznych wypieków Pani Zofii.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

GRUPETTO WARSZAWA

 

Aby sprawdzić, czy kolarska kawiarnia na Śląsku daje radę, zaprosiliśmy bardziej doświadczoną w temacie delegację z Warszawy. Reprezentacja Grupetto Warszawa punktualnie o 9:00 pojawiła się na katowickim dworcu kolejowym, by wyruszyć stamtąd już na rowerach w kierunku północnych rejonów Górnego Śląska. Początkowe kilometry upłynęły na zapoznawczych rozmowach, które odciągnęły naszą uwagę od mało przyjaznych kolarzom dróg kolejno mijanych miast. Dopiero gdzieś za Piekarami zaczęła się właściwa jazda, czyli mało ruchliwe asfalty, niewielkie, ale dające się odczuć hopki i nawet jakieś przyjemne dla oka widoki.

 

PROSTO DO CELU

 

Trasa do kawiarni nie była skomplikowana, zakładała jak najszybsze pojawienie się na otwarciu. Baliśmy się, czy aby na pewno nie zabraknie kawy i ciastek. Po drodze zatrzymaliśmy się tylko na chwilę nad zalewem Rogoźnik, gdzie w trasę chcieliśmy wpleść niewielki akcent gravelowy. Niestety, plan nie wypalił. Ekipa Grupetto Warszawa nastawiona była tego dnia na słuszne kilometry i łyse opony w ich rowerach zdecydowanie nie korespondowały z błotem i szutrem rogoźnickich ścieżek terenowych. Nie ma jednak tego złego, bo dzięki temu w Caffe Giro zameldowaliśmy się prawie punktualnie na otwarciu o 12:00.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

CAPPUCCINO, ESPRESSO, LATTE MACCHIATO

 

Jaka jest typowa kolarska kawa? Aromatyczna, czarna, jedwabiście gładka. Z mlekiem czy bez, z pianką, likierem, to już w zależności od upodobań. W Caffe Giro każdy znajdzie coś dla siebie. Po wejściu do kawiarni przywitał nas szczery uśmiech Moniki, inicjatorki całego zamieszania. Mimo sporej liczby gości, kolarzy oraz ludności miejscowej, zainteresowanych nowym spotem w mieście, kawę podano nam ekspresowo, a do niej bezę, jabłecznik, sernik i zimową herbatę. Po zaspokojeniu potrzeb niższych i obfotografowaniu wszystkiego znalazła się nawet chwila, aby porozmawiać z właścicielką. Przyjemna atmosfera i pyszności w witrynce sprawiły, że ciężko było podjąć decyzję o ewakuacji.

 

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO GIRO

 

…i stamtąd się rozchodzą. Ekipa Grupetto Warszawa, po przyznaniu kawiarni Caffe Giro swojego znaku jakości, musiała udać się w dalszą drogę na północ. Do Warszawy wszak było jeszcze bardzo daleko. A my po krótkiej naradzie i pewnych modyfikacjach pierwotnie zakładanej trasy (teraz wszyscy byliśmy już na gravelach) postanowiliśmy domknąć naszą coffeeride’ową pętlę wizytą w Zagłębiu i bardziej terenowymi ścieżkami. Powrót do Katowic obok Zbiornika Pogoria, przez Park Zielona oraz Doliną Przemszy okazał się słusznym wyborem. Na koniec, w ostatnich promieniach zachodzącego słońca, zdobyliśmy jeszcze Górę Świętej Doroty.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

Do centrum aglomeracji dotarliśmy już po ciemku. Licznik wskazał prawie 90 kilometrów. Taki długi coffee ride przy minusowej temperaturze to całkiem ładny wynik. Mimo tego czułam lekki niedosyt, a w głowie zaczął już kiełkować pomysł na trasę do Caffe Giro, która obejmie wszystkie ciekawe miejsca, które tym razem ominęliśmy. Zalew Przeczyce, Pałac w Świerklańcu, Lotnisko Pyrzowice… Szykujcie się na wiosnę! O następnym Coffee Ride Giro na pewno was poinformujemy.

 

MONIKA JESSICA NOWAK - OD „BABSKIEJ ŚRODY” DO CAFFE GIRO

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

TOUR: Powiedz, co robisz i skąd rower w twoim życiu?

 

MONIKA JESSICA NOWAK: Rower pojawił się przypadkiem. Trafiłam do sklepu z założeniem, że chcę kupić „jakiś tam” rower. Poproszona o doprecyzowanie, jako totalny laik, nie byłam w stanie powiedzieć, czego konkretnie szukam. Może trekkingowy, może MTB, może inny, ale na pewno nie szosa. Sprzedawca postanowił więc, ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu, „posadzić mnie” na kilku rowerach. Na sam koniec zostawił rower szosowy, który zupełnie wykluczałam. I okazało się to strzałem w dziesiątkę. Stało się, zakochałam się.

Dzisiaj wiem, że trafiłam w dobre miejsce, ponieważ poza zakupem dobrze dobranego roweru otrzymałam wiele rad, co spowodowało, że nie zraziłam się do jazdy już na starcie, a mam wrażenie, że jest to bardzo częsta przypadłość, szczególnie wśród kobiet. No i cóż, tak z dnia na dzień jeżdżenie na wycieczki przerodziło się w coś więcej. Potem pojawił się pomysł prowadzenia Instagrama, aby zachęcić inne kobiety do tej formy aktywności. Koniec końców w ubiegłym roku zdobyłam się na pierwsze starty, z których każdorazowo byłam bardzo zadowolona.

 

Zainicjowałaś kobiece ustawki rowerowe na Śląsku i w Zagłębiu.

 

Jako kobieta, która w pierwszych latach przygody z rowerem bała się jeździć wspólnie z chłopakami, rozumiałam dziewczyny, które mężowie „ubierali” w jazdę na szosie. Bywając i pomagając w sklepie rowerowym Weltour, tym, do którego trafiłam pierwszy raz i który pozostał dla mnie nie tylko kompendium wiedzy, gdzie uczyłam się od właściciela Piotra Czopka wszystkiego po kolei, zaczynając od jazdy na rowerze, kończąc na samodzielnym serwisowaniu, ale i najzwyczajniej w świecie zaprzyjaźnionym miejscem, spotykałam kobiety, które kupowały szosówki, by moc spędzać aktywnie czas z mężem, partnerem.

Najczęściej efektem takich decyzji była frustracja, bo okazywało się za daleko i za szybko. Ostatecznie zwróciłam się do największej sportowej maniaczki, jaką znam, z pomysłem wspólnego zorganizowania przejażdżek tylko dla pań. Dorota nie wahała się ani chwili i wspólnie zadecydowałyśmy, że skoro faceci mają swoje ustawki, dlaczego my mamy nie mieć swoich?! Główne, podstawowe założenie było takie, że każda da z nami radę. Na pierwsze „Babskie środy” przyjechały kobiety na różnych rowerach, z różnym stopniem wytrenowania, także takie, które odcinek 45 km przejeżdżały pierwszy raz w życiu! Razem z Dorotą postanowiłyśmy więc, że podzielimy się na dwie grupy. Jedna nieco szybsza, druga spokojniejsza, ale jedziemy razem, kończymy w tym samym miejscu, zjeżdżając się i kontrolując, by odległość między nami nie była zbyt duża. Panowie z Weltoura zapewnili nam wsparcie techniczne.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

W razie awarii rowerów krążą zawsze po okolicy i czuwają, jak zażartowano pewnego razu, nad naszymi „paznokciami”. Efekt środowych przejażdżek przerósł najśmielsze oczekiwania. Niektóre dziewczyny zamieniły stare rowery na szosy, ale największym sukcesem było to, że na koniec sezonu przejeżdżałyśmy jedną zwartą grupą ze średnią prędkością ok. 29 km/h. Oznacza to, że dla niektórych kobiet średnia ta podniosła się w przeciągu 4–5 miesięcy o prawie 9 km/h! Za każdym razem przejażdżka kończy się małym posiedzeniem na Pogorii, przy którym rozmawiamy nie tylko o rowerach, ale o wszelkich formach aktywności i, wierzcie mi, te kobiety są niemożliwe, każda inna, każda wyjątkowa!

Ostatecznie wspólnie spotykałyśmy się cały sezon także na innych rowerowych ustawkach, a zdarzało się i tak, że wręcz liczebnie „Babska środa” dominowała kultowe, okoliczne męskie ustawki! Mamy już bardzo szerokie grono i liczymy na to, że w tym roku frekwencja się zwiększy. Zachęcam więc dziewczyny do dołączenia czy wysyłania pytań do mnie na Instagramie czy Facebooku, jestem gotowa rozwiać wszelkie wątpliwości!

 

Skąd pomysł na kolarską kawiarnię i jej nazwę?

 

Pomysł urodził się w mojej głowie w trakcie pewnego wyjazdu do Ogrodzieńca, niedługo po powrocie z Włoch. Wchodząc z dużą grupą do restauracji, aby napić się kawy, odniosłam mało sympatyczne wrażenie, że nie jesteśmy zbyt mile widziani i sprawiamy jakiś kłopot, ponieważ rowery zajmują zbyt dużo miejsca. Porównanie tego doświadczenia z gościnnymi kawiarenkami we Włoszech spowodowało, że zaczęłam rozmyślać nad klimatycznym miejscem przyjaznym kolarzom. Z jakiegoś powodu na Instagramie zostałam utożsamiona z różem, chociaż mój rower jest praktycznie cały czarny. Ostatecznie można mnie jednak zobaczyć w różowych barwach Diversey Team, dlatego rozmyślając nad nazwą, wzięłam pod uwagę trzy rzeczy: róż, rower i Włochy. Wyszło Giro.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

Kawiarnię prowadzisz sama, nie bałaś się podjąć ryzyka?

 

Kawiarnię prowadzę sama, chociaż mam wokół siebie wielu serdecznych ludzi, rodzinę, rowerowych przyjaciół, którzy bardzo pomagają mi w wielu rzeczach. Jestem osobą, która działa pod wpływem impulsu, lubię ryzyko i mogę powiedzieć, Ż              e nigdy nie wycofuję się w obliczu wyzwania. Muszę jednak przyznać, że stres, jaki towarzyszył mi na dzień przed i w dniu otwarcia, był czymś, co nie towarzyszyło mi nigdy wcześniej.

 

Otwarcie kolarskiej kawiarni na Śląsku spotkało się z bardzo pozytywnym odzewem wielu kolarzy. Spodziewałaś się takiego zainteresowania? Liczyłaś klientów w dniu otwarcia?

 

Zainteresowanie zdecydowanie przerosło moje oczekiwania, ale byłam zachwycona taką liczbą kolarzy, którzy przyjechali naprawdę z dalekich stron, by odwiedzić moją małą kawiarnię. To bardzo miłe uczucie wiedzieć, że chociaż ludzie cię nie znają, obserwują mimo wszystko to, co robisz i w tak ważnym dniu, jakim było dla mnie otwarcie, przyjechali tu i zostawili po sobie ślad. Nie byłam w stanie liczyć klientów i dzisiaj mogę powiedzieć, że ze stresu chyba w ogóle średnio ogarniałam rzeczywistość. Dwa dni zajęło mi ochłonięcie, dziś to już czysta radość i chyba bardzo duża wdzięczność. Zawsze wiedziałam, że jest to środowisko, w którym można liczyć na wiele osób, ale, tak jak wspomniałam, przerosło to moje oczekiwania.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

Po otwarciu kawiarni masz jeszcze czas na rower?

 

Szczerze mówiąc, średnio, a jestem osobą potrzebującą aktywności fizycznej. Na szczęście otwieram dopiero o 10:00, więc do tej godziny mogę się rozruszać. Znalazłam też nowe rozwiązanie… W kawiarni stanęły rolki treningowe! Zabieram więc rower ze sobą, wykorzystując luki w „falach” między klientami. Ludzie, którzy nie jeżdżą, wchodząc do kawiarni, są czasem lekko zdziwieni, no, ale przecież wystarczy się rozejrzeć i chyba taka sytuacja jest wybaczalna. Żyję myślą, że może uda się wyskoczyć na tydzień do Calpe, a ostatecznie niedługo pogoda będzie już na tyle dobra, że przed 10:00, jak co dzień, będzie można zrobić normalny, solidny trening.

 

Jaką kawę polecasz?

 

Odkąd przeszłam przez wiele szkoleń, stałam się kawoszem. Dla mnie najlepsza kawa to intensywna, aromatyczna mała czarna z odpowiednim czasem parzenia. Może to już pewien rodzaj zboczenia, ale zaczęła mi smakować już tylko moja własna kawa z mojego ekspresu. Na poranne pokłady energii czekam więc do momentu, aż moja noga postanie w Giro. Nie próbuję jednak przekonywać ludzi do tak intensywnych smaków, lecz dowiedzieć się, czego oczekują, jak bardzo lubią mleczne kawy i czy już jakąś tego dnia pili, co ze względu na moc oferowanej przeze mnie wydaje się istotne i wie to każdy, kto próbował tu „mocnej” czarnej.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

Możesz zaproponować chętnym jakąś dobrą coffeeride’ową pętlę w okolicy, zahaczającą o Caffe Giro?

 

Tras w tej okolicy jest tak wiele, że sama nie wiem co polecić. Po pierwsze, jesteśmy zlokalizowani w Siewierzu, który leży przecież na Szlaku Orlich Gniazd. Można stąd dojechać fajną, dosyć wymagającą trasą, zaliczając podjazd pod Niegowonice, do samego Ogrodzieńca, gdzie główną atrakcją jest zamek. Ruszając z Siewierza, można dojechać także do Poraja, gdzie trasy są rewelacyjne i prowadzą przez lasy. Po drodze koniecznie zahaczając o Złoty Potok słynący z jednej z najlepszych w okolicy smażalni pstrąga. Jest wokoło mnóstwo miast z ruinami zamków. W Dąbrowie Górniczej mamy cztery zbiorniki wodne „Pogoria” ze ścieżkami rowerowymi łączącymi je ze sobą. Podążając w drugą stronę, mamy takie miasta, jak Tarnowskie Góry czy Świerklaniec z kilkoma perełkami architektury.

 

Coffee Ride - Caffe Giro

 

Dla tych, którzy lubią dalsze wycieczki, ok. 70 km od Siewierza mamy Pszczynę ze słynnym zamkiem i zagrodą żubrów. Pomysłów na atrakcyjne trasy jest więc bardzo wiele. Tak wiele, że zaczynam myśleć nad pomysłem wypożyczalni rowerowej z ofertą przejażdżek, współtowarzyszącej Caffe Giro. Tak, by ludzie, którzy nie są rowerowymi zapaleńcami jak ja i niekoniecznie chcą zabierać swój rower na każdy wyjazd, mogli przyjść na kawę, przebrać się i ruszyć stąd grupą, nie martwiąc się o trasę, a następnie wrócić na miejsce. Na razie to tylko plan. Inny, pewny tym razem, to stała cofferide’owa ustawka z przystankiem w Caffe Giro. Na pewno będę o tym informować w mediach społecznościowych.

 

O „późnym macchiato” za kilka lat pewnie będą krążyły legendy. Opowiesz nam tę historię, czy wolisz pozostawić ją tylko dla spostrzegawczych i wtajemniczonych?

 

Historia jest dosyć zabawna, ale pozostawię ją dla spostrzegawczych gości. Podajemy u nas po prostu wyjątkowe, późne macchiato!

 

Jak trafić do Caffe Giro i dlaczego warto?

 

Wystarczy trafić na rynek w Siewierzu i nie sposób będzie przegapić! Malutki, urokliwy ryneczek okrążony jest z czterech stron kamienicami. Po środku stoi fontanna, na którą, wchodząc do Caffe Giro, będziecie mieli oko. Gdy tylko zrobi się cieplej, otworzymy także jedyny w całej lokalizacji ogródek, który latem porasta winorośl. Będzie więc klimatycznie. Warto, ponieważ mamy pyszną kawę, naturalne wypieki, ciekawą, tematyczną prasę i zawsze wspólny język z kolarzami!

 

Śledź Caffe Giro na Facebook'u

 

Chcesz przejechać naszą trasę? Ślad dostępny jest na www.komoot.com

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 

Pomorska 500 nadchodzi - załoga BIKE & Tour na pokładzie

Trudny egzamin - Sportful Dolomiti Race

 

 

 

Komentarze do artykułu