Emonda

Mistrzostwa Świata Wrocławia w Kolarstwie Przełajowym

Mówię do Izy: „Ciesz się Marysiem, póki go nie zamknęli”. Patrzy na mnie wielkimi oczami, widzę w nich cień strachu. To pewnie wiatr, który tego dnia mocno wieje. Biało-czerwone taśmy wyznaczające trasę, łopocząc, skutecznie utrudniają rozmowę. A przełajowe mistrzostwa świata trwają w najlepsze. 



 

Imprezę zorganizowali UCI Bandits. Iza stoi obok Marysia Marcepana, drugiej połowy duetu. Oczywiście, wolontariuszy jest więcej, ale ta dwójka stanowi trzon i siłę napędową ekipy. Maryś (prawdziwe imię i nazwisko zastrzeżone do wiadomości redakcji) uwija się jak w ukropie. Biega z megafonem w ręku, poprawia taśmy, które uparcie atakują startujących. Niby jest już odrobinę spokojniej, bo „elita” dojechała do mety, a na trasie są teraz juniorzy. Wśród uczestników kręci się ekipa TVP3, a ja czuję się jak w filmie z lat 80. Pan na ramieniu ma prawdziwą, wielką kamerę (to takie jeszcze są?), pani z mikrofonem przepytuje obecnych. Prawdziwy wyznacznik popularności – będziemy w TV! Tym razem to ONI będą mieli nagrane taśmy, na których wszystko będzie widać! Tyle, że ta impreza mistrzowska jest nie do końca legalna. Widzę później fragmenty relacji, zgadzają się mniej więcej rowery i miejsce, reszta ma luźny związek z faktami. Trochę jak w „Misiu”. 

 

 

PZKol

 

Całkiem przypadkiem w tym samym czasie, gdy w Parku Tysiąclecia na wrocławskim Nowym Dworze odbywają się Mistrzostwa Świata Wrocławia w Kolarstwie Przełajowym, w Internecie na oficjalnym profilu FB Polskiego Związku Kolarskiego trwa dyskusja na temat promowania BMX-ów. Jak gdyby cała historia toru w Pruszkowie niczego nie nauczyła nowej ekipy, która jest obecnie u sterów. Myślenie przez pryzmat dyscyplin olimpijskich, zamiast o masowości sportu, jest wiecznie żywe. W czasach, gdy w każdy weekend tysiące ludzi startują w maratonach MTB i na szosie albo dobrze bawią się na trasie liczącej 1500 metrów, która powstała w godzinę na terenach goszczących przedtem igrzyska sportów nieolimpijskich (!). Trudno o większy kontrast „w tym temacie”.

 

 

Trójeczka

 

Z Marcysiem i Izą spotykamy się kilka dni później. Wyniki mistrzostw zostały opublikowane w necie. Ekipa TOUR, w składzie Cecylia i Piotr, wbiła się na podium, zajmując 1. i 2. miejsce w swoich kategoriach. Pieniądze z kwesty zostały podliczone. Na podstawie wcześniejszej ankiety przeprowadzonej wśród fanów tym razem zostały przeznaczone na odbudowę domu jednego z kolarzy, domu, który spłonął w Wigilię. To już mała, świecka tradycja, że startowe w formie datków, po odliczeniu kosztów organizacyjnych, przeznaczane jest na szczytny cel. W poprzednich dwóch edycjach były to potrzebujące dzieci. W ramach kosztów, oprócz taśm wyznaczających rundy, jest też posiłek regeneracyjny, pyszna zupa, vege! Posiłek to jednocześnie największy wysiłek logistyczny, jak potwierdzają organizatorzy. Pełen gar plus aparatura grzewcza muszą dojechać na miejsce zwykle bez użycia samochodu. A punkty rozgrywania zawodów nie są łatwo dostępne dla czterech kółek. To zresztą jedna z mistrzowskich cech imprez UCi Bandits – są w mieście, ale w nim jednocześnie nie są. Kawałek „bezpańskiego” terenu wystarczy, by stać się areną zmagań. Ma to tę wadę, że trasy mogą zniknąć, ale też koszty utrzymania są minimalne. Przy okazji nie grozi im również licytacja za długi, jak pewnemu torowi z syberyjskiej sosny.

 

 

Legalne – nielegalne

 

Rozmowę zaczynamy od legalizacji, a właściwie „odpowiedzialności”, jak podkreśla Iza, dodając: „Ale klimat zostanie!”. Wzrost popularności (liczba zgłoszonych osób na mistrzostwach przekroczyła setkę) oznacza konieczność legalizacji, to również, a może przede wszystkim, kwestia bezpieczeństwa uczestników. Marcyś: „Wywodzimy się ze środowiska ostrokołowego, gdzie imprezy rowerowe się tworzy i po prostu są. Jeśli tu zamykamy się na terenie odciętym od miasta, uważamy że jesteśmy na super legalu. Myślimy o założeniu stowarzyszenia, bo liczba osób chętnych do działania jest coraz większa, to byłaby najlepsza opcja. Na razie jest duża podjarka tym, że w ogóle się udało. I są kolejne pomysły, także żeby wyjść poza Wrocław. Może coś szosowego?”.

 

Temat imprezowy zaczął się spontanicznie, na totalnym luzaku, od ścigania na Wyspie Opatowickiej. Wybranej dlatego, że była blisko domu znajomych traktowanego jako baza. I tu od razu zaskoczenie. Pojawiło się 50 osób! Iza: „Chcieliśmy to organizować w klimacie ostrokołowej ekipy, bardziej tracklo crossów (ściganie się na singlach w terenie – przyp. red.) niż przełajów. A tu grupa docelowa zaczęła się szybko wykruszać. Pojawiło się za to wielu przełajowców, i to na poziomie, którego się nie spodziewaliśmy!”.

 

I pomyśleć, że dosłownie miesiąc wcześniej, przed pierwszą imprezą, Iza i Maryś pojechali do Poznania na ścigankę tracklocrossową, gdzie były też kategorie CX i MTB. Organizacja własnej imprezy to był impuls! 

 

 

Wyścig

 

Maryś: „Zrozumiałem, o co chodzi w przełajach, na wyścigu na Morskim Oku (rok temu we Wrocławiu, impreza Inpeak & Immotion). Wcale nie trzeba walczyć o pierwsze miejsce, tylko z tym przeciwnikiem, który jest na twoim poziomie. To walka między sobą”. I tak dokładnie było na mistrzostwach UCI Bandits. Pętla wykorzystała ukształtowanie terenu i elementy takie, jak piach czy leżąca kłoda. Jeśli dodamy do tego jeden podbieg o kącie nachylenia 50% plus trawiaste podłoże zasysające jak bagno, dostajemy przepis na klasyczną rundę przełajową, gdzie nie potrzeba nawet błota, żeby się ujechać. W naszych mistrzostwach na pokonanie ośmiu rund najlepsi potrzebowali około 40 minut. Tempo było takie, że niżej podpisany po przejechaniu sześciu modlił się o metę. Najwięcej działo się właśnie na przeszkodach, a kibice zafundowali walczącym doping godny Belgii! Oczywiście, startowali nie tylko fani przełajów, ale i grupka określająca się jako fani retro MTB. Oraz jeden fat bike! 

 

 

Cdn.

 

Pomysłów na przyszłość jest wiele. Może gravelowy rajd, a może punktowane odcinki specjalne do przejechania na Stravie? Sukces niesie jak fala i rozważane są różne opcje, nie tylko przełajowe. A może coś na wzór Race Through Poland w wersji mini z transponderami i opcją śledzenia live uczestników na mapie? Niektóre pomysły są już mocno zaawansowane, polecamy więc śledzenie profilu UCI Bandits na FB. Wiemy trochę więcej, ale zanim karty nie zostaną odkryte, umówiliśmy się, że nie możemy niczego zdradzić. Może tylko tyle, że warto czekać! A w tzw. międzyczasie można na przykład wziąć udział w jednym z challenge’ów, które UCI bandits ogłasza na Stravie. Na przykład w połowie lutego przez tydzień można było się zmierzyć z oficjalną trasą wspomnianych mistrzostw. Ba, dla najlepszych przewidziano takie same nagrody jak dla mistrzów – kule mydła! A startujących zachęcała jeszcze jedna myśl. Jeżdżąc, przyczyniali się do utrzymania wyznaczonej trasy, tak, by była widoczna dłużej. Zachęceni? Możecie pomóc!

 

Komentarze do artykułu