WYPAD NA WEEKEND: GIRONA

Girona… Takie nasze Zakopane, tyle że prawie z dostępem do morza, w cieplejszym klimacie i bez smogu. Oscypków nie mają, za to wiele innych katalońskich przysmaków. Mają też ścieżki. Wiele dróg, szlaków i ścieżek oplatających okoliczne góry i pagórki. Nic dziwnego, że kolarze lubią Gironę.



GIRONA – KOLARSKA TRADYCJA I HISTORIA

 

O Gironie pisano już wielokrotnie. Mniej więcej od czasów Lance’a Armstronga stanowi bazę dla kilkudziesięciu prosów z całego świata. Łagodny klimat, dogodne położenie, dwa duże lotniska w okolicy oraz przede wszystkim kolarska kultura i tradycja sprawiają, że miasto można błyskawicznie polubić. W uliczkach starówki, historią sięgającej średniowiecza, trudno się nie zakochać. Nie dziwię się, że katedra Najświętszej Marii Panny występowała w Grze o Tron, podobnie jak tutejsze schody i ogrody. Nie była potrzebna żadna charakteryzacja. Nawet w miejscach o rowerowym klimacie, takich jak kawiarnia La Fabrica czy restauracja i klub Hors Categorie, wystarczy zrobić krok, by zanurzyć się w klimacie albo cofnąć o kilkaset lat. Tym razem jednak zwiedzanie i chłonięcie miasta było tylko przy okazji.

 

Girona

 

#OVERNIGHTER

 

Do bikepackingu nie trzeba mnie dwa razy namawiać, a już tym bardziej w Hiszpanii. Wypad został pomyślany jako próbka dla tych, którzy wcześniej nie mieli podobnej okazji. W sumie dla mnie na gravelu także był to pierwszy raz, bo czy Carpatia Divide na MTB może się liczyć? Jeśli ktoś wyobraża sobie bikepacking jako klasyczną jazdę z sakwami w bardzo oszczędnym stylu (konserwy z mielonką i karimata, spanie na przystankach), to wybrany przez nas wariant był bardzo odległy od tej wizji. Zaledwie 134 kilometry w dwa dni, z Girony do Olot i z powrotem. Osobie jeżdżącej regularnie trudno potraktować to jak wyzwanie, nawet jeśli wiezie ze sobą trochę bagażu. Mój zmieścił się w trzech sakwach. Zabrałem tylko drugi komplet ciuchów, ponieważ spać mieliśmy nie pod gwiazdami, a tradycyjnie pod dachem. Ok, może nie do końca tradycyjnie, ale o tym za chwilę.

 

Girona

 

Cały sprzęt, włącznie z gravelami i sakwami, dostaliśmy od organizatorów. W moim przypadku był to Niner RLT 9 RDO, wszyscy mieli takie same sakwy Ortlieba z serii Bikepacking. Powiedzmy sobie szczerze, czy taki wariant weekendowej przygody nie jest bardziej dostępny dla każdego? Zamiast dodatkowych dni urlopu po prostu weekend, w takim wariancie nawet wypad do Girony staje się możliwy. Tym bardziej, że Ryanair lata tu z wielu polskich miast. A istota jazdy z bagażem, bez względu na wybrany wariant, pozostaje przecież ta sama. Jest droga, rowery i cel. Po dwóch dniach jazdy poczułem, jak bardzo brakuje mi na co dzień takich beztroskich godzin spędzonych w siodle…

 

Girona

 

TAM…

 

Trasa została zaplanowana przez ekipę Komoota – Fiolę, Kerstin i Roba. Po spakowaniu dobytku odpaliliśmy GPS‑y ze śladami i mogliśmy wyruszyć. Pierwszy postój nastąpił po… 500 metrach. Okazało się, że w jednym ze świeżo złożonych rowerów ktoś zapomniał podłożyć bardzo istotną podkładkę pod korbę. Na szczęście błyskawicznie znalazł się drugi na wymianę, a my czekaliśmy wśród tłumów i straganów na moście Pont de Pedra w samym centrum, gdzie właśnie zaczynało się święto. Miasto, choć tak kuszące, można łatwo opuścić drogą zwaną Girona Via Verda, która po przecięciu malowniczych brzozowych lasów wpada na szlak wytyczony śladem starej linii kolejowej. Nogę rozkręcić mogliśmy jednak tylko przez chwilę, bo przeprawa brodem przez rzekę Cruce del Rio oznaczała zdjęcie butów. Było bardziej karkołomnie, niż się pierwotnie zapowiadało. Śliskie przepusty zebrały ofiary w postaci potłuczonej Kerstin i mokrych ubrań. Nawet zaplanowana przygoda musi mieć element niespodzianki, ale dobrze, że skończyło się tylko na sińcach.

 

Girona

 

PO DRODZE - Anglès

 

Prowadzeni śladem dotarliśmy do sennego Anglès, gdzie w barze Can Soldat zafundowaliśmy właścicielowi obrót roku! Choć można było odnieść wrażenie, że jest nieco zirytowany zbędnym zamieszaniem, jakbyśmy zbudzili go z poobiedniej sjesty… Po zużyciu miesięcznych zapasów kawy i lodów baru zafundowaliśmy sobie mały wyścig! Może i bikepacking to tylko turystyka, ale gdzie rowery i więcej niż dwie osoby, zawsze wcześniej czy później ktoś wpada na pomysł, by się pościgać.

 

Girona

 

Narrow‑Gauge Railway Route

 

Trasa dolinami rzek Ter, Brugent i Fluvià należy do naprawdę popularnych, ale końcówka października spowodowała, że tłoku nie było, tym samym lekkie naciągnięcie mięśni tylko trochę wydłużyło grupę. Szkoda skalnych wąwozów, które przecinaliśmy, ale nie były ostatnie tego dnia. Tereny wulkaniczne między Gironą, Salt i Olot to prawdziwy raj dla miłośników przyrody i geologii. Trasa Narrow‑Gauge Railway Route idealnie nadaje się do podziwiania. Wiele osób zaczyna jednak z Olot, wówczas większa część trasy przebiega w dół, czemu towarzyszy stale 1,5 procenta spadku (z najwyższym punktem Coll d’en Bas wznoszącym się 620 m n.p.m.). Girona wznosi się na 70 metrach. W drugą stronę dystans, a pokonaliśmy tego dnia 64 kilometry, trudno uznać za wymagający.

 

Girona

 

Nawierzchnia to w znakomitej większości granitowy tłuczeń, idealny pod koła graveli, niosący jak asfalt. Rozdzielenie trasy od dróg powoduje, że można jechać większą grupą bez niebezpieczeństwa kolizji. Finałem był dojazd do Olot, z widokiem na wulkaniczne góry regionu Garrotxa. Olot godne jest dłuższego zwiedzania, urodą może równać się z Gironą. Spaliśmy w domu, który kiedyś był apteką, a obecnie został przerobiony na apartamenty dla turystów. Wszędzie towarzyszyły nam żółte wstążki przypominające o niepodległościowych dążeniach Katalonii. O tym, że byliśmy w sercu regionu przypomniał wieczorem kelner w restauracji. Nie mówił po hiszpańsku… Z zaśnięciem nie mieliśmy żadnych problemów. Drugi dzień wycieczki zapowiadał się nie mniej ciekawie.

 

I Z POWROTEM

 

Ranek przywitał nas bezchmurnym niebem i balonami na tle wschodzącego słońca. Nie było jednak czasu na podziwianie, musieliśmy wrócić do Girony. A tego dnia trasa była zdecydowanie trudniejsza. Porzuciliśmy szlak kolejowy na rzecz klasycznych szutrów i asfaltów. Szczerze mówiąc, niektóre fragmenty powodowały, że ci, którzy mieli napędy z jedną zębatką z przodu, musieli się nieźle spocić, nawet jeśli udawali, że to czysta turystyka. 1000 metrów w pionie rozciągniętych na ponad 80 kilometrach oznaczało dla odmiany kawałki prostych i kolejne „stopnie” jadowicie kłujące mięśnie kwasem mlekowym. W nagrodę mieliśmy m.in. zjazd do Banyoles ze słynnej przełęczy Rocacorba i wcześniej jeszcze dłuższy po serii agrafek do Mieres.

 

Girona

 

SPEED BIKEPACKING

 

Okazało się, że odpowiednio zapakowane rowery doskonale sprawdzają się także w „speed bikepackingu”, jak nazwaliśmy tę nową dyscyplinę kolarstwa, odpoczywając na obowiązkowej kawie w Sant Pere koło Mieres. Wariant powrotny był jednak zdecydowanie trudniejszy, głównie ze względu na stromiznę podjazdów. Jedna z koleżanek miała możliwość sprawdzenia przy tym elektrycznego gravela Cairn (marka należąca do Hunta, producenta kół) w ten sposób, że na trudniejszych odcinkach włączała wspomaganie, na pozostałych korzystając z siły mięśni. Dzięki temu przejechała całe dwa dni mimo niewielkiego stażu treningowego.

 

Girona

 

Banyoles

 

Obiad i dłuższy odpoczynek w Banyoles, nad jeziorem Estany de Banyoles kłującym przybyszów z północy turkusowym kolorem, wszyscy powitali z radością. Koniec października? „Lżejsze podajcie nam stroje”! Do jazdy na krótko człowiek przyzwyczaja się błyskawicznie… W naszej strefie klimatycznej pozostaje ona niestety przeżyciem niedostępnym przez wiele miesięcy. A to jeszcze jeden argument za tym, żeby odwiedzić Katalonię w mniej oczywistej porze niż wakacyjna, gdy może być nie tylko zbyt gorąco, ale i tłoczno.

 

Girona

 

Z Banyoles zostało nam już tylko dwadzieścia kilometrów, ale też najciekawsze szutrowe fragmenty. Drobne szlify na zjazdach zatrzymały ekipę tylko na chwilę. Końcówkę pokonaliśmy idealnymi asfaltami, a następnie ścieżkami rowerowymi, zgrabnie przebijając się przez wieczorny, gęstniejący tłok. Lokalna impreza rozkręciła się już w najlepsze. Wspinaczkę do hotelu odbyliśmy w ostatnich promieniach zachodzącego słońca… Z przygodami, bo z przygodami, ale wszyscy szczęśliwie dotarli do mety.

 

Girona

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE

 

Girona

 

TRASA

Kompletną trasę do powtórzenia, wraz z mapami, znajdziecie pod linkiem:
https://www.komoot.de/collection/896384/‑komoot‑x‑bca‑go‑further‑ride‑completed‑collection.

 

Girona

 

Na łamach BIKE publikowaliśmy artykuł poświęcony planowaniu wypadów z użyciem aplikacji Komoot, która nadaje się do tego idealnie. Sieć tras rowerowych po śladach dawnych szlaków kolejowych obejmuje w Katalonii 140 km (Vies verdes Girona), ale można ją wydłużyć, robiąc pętlę przez Francję. Szlak prowadzi wtedy przez 353 km (Pirinexus), viesverdes.cat/en/

 

ROWER

 

Przez kilka dni w Gironie testowałem Ninera RLT 9 RDO w wersji 2020, gravela, który swobodnie może startować w wyścigach, ale też służyć jako podstawa roweru wyprawowego. Lekka, karbonowa rama dysponuje zestawem mocowań do wszelkich możliwych akcesoriów. Model w wersji z napędem Shimano GRX 400 kosztuje 13 599 zł. Sprzęt sprawdził się w 100%, zarówno z obciążeniem, jak i bez niego.

 

 

Girona

 

RESTAURACJE

GIRONA

 

La Fabrica Girona - Rowerowa kawiarnia położona w centrum starego miasta, niedaleko słynnej katedry, Carrer de la Llebre, 3, 17004 Girona, lafabricagirona.com

 

Hors Categorie

 

Rowerowa restauracja i klub, także centrum kolarskiego życia z ciekawą ekspozycją kultowego sprzętu i smacznym lokalnym jedzenie - horscategoriegirona.cc

 

Les Planes D’Hostoles, La Carpa d’Adaart Cafe

 

Kawiarnia i restauracja z regionalną kuchnią na trasie Girona – Olot, Passeig Estacio, 1, 17172 Les Planes d’Hostoles

 

OLOT

 

El Jardinet de Sant Esteve - Apartamenty z patio i jacuzzi, Carrer Sant Esteve, 17, 17800 Olot - eljardinetdesantesteve.com

 

BANJOLES

 

La Pesquera - Restauracja położona tuż nad jeziorem w Banyoles, Passeig Darder, 44, 17820 Banyoles Vies Verdes

 

Przeczytaj również:

 

Reportaż - velomania

Cyklogravel Krokowa

Elektryczny gravel Giant Revolt E+ Pro

Test: Koszulki kolarskie na każdą pogodę

Komentarze do artykułu