REPORTAŻ: COLUMBUS – OKRĄGŁA RZECZ

Columbus obchodzi 100 urodziny. Chyba żadne inne logo nie uszlachetniało tak stalowych ram, jak biały gołąb na czerwonym tle. Nawet dziś, w dobie włókna węglowego, chociaż już nie tak duże, ale wciąż tradycyjne mediolańskie przedsiębiorstwo pozostaje wierne stali.



COLUMBUS – GOŁĄB O SERCU HIPISA

 

Jego biuro jest przepastne, inaczej nie pomieściłoby ogromu wspomnień w postaci nagromadzonych tu rzeczy. Oryginalne, wielkoformatowe grafiki w intensywnych kolorach, rower do jazdy na czas, który został dopieszczony stylistycznie przez artystę Keitha Haringa, tuziny oprawnych w ramę fotografii prominentów ze świata sportu i rocka. Niemal 70‑letni, siwowłosy i nonszalancki Antonio Colombo od 40 lat nazywany jest Mr. Columbus. Biały gołąb na tle czerwonej elipsy mógłby uchodzić za herb rodowy. „Byłem kiedyś hipisem, lewicującym synem przedsiębiorcy, który nigdy nie chciał zostać kapitalistycznym szefem” – mówi Colombo, po czym przerywa i oddaje się wspomnieniom, a po chwili jego zamyśloną twarz rozświetla lekko ironiczny uśmiech. Uśmiech, który mógłby oznaczać, że było już tak cholernie blisko.

 

Columbus

Paolo Erzegovesi, dyrektor generalny i naczelny inżynier, bacznie śledzi rozwój branży materiałowej.

 

SZTUKA WOLNOŚCI

 

Mediolańska familia Colombo (po polsku Gołąb) od 100 lat produkuje stalowe rury. Po I Wojnie Światowej Angelo Luigi Colombo, założyciel firmy, rozwinął małą manufakturę, która znakomicie wpisała się w ówczesny nowy początek i techniczną euforię przełomu, jakim było zastosowanie cienkościennych rur stalowych wysokiej jakości. Rurki Columbusa zdobiły krzesła w stylu Bauhaus oraz znajdowały zastosowanie w racjonalizatorskim wzornictwie włoskich mebli. Poza tym usztywniano nimi konstrukcje lekkich hydroplanów oraz samochodów wyścigowych, a rowery zyskiwały dzięki nim nową dynamikę. Niemalże przez 60 lat Angelo Luigi, patriarcha rodu, kierował przedsiębiorstwem, zanim pod koniec 1970 roku jego najmłodszy syn Antonio Colombo przejął dział budowy ram rowerowych.

 

Columbus

Antonio Colombo, szef firmy, nosi sygnety z logo swoich marek – Columbus i Cinelli. Ściany jego biura zdobią wielkoformatowe, oryginalne dzieła sztuki nowoczesnej.

 

Angelo Luigi cieszył się już w tym czasie estymą przedsiębiorcy na tyle ważnego, że członkowie jego rodziny, w obawie przed atakami i w celu ochrony przed uprowadzeniem ze strony organizacji terrorystycznej „Czerwone Brygady”, każdorazowo przemieszczali się innymi drogami. „Już wtedy interesowałem się sztuką” – mówi Antonio Colombo, który oprócz marek Cinelli i Columbus ma własną galerię sztuki w centrum Mediolanu. „Sztuka to maksymalna wolność. Synonimem szczęścia i wolności jest także rower”.

 

MIT WŁOSKIEGO KOLARZA

 

Wraz z oddzieleniem się od firmy matki marka Columbus pracowała na własną legendę. Listę sław, które jeździły na stalowych ramach Columbus, albo tych, którzy w oparciu o ich rurki budowali ramy, czyta się niczym książkę telefoniczną: Coppi, Merckx, Moser, Lemond, Hinault… I tak dalej. Kolejni bohaterowie wsiadali na rowery, budując mityczny świat włoskiego kolarstwa szosowego. W tamtych czasach mała naklejka widniejąca na ramie, ta od Vitusa, Reynoldsa, Tange czy z biało‑czerwonym logo gołębia, nie tylko informowała o rodzaju zastosowanych rurek, ale stanowiła główne kryterium zakupowe. Columbus był potentatem w budowie ram wysokiej jakości. Na początku lat 90. dostarczał blisko 800 000 zestawów rur. Obie marki Colombo – Cinelli oraz 3T – zdominowały wówczas dwie trzecie rynku kierownic i wsporników. Później jednak ze Stanów Zjednoczonych dotarł nowy trend i nastała era rowerów górskich. Nastąpił szybki przeskok na aluminium, a później zwrot w stronę karbonu…

 

Columbus

Wystarczy rzucić okiem na halę produkcyjną, automatyzacji brak.

 

ZBYT DŁUGA SIESTA

 

…Włosi przespali ten moment, a główne centra rozwoju i produkcji przeniosły się w inne rejony świata. Szukając dziś firmy Columbus w przemysłowym regionie Caleppio di Settala pod Mediolanem, będziemy zdani na nawigację. Nie przywita nas bowiem metrowy, neonowy gołąb górujący nad bezkresnymi halami produkcyjnymi. A marka 3T została już dawno sprzedana. Prace w Columbusie i Cinelli odbywają się za uchyloną, przesuwną bramą w dwóch pozbawionych blasku przemysłowych halach.

 

STAL WCIĄŻ JEST CIEKAWA

 

Paolo Erzegovesi, inżynier metalurgii i dyrektor generalny obu firm, analizuje realia: „Karbon jest bez wątpienia świetnym materiałem, ale nie nadaje się do wszystkiego i nie jest wieczny” – mówi. Aluminium z kolei nie zapewnia takich właściwości podczas jazdy, jakie powinien mieć rower szosowy. Niższa waga tytanu względem wysokiej jakości stali nie jest na tyle znacząca, żeby zrekompensować nakład pracy. „Stal to bezwzględnie nowoczesny materiał!” – mówi Paolo.

 

Columbus

Stalowe rury zyskują zaawansowane kształty. Krok po korku powstają rury stożkowe, jak również trójkątne lub czterokątne profile.

 

OCZY SZEROKO OTWARTE

 

Dzisiejsi klienci Columbusa to konstruktorzy ram oraz małe marki, dla których Erzegovesi optymalizuje różne gatunki stali: „Tutaj chodzi nie tylko o najlepszą metalurgiczną jakość w laboratorium, liczy się też najlepszy możliwy wynik po procesie obróbki”. I chodzi o cały proces. „Współpracujące firmy nie mają na przykład możliwości przeprowadzenia procesów obróbki cieplnej. Dlatego to my dopasowujemy dla nich stopy stali” – wyjaśnia Erzegovesi. To optymalizacja subtelnych detali. Jako inżynier z powołania bardzo dokładnie śledzi dokonania światowego rynku w zakresie rozwoju materiałów. „Chętnie sprawdziłbym ten materiał, z którego Thyssen wykonał i zaprezentował na targach swoją stalową ramę” – mówi. „Domyślam się, co oni tam zrobili i prawdopodobnie duzi producenci mogliby ten proces reprodukować. Stal jest niezmiennie ciekawa. Albo takie łączenie materiałów (matrix), stali z innymi surowcami. Jak tylko okaże się, że będzie to użyteczne w procesie budowy ram, przyjrzymy się temu bardzo dokładnie!”

 

INNE CZASY, INNE WYMAGANIA RYNKU

 

Dzisiejsza sprzedaż Columbusa, ale i jego dawnych konkurentów, znacząco odbiega od tej z czasów prosperity. Dokładne liczby dotyczące obrotów firmy nie są upubliczniane. Rynek manufaktur i konstruktorów ram nie jest jednak ogromny. Norbert Koehn kieruje niemieckim zakładem, a z jego magazynu do klientów wyjeżdża około 250 zestawów Columbusa rocznie, w cenach od 120 do ponad 500 euro. Dodatkowo zmieniły się upodobania odbiorców. „Wcześniej twórcy ram specjalizowali się w gatunkach rur. To było bardzo ważne, czyje rury były stosowane. Dedacciai, Vitus, Reynolds czy Columbus. Dziś tego już nie ma, dziś konkurują ze sobą inaczej. Chodzi bardziej o artystyczne i rękodzielnicze detale. Zainteresowanie kompletnymi zestawami rur należy raczej do rzadkości. Twórcy ram kupują poszczególne rury pod specyficzne projekty” – mówi Koehn. Także producenci przeobrazili się w krawców szyjących na miarę.

 

Columbus

Obecnie Columbus produkuje dziewięć różnych zestawów rur z czterech stopów.

 

NOWOCZEŚNIE…

 

Przy liczbie personelu na poziomie średniego sklepu rowerowego światowa marka Columbus produkuje rury ze specjalnych odmian stali, które umożliwiają uzyskanie grubości ścianek poniżej 0,35 mm. Wiele z nich formuje się pod specjalne zamówienia klientów, a rozmiar rur dalece odbiega od standardów, których przestrzegania wymagało kiedyś stosowanie muf. Zestawy rur najlepszej jakości składają się częściowo ze stali nierdzewnej i stożkowych rur sterowych, które umożliwiają montaż nowoczesnych 1,5’’ widelców z włókna węglowego. „Dziś produkujemy rury, których nie dałoby się wykonać ze stopów stali z lat 90.” – mówi naczelny inżynier Paolo Erzegovesi. A przy tym wszystkim manufaktura sprawia wrażenie, jakby ktoś lub coś wyjęło i przeniosło ją z poprzedniej epoki.

 

…ALE Z BAGAŻEM DOŚWIADCZEŃ

 

Pół tuzina posiwiałych, doświadczonych pracowników zmienia ułożenie stalowych elementów, kursując między różnymi maszynami. Rury, które początkowo są równie „piękne” jak te z marketu budowlanego, krok po kroku stają się błyszczącymi, szlachetnymi stalowymi delikatesami. Chwyta się je około tuzin razy i po obróbce wędrują z jednego kilkudziesięcioletniego wózeczka na inny, który wiezie je w kolejne miejsce. Tym razem sprawdzana jest średnica zewnętrzna oraz grubość ścianki. I dalej. Wzmocnienie na końcu z przodu, wzmocnienie na końcu z tyłu. I dalej. Owalizacja, rozpęczanie, gięcie. Każda rura łańcuchowa to artystyczne rzemiosło. Jeden z pracowników sprawdza, czy okrągła rura jest idealnie prosta i roluje ją po powierzchni. A jeśli to konieczne, poprawia ręcznie. Jakakolwiek głębsza rysa, każdy rowek mogłyby zniszczyć późniejszą ramę. A w firmie Columbus znają się na stali.

 

Columbus

Każda rura podsiodłowa formowana jest z wielkim wyczuciem.

 

Fakt, że doskonała, konfekcjonowana stalowa rura na przestrzeni wieku, kiedy rower ewoluował, przeszła drogę rozwoju od materiału awangardowego po mainstreamowy, a obecnie znów stała się produktem tak niszowym jak płyta winylowa, nie robi specjalnego wrażenia na głównodowodzącym Antonio Colombo. Cała ta technologiczna pogoń za wagą niższą o kolejne kilka gramów to nie jego bajka. „W sporcie liczy się czynnik ludzki. Aspekt wizualny może cię uszczęśliwić bardziej niż techniczny. Kto na przykład potrzebuje trzech otworów w mufie rowerowej ramy? Nikt! A jednak ten detal może poruszyć twoje poczucie estetyki i sprawić, że będziesz szczęśliwszy. Bez tej duszy wzornictwa, historii i pasji kolarstwo sportowe staje się tylko czysto pragmatyczną, finansową sprawą. A wtedy traci ten czynnik ludzki, tę magię”. A jego twarz znów zdobi mądry, lekko ironiczny uśmiech.

 

Dowiedz się więcej na: www.columbustubi.com

 

Preczytaj również:

 

Tourne po Italii

 

Komentarze do artykułu