TOURNÉE PO ITALII

Ostatnie trzy dekady trudno nazwać dobrym okresem w historii włoskich producentów rowerowych. W tym czasie zniknęło wiele tradycyjnych marek. Ale fortuna kołem się toczy i dziś kilka firm ma się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Odwiedziliśmy pięciu producentów i każdorazowo testowaliśmy jeden z flagowych modeli rowerów. Gościliśmy też u legendarnego producenta rur w firmie Columbus.



WŁOCHY - KULT KOLARSTWA

 

Fakt, że Włochy to kraj kulturowo mocno związany z kolarstwem, widać szczególnie dobrze w Villorba w Veneto. W tej gminie na peryferiach Treviso siedzibę ma Pinarello, marka, która dopiero ubiegłej wiosny tuż obok fabrycznej hali otworzyła swój duży showroom. Aktualne modele zyskały więc miejsce, w którym można je godnie prezentować. Ale to jeszcze nie wszystko, co was tam czeka. Zapoznacie się również z historią sukcesu tej marki. Wysoką na dwa piętra ścianę chwały zdobią koszulki kolarskie ze wszystkich znaczących wyścigów, w których zawodnicy triumfowali na rowerach Pinarello, np. 15 zwycięstw w Tour de France od 1988, poza tym sukcesów podczas Giro d’Italia i hiszpańskich klasyków. Dodatkowo na ścianach foyer prezentowane są najważniejsze w historii firmy rowery. Pośród nich dwa oryginalne egzemplarze najmłodszego zwycięzcy Touru Egana Bernala oraz rower czterokrotnego zwycięzcy TdF Chrisa Froome’a.

 

Włochy - Tour po Italii

Rower szosowy stanowi tu obiekt kultu, a przemierzając tę świątynię, można odnieść wrażenie, że we Włoszech, a już na pewno w Pinarello, rodzą się najwspanialsze rowery świata.

 

PINARELLO

 

Paul Pinarello wita się, kuśtykając w naszym kierunku. 56‑latek przeszedł niedawno operację bioder, a mimo to tryska humorem. Dobry nastrój wynika zapewne z nieprzerwanej serii zwycięstw zawodników na jego rowerach, ale nie tylko… „Rynek rowerów szosowych rozwija się. W poprzednim roku sprzedaliśmy prawie 28 000 rowerów i ram. Ponad 10 000 z nich stanowiły topowe modele serii Dogma F10 i F12” – mówi z nieukrywaną dumą. Na przełomie wieków wydawało się to mało prawdopodobne, że Pinarello stanie się w wielu krajach przodującym sprzedawcą rowerów szosowych. Przez chybioną politykę modelową, niepowodzenie drugiej marki Opera oraz przywiązanie do produkcji ram we Włoszech firma popadła w tarapaty. Ale w ostatnim momencie, bo w roku 2007, całą produkcję swoich ram Pinarello przeniosło do Chin. I od tej chwili wszystko idzie ku lepszemu.

 

Włochy - Tour po Italii

Szef firmy Fausto Pinarello z dumą prezentuje zwycięski rower Tour 2019.

 

BARWNY SYMBOL STATUSU

 

Gdy odwiedzaliśmy nowoczesną lakiernię, na upragnione logo marki i barwne jak papuzie pióra malowanie czekało blisko 2000 wciąż surowych ram z włókna węglowego. Za gotowe rowery tej marki pasjonaci sportowego kolarstwa z całego świata płacą sumy, które wielu wydadzą się niedorzeczne. Ale Pinarello sprzedaje dziś więcej w Azji niż w Europie. Także w Brazylii i Kolumbii klienci szaleją za rowerami owianymi zwycięską chwałą. A warto wiedzieć, że kolarstwo szosowe w tych krajach uchodzi za sport dla klas wyższych, dla których wyścigowa szosa Pinarello za 51 600 złotych, jest nie tylko narzędziem do jego uprawiania, ale przede wszystkim stanowi symbol statusu społecznego. Nie dziwi zatem, że od 1997 roku 80% udziałów w Pinarello ma L Catterton. Ten amerykański inwestor połączony jest z koncernem dóbr luksusowych LVMH, do którego zaliczają się takie marki, jak Louis Vuitton czy Moët & Chandon.

 

Włochy - Tour po Italii

To tu nagie ramy karbonowe przeobrażają się w barwne symbole statusu

 

UPADEK WŁOSKIEGO RZEMIOSŁA

 

Wiele innych włoskich firm z branży rowerowej nie znalazło się jednak na drodze sukcesu, którą konsekwentnie podąża Pinarello. Aż do lat 90. Włochy były uznanym na arenie międzynarodowej krajem budującym rowery szosowe. Setki kuźni, w których powstawały ramy oraz kwitnący przemysł komponentów zaopatrywały cały świat we wszystko, czego pożądały serca i umysły ówczesnych kolarzy. „Problemy zaczęły się w momencie, gdy duże marki MTB weszły na rynek rowerów szosowych” – Claudio Salomoni przypomina sobie czasy, w których włoski model biznesowy zaczął się załamywać. 56‑letni Salomoni jest menadżerem produktu marki Wilier Triestina z Rossano Veneto. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Dlatego Wilier, jak i Pinarello, z kryzysu wyszło obronną ręką. „W technologii obróbki stali włoscy konstruktorzy ram nie mieli sobie równych. Pracy z aluminium mogli się jeszcze nauczyć. Ale na ramy z karbonu nie byli gotowi” – podsumowuje branżowe dylematy tamtych czasów Salomoni.

 

Włochy - Tour po Italii

W tym autoklawie, gazoszczelnym zbiorniku, utwardza się dyspersyjnie gotowe ramy.

 

Fakt, że Wilier Triestina odnosi sukcesy eksportowe i zalicza się dziś do największych graczy na wciąż dużym, włoskim rynku rowerów szosowych, można wyjaśnić procesem udanej restrukturyzacji jeszcze przed przełomem wieków. Modernizacja uwolniła markę od stereotypu klasycznego włoskiego zakładu budującego ramy.

 

KOPIA POD PRESJĄ ULTIMATUM

 

Już w późnych latach 90. ówczesny szef firmy Lino Gastaldello przekazał stery w ręce synów. Andrea, Michele i Enrico nie bali się rynkowych zmian, nie traktowali ich jak zagrożenia, tylko widzieli wyzwanie. „Już wtedy zrozumieliśmy, że ramy karbonowe będą przyszłością w świecie rowerów wyścigowych” – mówi Andrea Gastaldello, 41‑latek, który odpowiada za firmowe finanse i marketing. Początki w biznesie włókna węglowego były jednak trudne. A pierwsza, wyprodukowana jeszcze we Włoszech, karbonowa rama Wiliera z 2002 roku nie spełniała wymagań jakościowych. W 2003 roku firma wyposażała profesjonalny niemiecki team Gerolsteiner jeszcze w rowery aluminiowe. Hans‑Michael Holczer, szef Gerolsteinera, nie był jednak zadowolony. „Holczer domagał się ramy karbonowej, takiej, jaką w modelu CR1 zbudował dla nich Scott. Zagroził, że w innym wypadku na 2004 rok poszuka nowego dostawcy” – przypomina sobie Gastaldello.

 

Włochy - Tour po Italii

 

CR1 Scotta była wówczas pierwszą ramą na rynku, która ważyła poniżej 1000 gramów. To był technologiczny przełom. Pod presją ultimatum bracia Gastaldello zaczęli gorączkowo poszukiwać producenta, który mógłby zbudować dla nich podobną ramę. I znaleźli go w Chinach. Już pół roku po rozmowie kolarze Holczera otrzymali swoje pierwsze karbonowe ramy Le Roi. „W tamtym czasie mniej lub bardziej kopiowaliśmy CR1. Wtedy nie było innej możliwości” – przyznaje dziś Gastaldello.

 

MODEL INNY NIŻ WSZYSTKIE

 

Mówi też, że tamten epizod był momentem kluczowym w historii firmy. W gruncie rzeczy dzisiejszy model działania marki Wilier nie różni się znacząco od wielu innych międzynarodowych konkurentów. Ramy konstruowane są we Włoszech, a następnie produkowane w Azji. Malowanie oraz montaż odbywa się znów w kraju Dantego. Ale Wilier od dawna nie chodzi już na skróty, tak jak zrobił to w przypadku ramy Le Roi.  W wyniku współpracy z zewnętrznymi podmiotami zajmującymi się wzornictwem przemysłowym powstały w ostatnich latach niezależne modele, jak np. endurance Cento10NDR czy model aero Cento1Pro, które zyskują dobre oceny w testach TOUR i szerokie grono odbiorców. Szczególnym osiągnięciem Wiliera jest wprowadzenie na rynek w 2017 roku jednej z pierwszych elektrycznych szosówek Cento1Hy oraz sprzedaż 2500 sztuk w minionym roku.

 

Włochy - Tour po Italii

Michele, Andrea i Enrico Gastaldello (od lewej) zmodernizowali przedsiębiorstwo.

 

POWRÓT DO KORZENI

 

Niespełna 15 km w linii prostej od Rossano Veneto osiedlił się kolejny producent rowerów szosowych, dla którego ostanie lata nie były jednak tak pomyślne, jak dla Pinarello i Wiliera. Officina Battaglin znajduje się w świeżo odrestaurowanym dworku na obrzeżach miejscowości Marostica. W obecnej postaci firma powstała w 2014 roku, ale historia Battaglin rozpoczęła się znacznie wcześniej, bo już w 1981. Założyciel Giovanni Battaglin wygrał Giro d’Italia oraz wyścig dookoła Hiszpanii, po czym zrobił to, czego w ówczesnych czasach próbowało wielu profesjonalnych i odnoszących sukcesy zawodników, założył zakład produkujący ramy rowerowe. Od samego początku wszystko szło doskonale. A już szczególnie dobrze było po tym, jak w trakcie jednego sezonu w pamiętnym 1987 roku Irlandczyk Stephen Roche na rowerze ze stajni Battaglin zwyciężył w Tour de France, Giro oraz w Szosowych Mistrzostwach Świata. W tym czasie malutką fabrykę w Marostica opuszczało do 20 000 ram i rowerów rocznie.

 

Włochy - Tour po Italii

Officina Battaglin wierzy w klasyczne rękodzieło. Założyciel firmy Giovanni Battaglin i jego syn Alessandro (drugi i trzeci od prawej) patrzą w przyszłość z optymizmem.

 

ODRODZENIE BEZ KOMPROMISÓW

 

W 1990 roku interes szedł jednak coraz gorzej. Produkcja ram została wstrzymana w 2002 roku, a w 2013 nadszedł definitywny koniec. Rok później firma powróciła do korzeni i zaczęła na nowo pod nazwą Officina Battaglin. „Dla takiej małej firmy jak nasza konkurencja z markami pokroju Canyona jest dziś niemożliwa. Ale w niszy ram stalowych mamy za to całkiem spore szanse” – mówi Alessandro Battaglin, syn założyciela i obecny szef firmy. Ekskluzywne i bezkompromisowe stalowe ramy oferowane są w sprzedaży bezpośredniej z pominięciem dystrybutorów. Lśniące chromem, grawerowane, w kosztownym malowaniu, szlachetne modele to kolekcjonerskie perły przyszłych klientów.

 

Włochy - Tour po Italii

 

To produkty dla ludzi, którym rękodzieło wydaje się cenniejsze niż seryjna wyścigówka z karbonu. Bo ta, choćby nie wiadomo jak nowoczesna, w kolejnych sezonach stanie się przeżytkiem. A ponieważ koszt stalowej precyzji zaczyna się od 8000 złotych, a przedsiębiorstwo zatrudnia tylko trzech współpracowników, produkcja na poziomie 100 ram w roku w zupełności wystarcza, aby związać koniec z końcem. Aczkolwiek Alessandro Battaglin nie miałby nic przeciwko, gdyby ta liczba w przyszłości nieco wzrosła.

 

Włochy - Tour po Italii

Officina Battaglin znana jest z wyjątkowego wykończenia cromavelato, na naszej stronie zobaczcie prezentację modelu Marosticana SLX

 

EXEPT NA WYMIAR

 

Tak więc powrót do korzeni, budowa ram ze stali i wykorzystanie rynkowej niszy? To także może być jedna z dróg zagwarantowania sobie świetlanej przyszłości. Alessandro Giusto widzi jeszcze inną możliwość. 33‑letni inżynier jest jednym z trzech założycieli startupu Exept. Giusto śmiało mówi o celach: „Nasze ramy mają być punktem odniesienia i wzorem tego, co można osiągnąć, budując ramy z włókna węglowego”. Idea przedsiębiorstwa bazuje na projekcie jednego z partnerów biznesowych Giusto, Alessio Rebagliati. Rozwinął on i opatentował technologię, dzięki której można produkować ramy monocoque na dokładny wymiar. Formy do produkcji składają się z modułów, które można dowolnie zestawiać, co z kolei pozwala na indywidualne ustalanie długości poszczególnych rur i kątów. Ten sposób budowy ramy jest jednak niedorzecznie pracochłonny. Już sam schemat okolic suportu obejmuje siedem stron, na których bardzo dokładnie przedstawiono, w jaki sposób należy rozmieszczać warstwy włókna węglowego.

 

Włochy - Tour po Italii

 

PO ZNAJOMOŚCI, Z MIŁOŚCI DO PROJEKTU

 

Ramy dla Exepta wytwarza ciesząca się renomą firma Compositex z Vicenzy. Do grona jej klientów należą także znane firmy z branży automotive, lotniczej i sportów motorowych. Zamknięte formy z ramami trafiają do gazoszczelnego zbiornika ciśnieniowego, tzw. autoklawu, gdzie podlegają utwardzaniu dyspersyjnemu. Na dobrą sprawę ta technologia produkcji w przypadku ram rowerowych jest stanowczo za droga. Luca Bernadotto, szef firmy Compositex, jest jednak wielkim zwolennikiem projektu Exept i wystawia im takie rachunki, które umożliwiają jeszcze utrzymanie cen rynkowych. Trzy lata, dokładnie taki czas dają sobie Giusto, Rebagliati oraz ich niemiecki partner Wolfgang Turainsky, zanim ich firma stanie się rentowna. Najważniejszym w tej chwili zadaniem jest stworzenie struktur firmowych, w których dystrybutorzy, z którymi Exept będzie współpracował, muszą być przeszkolonymi bikefitterami.

 

Włochy - Tour po Italii

Możliwość dowolnego łączenia modułów pozwala na produkcję ram karbonowych w technologii monocoque na wymiar.

 

Jakość produkcji Compositex robi wrażenie. A mimo tego firma wciąż nie potwierdza, że opcja budowania ram karbonowych w Europie może stanowić konkurencję dla azjatyckich producentów. Obecnie Bernadotto pracuje dodatkowo dla dwóch małych firm z branży rowerowej. Jeszcze dwa lata temu do jego klientów należał inny producent rowerów szosowych, firma Basso. Współpraca zakończyła się, ponieważ Basso odniósł ogromny sukces, a Bernadotto nie był w stanie produkować większej liczby ram.

 

NOWA EKSTRAWAGANCJA

 

Basso to już ostatni producent, którego odwiedzamy podczas naszego włoskiego tournée. Minione lata należą do najlepszych w całej 42‑letniej historii tej rodzinnej firmy z San Zenone degli Ezzelini. Przez długi czas Basso kierowało swoje produkty praktycznie tylko na rynek niemiecki. Marka odnosiła sukcesy przede wszystkim za sprawą zażyłych relacji z dystrybutorami. Ostatecznie firma znacząco rozszerzyła obszar zainteresowań. Od niedawna za los przedsiębiorstwa odpowiada Alessandro Basso, syn Alcide, założyciela. Ale już od momentu pojawienia się w firmie przed pięcioma laty zapoczątkował on projekt, którego skutki są nie do przecenienia. Dzięki intensywnej działalności marketingowej, m.in. reprezentatywny showroom i światowa sieć ambasadorów, firma jest dziś obecna i rozpoznawalna bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. To jednak przede wszystkim dzięki ekstrawaganckiemu wzornictwu modeli, takich jak Diamante SV czy gravel Palta, marka zyskała na zainteresowaniu.

 

Włochy - Tour po Italii

 

Wraz z sukcesem ujawnił się też pewien problem. Basso musi znaleźć teraz nowe sposoby na produkcję ram. Po zakończonej współpracy z Compositex produkcja została na razie rozdzielona między trzy zakłady w północnych Włoszech. Jednocześnie Basso buduje we wschodniej Europie własną fabrykę ram z włókna węglowego. Inwestycja wymaga czasu i wiąże się z ogromnymi wydatkami. Alessandro Basso wierzy jednak, że fabryka powstanie do 2021 roku i będzie można produkować w niej wszystkie modele. „Musimy odróżnić się od innych firm. Zlecając wykonanie ram w Chinach, jesteśmy jak cała reszta. To, co nas odróżnia, to fakt, że sami kontrolujemy produkcję naszych ram” – mówi 28‑latek. Wyczerpująca i ryzykowna droga. Ale jasno określona tożsamość oraz oryginalność rowerów szosowych mogą w dzisiejszych czasach okazać się nie mniej ważne niż dobre oceny w testach.

 

Zobacz testy rowerów odwiedzonych przez nas włoskich prodcentów:

 

Wilier Zero SLR

Exept Allroad Classic

Basso Venta Ultegra Disc

Pinarello Dogma F12 Disc

Officina Battaglin Portofino Premium

 

Komentarze do artykułu