Emonda

REPORTAŻ: LOCA BIKES – ROWER DO MIASTA

Pomysły na artykuły rodzą się czasami w bólu. Innym razem powstają niespodziewanie, trochę na zasadzie „Piosenka musi posiadać treść” Kasi Nosowskiej. Do numeru jesiennego pasował mi tekst o rowerach miejskich. I pomyślałem o Loca Bikes. Przypadek? Nie sądzę!



W ŚRODKU SEZONU

 

Borek, jedna z wrocławskich dzielnic. Z jednej strony straszy willami w remoncie, z drugiej kusi pobliską Górką Skarbowców, kultową miejscówką lokalnego MTB. Loca Bikes mieści się w kilku pomieszczeniach w jednym z wielu budynków o wszelkim możliwym ubarwieniu. Właściwie raczej się nie mieści, bo ze względu na piękną wrześniową pogodę składanie nowego roweru odbywa się na zewnątrz, niemal na trawniku. Nie dziwię się, szkoda późnoletniego słońca. To jednak ostatnie tygodnie na Sokolej 15. Ekipa przeniesie się do nowej siedziby. Rower składa Szymon Kulik, którego kojarzę ze zdjęć. Ilu może być w jednym mieście ludzi o irlandzkim typie urody, pokrytych tatuażami i jeżdżących na ostrym kole?

 

 

 

Tym razem składa gravela, bijącego po oczach różowością logo odciętego od morskiej zieleni ramy. Trudno od niego oderwać wzrok. W drzwiach wita mnie Aleksander Zemke, założyciel firmy, zanurzamy się w jej czeluściach. Testówki wiszą tuż za drzwiami, do wyboru są różne rozmiary i modele. Warsztat po prawej tymczasowo zamieniono na studio fotograficzne (swoją drogą, na stronę locabikes.pl warto zajrzeć choćby ze względu na jakość zdjęć, w szczególności polecam Lookbook!). Aleks prowadzi mnie do swojego pokoju, zastawionego do granic możliwości. Ramy wiszą na ścianie, kolejna leży na kanapie, koła i jeszcze więcej części. Sezon nadal trwa, zamówienia spływają, przenosiny „byłyby logistycznie niewykonalne, bo blokują cię na dwa miesiące” – mówi Aleks. Udaje nam się usiąść i porozmawiać. W nowym miejscu planowany jest m.in. sklep i show room, gdzie ludzie będą mogli przyjść i zobaczyć rowery, przejechać się na nich. W chwili obecnej rowery robione są na zamówienie i praktycznie natychmiast wyjeżdżają, więc trudno się do nich przymierzyć. Plan jest taki, że dostępne będą rowery każdego typu.

 

 

Z IT W ROWERY

 

TOUR: Wszystko zaczęło się od ostrych kół...

 

Aleksander Zemke: Tak, zaczęło się od ostrych kół i singlespeedów, ale obecnie sprzedajemy ich najmniej, może 15% łącznej sprzedaży.  Oferujemy rowery, które wywodzą się z singlespeedów, ale mają piastę wielobiegową, szerszy rozstaw kół, więc wchodzi pełen błotnik i opona 38, 48 mm. Proponujemy je w wersji damskiej i męskiej. Mamy też commutery singlespeed, czyli sprzęt dla osób, które poszukują sprzętu bezobsługowego, w którym nie bardzo ma się co zepsuć. Można też wybrać piastę wielobiegową.

 

Loca Bikes

 

Jak powstają rowery?

 

Wchodzi się na naszą stronę i używa konfiguratora. Klika poszczególne komponenty i wybiera opcje. Pasek w bezobsługowych rowerach to właśnie taka opcja. Odpowiednio zmienia się też cena. Mieliśmy strasznie dużo pytań o ten pasek.

 

Według ciebie z czego to wynika? Chodzi głównie o bezobsługowość?

 

Wydaje mi się, że tak. Pasek wymienia się duża rzadziej niż łańcuch. Stosujemy napęd i pasek Gatesa. Jest to propozycja dla osób, które myślą o rowerze, w którym niewiele trzeba zmieniać. Wydaje mi się, że w Polsce jest to nisza. My w ogóle jesteśmy niszową firmą. Jeśli sprzedamy trzydzieści rowerów na pasek, to jest ok.

 

Myślisz w ogóle o przyszłości w skali międzynarodowej, czy raczej chcesz działać lokalnie? Jaka była geneza firmy? Przyznam, że zetknąłem się z nią po raz pierwszy dwa lata temu na targach w Warszawie.

 

Loca Bikes

 

Mieszkałem w Niemczech prawie 10 lat i gdy zakładałem firmę w 2016 roku, chciałem uderzyć głównie na niemiecki rynek. Wcześniej pracowałem w branży informatycznej, głównie w Niemczech. Rowery to moja pasja. Gdy pracuje się w IT, szuka się innych, namacalnych projektów, takich, które nie ciągną się latami, tylko można ich dotknąć od razu. Chciałem zrobić sobie customowy rower, pomalowany tak, jakbym chciał. I stwierdziłem, że są dwie opcje – albo złożyć go samemu, albo poszukać manufaktury typu Rychtarski czy Orłowski. To jednak opcja poza zasięgiem dla wielu osób. Wydawało mi się, że można to zrobić tak, by nie było aż takie drogie. Nie robić geometrii od podstaw, bazować tylko na typach ramy i dobierać osprzęt, jaki ktoś chce. Dziś często na tym wygrywamy, tak jest teraz z gravelami.

 

Konkrety poproszę…

 

Załóżmy, że ktoś chce bardzo konkretne siodełko, np. takie za 800 złotych. Jeśli kupi seryjny rower, musi je dokupić oddzielnie i nie bardzo mu się to opłaca. Podobnie jest z korbą i pozostałymi częściami. Podoba się klientowi jakiś rower, ale wie, że paru części nie chce i będzie je musiał zwrócić. Trochę przestaje mu się to opłacać. My zamontujemy mu wszystko od razu.

 

 

Czy oprócz konfiguratora na stronie jest też opcja wybrania innych części?

 

Tak. Jeśli chodzi o malowanie, większość naszych projektów jest customowych. Jeśli chodzi o osprzęt, podobnie. Większość ludzi, którzy jeżdżą dużo, ma już swoje preferencje i wie, co im się podoba, a co nie. Co projekt to inny temat.

 

Wróćmy jeszcze do tej sprzedaży za granicą…

 

Planowałem z tym ruszyć głównie na zachód, myślałem, że jesteśmy w stanie zrobić dobry produkt, który będzie konkurencyjny cenowo, ale zaczęło kręcić się w Polsce. I jakoś tak z braku czasu… To jest plan na tę zimę, w końcu zabrać się za plany zagraniczne.

 

ROWER DO MIASTA

 

 

Wchodzi Szymon i przerywa nam na moment rozmowę. Przyjechał klient z Poznania. „No, tak, weźcie tego srebrnego gravela w L‑ce”.  Wychodzimy na zewnątrz. Bartek (tak ma klient na imię) już ogląda rowery. Dlaczego przyjechał aż z Poznania? „W sumie przypadkiem. Ale że szukam akurat gravela, najbardziej spodobała mi się tu rama i kolory”. Aleks mówi: „Prawie codziennie ktoś przyjeżdża, wczoraj z Jeleniej Góry, wcześniej z Gdańska”. Bartek wyjeżdża na jazdę próbną.

 

Po ostrych kołach pojawiły się kolejne modele, dlaczego je wprowadzaliście?

 

Zaczęliśmy od ostrych, wówczas był to modny trend, ale teraz trochę się zmieniło. To nadal nisza, taki rower nie jest uniwersalny. Tylko dla jeżdżących szybko po mieście, którzy chcą się zmęczyć. A jeśli ktoś dojeżdża do pracy, ciężko zamontować tam porządne błotniki. Klienci zaczęli szukać rowerów z biegami w piaście, z błotnikami.

 

 

Czyli nadal rower do miasta! Skąd w takim razie gravel?

 

To rower, który moim zdaniem dla wielu osób może być tym jedynym, jakiego będą potrzebować. Na gravelu pojedziesz fajnie po mieście i zrobisz wycieczkę w tempie, możesz też zjechać z asfaltu na ścieżkę. Super typ roweru. Chcieliśmy mieć swoją wersję. Myślę, że w tym roku sprzedamy wszystkie ramy, jakie zamówiliśmy, choć nie było ich dużo, niecałe 100. I to w pierwszym sezonie. W kolejnym planujemy drobne modyfikacje i usprawnienia.

 

Jak wygląda projektowanie modeli? Kto wymyśla geometrie i detale techniczne?

 

Pomaga nam Kajak (Kajak Custom, producent ram – przyp. red.), mamy też projektanta Tadka Ciechanowskiego, bardziej pod kątem dizajnu. Ja definiuję to pod kątem produktowym, np. prześwit dla opony, że powinien wynieść 43, że widelec full karbon i sztywne osie; czyli co konkretny rower w tym segmencie powinien mieć, żeby był sensowny. Nie można zrobić roweru za 6000 złotych, który nie będzie miał pewnych rzeczy. Chcemy, żeby np. gravel oferował wszystkie rozwiązania, które są potrzebne. Zależało mi, żeby można było zamontować bagażnik z przodu, jak i pełne błotniki. Z gravela spokojnie da się zrobić rower wyprawowy. A teraz wiążę spore nadzieje z rowerem na pasek. To nisza, ale ciekawa nisza. Specjalnie przerabiamy nasze ramy we współpracy z polskim dystrybutorem Gatesa Beat Bike.

 

Jak wygląda projektowanie wyglądu roweru? Macie własny zestaw wzorów?

 

Klient może mieć cokolwiek, ale my to projektujemy. Mamy model 3D i najpierw robimy wizualizację. Wizualizacje są bardzo istotne już na poziomie projektu.

 

Loca Bikes

 

Czy indywidualne malowanie jest drogie?

 

Często jest w cenie, jeden czy dwa kolory nie są problemem. Zawsze zaczynamy od surowej ramy. Malowanie jest często w cenie. Na cenę wpływa czas, który musimy poświęcić. Bywa jednak, że i samo malowanie potrafi kosztować półtora tysiąca. Ostatnio robiliśmy rower z napisami runicznymi, inspirowany mitologią skandynawską. Ale zwykle staramy się trzymać ceny.

 

Kto produkuje ramy?

 

Ramy produkowane są na Tajwanie, w fabryce, która robi     je też dla wielu znanych firm.  Chcielibyśmy produkować w Polsce, ale nie jest to jeszcze możliwe. Ciężko przeskoczyć niektóre ograniczenia biznesowe.

 

 

Na czym sam jeździsz?

 

Na naszym gravelo. Wcześniej na rowerze z biegami w piaście, ale w konfiguracji bardziej terenowej. Gravel jest obecnie rowerem, który mi w zupełności wystarcza.

 

Wasze plany na przyszłość?

 

Mocno zmieniliśmy ofertę przed tym sezonem. Wycofaliśmy rowery, które nam się nie podobały, i wprowadziliśmy gravele. W naszej skali to była bardzo duża zmiana. W nowym roku wprowadzimy rowery na pasek i trochę nowych malowań. Chcę przede wszystkim skupić się na tym, żeby zaistnieć na zachodzie. Na targach w Berlinie, gdzie byliśmy, wiele osób pytało, czy to cena samej ramy, czy całego roweru…

 

 

Chcecie nadal utrzymać taki model sprzedaży, że kupuje się bezpośrednio od was? Nie macie dealerów?

 

Nie, bo to wymaga bezpośredniej interakcji z klientem! Musisz zrozumieć, do czego dany klient go potrzebuje. Ja sobie bardzo cenię bezpośredni kontakt. Pozwala on wyciągać wnioski, jak dany sprzęt powinien działać. Nie mam ambicji, żeby zrobić z naszej niszy wielką firmę rowerową. Chcę, by pozostała mała. Jest nas dziesięć osób. Ten rok zamkniemy na 220–250 rowerach, a chcielibyśmy sprzedawać ich kilkaset, 500–700. Byłoby już naprawdę fajnie. To biznes pasja, niezoptymalizowany pod względem biznesowym, taki trochę „pomiędzy”. Między customem za 30 tysięcy z wielką marżą a produkcją wielkiej liczby rowerów.

 

Znasz inną firmę, która działa na podobnej zasadzie?

 

Myślałem, że to nisza, ale obecnie wiem, z czego to wynika. Pod względem biznesowym nie jest to do końca optymalne. Lepiej być po którejś z dwóch wspomnianych stron. Ale, jak widać, da się funkcjonować w ten sposób, pozostając unikalnym.

 

Dowiedz się więcej na: locabikes.com   

 

Przeczytaj również:

 

Test: Rotor 1x13

Gravel - Mikroprzygoda w Beskidach. Tam gdzie szosówki nie mialy kiedyś wstępu.

Specialized Roubaix - gen zwycięzcy

Test: Liv Avail Pro 1 - jeden do wszystkiego

Komentarze do artykułu