Emonda

Jak znaleźć fajną trasę, czyli stalking level master

Wszystko zaczęło się od służbowego wyjazdu i pomysłu, by przejechać przy okazji nową trasę. To moja ulubiona rozrywka - jeżdżenie w okolicach, które nie znam. Wyznacznik był tylko jeden - gdzieś na drodze pomiędzy Wrocławiem, a Bielefeld. Bielefeld było celem, rower jak zwykle powędrował do bagażnika.



Pewnie też tak macie, że po poznaniu wszystkich okolicznych tras wykorzystujecie każdą możliwą okazję by jeździć w innych okolicznościach przyrody. Ja tak mam i z opcji korzystam. Tu wyznacznik był tylko jeden - coś fajnego na drodze. I ewentualnie drugi, rower szosowy albo gravel, trochę w myśl założenia że gravel przejedzie po wszystkim, a nadal można zrobić sporo kilometrów, zdecydowanie więcej niż na MTB.

 

Etap 1 - na ślepo

Trasa z Wrocławia do Bielefeld ma dwa podstawowe warianty. Jeden koło Berlina, drugi Drezna. Zacząłem więc od… mapy fizycznej Niemiec, pomimo tego, że z poprzednich podróży pamiętałem w wariancie dolnym obiecujące górki koło Jeny. Niestety poza pomarańczowym podbarwieniem mapa nie przynosiła żadnych podpowiedzi. Teoretycznie do planowania można użyć funkcji heatmap Stravy, ale jest to żmudne, wymaga domyślania się i zastanawiania się na każdym zakręcie oraz ręcznego planowania trasy. Oczywiście najlepiej po prostu spytać lokalesów, ale w tym przypadku nie było to możliwe. Szukanie miejscowych ustawek także jest żmudne więc… pojawił się nowy pomysł.

 

Etap 2 - stalking

Wśród osób, które mam na Stravie, jest Flona Kolbinger, zwyciężczyni The Transcontinental Race. Studentka medycyny z Drezna jest supergwiazdą sceny ultra, bo w wieku 24 lat wygrała open (!) ekstremalnie trudny wyścig, zostawiając za sobą wszystkich faworytów z tyłu. W numerze 4/2019 będziemy mieli zresztą z nią wywiad. Fiona wrzuca na Stravę swoje przejazdy, szczęśliwy traf sprawił, że dzień wcześniej jeździła w Dreźnie. 64 kilometry, pętla wzdłuż Elby i po górkach, 773 metry przewyższenia. Akurat! Sama Strava w wersji podstawowej nie pozwala na eksport śladów GPS (swoją drogą nie ma żadnego powodu, by kupować wersję Summit), ale dodatek do Chrome “strava export GPX” już tak. Strava zresztą zupełnie nie dba o dodawanie nowych funkcji, dlatego też budowanie tras na Stravie, czyli Strava Route Builder, nadal jest w wersji beta i często wyrzuca komunikaty o błędach. To irytujące, więc korzystam z niego sporadycznie. Zdecydowanie lepiej radzi sobie z tym Komoot, czyli turystyczny odpowiednik Stravy. Plik GPX został zaimportowany i zapisany jako Fiona Ride. Planowana trasa jest o 2 kilometry dłuższa niż ta Fiony - ta nie kończyła się i zaczynała w tym samym miejscu, bo jak wiele osób ma oznaczoną domową strefę prywatności, dzięki czemu nie widać konkretnego adresu tylko dzielnicę. Słaby ze mnie stalker, bo nie upierałem się, by ustalić konkretnego adresu. Jednocześnie długość obydwu tras mogłaby służyć za podpowiedź, dzięki czemu bym nie zabłądził! Ale o tym za chwilę. Komoot, podobnie jak trasy na Stravie, ma tę zaletę, że z urzadzeniami Garmina czy Wahoo, synchronizują się automatycznie - nowa trasa pojawia się na liście do wyboru. Synchronizacja została wykonana (na miejscu tuż przed startą zresztą, na szczęście był zasięg!), można było startować! 

 

 

 

Etap 3 - Fiona Ride

Ogólnie rzecz ujmując przejechana trasa potwierdziła, że jazda "po śladach" to bardzo dobry pomysł. Miejscowi najlepiej znają najfajniejsze trasy, podobnie jak wszystkie "myki", czego unikać, gdzie będzie najmniejszy ruch itd. Ba - większość osób lubi jeździć w ładnych miejscach, więc można tęż liczyć na to, że i widoki będą przyjemne, o ile w ogóle takie są w okolicy. I tym razem, choć Drezno nie kojarzy się z górami, wiedziałem, że na trasie są i spore górki - co widać od razu na wykresie wysokości. Fajne zęby rekina!

 

Jak znaleźć fajną trasę wahoo

 

Trasa wrzucona, widać punkt rozpoczęcia wycieczki

 

 

Start nad Łabą! Elberadweg liczy sobie 1300 km, tu jej fragment w Dreźnie - po prostu rewelacja. Samochodów brak!

 

 

Po lewej Elbe, czyli po naszemu Łaba

 

 

Trasa wzdłuż rzeki jest bardzo dobrej jakości

 

 

Widoczki są urocze, a sama trasa uczęszczana - pomimo tego, że w tym momencie było +4 i wiał lodowaty wiatr (na pewno ze Wschodu!). Całującej się parze to najwyraźniej nie przeszkadzało

 

 

 

Co kilka kilometrów nad rzeką mieszczą się małe przystanie promowe. Widać, że są regularnie używane - jak tutaj. Co sprawia, że od razu mam skojarzenia z Wrocławiem i Odrą, gdzie widać, że przed wojną działał taki sam system. Obecnie są to tylko przystanie, często zarośnięte, z obydwu stron - np. w Łanach czy Kotowicach (obok wieży widokowej)

 

 

Droga rowerowa prowadzi cały czas wzdłuż rzeki - tu architektura także przypomina wrocławską (albo na odwrót Wrocław Drezno)

 

 

Atrakcje to zameczki, takie jak ten...

 

 

Albo malownicze fragmenty wśród łąk jak ten

 

 

Oraz ufo, które wylądowało. To najwyraźniej terenu zalewowe, więc to coś na pewno nie jest tu bez powodu

 

 

Trasa prowadzi aż do miejscowości Pirna - a przynajmniej mój ślad, którym jechałem

 

 

Rejsy wycieczkowe zimą? Czemu nie jak widać. To na następny raz ;)

 

 

Architektoniczne atrakcje już w samej Pirnie

 

 

Oraz klasyczny niemiecki Weinachtsmarkt - mamy taki też, tylko większy, we Wrocławiu

 

 

Typowy niemiecki turysta ubrany od stóp do głów w Gore, w odblaskowej kurteczce

 

 

 

Pirna wygląda obiecująco pod względem turystycznym. Dzięki trasie Fiony udało mi się zgrabnie przeciąć stare miasto

 

 

I przedświąteczny ruch

 

 

Za Pirną zaczęły się już właściwe górki, kolejne zjazdy i podjazdy

 

 

Idealnej jakości drogi i nieczego sobie widoki....

 

Zaczął mnie tylko niepokoić czas - słońce nieubłaganie wędrowało w dół

 

 

Zabudowania niczym żywcem przeniesione z Kotliny Jeleniogórskiej....

 

 

I tylko krowy tylko jakieś takie z Tybetu.... górskie?

 

 

Trasy nadal bez zmian - idealne

 

 

A widoczki pocztówkowe - zielone pola, zachód słońca, kolorowe dachy, wieże kościołów...

 

 

Kolejny szybki zjazd, tory kolejowe, zakręt w lewo i ślad dziwnie zaczął kluczyć. Najpierw prowadził mnie w lewo, ale tuż obok na mapie widziałem że wraca. Czyżby Fiona miała tu jakąś specjalną pętelkę? W ten sposób trafiłem na tę ścieżkę...

 

 

Czyżby miała gravela???

 

 

Bo ja to nie do końca - nawet jeśłi Domane SLR 7 Etap ma szerokie opony...

 

 

Ok, drugi wariant ścieżki - bo na pewno zaraz będzie droga, tyle, że na półce wyżej

 

 

Na górze był punkt widokowy, ale drogi nadal uparcie nie było

 

 

Na ekranie widziałem ślad i drogę, ale w rzeczywistości wyglądała ona tak - w tym momencie już bardzo wątpiłem w to, czy jadę śladami Fiony

 

 

Kilka minut później było już tak....

 

Nie pozostało nic innego, jak z góry zaplanowany odwrót do głównej drogi. Straciłem na dreptanie dobre 20 minut, co było o tyle istotne, że robiło się naprawdę ciemno. Na szczęście miałem zestaw świateł, więc pozostałe 25 kilometrów pokonałem bez problemu. W sumie rzeczywiście wyszło tak jak w planie lekko ponad 67 km, więc jechałem po swoim śladzie, ale nie po śladzie Fiony!

 

Epilog

Po powrocie sprawdziłem, gdzie popełniłem błąd. Na feralnym zakręcie przed Muelbach Fiona najwyraźniej przestrzeliła zakręt, by po 100 metrach zawrócić. Komoot po wrzuceniu śladu ze Stravy najwyraźniej postanowił być mądrzejszy i zawrócenie zaplanował w inny sposób - nie wiadomo dlaczego integrując w ramach trasy wspinaczkę do punktu widokowego. Pewien wpływ na to może mieć fakt, że oznaczyłem rower jako "gravel", w opisie trasy automat też lojalnie napisał, że niektóre fragmenty mogą być trudne technicznie i nieprzejezdne. Mój błąd. Finalna trasa minimalnie różniła się od planowanej - znajdziecie ją poniżej. Polecam ją z czystym sumieniem, no może z wyjątkiem wspomnianego fragmentu koło Muelbach! Na przyszłość wiem, że warto sprawdzić ślady - ten źródłowy i opracowany - by uniknąć podobnych niespodzianek.

 

Swoją drogą Fiona, co także można sprawdzić na Stravie, jechała całość po ciemku, zaczynając o 18:40... Powtórkę zdecydowanie warto zrobić za dnia!

Moją trasę do powtórzenia znajdziecie tutaj

O Komoocie i planowaniu z jego użytkiem będzie więcej, także w kolejnych numerach TOUR i BIKE, bo to według mnie obecnie najlepsza opcja tworzenia nowych tras. Całość poza automatyką opiera się na koncepcji "ambasadorów", czyli jakby kuratorów danej okolicy, osób które polecają określane trasy. Sam obecnie się bawię możliwościami, wgryzam w temat itd. CDN!

 

Komentarze do artykułu