Ultra na gravelu – Accent Feral

Transcontinental, Race Across America, Bałtyk– Bieszczady Tour, Karpacki Hulaka czy Race Trought Poland. Wielogodzinna jazda bez lub z krótkimi odpoczynkami, niemal do odcięcia, dzień w dzień, bez wsparcia z zewnątrz.Codzienne pokonywanie setek kilometrów, by ostatecznie licznik zatrzymał się na kilku tysiącach. Tegoroczny zwycięzca TCR w 8 dni i 23 godziny przejechał niemal 4 tysiące kilometrów. Brzmi wymagająco, by nie powiedzieć hardkorowo.



Zew przygody

 

Gdy pod koniec zeszłego roku rowerowe internety obiegła informacja o organizacji pierwszego gravelowego ultramaratonu wzdłuż brzegów Wisły, zew przygody poczuło wielu rowerowych fascynatów. Chęć zmierzenia się z trasą wijącą się od źródeł aż do ujścia najdłuższej rzeki w Polsce wyrazili przeróżni kolarze. Byli ściganci nastawieni na wynik, byli szosowcy lubujący się w długich dystansach, byli sakwiarze pokonujący kilkutysięczne odległości, byli znudzeni MTB kolarze górscy, szukający powiewu świeżości. Myślę, że organizator bardzo dobrze przemyślał sprawę, używając w nazwie określenia gravelowy. Modna ostatnio i prężnie rozwijająca się działka kolarstwa fascynuje bowiem chyba wszystkich. Szutrówki, zaraz po rowerach elektrycznych, prowokują najbardziej zaciekłe internetowe dyskusje.

 

Accent Feral

Sportowe zacięcie Ferala podkreślono napędem 1x11, zamiast klasycznego 2x11

 

Rozkminy i dyskusje dotyczące dobrania odpowiedniego roweru na ten wyścig toczyły się na facebookowym forum od samego momentu ogłoszenia trasy. Każdy miał swój pomysł na 1200 kilometrów. Tak różne, jak zawodnicy, były więc i rowery, na których startujący postanowili pokonać wyznaczoną trasę. Podczas wieczornego spaceru w przeddzień startu miałam okazję przyjrzeć się wielu maszynom. Były wśród nich obute w wąskie opony hardtaile do XC, typowe trekkingowce z sakwami oraz całkiem dużo graveli załadowanych w bikepackingowym stylu. Wiele rowerów było trochę podrasowanych i dostosowanych do wielogodzinnej jazdy. Lemondki, dodatkowe rogi i opony przeznaczone na zmienne, asfaltowo‑terenowe warunki, to podstawowe modyfikacje, jakich dokonywali uczestnicy. Relacje osób, które wcześniej objeżdżały trasę, skutecznie odstraszyły zwolenników szosy. Nie było ani jednego roweru 25 mm. Znaleźli się za to trzej zwolennicy fatbike’ów (informacja dla tych, którzy sądzą, że te rowery się skończyły).

 

Accent Feral

 

Feral na balonowych oponach

 

Na Wisłę 1200 zapisałam się z mało racjonalnych pobudek. „Gravelowy wyścig, mam gravela, czemu by nie spróbować”? Potem okazało się, że w ramach startu będzie okazja do przetestowania nowego modelu – Accenta Ferala – karbonowej szutrówki na oponach szerokości 50 milimetrów. Dwucalowa opona w rowerze z barankiem? Nie mogłam odpuścić takiej okazji! Feral znakomicie spisał się na nadwiślańskich wałach, które miały niewiele wspólnego z szutrami. Przez terenowe fragmenty trasy przechodził jak burza. Duże koło i równie duży balon ułatwiały jazdę po wytrącających z równowagi wertepach, dziurach, wysokich trawach i chaszczach wszelakich. Na fragmentach, gdzie jazda była niemożliwa, cieszyłam się z lekkiej wagi karbonowego roweru. Na asfaltach, dzięki oponom z małym, dobrze toczącym się bieżnikiem, można było chwilę odpocząć. Kilka dni przed startem zastanawiałam się, czy nie zamontować trzeciego koszyka na bidon (mocowanie pod dolną rurą). Na szczęście po drodze było tyle sklepów, że nie trzeba było wozić ze sobą zapasów wody. Zawsze to trochę lżej.

Jedna rzecz, którą zmieniłabym w rowerze po wyścigu, to kierownica. Wybrałabym wersję z większą „flarą”, czyli szerszą w dolnym trzymaniu. Zasugerowałam też producentowi umieszczenie na widelcu gniazd mocujących dodatkowe koszyki na bidon lub mały bagaż.

 

Accent Feral

Elegancki kokpit dzięki akcesoriom Accenta. Tu mostek mocowany jedną śrubą

 

WISŁA 1200

 

Zawodnicy, którzy podjęli wyzwanie Wisły 1200, mieli różne motywacje i pobudki. Jedni ścigali się od startu do mety, inni liczyli na spędzenie tygodniowego urlopu na znakomicie wyznaczonej trasie. Wszyscy jednak otrzymali tę samą możliwość poznania naszego pięknego kraju od nowa. Najlepszym podsumowaniem wrażeń będą słowa Cezarego Urzyczyna, który wjechał na metę wyścigu jako drugi, a mimo to miał czas w trakcie jazdy delektować się urodą trasy.

„Jak zamknę oczy, widzę łąkę i las w oddali. Zielony horyzont, właściwie nie tylko zielony, ale mieniący się wszystkimi odcieniami. Z herbacianym zachodem i różowym wschodem. Nigdy nie wiedziałem, że zieleń ma tyle odcieni. Dostałem całe kilometry polnych kwiatów, które ścinałem moimi kołami. Aż mi było ich szkoda. Przez ból mięśni czuję ogromną radość z pokonania KOGOŚ WIELKIEGO. Ten ogromny przeciwnik siedział we mnie przez cały ten czas. I szeptał: nie uda ci się! […] Po każdej z nieprzespanych nocy otrzymywałem nagrodę w postaci brzasku. Gdy wyczekiwany łagodny róż poranka rozświetlał moją drogę. Gdy mogłem zgasić lampkę i pomyśleć: oto jest dla mnie prezent w postaci nowego dnia. Kolejnego dnia, w który mogę robić to, co bardzo lubię. Gonić horyzont, by sprawdzić, co jest za nim”.

 

Accent Feral

 

Dowiedz się więcej na: accent-bikes.com

 

Przeczytaj również:

 

BMC Polska rusza z projektem BMC Labs

Canyon Grail - szybki gravel

First Gravel Ride - Octane One Grid

Komentarze do artykułu