GRAVELRONDO. CX AMATORÓW

Mają wymarzone tereny na wycieczki, potrafią wyjść z inicjatywą i wykorzystać to. Spajają kolarską społeczność, a jednocześnie robią to w sposób satysfakcjonujący dla ludzi o wyścigowym zacięciu. Brawo za Gravelondo, Mud Lovin’ Criminals!



 

MICHAŁ BOGDZIEWICZ

zawodnik i trener, nasz przewodnik podczas Coffee Ride Trójmiasto

„Kiedy dwa lata temu wspólnie z Szymonem Kobylińskim z 7Anna wsiadaliśmy na gravele i jeździliśmy po szutrach, wszyscy pukali się w czoło. Rok temu nasze wspólne treningi z podopiecznymi otworzyliśmy dla wszystkich. Całą zimę, co sobotę, gravelowaliśmy. Niezależnie od warunków pogodowych wspólnie się mobilizowaliśmy i, co najważniejsze, super się bawiliśmy. Po zimie okazało się, że ta zabawa zaowocowała w kolejnym sezonie, a forma i wyniki mówią same za siebie. Tak dojechaliśmy do Gravelondo 2018/2019.

 

Tempo jest coraz większe, ale naczelna zasada pozostaje taka sama – bawić się tym. Jest ogień, ale zaraz czekamy na pozostałych. Rozmawiamy, gawędzimy. Na początku i na finiszu pijemy wspólnie kawę w Drop Bikes. Czasem po drodze wpadamy do mojej znajomej na szybką herbatę (jest zima, więc nie możemy zatrzymać się nigdzie na dłużej, bo to nie góry i gdy zamarzniemy, GOPR po nas nie przyjedzie). W tym roku dzielimy się na trzy grupy, aby każdy mógł się zmęczyć i pobawić, a nie tylko przybić piątkę na starcie i zostać samemu za rogiem. To w końcu impreza towarzyska, taki szutrowy social ride!”

 

 

gravelondo

 

PELETON GRAVELONDO

Bez względu na pogodę, w każdą jesienno-zimową sobotę, zawsze o tej samej porze ruszają na kaszubskie żwiry i piaski.

 

 

 

GRAVELONDO SOCIAL RIDE!

Jeszcze w czwartek rano nie mieliśmy takich planów, a po południu już wiem, co będziemy robić w sobotę. Jesteśmy w Gdańsku, mamy przełajówki, Michał nas zaprasza, Szymon już się cieszy, że będziemy. Nie chcemy i nie możemy tego przegapić. Rano rzeczywiście jest kawa. Pod sklepem Drop Bikes o 9:00 rano baraszkują trzy spore dziki. Nikogo to specjalnie nie dziwi, w Trójmieście to powszedni widok.

 

Jest mroźno. Ten pierwszy w tym roku poważny przymrozek trochę zmniejsza frekwencję i o 9:30 na trasę nie wyrusza sześćdziesiąt osób, jak miało to miejsce tydzień wcześniej, ale i tak jest nas grubo ponad dwadzieścioro. Para bucha z ust, kiedy wpadamy z asfaltu w pierwsze szutrowe sekcje. Trasa znana jest wcześniej, można zapisać ją w swoim Wahoo czy Garminie. Czekają nas 64 kilometry terenowej jazdy po przyjemnych kaszubskich falach i siedemset metrów przewyższenia. Gravelondo jedzie zawsze! Nie odwołują go, gdy leje, nie przekładają, gdy nie ma kogoś z organizatorów.

 

Sobota, godzina 9:30, start grupy „easygas” (średnio szybkiej – przyp. red.), 9:35 kolejnej („fullgas”, czyli najszybszej), dwie minuty później startuje grupa „małygas” (z którą zabieramy się my, oglądacze widoków i fotoreporterzy). Trasa zmienia się co parę tygodni, a informacja o tym wędruje na Facebooka. Nie ma trudności technicznych, ale tempo, dystans i temperatura pozwalają się sponiewierać. Mało jest MTB, większość pomyka na gravelówkach i przełajach.

 

Tereny do uprawiania tego typu aktywności są obłędne. Trójmiejski Park Krajobrazowy i kaszubskie morenowe pagórki w stronę Wejherowa są bajeczne, dużo tam terenowych dróg, sporo podjazdów i zjazdów, trasa w dużej części wiedzie lasami i spomiędzy drzew co chwilę wyłaniają się spokojne leśne jeziorka. Nasza jazda z ekipą sprawia, że rośnie w nas straszna zazdrość wobec kolarzy z Trójmiasta. Mają wymarzone tereny na wycieczki, potrafią wyjść z inicjatywą i wykorzystać to. Spajają kolarską społeczność, a jednocześnie robią to w sposób satysfakcjonujący dla ludzi o wyścigowym zacięciu. Brawo za Gravelondo, Mud Lovin’ Criminals!

 

 

Przeczytaj też:

CX inaczej

Syrenka CX

WroCX

 

 

Artykuł ukazała się w TOUR 4/2018

 

Papierowe wydanie wciąż do nabycia w naszym SKLEPIE

 

Elektroniczną wersję możecie nabyć w eKiosku