SUROWA PIĘKNOŚĆ. STRADE BIANCHE AMATORÓW

Wszyscy śnią o Toskanii, ale jej strome podjazdy i wyboiste polne drogi w wyścigowym tempie jazdy okazują się torturą. Jeśli jeszcze ma się pecha, pogoda może przypominać sztormową. Mimo tych przeciwności Gran Fondo Strade Bianche pozostaje marzeniem każdego kolarza.



Deszcz dudni o kaski. Leje bez przerwy. Wokół same poważne miny. Nikt się nie uśmiecha, prawie nikt nie rozmawia, i to wszystko we Włoszech! 5000 kolarzy stoi w niekończącej się kolejce na potężnej ścianie zamku Fortezza Medicae, czekając w ogonku ustawionym wokół średniowiecznej twierdzy. Jest ósma rano, a pogoda taka jak na wybrzeżu Morza Północnego. Bella Italia? Nigdy w życiu.

 

Większość kolarzy stoi na starcie opatulona. Niektórzy założyli na siebie worki foliowe, inni peleryny, prawie wszyscy noszą kurtki przeciwdeszczowe. Jeszcze inni owinęli swoje kaski folią spożywczą. Strade Bianche jest przebojem w wyścigach Granfondo, już od tygodni brakuje miejsc startowych, a jednak, paradoksalnie, wygląda na to, że żaden z uczestników nie cieszy się z tego, co go za chwilę czeka. Większość przeczuwa, z czym się zmierzy. „Dzisiaj musimy jechać powoli” – szepcze mi wyrośnięty Włoch, który stoi obok. „Warunki są niebezpieczne”. Oczywiście może mieć na myśli tylko jedno – drogi Strade Bianche.

 

 

 

strade bianche

 

PRZYSPIESZENIE

Na pełnym gazie polną drogą. W czubie wyścigu tempo nadają topowi amatorzy oraz byli zawodowcy.

 

 

 

30 ze 130 kilometrów wokół Sieny to właściwie biały żwir. W deszczu szlaki zamieniają się w brązowe, błotne i śliskie ścieżki. Tyle wiem z filmików z Giro d’Italia 2010… Kolarze jadący w trakcie mokrego i zimnego etapu do Montalcino wyglądali jak dziki w kąpieli błotnej, a klasyfikacja generalna odwróciła się do góry nogami.

 

 

„Strade Bianche jest wyjątkowe. Można gładko jechać, ale gdy jest mokro, trzeba strasznie uważać na zakrętach”

ostrzega mnie barczysty mężczyzna z przerzedzonymi włosami pod kaskiem, który przedstawia się jako Michele Marullo.

 

 

Zaliczył obóz treningowy na Gran Canarii, przygotowywał się specjalnie pod ten wyścig. Strade Bianche ponownie obudziło w nim ducha walki. Michele był kiedyś odnoszącym sukcesy sportowcem, jako wioślarz należał do włoskiej drużyny olimpijskiej, później ustanawiał rekordy wiekowe na stacjonarnym ergometrze wioślarskim.

 

 

 

strade bianche

 

 

 

 

NOWY NUMER JEDEN

 

Teraz stawia jednak na kolarstwo, a dokładniej, na jazdę szosówką przez Toskanię. Gdy z brody kapie mu deszcz, wpada w zachwyt:

 

 

„To wyjątkowy wyścig. Świetna trasa, dużo ludzi, smaczne jedzenie. W krótkim czasie stał się jednym z najważniejszych wyścigów we Włoszech. Widzę go zaraz za królową wyścigów Maratona dles Dolomites lub za Nove Colli. Dla mnie numer jeden”.

 

 

Jak to możliwe? Włoska scena maratonów i wyścigów obfituje przecież w imprezy. Mimo tego Gran Fondo Strade Bianche dosłownie w ciągu kilku lat wysunęło się na czoło wyścigów. Uczestnicy to nie tylko Włosi, niektórzy przyjeżdżają nawet zza oceanu. W 2017, w porównaniu z poprzednim rokiem, liczba uczestników potroiła się. Białe drogi gruntowe prowadzące przez przepiękny krajobraz Toskanii są unikatowe.

 

„Strade Bianche znajdują się tylko tutaj, są wyjątkowe”

 

– powiedział mi wczoraj dumny Mauro Vegni, szef Giro d’Italia i wyścigu dla zawodowców Strade Bianche. Nadmienił, że początki Strade Bianche sięgają 1997 roku, czyli okresu chwały wyścigu L’Eroica. Dołożył jeszcze jedną historię: „Wyścig przywodzi wspomnienia o dawnych bohaterach, jak Fausto Coppi lub Gino Bartali. Tutaj jeździmy ich śladami”.

 

 

 

strade bianche

 

TŁOK

Liczba startujących potroiła się w ciągu roku. Staje się to widoczne podczas wydawania numer.w. W poprzednim sezonie standardowym dodatkiem była kurtka przeciwdeszczowa. Już przed startem lało jak z cebra…

 

 

 

Bez historycznych rowerów, jakie można spotkać w wyścigu L’Eroica, Gran Fondo Strade Bianche jest jazdą z przeszłością w tle. Pozostawia w tyle archaiczny spektakl odbywający się na drogach Toskanii. Na pierwszych kilometrach wyścigu jedziemy w ścisku. Wąskimi uliczkami Sieny w dół ciągnie się nieskończenie długi peleton. Nawet przód stawki korkuje się na jednym z zakrętów. Od dawna straciłem z oczu mojego sąsiada z linii startu. Z dużą prędkością wyjeżdżamy ze Sieny i zagłębiamy się w doliny. Bryzgi spod opon jadących przede mną kolarzy utrudniają widoczność. Znienacka pojawia się pierwszy sektor drogi polnej, szok.

 

Na długiej prostej trasa robi się nagle wąska, brązowa i śliska. Każdy, kto pędzi w peletonie, nie zauważy zbliżającego się sektora „Vidritta”, z daleka trudno go dostrzec. Gwałtownie zmienia się odczucie jazdy. Kadencja spada, rower przechyla się lekko na bok, a z tylnych kół przede mną, prosto w twarz, leci jasnobrązowa chmura mieszaniny błota i wody. Witamy na strade marrone, brązowym jak kasztany deszczowym wariancie Strade Bianche.

 

 

ZAWODOWCY TEŻ TO LUBIĄ

Tak samo jak w wyścigu zawodowców odsiewa się tu ziarno od plew. Moja grupa szybko się poszarpała. Od razu widać, kto ma dobrą technikę jazdy i potrafi cisnąć w pedały, ponieważ niektóre sekcje prowadzą stromo pod górę. Na wilgotnych Strade Bianche jest niczym na mokrej kostce brukowej, trzeba kręcić na siedząco i walczyć, ile sił w nogach, ponieważ w jeździe na stojąco tylne koło zaczyna się ślizgać.

 

„Jest ci potrzebne dobre opanowanie roweru i smykałka na podjazdach. Musisz być wszechstronny”

 

– powiedział mi jeszcze przed startem ktoś, kto musi to wiedzieć… Fabian Cancellara zmagania zawodowców na białych drogach Toskanii wygrał już trzykrotnie i uznał Strade Bianche za swój ulubiony wyścig. „Trasa jest selektywna, ale porażająco ładna. To specjalny wyścig z wieloma technicznymi fragmentami, które wymagają pełnego skupienia”. Cancellara koi swój ból rozstania z zawodowym peletonem, startując w wyścigu Gran Fondo. W peletonie ściga się z innymi byłymi zawodowcami, takimi jak Paolo Bettini, Johan Museeuw, Ivan Basso, Andrea Tafi i Alessandro Ballan, jednak do rywalizacji podchodzi z dystansem, na spokojnie. O zwycięstwo w Gran Fondo Strade Bianche walczą topowi włoscy amatorzy, którzy na co dzień jeżdżą w wyczynowych grupach. Późniejszy zwycięzca – Roberto Cesare – jest byłym zawodowcem. Trasę przejechał ze średnią prędkością 34 km/h, pokonując przy tym prawie 2000 metrów przewyższenia. 

 

 

 

strade bianche

 

TEST WYTRZYMAŁOŚCI

Nasz autor miał pecha – dwa defekty przesunęły go na odległą pozycję w stawce, co jednak nie umniejszyło zachwytu wyścigiem.

 

 

 

OD WZNIESIENIA DO WZNIESIENIA

 

Tymczasem u mnie prędkość robi się jednocyfrowa… Piąty sektor to miazga – 9,5 kilometra nieprzerwanej drogi gruntowej, pnącej się systematycznie pod górę. Jasnobrązowa wstęga ciągnie się przez toskańskie wzgórza, soczyście zielone już na początku marca. Kiedy wydaje mi się, że osiągnąłem szczyt, za wzniesieniem pojawia się kolejny podjazd. Dopiero gospodarstwo w Mucigliani informuje o końcówce rozrywającej każdą grupkę wspinaczki. Mój puls oscyluje w okolicach 190 uderzeń, jednocześnie prawie nie posuwam się do przodu. To niezwykle frustrujące.

 

Za kilka kilometrów okazuje się jednak, że może być jeszcze gorzej. Po wyboistym żwirowym odcinku łapię defekt w tylnym kole. Zatrzymuję się, zmieniam dętkę zdrętwiałymi palcami przy 4 stopniach Celsjusza i w deszczu. Jadę dalej, ale po 4 kilometrach nowa dętka również jest dziurawa. Możliwe, że zostało trochę piachu w oponie. Niestety, nie mam już przy sobie drugiej dętki zapasowej. Czekam na pomoc, marznąc na skraju jezdni. Neutralne wozy podążają tylko za grupą prowadzącą, jadąc na odleglejszej pozycji, musisz radzić sobie sam. W końcu pomaga mi starsze małżeństwo, które przemieszczając się bocznymi drogami swoim samochodem, wspomaga w wyścigu syna.

 

 

 

strade bianche

 

FINAŁ

Lodowisko na podjeździe! 16‑procentowe nachylenie na Via Santa Caterina w Sienie jest ostatnią katorgą przed metą.

 

 

 

WALKA DO KOŃCA

 

Wyziębiony kontynuuję rywalizację i cieszę się z lekko rozgrzewających promieni słonecznych, które po przedarciu się przez chmury ukazują Toskanię w jej bogactwie kolorów. Karminowe dachówki rezydencji, otoczonych ciemnozielonymi cyprysami, świecą ze szczytów wzgórz pokrytych soczystymi łąkami i złotymi polami. To obraz tętniący życiem. Później na horyzoncie wyłania się sylwetka Sieny. Szczupła Torre del Mangia widoczna jest już z daleka i zapowiada koniec męki. U podnóża wieży znajduje się linia mety, zlokalizowana na słynnym na cały świat Piazza del Campo. Ostatnie metry prowadzące prosto do tego miejsca są cholernie ciężkie. Dotoczenie się nie wchodzi w grę. Tuż przy Porta Fontebranda, krótko za Flamme Rouge, rozpoczyna się epicki finał wyścigu, który już w trakcie rywalizacji zawodowców sprawia, że serce zaczyna bić mocniej niż podczas oglądania telewizyjnej relacji, a tym bardziej, jeśli samemu trzeba podjechać epicki podjazd do historycznego serca Sieny.

 

Wspinaczka zaczyna się zaraz za bramą miejską umiarkowanymi dziewięcioma procentami, które na wąskiej Via Santa Caterina przemieniają się w katorżnicze 16 procent. Uda łapią kurcze, a dodatkowo na śliskiej kostce brukowej tylne koło zaczyna buksować. Jak w takich okolicznościach zawodowcy mogą sobie jeszcze pozwolić na pojedynki sprinterskie? To wręcz niewyobrażalne na finiszu tak ciężkich zmagań. Dopiero za ostrym zakrętem prowadzącym w prawo na Via Delle Terme dojeżdża się do lekko wypłaszczonego fragmentu, kolejne dwa wąskie zakręty sprawiają jednak, że dojazd do mety jest bardzo wymagający technicznie. Nagle ukazuje się okazały Piazza del Campo. Z siedmioprocentowym nachyleniem wpadam na linię mety znajdującą się przy imponującym Palazzo Pubblico. Udało się.

 

 

 

strade bianche siena

 

ŚWIĘTOWANIE

L’arrivo! Wyścig kończy się na słynnym Piazza del Campo.

 

 

 

MARZENIE SPEŁNIONE W BŁOCIE

 

Za linią mety dostrzegam same uśmiechnięte twarze. Widzę również szeroki uśmiech Paula Readinga. Cały w błocie trzyma już piwo w ręku. „Jeszcze nigdy nie jechałem po takich drogach” – wspomina – „a podjazdy tutaj są niesamowicie strome”. Potrafi się już z tego śmiać, nawet z faktu, że na początku wyścigu przez swoje zaparowane i brudne okulary nie był w stanie niczego zobaczyć. Apaszka Union Jack zdradza, że Paul przyjechał specjalnie na ten wyścig z Wielkiej Brytanii. Ojciec trójki dzieci z Kent długo marzył o tym wyścigu. „Toskania jest przepiękna i po prostu musiałem kiedyś przyjechać na ten wyścig, ale to nie był mój ostatni raz!” – powiedział i wzniósł toast z kolegami. Możliwe, że następnym razem będzie cieszył się tym wszystkim bez towarzyszącego deszczu i błota.

 

 

 

strade bianche

 

Wyścig przywodzi wspomnienia bohaterach, jak Fausto Coppi lub Gino Bartali.

Tutaj jeździmy ich śladami.

 

 

 

INFO GRAN FONDO STRADE BIANCHE

 

Data 4 marca 2018

Długość 129 km

Drogi gruntowe 30 km

Przewyższenia 1920 m

Maksymalne nachylenie 18%

Godzina startu 9:00

Start Fortezza Medicae, Siena

Meta Piazza del Campo, Siena

Liczba startujących 5000 (2017)

Limit czasowy 7 godzin

 

Krótsza alternatywa Strade Bianche

Medio fondo77 km i 950 m przewyższenia

 

Info www.gfstradebianche.it

 

 

ZAPISY

 

W 2017, mimo wydłużenia listy startowej, miejsc brakowało już od tygodni. Dlatego zapisywać trzeba się wcześnie! Wpisowe wynosi 60–70 euro (zależne od terminu płatności). Do startu potrzebna jest (tradycyjnie we włoskich Granfondos) aktualna licencja lub zaświadczenie lekarskie o zdolności do wzięcia udziału w zawodach sportowych. Formularz znajduje się na stronie internetowej!

 

 

SERWIS

 

Wpisowe obejmuje worek startowy z koszulką Strade Bianche, bidonem, batonami i żelami. Po wyścigu organizowana jest porządna, typowo włoska pasta party z przystawką i daniem głównym (np. różnego rodzaju makarony i mięso z warzywami). W cenie są też bufety dostępne dla zawodników w trakcie wyścigu, pomoc techniczna (przed startem i w trakcie rywalizacji w przypadku utrzymywania się w czołowej grupie) oraz pomoc medyczna. Za pięć euro trzeba wypożyczyć transponder (plus pięć euro kaucji), co stanowi dodatkowy koszt.

 

 

 

 

MAŁA, MOCNA, CZARNA

Typowe włoskie espresso, bez niego ani rusz.

 

 

 

DOJAZD

 

Dojechać można samochodem, jednak zdecydowanie mniej męczący jest przelot samolotem. Lotniska we Florencji lub Pizie oddalone są od Sieny o niecałą godzinę jazdy samochodem. Po wcześniejszym zarezerwowaniu samochodu można go tanio wypożyczyć.

 

 

ZAKWATEROWANIE

 

Siena nie jest tanim miastem, a fakt, że jednocześnie przyjeżdżają tu tysiące turystów, w tym zawodowi kolarze, wcale nie powoduje, że się takim stanie. Dlatego trzeba wcześniej rezerwować pobyt. Generalnie w centrum hotele są droższe, a okazje rzadkie. Lepszym wyborem będą pensjonaty typu Bed & Breakfast, jak również agroturystyka w okolicznych miejscowościach.

 

 

 

 

strade bianche

 

 

 

 

SPRZĘT

 

Sensowne są szerokie opony 25–28 mm, wybierane również przez zawodowców. Zaleca się lekko zmniejszyć ciśnienie. Nachylenie aż do 18% na nierównej nawierzchni wymaga rezerw w napędzie. Mimo dostępności neutralnej pomocy technicznej, na wszelki wypadek trzeba zabrać więcej niż jedną dętkę zapasową. Organizator oferuje możliwość wypożyczenia roweru (karbonowa rama i Ultegra), ale trzeba go wcześniej zarezerwować (wraz z pedałami koszt wynosi 165 euro za dwa dni).

 

 

 

 

TRZYMAJ MOCNO KIEROWNICĘ! 

Szybko i wyboiście. Strade Bianche uznawane jest za Paris – Roubaix Południa.

Rower wydaje się być coraz cięższy, kadencja spada. Na mokrych drogach gruntowych niezbędna jest dobra technika jazdy i moc.

 

 

UBRANIE

  

Na początku marca w Toskanii może być jeszcze zimno i deszczowo lub… wręcz przeciwnie, przyjemnie, wiosennie, ciepło. Dlatego trzeba przygotować się na każde warunki pogodowe.

 

 

TECHNIKA JAZDY

 

Parę przejażdżek po lokalnych drogach nie zaszkodzi. Najlepiej w suchych i mokrych warunkach, wtedy będzie wiadomo, czego tak naprawdę można się spodziewać. Osiem szutrowych odcinków Strade Bianche, o łącznej długości 30,5 km; wymaga koncentracji i dobrego opanowania roweru. Oprócz miękkiego podłoża luźne kamienie, bruzdy i dziury w nawierzchni skutecznie utrudniają życie kolarza.

 

 

 

Artykuł ukazał się w TOUR 1/2018

 

Jego elektroniczną wersję znajdziecie TUTAJ

 

Komentarze do artykułu