RED HOOK CRIT

Szosowe wyścigi kolarskie na rowerach torowych bez hamulców? Brzmi dziwacznie, lecz spektakularne wyścigi ostrych kół są coraz popularniejsze. Impreza rodem z USA – „Red Hook Crit” – odbywająca się dziesiąty rok z rzędu, ma już swoje edycje na całym świecie, a po raz piąty zawitała do Barcelony.



 

Tanja Erath przesuwa palcem po galerii fotografii w swoim telefonie. To już było dawno, upadek, z pięć tygodni temu. W końcu jednak odnajduje. „Spójrz, tak to wyglądało po Londynie, masakra, nie?” Jej niebieska i opuchnięta twarz śmieje się z wyświetlacza telefonu. Złamała sobie szczękę i kość jarzmową po tym, jak jej rower stracił przyczepność na mokrej trasie londyńskiego Red Hook Crit. Teraz siedzi w kucki w Parc del Forum, oddalonym o równe 5 kilometrów od centrum Barcelony i siłuje się z zapieczonymi śrubami w blacie. „Na finał wolę 50/15 zamiast 49/15” – mówi – „dla większej prędkości na prostych i troszkę mniejszego oporu”.

 

Red Hook Crit a poziom konkurencji

Erath jest przed trzydziestką, to była czołowa triatlonistka, początkująca pani doktor, zainfekowana gorączką „fixie”. Od kiedy musiała przerwać treningi z powodu problemów ze ścięgnami, których nabawiła się w trakcie biegania, fascynuje się wyścigami na ostrym kole, w tym serią Red Hook. „Z powodu ludzi, których tu spotykasz jest po prostu bardziej odjazdowo niż na innych wyścigach! Triatloniści są bardziej… powściągliwi. Tutaj wypija się czasami razem piwko, a to sprawia, że atmosfera robi się luźniejsza”. Ryzyko upadku dokumentuje w wielu internetowych filmikach. A co z powoli gojącymi się bliznami na jej twarzy? „W dzisiejszych czasach to już tylko pech. Kiedyś porządne upadki były po prostu wpisane w rywalizację. Impreza była wydarzeniem głównie dla kurierów i punkrockowców, ale dziś takie osoby nie mają szans dostać się do finału. W tych wyścigach udział biorą zawodowcy szosowi i osoby, które brały udział w igrzyskach olimpijskich, poziom konkurencji brutalnie wzrósł. W tych okolicznościach nikt nie chce upaść”. Po chwili dokręca śruby i korzysta z chwili, relaksując się na asfalcie.

 

 

 

 

W TOKU
Specyfika ostrych kół sprowadza się do tego, by bez gwałtownych manewrów hamowania wchodzić gładko w zakręty.

 

 

 

 

PRZYKŁAD ZE SPORTU MOTOROWEGO
Pozycja startowa w finale została wywalczona wcześniej.

 

 

 

IMPREZA


Seria wyścigów z przystankami w Brooklynie, Londynie, Mediolanie i Barcelonie to taka Champions League wyścigów szosowych na ostrym kole. Około dziesięciu lat minęło od momentu, kiedy Amerykanin David Trimble zorganizował pierwszy Red Hook Crit w doku w Red Hook nowojorskiego Brooklynu. Według legendy była to jego impreza urodzinowa. Pomysł oszczędnościowy. Tuzin ludzi, którzy wieczorem pokręcą parę rund dookoła bloku, potem impreza zakończona hucznym fetowaniem. To nie był żaden alleycat, w którym kurierzy rowerowi w samym środku ruchu drogowego sprawdzają swoje możliwości, lecz półlegalny wyścig, podobny do innych w tym kraju. Wprawdzie maszty latarni nie były zabezpieczone materacami i przejazd wystawiał zawodników na ryzyko, trasę wytyczono jednak na uboczu, z niskim natężeniu ruchu drogowego. Impreza mogłaby pozostać chwilową atrakcją, ale Trimble niechcący wpasował się z tą formą wyścigu w interesującą niszę. Uczestnicy i widzowie z roku na rok rosną w siłę. Niedawno nawet policja pomagała przy kierowaniu ruchem.

 

Europa...

Po Brooklynie impreza dotarła również do Londynu, Mediolanu i Barcelony. Wśród sponsorów, obok wydawcy gier komputerowych, są również renomowane firmy rowerowe, jak Cinelli, Specialized, Oakley lub Castelli. Dla Trimble’a, powściągliwego trzydziestoparolatka, sukces nie jest przypadkowy. „Ścigałem się w wyścigach szosowych i alleycatach. Początkowo chodziło o to, by połączyć dwie dyscypliny, środowiska klasycznych kolarzy i kurierów rowerowych. Stworzyć coś bardziej przystępnego dla zawodników i widzów. W przypadku zwykłego wyścigu rowerowego stoisz przy trasie i w przeciągu dziesięciu sekund jest już po wszystkim. Nasze trasy przenoszą sport rowerowy wprost do miast, a ty, jako widz, możesz bezustannie obserwować jadący peleton. Oczywiście sprzedajemy to też lepiej niż inni”.

David Trimble, kiedyś mechanik Indy Car, później architekt wnętrz, jest aktualnie dyrektorem swojej własnej serii wyścigów w czterech miastach na świecie.

 

 

 

 

PROFI
Stefan Schäfer należy do najlepszych zawodników tego środowiska.

 

 

Barcelona

W Barcelonie wyścig organizowany jest gościnnie na parusetmetrowej pętli o nawierzchni asfaltowej. Barierki zabezpieczające z banerami reklamowymi otaczają pokręconą trasę o długości około jednego kilometra. Taśmy zabezpieczające ciągną się blisko siebie niczym łańcuch rowerowy w opakowaniu. Nigdy nie jedzie się na wprost dłużej niż 200 metrów, w welodrom wpleciono dwa 180‑stopniowe ostre zakręty, w sumie do pokonania jest osiem wiraży. Charakterystyka niczym na torze kartingowym, hamowanie byłoby trudne nawet wolnobiegami, które jednak są tu zabronione. Kobiety jeżdżą na ostrych tak samo jak mężczyźni. Pierwszego dnia zawodniczki i zawodnicy walczą na maksymalnie trzykilometrowym dystansie. Poprzez przejazdy eliminacyjne i przejazdy w barażach w jeździe na czas po rundach kwalifikują się na pozycje startowe w finale. A finał rozgrywany jest wyłącznie po zachodzie słońca i trwa maksymalnie godzinę. Później jest wspólna impreza dla zawodników i widzów. Dziesiątki kolarzy latają po świecie, by załapać się do generalki. Pozytywne jest to, że stare kryterium w tej podrasowanej wersji jest naprawdę „gorącym towarem”.

 

Red Hook Crit Look

Prywatna seria wyścigów Trimble’a przemawia do zawodników z odległych stron. Widać to już po pierwszej przechadzce wśród startujących. Różnorodnie wytatuowane ciała, zarośnięci mężczyźni w ściągniętych do połowy kombinezonach rowerowych o jaskrawych barwach, na wielu rowerach kamery sportowe. W tym środowisku obowiązuje szorstki metroseksualny look. Czapeczka rowerowa, do tego pasujące okulary ekskluzywnej firmy. Pozdrawia się rytualnym kciukiem do góry oraz przybiciem piątki. Zamiast budki z kiełbaską można spotkać foodtrucki, w zastępstwie stołu z ciastem od koła gospodyń wiejskich lśni wyposażenie baristy. Oprawa muzyczna od profesjonalnego DJ‑a. Na pierwszy rzut oka oprawa hipsterska, elitarna i nadęta, ale to stereotyp. Ludzkie postrzeganie jest uzależnione od uproszczeń i pomija to, o co tak naprawdę chodzi.

 

 

 

 

WIĘCEJ PRĘDKOŚCI
Tanja Erath krótko przed wyścigiem zmienia w swoim rowerze przełożenia.

 

 

 

HARMONIA


O co w tym wszystkim chodzi, może wyjaśnić Timon Seubert. Trzydziestolatek kuca przed mroczno czarnym „Suicycle”. Na stojaku serwisowym montuje numer startowy do sztycy roweru. Jego hamburski czteroosobowy team przyleciał do Barcelony specjalnie na Red Hook. Parę lat minęło od czasu, kiedy jeździł wyścigi szosowe jako zawodowiec dla teamu NetApp. Z upływem czasu również jego dopadł wirus ostrokołowy. „Wyścigi na ostrym są super przeżyciem” – mówi – „To całkiem inna dynamika. Trzeba zabrać się w wiraż i jechać miękką linią, zamiast całkowicie wyhamowywać i znowu rozkręcać. Wyczucie roweru jest istotne. Brzmi to może dziwnie, ale dla mnie te wyścigi mają coś harmonijnego w sobie. Obawiam się, że nie jestem już tak młody, by być w czubie” – dodaje i uśmiecha się nerwowo, nie wiedząc, że pod koniec wyścigu uplasuje się na dobrej ósmej pozycji. 300 mężczyzn i 60 kobiet podejmuje się dzisiaj wyzwania, by pokonać pętle gokartowe kwalifikujące do finału. Regulamin przewiduje dla mężczyzn 5 przejazdów po 16 rund każda, przejazd nadziei dla poszkodowanych przez upadek lub defekt oraz jazdę na czas po rundach, w której, tak jak w sporcie motorowym, walczy się o pozycję startową do 32‑okrążeniowego finału.

 

 

 

 

BYĆ W CZUBIE
Były zawodowiec Timon Seubert przygotowuje swój rower do wyścigu. W Barcelonie zajmuje wyśmienite ósme miejsce.

 

 

 

Kwalifikacje

Jest wczesne sobotnie popołudnie, czas na kwalifikacje. Słońce ogrzewa dokładnie pozamiatany asfalt między bramkami zabezpieczającymi, dalej lśni morze. W Parc Ferme kręcą się na rolce lśniące nogi i pierwsi przegrani znikają po swoich przejazdach. Paru upadło, niektórzy dostali dubla lub po prostu za późno dojechali do mety. Jeden zawodnik daje upust swojej frustracji: „Jeżeli to ma być przyszłość” – mówi – „to dziękuję bardzo”. Mówiąc „to”, ma na myśli jedyne stoisko teamowe w dziale VIP, w którym rezyduje Team Specialized‑Rocket Espresso, który jak żaden inny team popiera profesjonalizację dawnego eventu. Amerykańska firma wyszukała cztery osoby z przepisowym wzrostem gwardzisty, Amerykanina, Brytyjczyka, Słowaka i Niemca. Stefan jest studentem wyższej szkoły policyjnej i wielokrotnym mistrzem Niemiec oraz mistrzem Europy w różnych dyscyplinach torowych. W tym roku wygrał wyścig w Brooklynie, w ogólnej klasyfikacji serii zajmuje wysokie miejsce, jego drużyna jest siłą w peletonie.

 

 

 

 

 

BYĆ W CENTRUM WYDARZEŃ
David Trimble z flagą w szachownicę. To on wymyślił Red Hook Crit.

 

 

 

Sponsoring

Mimo tego z pewnym żalem obserwuje zmiany w środowisku. „Kiedy z przodu dojdzie dziesięciu prosów, automatycznie z tyłu odpadnie 30 kurierów i amatorów, ponieważ nie mają większych szans na finał”. Sponsorowane teamy będą coraz ważniejsze. Oczywiście, to zmienia charakter imprezy, przeważnie tak się dzieje w nowych dyscyplinach sportowych. „Następnym krokiem będzie prawdopodobnie odsprzedanie licencji na transmisję telewizyjną, wtedy będzie jeszcze więcej pieniędzy i jednocześnie stanie się jeszcze bardziej profesjonalnie” – mówi. „No, ale po prostu jest to super przyjazny format dla kibiców! Kiedy wieczorem przychodzi parę tysięcy ludzi i walą w barierki zabezpieczające, krzyczą, dla ciebie jest to bat, by być z przodu. To naprawdę odjazdowa atmosfera”.

 

 

 

 

UWAGA W ZAKRĘCIE!


Kiedy w Parc del Forum robi się ciemno, nad trasą unoszą się olbrzymie lampy balonowe. Przy barierkach w rzędach stoją kibice, którzy okalają trasę niczym tor bobslejowy. Już w trakcie biegów kwalifikacyjnych amerykański spiker i jego hiszpański kolega po fachu komentowali manewry teamowe z ogromną wiedzą, przedstawiając walkę o dobrą pozycję. Przy mrożących czasem krew w żyłach upadkach odwoływali alarm – żadnych złamań, najwyżej otarcia lub drobne krwawienie. Ponieważ w drugim zakręcie wciąż dochodziło do upadków, dyrektor wyścigu Trimble zeskanował wzrokiem całą trasę. Około pięć różnych typów nawierzchni o różnym stopniu przyczepności. Teraz Trimble stoi z mikrofonem przed zawodnikami zakwalifikowanymi do finału. Jeszcze raz tłumaczy, co oznacza kolor czerwony, żółty, niebieski i biały flag sędziowskich oraz usilnie prosi o ostrożność na ostrym, drugim i ósmym zakręcie.

Tymczasem w końcu słychać: „Ten seconds to go… Go!”

 

 

 

 

SZYBCIEJ !
Kiedy kibice walą w barierki, hałas dodatkowo nakręca zawodników.

 

 

 

ZAKŁÓCENIA


60 finalistów wpięło się i ruszyło pełną parą. Po 150 metrach pierwszy zakręt. Później jest już tylko ciężej zawalczyć o dobrą pozycję. Ostre zakręty zmuszają peleton do jazdy jeden za drugim. Kolorowe ciała, ciasno jeden obok drugiego, opływają rundę jak ławica ryb. Co rusz zawodnicy wystawiają na wytrzymałość opony, kiedy z prędkością 50 km/h wpadają w nawrót, z lekkim poślizgiem tyłu roweru, i wciskają się z trudem w lukę wypatrzoną między rywalami. Kiedy wpadnie się w zbyt duży poślizg, jest już po rywalizacji. Lot przez kierownicę jest murowany, gdy korba się przyblokuje. Nie jest to wybieg dla modelek tylko sport walki.

 

Team Specialized pracuje profesjonalnie i wygląda to tak, jakby kontrolował hierarchię społeczną w tej rozpędzonej ławicy. Co dokładnie się dzieje, można zaobserwować później, tuż po zakończonym wyścigu, na ruchomym obrazie kamery zamontowanej na kierownicy. Dobry kilometr przed metą Stefan Schäfer przeholował na ósmym zakręcie i wpada w barierki. Kamera jego kolegi leci w powietrze, za nim kolejne upadki. W atmosferze adrenaliny zbierają się poszkodowani, wskakują na rowery i gnają w kierunku mety. Przerażenie publiczności zamienia się w ekstazę. Ludzie ryczą, klaszczą i walą ogłuszająco w barierki. Wiele obrazów sfilmowano z tej części wyścigu. Gdyby dało się je przybliżyć, zobaczylibyście gęsią skórkę.

 

 

 

 

 

 

 

RED HOOK CRIT

 

ROWERY
Typowy rower torowy na kryterium ma około 25‑milimetrową oponę na drucie, której ciśnienie wynosi często tylko 5 barów. Rozpowszechnione są krótkie korby 165 mm, przeważają aluminiowe ramy. Przełożenie jest przeważnie dopasowywane
na miejscu.

INFORMACJE O WYŚCIGU
redhookcrit.com

 

Artykuł został opublikowany w numerze 11-12/2017 Magazynu Bike, wydanie elektroniczne TU

 

Komentarze do artykułu