Mathieu van der Poel – śladami przodków

Holenderskiego mistrza w przełajach Mathieu van der Poela odwiedziliśmy w jego domu rodzinnym, żeby porozmawiać o trzech pokoleniach, na których kolarstwo odcisnęło swoje piętno.



Całą twarz miał w błocie, ale i tak można było dostrzec płynące z oczu łzy, gdy Mathieu van der Poel pierwszego stycznia tego roku w czeskim Taborze wjeżdżał na ostatnią prostą prowadzącą do mety. To było ukoronowanie jego marzeń, został mistrzem świata w przełajach. Holender kilka dni wcześniej skończył dopiero 20 lat, a jednak w przeciągu 69 minut był w stanie pokazać klasę specjalisty od przełajów, doskonałą technikę (włącznie z odważnymi skokami przez przeszkody) oraz siłę, wytrzymałość i wielką wolę walki. To było zasłużone zwycięstwo.

 

SYNOWIE SWOJEGO OJCA

 

Już cztery lata wcześniej, podczas debiutu w juniorach, Mathieu van der Poel uznawany był za wyjątkowy talent w świecie przełajów. W sezon 2015/2016 wkracza jako mistrz świata, najmłodszy zdobywca tego tytułu w historii, i to historii, w której jego rodzina zapisała się już całe pokolenie wcześniej. Ojciec Mathieu – Adrie van der Poel – był świetnym specjalistą od przełajów. W 1996 zdobył tęczową koszulkę, pięciokrotnie był wicemistrzem świata. Poza tym był wszechstronnym szosowcem, co dokumentują jego zwycięstwa, wśród nich w Lüttich – Bastogne – Lüttich i Wyścigu dookoła Frandrii. Gdy na święta w odwiedziny wpadnie jeszcze dziadek Mathieu, przy stole w jego osobie zasiada żywa kolarska legenda. Raymound Poulidor, pięciokrotnie trzeci i trzykrotnie drugi w Tour de France, ojciec żony Arie van der Poela – Corinny. Gdy wziąć pod uwagę takie geny, nie dziwi, że także o trzy lata starszy brat Mathieu – David – to utalentowany kolarz. Podobnie jak Mathieu jest profesjonalistą w Teamie BKCP-Corendon i był holenderskim mistrzem przełajów w juniorach i U23.

 

Gdy team reporterski wpadł w odwiedziny, mistrz świata Mathieu van der Poel, w krótkich spodenkach i t-shircie, odsunął dalmatyńczyka Lunę na bok i zaprosił nas do środka. Rowerowa rodzina mieszka w przestronnym domu na cichej, leśnej ulicy w pobliżu flamandzkiego miasta Kappeln, około 20 minut jazdy samochodem na północny wschód od Antwerpii. Decydującym powodem przeprowadzki do Belgii były niższe podatki.

 

Trzech van der Poelów usiadło przy drewnianym stole w ogrodzie zimowym, przed otwartą kuchnią, i cierpliwie odpowiadało na pytania, podczas gdy na zewnątrz robot strzygł trawnik. Brakowało tylko pani domu Corinny. Była w podróży i jednocześnie niespecjalnie zależy jej na świetle ramp. Jako córka bohatera narodowego Francji zdążyła już wcześniej zaznać wystarczającej ilości sławy. Adrie opowiada, że to właściwie ironia losu, że stworzyli rodzinę. Jego żona właśnie z kolarzami nie chciała mieć nic wspólnego. Poznali się przypadkowo, na dyskotece, w 1987 na karaibskiej wyspie Martynika, gdzie Corrine akurat była na urlopie, a Adrie jechał w wyścigu. Nie należał do tych, którzy chętnie się bawią, jak zapewnia van der Poel senior. Same przypadki doprowadziły więc do narodzin kolejnej generacji utalentowanych kolarzy. Obecnie rodzina spotyka dziadka dwa razy do roku. Mathieu mówi: „Gdy tu jest, nie rozmawiamy jednak o sporcie”. Przez telefon 79-latek dopowiada, że niewiele może pomóc wnukom: „Nie mogę dać im żadnej rady. Kolarstwo jest dziś zupełnie inne, twardsze, bardziej światowe”. Ale jest dumny z wnuków. Jak opowiada Adrie van der Poel: „Podczas Tour de France słyszę zewsząd, jak dumny jest mój teść ze swoich wnuków”. W wywiadzie telewizyjnym Poulidor wcześnie przepowiadał swojemu wnukowi Mathieu wielką przyszłość: „Jest mocniejszy niż ja, mocniejszy niż jego ojciec”.

 

Tu rowery są na pierwszym miejscu

PASJA ZAMIAST SZYKU

 

Mathieu van der Poel to aktualnie najbardziej utytułowany członek kolarskiej dynastii i gwiazda przełajów, dyscypliny, która w Belgii jest milionowym biznesem i przedmiotem rozmów. Mimo tego rodzina van der Poel pozostaje uprzejma i powściągliwa. W ich domu nie sposób znaleźć śladów glamouru, z jednym wyjątkiem – pomarańczowego sportowego BMW młodego mistrza, które jednak chowa się za rodzinnym kombi. Zupełnie jakby symbol statusu materialnego nieco uwierał jego właściciela. Z rodziną zamiast o podobnych sprawach lepiej więc rozmawiać o tematach, które ją poruszają, np. co sprawia, że przełajowiec jest mocny? „Ciężka praca” – mówi David, starszy syn. „Umiejętności techniczne, które zdobywa się, przesuwając wciąż granice swoich możliwości” – mówi Mathieu, a blizny na jego szczupłym ciele pokazują, że zdarza mu się je przekraczać. Ojciec Adrie dodaje: „Na pewno trzeba mieć pasję”. To pasja dotycząca wyścigów, sprzętu i ciężkiej pracy. Kochają kolarstwo przełajowe, między innymi za to, że jednostka ma w tej dyscyplinie duży wpływ na wiele spraw, bez taktyki i pomocy ze strony zespołu. Potwierdzają to wszyscy trzej, każdy na swój sposób. Fascynujące wydaje się wykorzystanie swojej woli walki bez oglądania się na hierarchie czy układy.

 

David i Mathieu już od najmłodszych lat mieli kontakt z kolarstwem. „Gdy byli jeszcze całkiem mali, ojciec jeździł z nimi na rowerach” – przypomina sobie Marc Dierickx, kiedyś kolega Adrie z teamu, obecnie dyrektor sportowy w Enertherm-BKCP, czyli sekcji młodzieżowej BKCP=Corendon. W lasach wokół swojego domu chłopcy mogli uczyć się od jednego z najlepszych przełajowców, czyli swojego ojca. Możliwości młodych stały się widoczne bardzo wcześnie. „Mają po prostu dobre geny, zawsze mieli olbrzymi talent” – dodaje Dierickx.

 

„Ojciec nigdy nas nie zmuszał do robienia czegokolwiek” – mówi Mathieu. Wcześniej grał w tenisa i podobnie jak jego brat w piłkę w regionalnych rozgrywkach. Mathieu trafił nawet do jednej z ostatnich rund naboru do grupy talentów pierwszoligowego holenderskiego klubu Willem II Tilburg, zanim w wieku 13 lat postawił wszystko na przełaje. Jest człowiekiem dążącym wprost do celu, zrezygnował więc z dalszego kształcenia i w wieku 18 lat podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt w ekipie Christopha Roodhofta, starego znajomego ojca.

 

„Wolę, żeby to on wygrywał niż ktoś inny. Tak jest po prostu lepiej” – mówi David van der Poel o swoim młodszym bracie Mathieu 

 

CZŁOWIEK OD BRUDNEJ ROBOTY

 

W domu van der Poelów trzeba dosłownie szukać śladów wielkich sportowych karier. Na gzymsie kominka stoi puchar z Lüttich, gdzie Adrie van der Poel wygrał nieoczekiwanie w 1988 roku. „Zwykle nie ulegam emocjom, ale wówczas tak się stało” – przypomina sobie. Adrie van der Poel nigdy nie był supergwiazdą i nigdy nie chciał nią być. „Trzeba wówczas rozmawiać z mediami – mówi – a ja wolę pozostać w tle”. Chętnie stoi z brudnymi rękoma w strefie zmian podczas wyścigów przełajowych i zajmuje się rowerami zawodników. Znany był z ciężkiego trenowania, mówiło się o nim, że żyje jak mnich.

 

Pucharowy wyścig przełajowy w holenderskim Hoogerheide nosi jego imię, ale w dniu wyścigu nie pokazuje się na trybunie honorowej, woli być na trasie. Przez większość dni roku spędza równo dwie godziny w domowym garażu i zajmuje się rowerami synów. Gdy Mathieu w Taborze świętował na podium tytuł mistrza świata, Adrie pakował już sprzęt w drogę powrotną, potem usiadł za kierownicą teamowego busa i pojechał z powrotem do Belgii.

 

Senior chętnie trzyma się z tyłu, ale bierze udział w dyskusji. Na przestrzeni jednej generacji sport przełajowy bardzo się zmienił, jest bardziej profesjonalny, stał się biznesem. „Dziś chodzi o każdy detal” – mówi menadżer teamu Roodhooft. Adrie van der Poel przypomina sobie czasy, gdy nie było jeszcze hamulców tarczowych, mniej było danych naukowych dotyczących treningu i sprzętu. „Jeździło się na wyczucie” – przypomina sobie. W przełajach tradycja i nowoczesność spotykają się, nic więc dziwnego, że między Roodhooftem i ojcem zawodników istnieje różnica zdań. Obaj sądzą jednak, że nie stanowi to problemu. Można dyskutować, chodzi w końcu o lepsze argumenty.

 

OJCOWSKIE TROSKI

 

Adrie był przeciwny startowi Mathieu w wyścigu elity na mistrzostwach. Poprzedniej jesieni wyglądało to tak… „Powiedziałem synowi, że nie jest jeszcze gotowy” – przypomina sobie Adrie, który chętniej wysłałby potomka na start kategorii do lat 23. Senior powiedział, że Mathieu musi uważać, by nie startować w zbyt wielu wyścigach.

 

„Ostrożny styl mojego ojca sprawił, że nie wypaliłem się podczas poprzedniego sezonu” – potwierdza syn. Bracia mocno się od siebie różnią, nie tylko sukcesami sportowymi. Mistrz świata siedzi wyprostowany przy stole, mniej utytułowany brat podpiera głowę ręką. Także wtedy, gdy siedzą w swoim „pokoju chłopców”, niewielkim pomieszczeniu z linką obwieszoną koszulkami zwycięzców, dużym telewizorem i trzema play station, zwykle wygrywa młodszy, w grach komputerowych, takich jak FIFA czy Call of Duty. David ma być tym, który szybciej odpuszcza, jak m.wi ojciec, jego młodszy brat zawsze daje z siebie wszystko. Czy komplikuje to stosunki między nimi? „Nie –m.wi David – wolę, żeby to on wygrywał niż ktoś inny. Tak jest po prostu lepiej”. David chętnie spędza czas z Mathieu, razem trenują w lesie i dzielą pokój hotelowy podczas wyścigów. Philipp Walsleben, kolega z teamu, potwierdza – „Dla Mathieu jest ważne, że mając Davida, ma zawsze obok siebie kogoś, komu może zaufać”.

 

PRZYSZŁOŚĆ NA SZOSIE?

 

Jak długo jednak będą wszystko inwestować w przełaje? Wielu ekspertów zastanawia się, czy Mathieu van der Poel nie mógłby mieć świetlanej przyszłości na szosie, jak jego ojciec. To, że także w tej dyscyplinie ma talent, pokazał wcześnie – w 2013 był mistrzem świata we Florencji wśród juniorów. W ostatniej edycji Tour de l’Avenir, Tour de France dla młodych zawodnik.w, minimalnie przegrał walkę o zwycięstwo etapowe. A był tam tylko po to, by zbudować formę na sezon przełajowy, jak podkreśla. Do 2018 wiąże go kontrakt (wraz z bratem) z ekipą BKCP‑Corendon, skoncentrowaną na przełajach i biorącą udział tylko w mniejszych wyścigach szosowych. Ojciec van der Poel planuje już jednak przyszłości swoich synów na szosie. Chciałby, żeby kolejnego lata wzięli udział w trudniejszych wyścigach szosowych i uzyskiwali wyniki. Chce ich przygotować do kariery w bardziej lukratywnej na dłuższą metę dyscyplinie sportowej. Role, jak sądzi domowy doradca, miałyby być jasno rozdzielone. David byłby dobrym specjalistą od wyścigów jednodniowych, Mathieu od etapówek z górami i czasówkami. Dziadek Raymond potwierdza: „Mathieu ma taki potencjał”. Nie sądzi, by gdziekolwiek istniała podobna kombinacja, dziadka, ojca i dzieci w kolarstwie: „Na pewno mają nasze geny i zdecydowanie im to nie zaszkodzi” – szacuje Poulidor.