Test okulary fotochromowe: Światło i cień

Okulary fotochromowe (samościemniające) mają zapewnić rowerzyście ochronę oczu przy każdej pogodzie. Dzięki nim można by raz na zawsze zapomnieć o uciążliwej wymianie szkieł. Niestety nierzadko kosztują ponad 800 złotych. Sprawdziliśmy 14 modeli i wyjaśniamy, czy fotochromy naprawdę warte są swojej ceny.



Czy pamiętacie jeszcze kultowe w latach 90. okulary przeciwsłoneczne z unoszonymi soczewkami (te z klapką)? Przezroczyste soczewki skrywały się pod umieszczoną na małym zawiasie przyciemnianą szybą. Dwa w jednym. Jeśli robiło się pochmurno, ruchem kciuka unosiło się przyciemniane szkła i znów można było cieszyć się nieograniczonym polem widzenia. Jedne do wszystkiego, co w przypadku rowerzysty jest świetnym rozwiązaniem. Współczesne okulary nie muszą już mieć drugiej pary unoszonych soczewek. Ich rolę przejęły bowiem soczewki fotochromowe, które przyciemniają i rozjaśniają się automatycznie. Umieszczone w sportowych szkłach lub naniesione na ich powierzchnię związki srebra reagują na promieniowanie UV. Nieważne, czy świeci pełne słońce, czy właśnie zakryły je chmury, jedziemy po mieniącej się światłem łące czy zacienioną leśną ścieżką – producenci obiecują, że zabarwienie szkieł dopasuje się do warunków oświetleniowych w przeciągu zaledwie kilku sekund.

 

Fotochromowa „magia” ma jednak swoją cenę. Połowa testowanych przez nas modeli kosztuje przynajmniej 800 złotych. Przy czym warto wiedzieć, że fotochromy to nie tylko same zalety. Wyobraźmy sobie na przykład jazdę samochodem, którego szyby odfiltrowują dużą część promieniowania UV. W tej sytuacji funkcja automatycznego przyciemniania soczewek (brak bezpośredniego promieniowania UV) będzie działała w sposób bardzo ograniczony. Dlatego okulary fotochromowe za kółkiem samochodu w drodze na rowerowy urlop sprawdzą się tylko częściowo. Poza tym reakcja związków srebra uzależniona jest od temperatury. W trakcie upalnych dni molekuły srebra są raczej „leniwe”, natomiast w zimnym otoczeniu reagują znacznie sprawniej i intensywniej. Może się zatem zdarzyć tak, że podczas letniej wycieczki w pełnym słońcu okulary nie przyciemnią się w całym zakresie. I na odwrót, w mglisty zimowy dzień soczewki będą absolutnie ciemne. A ponieważ promieniowanie UV przedziera się przez ogołocony z liści zimowy las także w pochmurne dni, mogą pojawić się problemy z widocznością. Ludzkie oko gorzej akomoduje się do warunków słabego oświetlenia, a to ważne w kontekście szybkości reakcji szkieł. Nie możemy oczekiwać sekundowego przejścia z ciemnego w jasne, jak miało to miejsce w przypadku wspomnianych na początku klasyków z klapką. Związki srebra potrzebują czasu, zanim powrócą do poziomu wyjściowego. W najlepszym przypadku minie około 30 sekund, zanim szyby rozjaśnią się do połowy, co i tak udaje się tylko soczewkom 100%, Oakley i Rose. A do momentu uzyskania całkowitej jasności potrzeba nierzadko ponad pięciu minut. Za to proces odwrotny, tzn. przyciemnianie, przebiega już znacznie szybciej. Wszystkie modele osiągają przynajmniej 50% maksymalnego przyciemnienia w czasie dziesięciu sekund. A okulary 100%, Oakley i Evil Eye, ściemniają się w tym czasie do ponad 70%. Warto jednak pamiętać, że ciemniej niekoniecznie i nie zawsze oznacza lepiej.

 

 

Ciemne czy jasne na początek?

 

Najszersze spektrum zastosowań zapewniają modele o możliwie najjaśniejszej tonacji początkowej. Zabarwienie na poziomie 20-25% jest prawie niezauważalne dla ludzkiego oka. Właśnie dlatego modele Evil Eye, Rose czy Smith sprawdzą się najlepiej na granicy dnia i nocy. Okulary Alpina i Bollé już na początku są tak ciemne, że ich działanie o zmierzchu, czy we mgle jest ograniczone. Najciemniejszych zabarwień (Bollé, Evil Eye, Sweet Protection i Uvex) większość rowerzystów nie będzie właściwie potrzebowała nawet przy ostrym świetle. Dodatkowo długi czas rozjaśniania może niestety skutkować tym, że szybkie przeloty przez las będą odbywały się wręcz po omacku. I tu pojawia się kolejny problem. Każdy, kto w szare i pochmurne dni chętnie sięga po filtry poprawiające kontrast, w przypadku fotochromów będzie miał bardzo ograniczony wybór. Pomarańczowe czy czerwonobrązowe szyby, które absorbują przede wszystkim światło niebieskie i wydobywają kontury terenowych ścieżek, oferują tylko Bollé, Julbo i Rudy Project. Idealną widocznością przekonują do siebie przede wszystkim soczewki Impact X2 Red marki Rudy Project. A dobrego wrażenia nie była w stanie popsuć nawet umiarkowana tylko szybkość zmiany zabarwienia.

 

Oprawki!

 

Ale dobre soczewki nie oznaczają od razu dobrych okularów. Te idealne muszą być bowiem jeszcze wygodne, zapewniać niczym nieograniczone pole widzenia i skutecznie chronić oczy przed pędem powietrza owiewającym twarz. Możliwość regulacji mostka nosa i końcówek zauszników, jaką posiada wiele modeli, znacząco poprawia ich osadzenie na głowie. Okulary typu shield bez oprawek zapewniają wprawdzie znakomitą „dookólną” widoczność, ale ich zausznikom często brakuje wystarczającej siły docisku albo opierają się na brwiach tudzież czole rowerzysty. Idealny kompromis widoczności i komfortu oferują modele o połowicznej oprawce, jak np. 100%, Bollé czy Smith. Górny stelaż siłą rzeczy nie ogranicza widoczności w dół, a mimo połowicznej oprawki okulary stabilnie siedzą na głowie. Pełna oprawka modeli Julbo i Rudy Project ogranicza pole widzenia w zaskakująco niewielkim stopniu, podczas gdy za okularami Alpina, Evil Eye i Rockrider oczy czują się niemal jak zapuszkowane.

 

Podsumowanie

 

Dla większości cyklistów fotochromowe okulary sportowe pozostaną koniec końców synonimem kompromisu. Najlepiej sprawdzą się, gdy w trasę ruszymy o świcie, a także podczas wypraw, które będą kończyły się późnym popołudniem. Komu jednak nie po drodze z powolnym czasem reakcji samościemniających się soczewek, ten zawsze może sięgnąć po nonszalanckie okulary przeciwsłoneczne z klapką.

 

TAK TESTUJE BIKE

 

Samoprzyciemnianie

W celu pomiaru automatycznego przyciemniania za pomocą specjalnej lampy imitujemy warunki oświetleniowe występujące podczas pełni lata. Przy świetle o natężeniu 25 000 luksów i odpowiednim promieniowaniu UV rejestrujemy jasność początkową i przebieg procesu zmiany zabarwienia w regularnych odstępach czasu. Ocenie podlega szybkość reakcji i wynikający z niej stopień rozjaśnienia (w stosunku do poziomu zaciemnienia w czasie dwóch minut). Bezwzględny zakres osiąganego zaciemnienia nie ma wpływu na wynik. 20 procent oceny przypada na sposób zachowania w chłodzie oraz reakcję na przefiltrowane promieniowanie UV (za szklaną szybą).

 

Pole widzenia & ochrona

Oprócz wielkości szkieł i elementów oprawki, które mogłyby ewentualnie wchodzić w pole widzenia, przed dmuchawą weryfikowaliśmy również poziom ochrony przed wiatrem wiejącym z prędkością 60 km/h (pozycja rowerowa w kasku). Opierając się na normie DIN w celu sprawdzenia odporności na zarysowania szkła okularów posypywane były w specjalnym urządzeniu piaskiem kwarcowym (najpierw o masie 0,75 a następnie 1,5 kg). W ten sposób imitowaliśmy cykl życia produktu.

 

Wyposażenie

Dodatkowe punkty przyznawaliśmy za zawartość kompletu (jak etui, materiałowy woreczek, dodatkowe wymienne szkła, powłoki soczewek) i konstrukcję (możliwość regulacji zauszników i noska oraz inne ewentualne dodatki).

 

Zasada działania samoprzyciemniania

Za zmianę zabarwienia szkieł okularów fotochromowych odpowiadają mikroskopijnej wielkości związki srebra. Wyjaśnimy, dlaczego efekt ten ma swoje ograniczenia.

 

Samoprzyciemniające szkła istnieją już od lat 60., ale w przypadku zastosowań sportowych technologia zyskała na popularności dopiero w połowie lat 80., kiedy na ryku pojawiły się fototropowe szkła z tworzywa sztucznego. Proces automatycznego przyciemniania fototropowych czy fotochromowych szkieł opiera się na zatopionych w nich albo naniesionych na nie w formie powłoki związków srebra. Pod wpływem promieniowania UV molekuły srebra zmieniają swoją chemiczną strukturę. W niepobudzonym stanie molekuły są prawie niewidoczne, a jedynym ich śladem jest lekkie zabarwienie podstawowe. Naświetlone zwiększają swoją powierzchnię i zamykają się niczym płatki kwiatu – szkła ciemnieją. Jeśli poziom promieniowania UV zmniejsza się, molekuły srebra powracają do pierwotnej postaci. Szybkość i intensywność zaciemniania uzależniona jest także od temperatury. Im zimniej, tym szybciej przebiega cały proces i tym ciemniejsze stają się szkła. Problem mogą stanowić mgliste zimowe dni. A ponieważ promieniowanie UV może być silne także we mgle, szkła mogą niekiedy być tak ciemne, że z powodzeniem dałyby sobie radę w słoneczny dzień na basenie. I na odwrót, fotochromy w pełni lata często nie są przyciemnione w wystarczającym stopniu, ponieważ temperatura utrudnia reakcję molekuł.

 

 

 

 

Komentarze do artykułu