Miejscówki: Góry Suche i złoty pociąg

Miał być Śnieżnik, ale prognoza pogody - minus 7 o świcie, kiedy mialem tam być - oraz fakt, że alternatywa była równie interesująca, spowodowała, że trafiłem w okolice Głuszycy. Bo kto mógłby się oprzeć perspektywie zobaczenia tunelu, w którym być może krył się złoty pociąg?



 

Punkt startu -  Agroturystyka Finezja w Sierpnicy. Tuż obok Głuszycy, boczna ulica pod górę. To tu spotkałem się z Agatą, Magdą i Karolem, Piotr, tym razem robiący za przewodnika, dołączył po chwili. Magda i Karol prowadzą tu kwatery, sami jeżdżą na rowerach. Wiadomo - Strefa MTB Sudety zaczęła się od Strefy MTB Głuszyca! Tradycja zobowiązuje! Wszyscy jesteśmy opatuleni niemal jak bałwanki.... Termometr pokazuje -3!

 

 

Jeszcze tylko parę kropli na złoty łańcuch i można jechać!

 

 

Ruszamy żwawo pod górę, w kierunku granicy z Czechami. Mam jeszcze nadzieję, że przywiozłem słońce ze sobą. Świeciło od Wrocławia niemal do punktu startu

 

 

Ale to tylko przebłyski, okaże się, że pochmurno będzie niemal przez cały dzień. Za to jak już swieci to zdjęcia same się robią

 

 

Rozgrzani zostajemy już pierwszym podjazdem. Momentami ma 16 %. Agata cały czas wspomina Extreme MTB Challenge, ultra maraton, który odbywa się na tej trasie

 

 

Podjeżdżamy dalej, a ja widzę znajome miejsca. Poznaję ten widok, nawet jeśli był kiedyś pod śniegiem! Tyle, że wtedy byliśmy tu na fatach!

 

 

Niektóre fragmenty nie przypominają tego, co pamiętam zupełnie...

 

 

Inne owszem, są bardziej znajome - tyle, że poprzednio brnęliśmy jak ślimaki w śniegu! Ten podjazd za Radosną szlakiem prowadzi do Andrzejówki, wiem gdzie jestem

 

 

Na szczycie najbardziej stromej części wszyscy są zadowoleni. Nawet bez śniegu było ciężko

 

 

A zima czai się tuż za rogiem.... co widać po oszronionych trawach. Hallo, tydzień wcześniej było jeszcze ponad 10 stopni!

 

 

Im wyżej i bliżej Andrzejówki, tym tę zimę widać coraz bardziej. Nic dziwnego, to prawdziwe góry! Nic dziwnego, że przypominają mi się wcześniejsze wypady do Andrzejówki

 

 

Dlaczego właściwie w 90% przypadków bywam tu zimą, albo prawie zimą? Na fatach byłem nawet dwa razy - pięknie błądząc zresztą Singielek z Waligóry jest przyjemny

 

 

Singielek kończy się nie tylko bramą z roślinności, ale doprowadza nas niemal do samej Andrzejówki. Ludzi jest coraz więcej - widać, że chcą odetchnąć świeżym powietrzem

 

 

Ta, zgodnie z oczekiwaniami, sama w sobie jest zamknięta - ale na zewnątrz czeka dobrze zaopatrzony bufet!

 

 

Są ciepłe napoje, ciepłe jedzenie, ale nie chcemy się zatrzymywać, żeby nie wystygnąć

 

 

Jest nawet piwo - i to w dużym wyborze. Szanuję tych, którzy w tej temperaturze brali zimne

 

 

Czy mówiłem już, że w Górach Suchych byłem kilka razy? Niekiedy jakby było widać więcej - może dlatego, że było lato?

 

 

Nie czekamy dłużej i jedziemy dalej - w kierunku kolejnej atrakcji, czyli ruin. Słońce nieśmiało przebija się znów zza chmur

 

 

Ale robi to mało skutecznie, musi się jeszcze poduczyć

 

 

Za to ten wszechobecny szron, ślad po chmurach.... cudo!

 

 

W stronę ruin zamku Rogowiec prowadzi kolejny, niemal pionowy podjazd. A osłodę buki oświetla znów słońce. Takiej okazji do foty nie można stracić.

 

 

I w końcu same ruiny i tak zwana "brama" - to tutaj kiedyś urzędowali prawdziwi rycerze zbójnicy

 

 

Dziś to jeszcze jedna atrakcja turystyczna. Nie narzekamy - da się nawet podjechać

 

 

W dole, z punktu widokowego, widać Głuszycę. Ci rycerze mieli niezły gust jeśli chodzi o to co za oknem. I praktyczne podejście - widok jest rozległy

 

 

W słoneczny dzień byłby jeszcze lepszy!

 

 

Znów trafiamy na szlak, którym prowadził Extreme MTB Challenge - nie ma tu oficjalnej ścieżki, jedziemy w niezłym syfie. Modlimy się za przerzutki

 

 

I kiedy zjeżdżamy w kierunku doliny i Rybnicy Leśnej, nagle Karol dostrzega ślady świeże ślady - czyżby ktoś budował singielek? Oczywiście postanawiamy go sprawdzić!

 

 

Do odważnych świat należy, jest i nagroda - słońce! Sam trail jest zdecydowanie w budowie i mocno enduro. Ba, raczej z tych pionowych

 

 

Po dojechaniu do dna doliny przebijamy się na drugą stronę i na Singiel na Rybnickim Grzbiecie

 

 

Na szczęście, pomimo robót leśnych, nadal jest przejezdny, ba, nawet uprzątnięty - choć zaszły pewne zmiany

 

 

Jedna z niewielu zalet wycinki, to fakt, że w końcu są i widoki! Wcześniej jechało się tu w gęstym lesie. W dole Grzmiąca

 

 

Ta skała, to jeden z charakterystycznych punktów singla

 

 

Wszystko co piękne kiedyś się kończy. Na końcu singla zjeżdżamy mocno stromo w lewo.... koła tańczą na mokrych liściach. Kiedyś singiel kończył się fajnymi agrafkami, obecnie niestety nie istnieją

 

 

A na dole niespodzianka! A tyle razy mijałem to miejsce...

 

 

Jest obiecany tunel - tak naprawdę bliźniak tego czynnego obok, którym prowadzi linia kolejowa Kłodzko - Wałbrzych

 

 

Nie jest najdłuższy w okolicy - umówieni jesteśmy już na kolejną eksplorację, tym razem wezmę lampki! - ale i tak robi wrażenie

 

 

Zdecydowanie pociąg by się tu zmieścił! Był ktoś przed nami? Całkiem możliwe ;)

 

Możecie powtórzyć naszą trasę, znajdziecie ją poniżej i pod linkiem - liczyła 40 km i niemal 1000 metrów podjazdów

 

Komentarze do artykułu