e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

Im więcej, tym lepiej. Ale czy to założenie sprawdzi się także w przypadku elektrycznych rowerów górskich? A może przepastny skok zawieszenia niektórych e‑enduro to już przesada? Nasz test miał za zadanie wykazać, na ile wszechstronne są elektryki o dużym skoku, a także który z tegorocznych rowerów będzie najlepszy, jeśli za kryterium wyboru brać przyjemność czerpaną ze zjazdów.



EFEKT OŁOWIANEGO BIDONU

 

W porównaniu z rowerami analogowymi e‑bike ma tę wadę, że jest znacząco cięższy. Z drugiej strony tę przewagę, że jest znacząco cięższy. Błąd logiczny? Nie, fizyka. 20 lat temu zawodnicy downhillowi umieszczali pod suportem bidony wypełnione ołowiem, żeby ich rowery prowadziły się spokojniej. Większa masa mocniej dociskała rower do ziemi. Dzięki temu przy dużych prędkościach w trudnym terenie rower był stabilniejszy, a kontrola nad nim zdecydowanie łatwiejsza. Sztuczka z ołowiem, do której musieli uciekać się brawurowi jeźdźcy, była remedium na ówczesną geometrię i podskakujące elementy zwieszenia. Współcześni kolarze górscy nie mają już tego typu problemów. Sprawdziła się bowiem długa i płaska geometria ram, a technologia i kultura pracy układów zawieszania stoi na wysokim poziomie. Mimo tego ciężkie na skutek dodatkowej wagi silnika i akumulatora rowery elektryczne niejako z automatu korzystają z pozytywnego efektu, jaki swego czasu zapewniał ołowiany bidon. Dodatkowe kilogramy przekładają się na stabilność podczas jazdy.

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

Cannondale Moterra – raczej komfortowy full, któremu bliżej do górskiej tułaczki, aniżeli zjazdowy przecinak. Umiarkowany kąt główki ramy, wysoki przód, średnia wartość Reach i nieco twardszy tył przypominają wyważony charakter roweru trailowego. Za to skok zawieszenia dysponuje rezerwami właściwymi enduro.

 

Trailowe elektryki o skoku 140 mm grzecznie utrzymują tor jazdy i prowadzą się w sposób charakterystyczny dla małych rowerów zjazdowych. Komu i po co potrzebne są więc zawieszenia o skoku 160 mm, a zdarza się, że większym? Czy testowane przez nas elektryczne enduro sprawdzą się w codziennym użytkowaniu? I kolejne pytanie, jak bardzo trzeba się postarać, aby w pełni wykorzystać potencjał tkwiący w monstrualnych konstrukcjach o przepastnym skoku?

 

ANALOGOWY BÓL ENDURO

 

Producenci zgodni są co do tego, że rowery elektryczne powinny mieć swoich przedstawicieli w królewskim segmencie enduro, skoro spełniają jego założenia nawet lepiej niż analogowi bracia. Napędzane siłą mięśni i sprawne na zjazdach enduro buduje się w oparciu o masywne ramy, mocniejsze podzespoły i pokaźnych rozmiarów elementy zawieszenia. A to oznacza targanie ze sobą dodatkowych kilogramów – w imię większej stabilności jazdy i odporności na łomot, skoki oraz dropy. Klasyczne enduro stwarza powody do radości, ale tylko na zjazdach, bo w drodze na szczyt będzie bolało. Logicznym wydaje się zatem, że gdzie jak gdzie, ale przede wszystkim w klasie enduro, silnik stanowi największą zaletę. W żadnej innej kategorii rowerów górskich nie będzie z niego aż takiego pożytku.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

Long, low, slack – trzy atrybuty nowoczesnych maszyn do ścigania Giant Regin E+ połączył bardzo konsekwentnie. Bardzo długi (baza kół dłuższa o 5 cm niż w Cannondale’u Moterra!), niski przód i ogromny Reach. Wszystko to sprawia, że rowerzysta przybiera na zjazdach wymagającą pozycję wyścigową. Rower będzie superszybki pod każdym, kto go ujarzmi. Jeśli zależy wam na pewnej pozycji za sterami i poręczności w ciasnych nawrotach, rower będzie na granicy.

 

PRAWIDŁOWY KIERUNEK

 

Do pojedynku stanęło pięciu śmiałków. Mondraker i Merida udostępniły nam rowery o stosunkowo małym skoku tłumika, 150 mm w enduro to dolna granica. Cannondale i Giant oferują zwyczajowe 160 mm z tyłu, a do tego 170 mm skok z przodu. Kąty główki ramy plasowały się poniżej 65 st., wobec czego rowery prowadziły się już niemal na poziomie klasycznych zjazdówek. Natomiast YT idzie jeszcze krok dalej i rozwierca zawieszenie tylnego koła do 165 mm.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

PLUS: Dużym skokiem zawieszenia do 180 mm elektryczne enduro zachęcają do szybkiej jazdy także poza utartymi szlakami. A do tego potrzeba solidnych opon! Giant wrzucił na tylne koło oponę Maxxis w wersji Double Down – idealnie. Wszyscy inni postawili przynajmniej na Exo+ albo wzmocniony karkas Protection, jak w przypadku Conti. Godny pochwały jest fakt, że Giant wyjeżdża z fabryki na oponach w systemie tubeless.

 

Testy bardzo szybko pokazały, że przesiadka z dużego skoku zawieszenia na jeszcze większy to prawidłowy kierunek rozwoju, także w elektrykach. We wszystkich przypadkach pełnowartościowe układy zawieszenia sprawowały się wyśmienicie na podjazdach, a w niektórych były niesamowicie skuteczne także na trasach zjazdowych. Ogólnie rzecz biorąc, dłuższy skok można ustawić bardziej miękko, dlatego elektryki sprawnie niwelowały niedelikatne przeszkody podjazdowe, zapewniając przy tym morze atrakcji. Punktem wyjścia do poprawnej pracy układu zawieszenia zawsze jest jego zestrojenie.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

 

MNOGOŚĆ PARAMETRÓW

 

Wszystkie testowane tu rowery to wysoka półka cenowa, producenci montują w nich wyselekcjonowane, szlachetne elementy zawieszenia dysponujące mnogością ustawień. Amortyzator Fox 36 Float Grip2 i tłumik Float X2 umożliwia na przykład regulację pięciu parametrów: tłumienia szybkiej i wolnej kompresji, tłumienia szybkiego i wolnego powrotu oraz ciśnienia w komorze powietrznej. Grawitacyjne monstra będą amortyzowały idealnie pod jednym warunkiem – wszystkie z ww. parametrów trzeba dostroić. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać karkołomne, w sukurs przychodzi jednak Fox. Firma publikuje w sieci łatwo przyswajalny manual, który logicznie, krok po kroku, prowadzi użytkownika do ustawień podstawowych. Naprawdę warto zadać sobie odrobinę trudu i zastosować się do zaleceń. A uwzględniając dodatkowo wytyczne nadrukowane na amortyzatorze, w przeciągu pięciu minut uzyskamy setup, który w przypadku 90% użytkowników sprawdzi się lepiej niż dobrze i pozwoli na skuteczne wykorzystanie potencjału drzemiącego w zawieszaniu.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

 

SILNIKI

 

Aby zmodyfikowane pod kątem zjazdów bolidy mogły wdrapać się na górę, zadbali najwięksi producenci silników elektrycznych. Bosch wszedł w drogę konkurencji, którą nową generacją jednostek napędowych poniekąd nawet wyprzedza. Szczególnie w kontekście czułości i elastyczności. Akumulatory marki zyskały jednocześnie większą pojemność, 625 Wh to nowy standard marki Bosch. Standard zintegrowany. Silnik trafił w ramy dwóch testowanych elektryków. Zarówno w przypadku Mondrakera, jak i Cannondale’a, sprawował się bez zarzutu, a w trybach e‑MTB oraz turbo wręcz doskonale. Nawet w najmocniejszym trybie wspomagania jedzie się teraz bez wyrywania na tylne koło, a mocy nie brakuje w szerokim zakresie kadencji. Byliśmy jednak trochę rozczarowani wsparciem w trybie eco. Trybów o najmniejszej sile wspomagania, które oszczędzają baterię, szczególnie chętnie używają zdobywcy najwyższych szczytów.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

MINUS: Tryb eco nowego silnika Bosch 4. generacji jest za słaby. Wspomaganie jest wystarczające na równinach, jednak na podjazdach zwyczajnie go brakuje. Niestety kolejny tryb jest już za mocny, a możliwości personalizacji siły wspomagania za pomocą aplikacji brak. Z naszego punktu widzenia nie będzie to zatem rozwiązanie idealne dla rowerzystów, którym zależy na osiąganiu jak największych przebiegów z dużą ilością przewyższeń, ani dla tych o dobrej kondycji.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

*Uzyskano w laboratorium EMTB na rolkowym stanowisku pomiarowym przy najwyższym trybie wspomagania, stałe wzniesienie bez odcinków płaskich. Moc kolarza 130 W, waga kolarza 85 kg. Czas/500 m dotyczy pierwszych 500 metrów pod górę.

 

U Boscha eco okazał się jednak tak słaby, że już na wzniesieniach średniej wielkości tempo spadło drastycznie, silnikowi brakowało „pary” i nie radził sobie z dodatkowymi kilogramami. Cóż, zmieniliśmy zatem na tryb tour, ale okazało się, że różnica między nimi jest niewspółmiernie duża. Niestety Bosch nie oferuje wygodnej dla użytkownika możliwości personalizacji trybów wspomagania za pośrednictwem aplikacji. Z Shimano sprawy mają się inaczej. Sprawdzony – i wciąż bardzo dobry – silnik E8000 w tym roku wykorzystywany jest już coraz rzadziej. Wiele firm przesiadło się bowiem na produkty niemieckiej konkurencji.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

 

Wierni Japończykom pozostali Merida i YT. Merida wykorzystuje nowy, wąski i zintegrowany akumulator o klasycznej pojemności 504 Wh, YT napędza bateria 540 Wh. Tym samym oba rowery plasują się na dalszych pozycjach rankingu pojemności. W kwestii personalizacji Shimano prowadzi, oferując aplikację e‑Tube. Giant i Yamaha – ten związek to już niemal tradycja. Także Yamaha zmodernizowała swój silnik. Nowa jednostka płynniej transferuje moc. Niezmienne pozostały jednak pewne nieokrzesanie oraz trzeszczenie na górskich podjazdach. Wciąż typowe dla Yamahy są także braki mocy przy wysokiej kadencji. Jednostka napędowa preferuje jednak użytkowników, którzy pedałują powoli.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

MINUS: Fabrycznie wyświetlacz Kiox montowany jest w uchwycie tylko na magnes. W wyboistym terenie wielokrotnie zdarzało nam się, że odpadał i lądował gdzieś w krzakach. Za którymś razem nie znaleźliśmy go już w ogóle, skutkiem czego cały system wspomagania wyzionął ducha. Na szczęcie wyświetlacz można przykręcić na stałe (śrubka dostarczana w zestawie). Przy typowej jeździe enduro to konieczność.

 

WŁAŚCIWOŚCI ZJAZDOWE

 

Tak jak różna jest charakterystyka pracy silników, tak różne są właściwości zjazdowe e‑enduro. Podczas gdy Giant rozjeżdża wszelkie nierówności terenu niczym buldożer, na YT i Meridzie (mimo większego skoku) korzenie można traktować jak trampolinę do skutecznego wybijania się w powietrze i bawić się przy tym pierwszorzędnie. Także Mondraker i Cannondale gwarantują olbrzymi zapas bezpieczeństwa na zjazdach – znacznie większy niż ten znany z rowerów trailowych. Zapasu bezpieczeństwa nie trzeba od razu traktować jako zachęty do podkręcania prędkości. Miła jest jednak świadomość, że można, i to bez narażania się na sytuacje podbramkowe. Opinia testerów była jednoznaczna – większy skok może usprawnić elektryki na każdym polu, tak pod górę, jak i w dół.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

PLUS: E‑enduro to sprzęt sportowy, dlatego naszym zdaniem klucz do zabezpieczania akumulatora jest zbędny. Znając życie i tak o nim zapomnimy, a gdy przyjdzie wymienić baterię, będziemy w… terenie. W modelach Merida, YT i Giant służy do tego klucz imbusowy (w Meridzie został zintegrowany).

 

Waga i punktacja

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

 

Bardzo dobrym wynikiem 378 punktów YT Decoy wygrywa porównanie. O zwycięstwie zdecydował niemalże idealny mariaż stabilności prowadzenia, poręczności na zjazdach, nienagannego wyposażenia (za wyjątkiem manetki zmiany przełożeń) oraz solidnego układu zawieszenia. O włos za nim plasuje się Cannondale Moterra, który zgarnia pokaźną pulę punktów za pracę elastycznego i mocnego silnika Bosch oraz baterię o większej pojemności. Także środkowe miejsca stawki okupowane są przez znakomite rowery, które zdobyły ponad 360 punktów, zasługując na ocenę SUPER. W 2020 roku wszyscy producenci bez wyjątku opanowali temat geometrii oraz wyposażenia. Korby są krótkie, opony agresywne, a akumulatory zyskały dodatkową pojemność, która oznacza większy zasięg. Dodatkowo długi skok z tyłu powoduje, że każdy z nich dysponuje ogromnymi pokładami trakcji. Na zjazdach elektryczne enduro to zaufany kompan. Jedynie najbardziej ekstremalny Giant o niskim przodzie, nieco nieokrzesanym silniku Yamaha i niemal nieporęcznej długości stracił kilka punktów, co nie zmienia faktu, że to wciąż bardzo dobry rower.

 

e-Enduro: CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO?

 

PODSUMOWANIE

 

Elektryczne enduro bardzo umiejętnie łączą aspekty turystyki górskiej z maksymalną przyjemnością na zjazdach. Szczególnie dobrze udało się to w przypadku YT Decoy. Również pozostałe maszyny przekonały nas świetną trakcją na podjazdach i dużymi rezerwami bezpieczeństwa na zjazdach.

 

Test e-Enduro: YT Decoy CF Pro Race

 

Każdy, kto chciałby jeździć w wymagającym terenie górskim, czy nawet od czasu do czasu wyskoczyć do bikeparku, nie powinien poprzestawać na mniejszym skoku zawieszenia. Pewność i bezpieczeństwo na zjazdach, niesamowita przyczepność na korzeniach, tak pod górę jak i w dół, oraz solidne wyposażenie – w trudnym terenie elektryczne enduro oferują większą przyjemność niż rowery trailowe.

 

Zobacz wyniki testów e-Enduro

Walka klas: Test silników elektrycznych

Komentarze do artykułu