Marta Lach: „Chciałam być jak Maja!”

Marta Lach to jedna z czterech zawodniczek polskiej grupy CCC-LIV, kobiecej ekipy, która w tym sezonie występuje pod naszą flagą! Zawirowania związane z epidemią, w tym przede wszystkim brak wyścigów, nie spowodowały jednak, że Marta zwolniła tempo. Pretekstem do naszej rozmowy stały się zdjęcia, jakie wrzucała tej wiosny z treningów MTB! 



Wystarczy raz z nią porozmawiać, by zauważyć, jak wielką radość ma z tego, co robi. Jak napisała na swoim FB: „Wielu osobom się to podoba, ja mam radość z kolarstwa, staram się tę radość i energię przesyłać wszystkim kibicom. Moje życie byłoby niczym, gdyby nie ludzie, których spotykam, i oni też dają mi tę energię. Jak wyjeżdżam na rower, czuję się wolna, swobodna, czuję, że jestem sobą. Dodatkowo rywalizacja podczas wyścigu, to, że mogę się wyżyć na rowerze, mogę oddać całą siebie, to daje mi determinację, wolę walki i ten uśmiech i radość z tego, co robię”. Najlepiej zresztą zajrzeć na profil Marty (https://www.facebook.com/marta.lach.7) i zobaczyć, np. jak trenuje w domu. To prawdziwy wulkan energii! Wiele osób jednak nie wie, że Marta, choć dziś ściga się na szosie, a na koncie ma m.in. tytuł wicemistrzyni Europy ze startu wspólnego w kategorii U23, zaczynała na góralu. Zapytaliśmy ją o te początki, łapiąc zawodniczkę w samochodzie w Międzybrodziu Żywieckim.

 

Zobaczyłem, że jeździsz na góralu?

 

Tak, ponieważ zaczynałam od kolarstwa górskiego. 

 

Kiedy?

 

Zaczęło się w 2008 roku od szkolnego Wyścigu o Puchar Doliny Karpia. Nie chciałam jechać, brat mnie namówił i rodzice. Był październik, lało, zimno. Kask pożyczony od sąsiada z mojej wioski. Wyprzedziłam wszystkich chłopaków! Byłam pierwsza. Trener chciał, żebym dołączyła do klubu w Zatorze. Ale była zima. Kto mądry jeździ w zimie na rowerze? Na wiosnę 2009 postanowiłam, że zostanę kolarką i zapiszę się do klubu. Nie pomyślałam, że to będzie tyle kosztowało… Rower za kilka tysięcy złotych. Rodzice nawet chcieli wziąć pożyczkę, ale pomyślałam, że znajdę inny klub, Sokół Kęty. Nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak kolarstwo szosowe! Bardzo chciałam być jak Maja Włoszczowska i ścigać się w MTB! Całkiem nieźle mi to wychodziło, ale był problem z moją techniką. 6-7 lat temu nie było jeszcze takich dropów czy skoczni. Boję się, jak tracę przyczepność, jak jestem w powietrzu! Doszły jeszcze te wszystkie rockgardeny, dziwne pumptracki. Zmieniło się, a ja zaczęłam bardziej odnajdywać się na szosie. Umiem zafiniszować, odnaleźć się w peletonie. Szosa mnie bardziej zainteresowała, ale to nie znaczy, że nie siadam na rower górski. Praktycznie całą zimę, jak jestem w domu, jeżdżę na MTB, np. w Beskidy. Bardzo to lubię.

 

Gdzie mieszkasz?

 

Na pograniczu Kotliny Oświęcimskiej i Beskidu Małego, w małej miejscowości Głębowice. Blisko w góry! Nawet na szosie jeżdżę gdzieś między tymi górami. Wszystkie szlaki górskie mam zjeżdżone. Choć, szczerze mówiąc, nie byłam jeszcze na ścieżkach w Bielsku. Ale bardzo bym chciała! Rozmawiałam już nawet z kilkoma osobami z MTB, żeby mnie nauczyli czegoś fajnego. To super odmiana w tym czasie. Trzeba się skupić na tym, co cieszy, spróbować czegoś nowego.

 

Jak to u ciebie teraz wygląda? Mamy maj*, a wyścigi mogą wystartować w sierpniu. Masz już konkretne plany?

 

Rozmawiałam z dyrektorem ekipy, ale tak naprawdę wyścigów jest bardzo dużo, gęsto! Praktycznie każdy z nich chciałabym pojechać. Ekipa chce nas rozdzielić w miarę sprawiedliwie, by każdy się odnalazł, by pomóc zwyciężyć w wyścigu, o którym marzy. Wierzę, że uda mi się pojechać. Cały czas ciężko trenuję. Rower mnie cieszy, staram się wykorzystywać ten czas. Doskonalić, poprawiać swoje słabe strony.

 

Wyścig, w którym chciałabyś wystartować? Twoje marzenie? 

 

W Boels Ladies Tour, to taka etapówka World Touru w Holandii. Jest szybko, wąsko, ciężkie etapy, około 150 km. Po prostu taki wyścig, w którym trzeba być z przodu, na finiszach. W takich dobrze sobie radzę. Byłam liderką w zeszłym roku, myślę, że i w tym sobie poradzę. A potem Giro. To było dla mnie w ubiegłym roku niesamowite przeżycie. Ile ja się musiałam nawalczyć ze sobą. Ale chciałabym móc znów to przeżyć. No i klasyki! I Strade. Jest tyle wyścigów, w których chciałabym wystartować. Ma być też Paryż – Roubaix dla kobiet. Pamiętam wyścig z ubiegłego roku, zostałam z peletonu, a potem na brukach dogoniłam. To było coś niesamowitego. No i będzie to pierwsza edycja. Mam dużo marzeń i dużo celów.

 

Myślisz, że dobrze jeździsz po brukach, bo jeździsz też na góralu?

 

Myślę, że tak. Mam to wszystko dzięki temu, że wcześniej jeździłam MTB. Mogłam się nauczyć, bo byłam młodą zawodniczką, a wówczas przychodzi łatwiej.

 

Co tydzień jeździsz na góralu? Jakie są proporcje między MTB i szosą?

 

Nie w każdym tygodniu. Ale jeśli mam dowolną jazdę albo przejażdżkę, jadę pobawić się do lasu. Cieszy mnie, jak mogę się pościgać z sarnami!

 

Na czym teraz jeździsz?

 

Na Livie Pique, najnowszy z tegorocznej kolekcji, na kołach 29, SLX i na Foxach. Bałam się zjazdów i dropów, ale teraz bez problemów trzymam się za bratem. 29 cali robi robotę! 

 

*tekst po raz pierwszy został opublikowany w BIKE 5-6/2020