Druga młodość sportowca, cz. 6 albo bieg z przeszkodami

W czasach epidemii regularne trenowanie nie jest najważniejszą rzeczą. Były momenty, a raczej tygodnie, że zeszło na dalszy plan. Po prostu miałem ważniejsze zajęcia. Wygląda jednak na to, że wszystko wraca do „nowej normy”, więc i ja biorę się solidnie do roboty. Tym bardziej, że na horyzoncie kolejne wyścigi!



Co u mnie? Tekst w pierwszej wersji pojawił się w Bike 5-6/2020, a więc chwilę temu, najwyższy czas więc na jego aktualizację!

 

Wprowadzenie brzmiało tak:

 

"Są duże szanse na to, że w momencie, gdy będziecie czytać ten tekst, ja będę kropką na mapie. W dodatku ruchomą! Podobnie jak w ubiegłym roku także w tym brać będę udział w wyścigu bez pomocy z zewnątrz, w którym pozycja zawodników śledzona jest online za pomocą tzw. trackerów. Tym razem nie będzie to jednak Carpatia Divide, ale Pomorska 500. Formuła startu indywidualnego pozwala na rozegranie go mimo pandemicznych ograniczeń, już więc szykuję się na 560 kilometrów od Zalewu Szczecińskiego po Gdańsk. Start 11 czerwca, a meta? Zobaczymy. Startujących będzie można śledzić na stronie pomorska500.pl/live/. Ten sam organizator co Carpatii (również imprezy Wisła 1200) daje gwarancję, że Pomorska będzie niezapomnianym przeżyciem. 

 

Nie mam specjalnych obaw, co do tego, czy dojadę do celu, bo kondycja stopniowo rośnie. Nie mam jednak pojęcia, ile czasu zajmie przejazd. Na szczęście wiem za to, jakiego użyję roweru. Albo przynajmniej mam taki plan. 560 kilometrów przez Pomorze to tylko 3000 metrów w pionie, co sprawia, że na wstępie założyłem – wybieram gravela. Dorota Juranek, która również zdecydowała się na start, wybrała jednak górala, lekkiego fulla, co nieco zachwiało moją początkową pewnością wyboru. Podobno na trasie jest dużo piachu. Przemyślałem, pozostaję przy gravelu, będzie niezła okazja do porównania. I zamierzam go odpowiednio przygotować. Jak najszersze opony plus miękkie przełożenia (nowy SRAM Force eTap AXS WIDE). Idealna okazja do testu sprzętu."

 

Plany sobie, życie sobie! Dla przypomnienia - Pomorskiej 500 nie ukończyłem, musiałem wycofać się po 320 km.  Problemy z kolanem, tym razem prawym (!) powróciły.

 

 

Testy, testy, testy

 

Pierwotny plan na sezon 2020 zakładał, że pierwszy start również miał być gravelowy. 15 marca powinien był się odbyć we Wrocławiu Gravel Attack. W ostatniej chwili impreza została odwołana, co nie przeszkodziło mi sprawdzić się na tej trasie. Ba, zrobiłem to dokładnie tego dnia, na który został wyznaczony wyścig, tyle że parę godzin później. Jednocześnie chciałem się przekonać, jak radzi sobie moje kolano, z którym miałem problemy po Carpatii. O kontuzji pisałem w jednym z poprzednich odcinków. Relację z przejazdu znajdziecie tutaj, w skrócie jego podsumowanie sprowadza się do tego, że plan przejechania 113 kilometrów po pagórkach między Wrocławiem a Trzebnicą w ciągu sześciu godzin udało mi się zrealizować w 100%. Kolano, choć pobolewało, wytrzymało do końca, mimo niskiej temperatury na ostatnich kilometrach. 

 

Kolejna okazja do sprawdzenia siebie znów nadarzyła się z powodu odwołanego wyścigu. W Miękini 18 kwietnia miał wystartować tegoroczny Bike Maraton, a wraz z nim nowa kategoria Gravel na średnim dystansie Mega. W Miękini startowałem już kilkakrotnie, ostatni raz dwa lata temu, także na gravelu. Imprezę oczywiście odwołano, obostrzenia dotyczące wejścia do lasu zdjęto dwa dni później, więc pojechałem sprawdzić się sam na trasie, zakładając, że skoro dystans jest bardzo zbliżony, podobnie jak przewyższenia, to i czas nie powinien być gorszy. I nie był! 2:30, choć tym razem jechałem sam (tym samym wygrałem!). Nadzieja na dobrą formę, gdy wyścigi w końcu ruszą, nadal mnie nie opuszcza!

 

Tekst publikujemy w momencie wyjątkowym - dziś w końcu odbywa się Gravel Attack! Oczywiście będzie relacja.

 

Co z progiem FTP?

 

W końcu nadszedł dzień kolejnego testu FTP. AWF we Wrocławiu, gdzie robiony był poprzedni, jest zamknięty. Zrobienie podobnej profesjonalnej próby wysiłkowej nie wchodziło w rachubę także gdzie indziej. Test robiłem więc na Zwifcie i trenażerze Saris Hammer H2, w redakcji. Zwift oferuje do wyboru trzy różne testy, wybrałem ten, który opisano jako najlepszy. Odbiega on znacząco od poprzednio wykonywanego, klasycznego schodkowego. Odpada też oczywiście tzw. gazometria i badania krwi. W skrócie test sprowadza się do tego, by po solidnej rozgrzewce przejechać, jak najmocniej się da, 20 minut. Na tej podstawie wyznaczany jest próg FTP. Dla przypomnienia, FTP to funkcjonalna moc progowa, a próg FTP w skrócie jest największą mocą średnią, z jaką jesteśmy w stanie jechać przez 60 minut. Większa moc, szybsza jazda itd. Trening sprowadza się do podniesienia progu FTP. Powtarzanie testu sprawdzającego próg FTP pozwala stwierdzić, czy trening przynosi efekty.

 

Co uzyskałem? Wyniki nie są jednoznaczne. Zamiast oczekiwanych 220 watów wyszło 194 (z wyliczeń trenera 200), więc czuję się lekko rozczarowany. Po konsultacji z trenerem Mikołajem Dziewą z Inpeak Academy ustaliliśmy, że test zostanie powtórzony, tym razem w warunkach terenowych. Na wynik może mieć wpływ m.in. samopoczucie danego dnia, np., że po miesiącu wymuszonego przestoju zaczął się naprawdę sezon i mam naprawdę dużo pracy. A jednym z podstawowych warunków do uzyskania dobrego wyniku jest świeżość. Swoją drogą, wiedzieliście o tym, że progi do ćwiczeń na trenażerze powinny być inne niż na zewnątrz? Według mojego trenera o około 15 watów, co może tłumaczyć m.in. dlaczego tak trudno było mi wykonywać niektóre mocne i dłuższe interwały, pedałując w miejscu!

 

Stan na dziś

 

Plan na sezon zakładał, że będę czuł się dobrze na rowerze, by jeździć szybciej. I już czuję się lepiej, w stu procentach, choć na razie głównie w dół. Jazda z Mają Włoszczowską (patrz: Reportaż Olbrzymy) była niezłym tego potwierdzeniem. Rozbawił mnie jej komentarz: „Ale zasuwasz! Ja mam 37 lat, a Ty?”. Flow jest, kontrola nad rowerem lepsza, teraz muszę popracować nad mocą. Plan krótkofalowy, na kolejny miesiąc, zakłada zwiększenie objętości tak, by komfortowo przejechać Pomorską 500. Rozglądam się też za kolejnymi wyścigami, gdzie nie będzie tłumów. Na wieść, że ściganie jednak się zacznie, powróciła mi też motywacja, by znów wrócić do tematu diety… Muszę przyznać, że mam z tym największe problemy. Liczę, że jak zrobi się naprawdę ciepło, problem rozwiąże się sam. Hasło wytapianie! Czy tak będzie? Dowiecie się na pewno! A na razie trzymajcie kciuki za pierwszy start! 

 

Trzymajcie kciuki za kolejne starty, nie tylko Gravel Attack. Lista rośnie w szybkim tempie! 

 

Zobaczcie naszą relację z etapówki Carpatia Divide https://magazynbike.pl/2019/11/02/carpatia-divide-czyli-gory-wskros/

 

Komentarze do artykułu