Jak powstaje opona? Continental i praca u podstaw

Daleko, daleko, wśród zielonych wzgórz heskiej prowincji pracuje jedyna w Niemczech fabryka produkująca opony. Dlaczego jedyna? I dlaczego produkowane tam opony mają włosy? Odwiedziliśmy Continentala w Korbach.



 

Podaj gumę! Wśród głośnych trzasków, strzałów i zgrzytów urządzenie wielkie niczym dom przesuwa maty z surowej gumy, wciskając w nie nylonowe włókna.

 

 

Gotowy materiał karkasu, zwinięty w zwoje.

 

 

Opony w trakcie jazdy na rowerze są odpowiedzialne za brudną robotę. Maszyny do ich produkcji, by uzyskać perfekcyjną jakość, muszą być za to krystalicznie czyste.

 

Labirynt w skali mikro

 

Sebastian Moos uśmiecha się lekko, siedząc na biurowym krześle, i pozwala wzrokowi wędrować po powierzchni Mountain Kinga. Jubilerska lupa powiększa gumowe klocki pięćdziesięciokrotnie. To labirynt złożony z 600 elementów. Ciasny. Pokręcony. Zagadkowy. Sebastian Moos potrafi. Da radę.

 

„Krawędzie natarcia są piękne!” – szepcze cicho, podczas gdy wzrok wędruje powoli, bardzo powoli, ku dziwnej, wyrzeźbionej w poprzek formacji na środku opony. Powiększenie przez lupę sprawia, że wygląda kanciasto i majestatycznie, niczym ściany Wielkiego Kanionu. Na płaskowyżu wyrastają gumowe włosy. Moos nie może się oderwać.

 

To fetyszysta detali. Każdy klocek, każdy kąt natarcia muszą być absolutnie perfekcyjne. Fabryki w krajach o niskich płacach wypluwają z siebie codziennie tysiące opon MTB. Dobrych, przyczepnych, o optymalnym stosunku ceny do jakości. Opona z naklejką „Made in Germany” musi się więc wyróżniać. Musi nie tylko wgryzać się w podłoże, ale też przemawiać do grupy docelowej i jej stylu życia. Rozwijanie nowego kształtu bieżnika trwa około roku. „Gdy później, przed wulkanizacją, nakleja się logo Continentala, robi się świątecznie niczym w reklamie kawy, gdzie wszyscy w rodzinie się do siebie uśmiechają, patrząc na dymiący kubek” – mówi Moos, jeden z trzech menadżerów produktu w rowerowej sekcji Continentala. Opowiada, jak ostatnio przez Facebooka dostał zdjęcie dwóch obrączek. Na ich powierzchni wygrawerowano bieżnik Mountain Kinga. Świeżo poślubiona para poznała się podczas jazdy na rowerze górskim. Moos śmieje się. Opona Continentala jako symbol miłości. Naprawdę trudno to przebić.

 

 

Mrówki nie mogą latać helikopterem, ale gdyby mogły, Sebastian Moos polecałby im lot nad oponą Continentala.

 

Tajemnica

 

By pojąć mit związany z Continentalem, trzeba trafić w samo serce syczącej, stękającej i skwierczącej produkcji. Zakład w Korbach jest gigantyczny. Od powstania w 1907 roku niepowstrzymanie rozlewa się w kierunku okolicznych wzgórz otaczających malowniczą heską mieścinę. Wielokrotnie był już rozbudowywany. Trudno znaleźć podobne fragmenty. United Colors of Benetton. W różnych zespołach hali i pomieszczeniach biurowych pracuje łącznie ponad 3000 osób, a nad wszystkim góruje antyczny komin Continentala z zewnętrznym, żółtym zbiornikiem na wodę, uznawanym za symbol Korbach. Większa część fabryki produkuje opony samochodowe.

 

„Rower to tyle” – Sarah Hohmann-Spohr pokazuje szczelinę między palcem wskazującym i kciukiem, sugerując wielkość działki rowerowej. Odpowiedzialna jest za PR tej części i oczywiście jest obecna wtedy, gdy reporter odwiedza „święte hale”. Produkcja opon to połączenie ręcznej roboty i high-tech. Nie wszystko można fotografować. Otoczony mitami „Budynek 18”, w którym powstają mieszanki gumowe, jest niedostępny nawet dla niej. „Tajemnica” – mruga i prowadzi reportera, wraz z menagerem produktu, do sali z kalendrem.

 

Co za sceneria! Z przodu gigantyczne półki z surową gumą, zwiniętą w rolki, niczym w magazynie z dywanami. Pod sufitem rury i prychające wentylatory. Na środku gigantyczny kalender, który surowe maty wyciska do precyzyjnej grubości i jednocześnie wzbogaca o nylonowe włókna – 60 włókien na cal, każde od 0,2 do 0,3 milimetra, w zależności od modelu opony. Sprawia to, że opona jest trzykrotnie wytrzymalsza od puszki coli, ale jednocześnie pozostaje elastyczna. Jest jeszcze cicho, szumią tylko wentylatory. Poranna zmiana właśnie się zaczęła. Trzeba dopiero rozpiąć nowy, gumowy dywan. I wreszcie! Głośne trąbienie. Komunikat. Wszyscy spieszą się na swoje miejsca. Maszyna ożywa. Trzeszczy i strzela. Dyszy. Pracownicy się pocą, niespokojnie kręcą się wokół i wyrywają gumowe odpadki z gardła stalowego monstrum, podczas gdy walce nawijają gotowy materiał opony.

 

 

Centrum sterowania maszyny zwanej kalendrem

 

Made in Germany

 

„Robi wrażenie” – krzyczy Moos wśród huku. Czy właśnie to oznacza „Made in Germany”? Maszyna z piekła rodem o wielkości małego domku, walcująca gumowe dywany tak, by miały wytrzymałość puszki coli?

 

Pani od PR musi się krótko zastanowić. Potem mówi: „Właściwie nie myślimy o tym, czy tu produkujemy, czy też nie. Wszystko sprowadza się do długiej tradycji tego miejsca. Continental to Korbach. Od ponad 100 lat”. Menager produktu Moos przytakuje.

 

Continental to jedyna firma, która produkuje opony rowerowe w Niemczech. By wytrzymać brutalną konkurencję, związaną z wytwarzaniem opon do rowerów seryjnych, powstał co prawda zakład w Azji, ale opony high-tech nadal, tak jak przed laty, wytwarzane są w Korbach. Około 10 000 sztuk. Dzień za dniem. Na trzy zmiany.

 

Idziemy dalej, za szumiącymi wózkami widłowymi, które walce z gumy odbierają od piekielnej maszyny do przycięcia, gdzie cięte są niekończące się taśmy karkasu i powierzchni tocznych. Halę dalej czeka Steffen Krüger, przyjazny typ o wyglądzie gitarzysty punkrockowego. Podczas tej zmiany Krüger skleja półfabrykaty Trail Kinga Protection 27,5. Zdecydowane depnięcie na nożny włącznik. Walec robi obrót, na nim karkas. Kolejny ruch stopą i już jest na nim powierzchnia toczna. Chwila i dochodzą do nich aramidowe pierścienie i nalepki. Półfabrykat, pozbawiony jeszcze bieżnika, jest już gotowy. Ile czasu minęło? Niespełna minuta. Co sprawia, że opony Continentala są szczególne?

 

„No tak, powiedziałbym, że to jakość” – mówi Krüger w dialekcie swojej branderbuskiej ojczyzny. „Praca tutaj to coś szczególnego”.

 

Jakość

 

Określenie to pada natychmiast, gdy rozmawia się z jednym ze współpracowników. Alexander Abdo, który nazywa się „palaczem”, nie jest tu wyjątkiem. Abdo pracuje przy wulkanizacji, to bez wątpienia najbardziej spektakularny oddział firmy. Jest gorąco niczym w Katarze. W powietrzu wisi mocny zapach gumy. Sześćdziesiąt pras o wysokości człowieka na gorąco wypieka półprodukty, przeistaczając je w gotowe opony. 172 stopnie, ciśnienie 15 barów, 280 minut. Abdo staje gotowy do reakcji przed jedną z nich. Świeci się lampka kontrolna. Jednocześnie otwiera się jedna z form, spektakularnie, w obłokach białej, nieprzejrzystej pary. By zaspokoić swoje zapotrzebowanie na ciepło, Continental wraz z miastem Korbach obsługuje spalarnię śmieci. Abdo delikatnie sięga po oponę dłońmi ukrytymi w białych, odpornych na temperaturę rękawiczkach. „Jakość jest najważniejsza” – mówi Abdo, skanując czujnym wzrokiem oponę w poszukiwaniu ewentualnych błędów.

 

Menager produktu Moos, stojący obok, obserwuje scenę z mieszanką fascynacji i dumy.

 

„No tak, w ten sposób powstają na bieżniku włosy” – mówi, gdy stalowe usta gorącej prasy znów się zamykają. „Za sprawą ciśnienia i otworów odpowietrzających”. Bierze oponę ze stojaka transportowego, na którym Abdo właśnie ją powiesił. Guma jest jeszcze lekko ciepła. Moos głaszcze oponę dłonią.

 

Historia z włosami świetnie nadawałaby się do reklamy – podpowiada pani od PR-u. Może to zaproponować? Czemu nie? Świeżo wypiekane opony MTB, na których włosy stają dęba, w Niemczech produkuje się tylko w Korbach.

 

 

Opona z bieżnikiem? Klejenie półproduktów przebiega błyskawicznie dzięki sprawnym rękom Steffena Krügera 

 

 

Klocki bieżnika zostaną wypieczone dopiero później w buchającej parą prasie. Wulkanizacja w fachowym żargonie.

 

 

Każdy bieżnik i każdy rozmiar opony mają swoją formę. Niemal każda jest archiwizowana. W ten sposób później można wyprodukować dowolny model, nawet antyczny.

Komentarze do artykułu