Test napędów MTB: czy 1×12 jest lepsze niż 1×11?

W błoto z 12 przełożeniami, tylko jedną tarczą z przodu i najwęższym łańcuchem świata? W morderczym teście zużycia grupa Sram Eagle musiała pokazać, czy trwałość towarzyszy dobremu działaniu.



 

Jazda na rowerze związana jest ze zużyciem. Części napędu należą przy tym do komponentów najbardziej obciążanych, które muszą być zmieniane regularnie. Wyciągnięte łańcuchy, zjechane zęby to standard, bo napędy nie pracują zamknięte w kąpieli olejowej, lecz otwarte… na zużycie. To zaś wzrasta, gdy materiału jest mniej. Na przykład gdy więcej zębatek musi zmieścić się na tej samej przestrzeni.

 

Im mniejsze powierzchnie nośne, tym większym obciążeniom poddawany jest materiał. Koła zębate przekazują nacisk na rolki łańcucha, a łańcuchy zużywają się wewnątrz, gdy nity obracają się w wewnętrznych ogniwach. Z czasem łańcuch się wydłuża, zużywają się zębatki, napęd przestaje bezpiecznie pracować, dojść może nawet do przeskoków.

 

Nie jest to specjalne zmartwienie, gdy części zamienne kosztują niewiele, jak w grupach dla początkujących. Wówczas można je profilaktycznie wymienić przed większą wyprawą. Sram jednak żąda za części Eagle niemal dziesięciokrotności ceny komponentów z tanich grup – 1969 zł za tryb i 395 zł za łańcuch to uderzenie prosto w serce, zmniejszające chęć przekopywania się przez błoto, gdy wie się, że wydatnie wpływa to na zużycie. Dlatego w kategorii dwunastu przełożeń wytrzymałość części odgrywa kluczową rolę.

 

Sram obiecuje, że części Eagle, za sprawą swojej konstrukcji, wytrzymywać będą dłużej niż komponenty 1x11. Czy rzeczywiście? By otrzymać powtarzalne i porównywalne dane dotyczące zużycia przeprowadziliśmy na Eagle nasz standardowy test laboratoryjny – piaskową torturę na stanowisku BIKE do sprawdzania łańcuchów.

 

W centrum zainteresowania znalazł się przy tym najważniejszy komponent podlegający zużyciu, wąski łańcuch o szerokości 5,27 mm, najwęższy na świecie (jedenastkowy mierzy 5,6 mm). Mniejszą szerokość zewnętrzną Sram osiąga przede wszystkim dzięki węższym blaszkom zewnętrznym, które zostały odchudzone o 15 setnych milimetra. Dla zużycia jest to jednak nieistotne, bo tarcie zachodzi między powierzchniami kontaktu ogniw wewnętrznych i nitów. Tu różnice w stosunku, między napędami jedenastkowym i dwunastkowym, są praktycznie żadne. Szerokość wewnętrzna łańcucha została zachowana, podobnie jak grubość kół zębatych.

 

Zęby z przodu są jednak trochę wyższe i wcześniej chwytają łańcuch przy wchodzeniu na przednią tarczę. Poza tym zostały mocniej wyfrezowane, by mniej obcierać podczas pracy na skos. Zachowana została zasada, że cienkie i grube zęby wchodzą w łańcuch na przemian, tak, by trzymać go bez dodatkowej prowadnicy łańcucha.

 

W trybie Sram sięgnął po sprytny trik, by go poszerzyć. Duża zębatka 50 zębów wygina się na zewnątrz, sięga 5 mm nad plątaninę szprych. W przypadku mniejszego biegu górskiego w jedenastce wygięcie to wynosiło tylko 2,5 mm.

 

Teoretycznie rzecz biorąc, Eagle, dzięki trikom z geometrią, nie powinien mieć specjalnych wad pod względem wytrzymałości w stosunku do jedenastki XX1, która we wcześniejszym teście wytrzymałościowym wypadła bardzo dobrze.

 

 

Aż serce pęka

 

Między teorią i praktyką znalazło się obrzydliwe piszczenie i trzeszczenie maszyny do testu łańcuchów, która sprawia, że zużycie słyszy się i czuje. Warstwa piasku na naoliwionych ogniwach sprawia, że rząd ogniw, pracując, rozdziera serce. Łańcuchy mają jednak twarde serca. Po kilku minutach praca ulega wyciszeniu, a masa przypominająca pastę ze smaru i piasku przeciska się przez szczeliny w łańcuchu i zębatkach.

 

Na końcu naszego cyklu zużycia okazało się, że Sram przyłożył się do swojej pracy. Dwunastka pozostaje na poziomie zużycia jedenastkowego XX1. Nie jest lepsza, ale nie jest też gorsza. Zużycie bolców łańcucha jest niewielkie, także rolki są bardzo twarde. Twarde chromowanie łańcucha trochę się starło, a po stronie wewnętrznej bolce noszą niewielkie ślady zużycia, ale nie ma jeszcze potrzeby zmiany. Także ogniwo do zapięcia obroniło się dzielnie i wyciągnęło niewiele więcej niż reszta łańcucha.

 

Kaseta, jak zwykle, okazała się wytrzymała. Stalowe zęby wycięte z jednego kawałka materiału pozostały niemal nienaruszone. W przypadku zębatki przedniej stwierdziliśmy podobne zachowanie co w jedenastce – zastosowane aluminium jest twarde, ale pod względem wytrzymałości nie jest w stanie dotrzymać kroku stali i podlega zużyciu, które jednak nie było zbyt wielkie.

 

W praktyce 1x12 w stosunku do 1x11, za sprawą większego zakresu przełożeń, pozwala na użycie większej zębatki z przodu, co obniża siłę, z jaką działa łańcuch, i tym samym zużycie (jeśli tylko nie będziemy używać bez przerwy przełożenia 32/20). Zębatki przednie mogą mieć wielkość do 38 zębów. Także w porównaniu z napędami 2x11 biegi górskie są bardziej przyjazne dla łańcucha, bo większy blat w Eagle obniża siły, z jakimi działa łańcuch.

 

Dobra, ale droga

 

Sramowi udała się sztuka wprowadzenia na rynek 1x12 bez zmiany standardu piasty i bez podniesienia zużycia. A jednak! Komponenty Eagle są trwałe i w zależności od użytej zębatki z przodu mają potencjalnie większą trwałość niż napędy 1x11 i 2x11. Jednak koszty zużycia dla Eagle nie przestają być potężne. Do nawijania kilometrów luksusowe części są zbyt drogie. Trzeba poczekać, by się przekonać, czy zalety zostaną utrzymane także w grupach o cenach do zaakceptowania.

 

 

Skuteczność 97,5%

 

Wydajność przy dużym skosie zmierzyliśmy w Eagle przy kombinacji 32/42 i mocy napędu 150 watów. To bardzo dobry wynik. Bez skosu tarcie możliwe do zmierzenia jest niewiele mniejsze. Podobne wartości uzyskaliśmy z jedenastkowym XX1 (także z użyciem nowych części). Przy większej mocy można oczekiwać jeszcze lepszej wydajności, ale nie jesteśmy w stanie sprawdzić tego przy użyciu dostępnych nam środków.

 

 

Ekstremalny test twardości

 

211 kilometrów, 7049 metrów. Salzkammergut Trophy uchodzi za najcięższy maraton rowerowy na świecie. To była tortura także dla Srama Eagle XX1 w rowerze naszego reportera.

 

„Byłem odrobinę sceptyczny, gdy wczesnym rankiem wtaczałem się na rowerze na Eagle 1x12 do sektora startowego. Podczas ostatniego startu byłem szczęśliwy, że mam z przodu trzy zębatki. Podjazdy na Salzkammergut są często obrzydliwie strome. Do tego pamięć przywoływała niespecjalnie dobrą pogodę. 200 kilometrów w deszczu potrafi być mordercze dla napędu MTB. Także tym razem było mokro. Co zauważyłem od razu, napęd pracował gładko. Nawet na tryb 50 z łańcuch wchodził precyzyjnie i bez oporów. Zrzucenie z powrotem na 42 wymagało jednak więcej czasu. Wbrew moim obawom Eagle nadaje się na strome podjazdy. Przy stałej zmianie kąta nachylenia napęd ujawnił jednak swoją słabą stronę, dzieloną także z 1x11 – związane z konstrukcją duże skoki między przełożeniami. Mniejsze byłyby lepsze. Da się jednak wytrzymać. A zużycie? Nie do stwierdzenia, i to na 211 ekstremalnie twardych, częściowo mocno zabłoconych kilometrach. Moje podsumowanie – bardzo dobrze”.

 

 

Jak testuje Bike

 

Napęd zamontowaliśmy na stanowisku testowym BIKE z przełożeniem 32/18 i obciążyliśmy łańcuch siłą 100 kilogramów. Podobne wysokie obciążenie rzeczywiście występuje podczas podjeżdżania pod wpływem nacisku na pedały. Naprężony łańcuch obracał się w tempie 75 obrotów na minutę. Po krótkiej fazie dotarcia łańcuch został odtłuszczony i trzykrotnie potraktowany prostym olejem silnikowym i piaskiem kwarcowym. Zapiaszczony łańcuch torował sobie drogę, trzeszcząc, szorując ścianki trybu i zębatki przedniej. W regularnych odstępach mierzyliśmy wyciągnięcie ogniw łańcucha, określaliśmy zużycie rolek i sprawdzaliśmy tryb i zębatkę. Próba została przerwana po 45 godzinach. Łańcuchowi po piaskowej torturze daleko było jeszcze do konieczności wymiany, co nie jest takie oczywiste, jak przekonaliśmy się w testach innych napędów.

 

1 Ceny rynkowe części ulegających zużyciu

2 Ocena BIKE oddaje wartości laboratoryjne i subiektywne wrażenia testerów. Ocena BIKE jest niezależna od ceny. Oceny BIKE: super, bardzo dobra, dobra, dostateczna, mierna, niedostateczna.

Komentarze do artykułu