Wwiad: Charlie Kelly – „Byłem przywódcą”

Ponad 40 lat temu w Kalifornii kilku hipisów staczało się z okolicznych pagórków na rowerach ze szrotu i całkiem przy okazji wynaleźli kolarstwo górskie. Charlie Kelly wszystko to spisał, a teraz chce, by opowieść została sfilmowana.



Zjazd Repack uważany jest za początek kolarstwa górskiego. Komiczna nazwa dla wyścigu. Skąd się wzięła?

Raz za razem odwiedzaliśmy na naszych rowerach wyciągniętych ze szrotu pagórek w okolicach Fairfax i jakoś tak wyszło, że wyrósł z tego wyścig. Jeździliśmy na starych rowerach z hamulcami w piaście, a nazwa „Repack” opisuje to, co się z nimi działo. Trasa miała 3000 metrów długości i mniej więcej 300 metrów przewyższenia, czyli jak na ówczesne warunki była całkiem ciężka. Musieliśmy więc hamulce ponownie „ładować” (ang. repack), gdy docieraliśmy do początku zjazdu, czyli rozmontować i zaopatrzyć w nową porcję smaru.

 

Na czym polegała Twoja rola?

Było nas 25 czy 30 osób, którzy jeździli na poważnie, do tego jeszcze 30 czy 40, którzy obserwowali wyścigi. Byłem kimś w rodzaju przywódcy. Gdy ogłaszałem, że odbędzie się wyścig, to tak właśnie się działo. Organizowałem też imprezy takie jak Klunker Awards. Nic nie było jednak sformalizowane. Nie było żadnych reguł.

 

Jak wyglądało wtedy kolarstwo górskie?

Wkrótce tylne koła z hamulcami przebudowaliśmy na napędy z przerzutkami, ale ramy nie wytrzymywały. Wiele zniszczyłem i zastanawiałem się, ile kosztowałoby zlecenie zbudowania rowerów do tego typu zjazdów. Był tam Joe Breeze. Budował rowery i startował w Repacku. Skonstruował więc zupełnie nowy rower do naszych wyścigów, a my stwierdziliśmy, że równie dobrze mógłby funkcjonować też gdzie indziej.

 

To były pierwsze rowery górskie. Jak mogła z tego powstać dyscyplina sportowa i cała gałąź światowego przemysłu?

Tego nie planowaliśmy. Mój kumpel Gary Fisher też chciał mieć taki rower i pytał o to innych budowniczych ram, w tym Toma Ritcheya. Tom zbudował mu sztukę i stwierdził, że takie rowery są o wiele łatwiejsze w produkcji niż szosowe, bo tam klienci zawsze chcą mieć bardzo dokładne wymiary. Tak więc Tom zbudował ich więcej, ale nie znał klientów. Wówczas pojawiliśmy się my – Gary Fisher i ja. Otworzyliśmy konto i powiedzieliśmy: „Od teraz nazywamy się Mountain Bikes”. Tak brzmiała pierwotna nazwa firmy. Ritchey z grubsza był w stanie wyprodukować tygodniowo 50 rowerów, a zapotrzebowanie szybko rosło. Jeśli ktoś chciał sztukę, musiał do nas przyjść.

 

Co myślisz, gdy widzisz dziś młodziaków skaczących na rowerach z wielkim skokiem z dropów?

Miałem 30 lat, gdy wpadliśmy na pomysł nowej dyscypliny sportu, a sam wywodzę się z kolarstwa szosowego. Jeżdżący na BMX-ach, jak np. John Tomac, przynieśli umiejętności, których nigdy nie miałem, a ludzie, którzy na góralach uczyli się jeździć, mieli kompletnie inną technikę. Rozwój dyscypliny zachwycił mnie i jest mi tylko trochę przykro, że nie jestem w stanie uczestniczyć w nim na tym poziomie. Jestem już na to za stary.

 

Podstawowa formuła do czerpania przyjemności z jazdy na rowerze terenowym według Ciebie?

Jestem pod wrażeniem techniki i umiejętności jeżdżących, która tak rozwinęła się z upływem lat. Salto do tyłu nad 15-metrowym kanionem to coś po prostu niewiarygodnego. Sport jako taki będzie się rozwijał w kierunku, jakiego nie jesteśmy w stanie sobie dziś wyobrazić. Chcę przypomnieć o tym, że na początku nie było cross country, tylko zjazd. Po to budowaliśmy te rowery. Downhill to mój największy wkład w tę dyscyplinę.

 

Technologia z MTB wpłynęła także na szosę i rowery do użytku codziennego. Czy masz świadomość, że wywołaliście postęp?

Tak, teraz zmierza to w zupełnie nowych kierunkach. Każdy widzi tylko sport, od którego wszystko się zaczęło. A chodzi też o rzeczy praktyczne. Hasło kluczowe to transport. Śnieg albo piach, ciężkie dla rowerów, można pokonać z pomocą fatbike’ów, które także rozwinęły się z mountainbike’ów. Poza tym mógłbym zrezygnować ze wszystkiego, ale nie z tarczówek. To najlepsze, co stworzono do rowerów.

 

Wydawałeś „Fat Tire Flyer”, pierwszą gazetę MTB. Co dziś czytasz?

Nie mam z mediami zbyt wiele do czynienia, ale próbuję zrealizować film bazujący na mojej książce. Rozmawiałem z ludźmi z przemysłu filmowego. Dzika przygoda z kolorowymi ludźmi i akcją. Ta historia miała wpływ na wielu ludzi na całym świecie. To byłby przepiękny film.

 

A kto będzie grał Charliego Kelly?

Brad Pitt? Nie wiem. Ktoś, kto wygląda lepiej niż ja. Tak daleko jeszcze jednak nie zaszliśmy. Najpierw potrzebujemy scenariusza.

 

Na jakim rowerze jeździsz obecnie?

Na Breezerze Repack. Mam rowery od Toma Ritcheya, Gary’ego Fishera i Joego Breeze’a i nie wiem, czy ktoś poza mną może powiedzieć, że na każdym rowerze, który posiadam, widnieje imię jednego przyjaciela.   

 

 

Charlie Kelly

 

Dla zabawy zorganizował przyjaciołom wyścig i nagle stał się „ojcem chrzestnym” sportu MTB. Charlie Kelly, który 21 października 1976 swoim Repackiem w Fairfax (Kalifornia) wywołał boom na kolarstwo górskie, zaliczany jest do ikon sportu. Z Garym Fisherem założył firmę „Mountain Bikes”, wydał pierwszą gazetę MTB na świecie „Fat Tire Flyer”. Obecnie 72-letni przedsiębiorca prowadzi firmę zajmującą się przeprowadzkami.

 

To również może cię zainteresować

Mountain Bike Hall of Fame

Historia MTB - Wende Cragg

Repack na Mt Tamalpais u źródeł MTB

Komentarze do artykułu